Wspinanie pomaga ukraińskim weteranom po amputacjach. Rozmawiamy z Alexem Kosseffem z Paradox Sports
Paradox Sports to organizacja non-profit z Kolorado, która na początku sierpnia tego roku przeprowadziła szkolenie dla weteranów w zachodniej Ukrainie. Prowadzący określają przedmiot zajęć mianem „wspinania adaptacyjnego”. Szkolenie ma na celu pomoc żołnierzom, którzy doznali poważnych obrażeń.

***
Według raportu „The New York Times” w Ukrainie jest obecnie około 100 tysięcy osób po amputacjach związanych z działaniami wojennymi. Organizacja Paradox Sports pod kierownictwem Alexa Kosseffa, a także współzałożyciela i niepełnosprawnego weterana wojny w Iraku DJ-a Skeltona oraz menedżera programu Sama Sali, zawędrowała do targanej wojną Ukrainy, by wziąć pod swoje skrzydła 35 uczestników szkolenia – w tym około tuzina niepełnosprawnych weteranów. Instruktorzy uczyli podopiecznych tego, jak się wspinać z wykorzystaniem specjalistycznych protez (między innymi „nóg wspinaczkowych” marki Evolv), specjalnych systemów asekuracyjnych oraz układów bloczków – dla osób o ograniczonej mobilności lub z paraplegią.
Nie wszyscy uczestnicy byli poszkodowanymi. Wielu z nich ma już doświadczenie wspinaczkowe lub prowadzi ścianki wspinaczkowe lub organizacje, takie jak ukraińska Second Wind (znana z wejścia weteranów na Kilimandżaro w 2025 roku). Program koncentrował się na budowaniu lokalnych kompetencji – świadomości niepełnosprawności, technikach adaptacyjnych i tworzeniu trwałych programów – by Ukraińcy mogli kontynuować tę pracę w przyszłości.
Szkolenie rozpoczęło się na ściankach wspinaczkowych, a następnie przeniosło się w skały. Redakcji udało się porozmawiać z głównymi prowadzącymi szkoleniowcami Paradaox Sport. Alexa Kosseff jest szefem Paradox Sports, przewodnikiem górskim i instruktorem wspinania z 30-letnim doświadczeniem. Sam Sal, pracujący również jako przewodnik górski, był głównym prowadzącym podczas szkolenia w Ukrainie.

*
Jak przebiegało szkolenie? Czy uczestnicy byli zmotywowani?
A.K.: Szkolenie przebiegło wyjątkowo dobrze. Rzadko spotykamy tak zmotywowaną grupę uczestników. Większość z nich miała już doświadczenie wspinaczkowe. Był to eksperyment i nikt nie wiedział, czego się spodziewać. W ciągu wspólnie spędzonego czasu między instruktorami wspinania, weteranami i naszymi amerykańskimi trenerami nawiązała się prawdziwa więź.
Jak się czuliście w Ukrainie, kraju targanym wojną? Jak was przyjęto?
A.K.: Przyjęto nas bardzo ciepło. Podróżowałem służbowo w wiele miejsc na świecie, ale nigdzie nie czułem się tak mile widziany jak w Ukrainie. Dotyczyło to zarówno osób zaangażowanych w szkolenie, jak i wszystkich, których spotkaliśmy. Ukraińcy mają uzasadnione poczucie, że wiele rządów na świecie ich opuściło. Naszą obecność przyjęli jako wsparcie, zarówno ze względu na wiedzę, którą przyjechaliśmy się dzielić, jak i – po prostu – wyraz solidarności.
Jako wspinacz z wieloletnim stażem jestem przyzwyczajony do ryzyka. Jadąc do Ukrainy, spodziewałem się czegoś przypominającego długą i wymagającą wspinaczkę alpejską. Tymczasem w zachodniej Ukrainie sytuacja bardziej przypominała wspinanie na wędkę. W niektórych częściach kraju trwają codzienne ataki, ale w Iwano-Frankiwsku i Kamieńcu Podolskim zagrożenie wydawało się odległe.

