Wielki finał na Civetcie: Baù i Tondini przeszli klasycznie tradową „Pilastro Renato” IX+
Spis treści
W lipcu tego roku Alessandro Baù i Nicola Tondini dokonali pierwszego klasycznego przejścia Pilastro Renato IX+, 670 m (17 wyciągów), wymagającej drogi tradowej na północno-zachodniej ścianie Civetty (3220 m) w Dolomitach. To finał akcji rozłożonej na trzy sezony.
***
Droga została otwarta w stylu: ground-up, bez wiercenia i niemal wyłącznie klasycznie. Podczas otwierania Włosi musieli skorzystać z haczenia jedynie raz, na trzymetrowym odcinku, który nazywają „miejscem zbrodni”. Prace nad otwarciem miały miejse w sezonach 2024 i 2025. W tym roku autorzy dokonali pierwszego przejścia – w całości klasycznego.

Od marzeń do rzeczywistości
Nicola Tondini i Alessandro Baù po raz pierwszy pomyśleli o północno-zachodniej ścianie Civetty w 2009 roku. Zbadali wtedy lewą część ściany, ale uznali, że jej przejście byłoby niemożliwe bez użycia spitów. A w taki sposób nie chcieli prowadzić tam nowej drogi. Pomysł dojrzewał więc latami, aż pewnego dnia pod koniec lata 2023 roku padające pod kątem światło odsłoniło przed Tondinim potencjalną linię. Alpiniści ruszyli rozpoznać teren, ale na konkretną akcję musieli zaczekać do kolejnego sezonu.

W lipcu 2024 roku rozpoczęli otwieranie drogi – zgodnie ze swoją filozofią – od dołu i bez spitów. Po przejściu pierwszych ośmiu łatwiejszych wyciągów wspólnie rozpracowali dziewiąty, po czym pokonali jeszcze dziesiąty i jedenasty. Niestety zmęczenie dało w kość, haki się kończyły, a skała nie pozostawiała zbyt wielu opcji na sensowną asekurację. Musieli się wycofać.
W lipcu 2025 roku wrócili na projekt wraz z Alessandro Beberem. Szybko pokonali pierwszych jedenaście wyciągów i stanęli przed dwunastym. Tym razem wybrali linię nieco bardziej na prawo. Tondini otworzył pierwszą połowę wyciągu, Baù (po dziesięciometrowym locie) drugą. To tu, z powodu bardzo niepewnej asekuracji, na odcinku trzech metrów, musiał wykorzystać technikę hakową. Chwilę później do wycofu zmusiła ich burza z piorunami.
Pod koniec miesiąca Baù i Tondini wrócili i, ponownie ruszając od podstawy, otworzyli pięć ostatnich wyciągów aż na szczyt. Droga została w końcu otwarta, ale na pierwsze przejście trzeba było jeszcze zaczekać.

Przejście klasyczne – lato 2026
O brzasku 22 lipca wspinacze opuścili Rifugio Tissi. Pierwszych siedem wyciągów puściło gładko (trudności do VI+). Na siódmym charakter drogi się zmienia – to rysa za VIII- (6c+), w całości asekurowalna friendami. Dziewiąty to pierwszy z dwóch kluczowych wyciągów: żółta skała, złożony i eksponowany odcinek z długimi run-outami, który pierwotnie wydawał im się niemożliwy do przejścia bez stałej asekuracji, oraz trudności IX+. Tym razem Tondini poprowadził wyciąg od strzału („kluczowe znaczenie miały ślepa wiara w dobre tarcie i wytrzymałość punktów asekuracyjnych”). Jego partner przeszedł go na drugiego, ale również bez bloków. Tondini poleciał za to na dziesiątym wyciągu (VIII+), co jednak szybko naprawił, przechodząc go w drugiej próbie.

Na jedenastym wyciągu (IX) prowadzenie przejął Baù: komin, a potem 15 metrów wspinaczki w rysie biegnącą przez litą skałę. Wyciąg pada za pierwszym razem. Tondini również przechodzi go bez odpadnięcia.
Przed zapadnięciem zmroku Baù robi jeszcze część dwunastego wyciągu, drugiego z dwóch kluczowych (IX+) – tu podczas pierwszego przejścia wspinacze korzystali z techniki sztucznych ułatwień (A0). Biwak w portaledgu pod „miejscem zbrodni” jest mroźny (4 stopnie), ale komfortowy.
Rankiem 23 lipca Tondini rusza z zamiarem wykonania próby rozpoznawczej… a zamiast tego pokonuje wyciąg od strzału. Wspinacze składają biwak i do prowadzenia startuje również Baù. Niestety w cruxie kruszy się chwyt i wspinacz odpada. Po krótkim odpoczynku pokonuje wyciąg w drugiej próbie. W ten sposób obaj prowadzą klasycznie kluczowy wyciąg.
Pozostałe pięć długości liny do szczytu zespół pokonał klasycznie, w pierwszych próbach i zmieniając się na prowadzeniu.
Wspinacze skomentowali:
Łączy nas ta sama tradycyjna etyka i ta sama miłość do wspinaczki klasycznej. Ale przede wszystkim, tam w górze, wciąż potrafimy bawić się jak dzieci.

Pamięci Renato De Zordo
Po ukończeniu drogi, podczas zejścia wspinacze otrzymali telefon od gospodarza Rifugio Tissi, który przekazał im smutną wiadomość: Renato De Zordo, który wraz z żoną Enzą przez 45 lat był legendarnym gospodarzem Rifugio Coldai, zmarł, gdy oni przebywali na biwaku w ścianie. Zapadła decyzja: nowa droga otrzyma jego imię.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA