„Motywuje mnie sam widok pięknych dróg” – rozmawiamy z Hanną Koziną
W lipcu Hanna Kozina zapisała na swoje konto klasyk Pochylca – Nie dla psa kiełbasa VI.7. Było to rekordowe przejście młodej zawodniczki, która od kilku lat metodycznie rozwija swoje umiejętności. Pierwsza sześćsiódemka w zeszyciku to dobry moment, aby porozmawiać z Hanią o jej dokonaniach i o tym, co ją we wspinaniu pociąga najbardziej.

***
Piotr Turkot (wspinanie.pl): Nie dla psa kiełbasa to świetne osiągnięcie i najtrudniejsza poprowadzona przez ciebie linia. Co to dla ciebie znaczy?
Oczywiście bardzo się cieszę z tego przejścia, ale tak naprawdę ogromną radość daje mi każda droga, która kosztuje mnie dużo wysiłku. To rzeczywiście najtrudniejsza linia, jaką udało mi się poprowadzić, ale największej satysfakcji nie daje mi sama cyfra, tylko fakt, że było to dla mnie po prostu bardzo ciężkie, a mimo to dałam radę.
Rozwijasz swoje wspinanie metodycznie, piramidka twoich przejść jest poukładana i różnorodna, jeśli chodzi o rejony, rodzaje dróg. Które z nich utkwiły ci w pamięci – czy też wiążą się z jakimiś osobistymi rekordami?
Jeśli chodzi o ulubiony rejon, to na pewno jest nim Rodellar. Uwielbiam tam długie drogi po tufach i niesamowity klimat. Ale właśnie przyjechałam po raz pierwszy do Céüse i coś czuję, że ten rejon będzie dla Rodellaru sporą konkurencją. Są tutaj dokładnie takie drogi, jakie lubię najbardziej – długie i lekko przewieszone. Mam ochotę wstawić się i spróbować każdej, ciężko mi zdecydować od której zacząć (śmiech).
Drogą, która najbardziej utkwiła mi w pamięci, jest na pewno Nordic Flower we Flatanger. Zrobienie jej zajęło mi najwięcej czasu ze wszystkich, jakie do tej pory przeszłam. Była bardzo fizyczna, bardzo angażowała całe ciało i wymagała wspinania w dużym przewieszeniu przez długi czas. Dodatkowo w trakcie wyjazdu przestałam wierzyć, że zrobienie jej jest w ogóle możliwe. Czas się kurczył, a ja nagle nie potrafiłam zrobić cruxa, który wcześniej nie sprawiał mi problemu. Właśnie dlatego tak mocno zapadła mi w pamięć, bo była dla mnie ogromnym wyzwaniem zarówno fizycznym, jak i psychicznym.

Trenujesz od lat na Avatarze i Koronie. Jak wygląda twoja wspinaczkowa codzienność? Kto ci pomaga we wspinaniu?
Kiedy byłam młodsza, trenowałam na Avatarze pod okiem Łukasza Filipiaka, któremu zawdzięczam super podstawy. Teraz na co dzień większość czasu spędzam na Koronie, a moim trenerem jest Maciek Oczko, który mocno pchnął moje wspinanie do przodu. Zawsze potrafi mnie zmotywować, a do tego na każdym kroku czuję od niego ogromne wsparcie. Często trenuję w mocnej ekipie, co pomaga mi dawać z siebie na ścianie znacznie więcej. W tym wszystkim pomaga mi również Magda Pełka, która przygotowuje mnie motorycznie. Dostosowuję siłownię do konkretnego okresu treningowego i moich słabych stron.
Przez lata brałaś też udział w zgrupowaniach Kadry Polski Juniorów PZA. Z kilku wyjazdów wracałaś z dobrymi przejściami. Jak wspominasz ten czas i jak bardzo wpłynął na twój rozwój?
Zgrupowania wspominam bardzo dobrze. Dzięki nim zaczęłam się więcej wspinać w skałach za granicą. Poznałam sporo nowych rejonów i wspinałam się po wielu drogach o różnym charakterze. Oprócz tego fajne było to, że zawsze jeździliśmy mocną ekipą, gdzie każdy miał jakiś trudny dla siebie projekt, co dawało mi ogromną motywację.

Sprawdzając archiwa wspinanie.pl zauważyłem, że twoje pierwsze istotniejsze zawody to rok 2017 – czy starty są dodatkiem do wspinaczki skalnej, czy jakoś chcesz się również rozwijać pod kątem zawodniczym?
Startuję w zawodach, ale stanowią dla mnie tylko dodatek do treningów i świetną zabawę (śmiech).
Co we wspinaniu podoba ci się najbardziej? Co cię motywuje?
Chyba najbardziej motywuje mnie sam widok pięknych dróg. Kiedy stoję pod skałą, najchętniej chciałabym spróbować każdej z nich. Więc to chyba po prostu to, że najzwyczajniej w świecie uwielbiam się wspinać. Oprócz tego ogromnie motywują mnie wyzwania. Mega się zajawiam, kiedy coś jest bardzo trudne. Uwielbiam ten proces, kiedy na początku nie jestem w stanie zrobić pojedynczych ruchów, a po jakimś czasie łączę je w ciąg. No i lubię też samą walkę, kiedy wydaje ci się, że już spadasz, a jednak ciśniesz do końca i kończysz drogę. To daje niesamowitą satysfakcję.

Na Instagamie napisałaś „Pochylec nigdy mi się nie znudzi”. Jak to jest ze wspinaniem w naszych skałach – Pochylec, Mamutowa i długo, długo nic…?
Moja ulubiona skała w Polsce to oczywiście Pochylec, głównie ze względu na długie i przewieszone drogi, które są najbardziej zbliżone do tych za granicą. Jeśli chodzi o Mamutową i inne skałki w Polsce, to czasami też się tam wspinam, ale za bardzo tego nie lubię i zamiast tego wolę pójść na Koronę i zrobić dobry trening (śmiech).
Z kim najbardziej lubisz się wspinać? Kilka dróg