Jaka panuje tam atmosfera? Czy waszym zdaniem w czasie trwającej wojny i niedługo po tak traumatycznych doświadczeniach w ogóle da się myśleć pozytywnie?
A.K.: Po czterech i pół roku wojny na pełną skalę Ukraińcy starają się żyć normalnie. Wiele osób, z którymi pracowaliśmy, doświadczyło niewyobrażalnych strat: doznało trwałych obrażeń, straciło bliskich albo zostało przesiedlonych. Mimo to Ukraińców łączyła determinacja, by pokonać rosyjską agresję i jednocześnie robić wszystko, by się uśmiechać.
Będąc tam nie da się nie myśleć o wojnie. Na ulicach jest niewielu mężczyzn. Codziennie o 9:00 rano cały kraj zatrzymuje się na minutę ciszy. Często ogłaszane są alarmy lotnicze. Miejsca pamięci. Niestety, dla Ukraińców są to po prostu codzienne elementy życia. Mimo tego potrafią żyć dalej. A także – w przypadku naszej grupy – znajdują motywację, by się wspinać.

Co było najbardziej poruszające?
A.K.: Najbardziej poruszające były spokojne rozmowy z weteranami i cywilami. Jednym z przykładów jest młoda kobieta, która była jedną z ukraińskich organizatorek szkolenia. Krótko po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji znalazła się wraz z rodzicami pod rosyjską okupacją we wschodniej Ukrainie. Nie chciała rozmawiać o tym doświadczeniu. Jej rodzinne miasto zostało całkowicie zniszczone. Jej rodzice są obecnie przesiedleńcami wewnętrznymi, a ona pracuje w Kijowie, gdzie każdej nocy narażona jest na ataki rakietowe i dronowe. Niewiele śpi, a niektóre noce spędza w schronie na stacji metra. Wiele historii weteranów, których widoczne i niewidoczne rany są świadectwem wojny, jest niemal zbyt traumatycznych, by je powtarzać.
S.S.: Najbardziej poruszającym momentem było dla mnie pożegnanie na zakończenie programu. Uśmiechy, serdeczne uściski, przemyślane prezenty i szczera życzliwość wszystkich pokazały, że nawiązaliśmy przyjaźnie, a nie po prostu stworzyliśmy kolejną grupę instruktorów, jak często bywa podczas szkoleń. Bardzo docenialiśmy czas spędzony razem poza zajęciami: wspólne posiłki, zwiedzanie zabytków, zwykłe spacery i rozmowy. Mam poczucie, że mógłbym wrócić i odwiedzić wiele z tych osób, a one przyjęłyby mnie jak przyjaciela.
Ważne były też inne momenty, jak widok ciągnących się przez całe ulice miejsc pamięci poświęconych poległym obrońcom, które napotykaliśmy w każdym mieście i miasteczku oraz przy drogach w całym kraju. Szczególnie zapadł mi w pamięć widok tętniącego życiem centrum Lwowa, które nagle całkowicie się zatrzymało. Samochody stanęły na środku ulicy, a kierowcy i pasażerowie wysiedli i w milczeniu oddali hołd poległym.

Czy wydarzyło się coś, co być może pozwoliło rozładować napięcie?
A.K.: Najzabawniejszy moment miał miejsce podczas ceremonii zamknięcia programu. The North Face, jeden z naszych sponsorów, przekazał nam koszulki z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych, które mieliśmy rozdać uczestnikom. Na koszulkach znajdowała się amerykańska flaga i orzeł, a w tle widać było charakterystyczny Half Dome w Yosemite. Mieliśmy tylko cztery koszulki i nie byliśmy pewni, czy ktokolwiek będzie je chciał, biorąc pod uwagę krytykę, którą słyszeliśmy na temat zmniejszającego się wsparcia naszego rządu dla Ukrainy. Nagle jednak rozpoczęła się przyjazna walka o to, kto je dostanie.
Entuzjazm, jaki wywołały te mocno „amerykańskie” gadżety, rozładował napięcie i emocje związane ze zbliżającym się wyjazdem.
S.S.: Pod koniec wyjazdu rozmawialiśmy z naszymi tłumaczami. Podziękowałem im za świetną pracę przy tłumaczeniu skomplikowanych teorii, technik i terminologii. Roześmiali się i powiedzieli, że nie byli tam po to, żeby pomóc Ukraińcom zrozumieć angielski. Ich głównym zadaniem było sprawić, żebyśmy to my, goście, czuli się bardziej swobodnie.

W kraju, który wciąż jest codziennie atakowany i w którym nie widać wyraźnego końca wojny, jakie względy praktyczne lub bariery emocjonalne utrudniają obecnie skupienie się na aktywności outdoorowej i budowaniu wspólnoty? A może coś zaskakująco ułatwia takie działania?
A.K.: Początkowo zaskoczyło mnie, że Ukraińcy w ogóle myślą teraz o wspinaniu. Kiedy jednak się nad tym zastanowić, od czterech i pół roku żyją w warunkach nieustannej wojny. W tym czasie doszło do ponad 100 tysięcy amputacji. Potrzeba rehabilitacji, aktywności i kontaktu z innymi jest wśród niepełnosprawnych weteranów tak duża, że takie działania muszą odbywać się już teraz. Ukraińcy zdają sobie sprawę, że nie mogą czekać na zakończenie walk, które może nastąpić w nieokreślonej przyszłości.
Wiele barier, które moim zdaniem mogły się pojawić, dla Ukraińców wcale nimi nie było. Są przyzwyczajeni do improwizowania i radzenia sobie przy ograniczonych zasobach. Oczywiście potrzebny jest sprzęt wspinaczkowy, szczególnie specjalistyczny sprzęt do wspinania adaptacyjnego. Nie ma jednak aż tak wielu przeszkód, by organizować programy wspinania adaptacyjnego na ściankach czy w lokalnych skałach. Emocjonalne konsekwencje wojny są niewyobrażalne ze względu na jej ogromną skalę. Tym ważniejsze jest jednak, by weterani pozostawali aktywni fizycznie i nawiązywali nowe relacje.
S.S.: Kiedy po raz pierwszy usłyszałem syrenę alarmową, a na moim telefonie pojawiło się powiadomienie o nadlatującej rakiecie, naprawdę się przestraszyłem. Kiedy jednak zobaczyłem, że ludzie wokół mnie niemal w ogóle nie reagują i po prostu zajmują się swoimi sprawami, zatrzymałem się i pomyślałem, jak wyglądałoby życie przez ponad cztery lata w kraju, w którym takie zagrożenie jest niemal nieustanne.
W ciągu tego tygodnia postawa, którą początkowo odbierałem jako pewną fatalistyczną obojętność, zaczęła mi się jawić raczej jako ogólnonarodowa odporność i zdecydowana odmowa życia w strachu.

Ukraina od zawsze miała silne środowisko wspinaczkowe. Czy czujecie, że wasz projekt jest częścią większego ruchu, który pomoże zbudować społeczność wspinaczkowych weteranów?
A.K.: Wyjechaliśmy z Ukrainy z poczuciem, że pomogliśmy zasiać ziarno. Ukraińskie środowisko wspinaczkowe jest zwarte i wzajemnie się wspiera, dlatego sprzęt i techniki wspinania adaptacyjnego, które przywieźliśmy, pomogą tej nowej grupie wspinaczy.
Niepełnosprawni weterani potrzebują rehabilitacji, aktywności i kontaktu z innymi ludźmi. Wspinanie może im to zapewnić, a więź między ludźmi połączonymi liną jest silniejsza niż relacje, które powstają w niektórych innych dyscyplinach sportu.

Jaki będzie kolejny krok?
A.K.: Paradox Sports będzie nadal współpracować z halami wspinaczkowymi i organizacjami pozarządowymi w Ukrainie, między innymi z Razom for Ukraine, Petros i Second Wind. Naszym celem jest zapewnienie programom wspinania dla niepełnosprawnych weteranów specjalistycznego sprzętu i szkoleń, których potrzebują, aby skutecznie działać.
W 2027 roku skupimy się na bardziej zaawansowanych szkoleniach dla instruktorów, dzięki którym ci wspinacze będą mogli zacząć szkolić kolejne osoby w Ukrainie do pracy z niepełnosprawnymi weteranami.
Trzymamy kciuki!

CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA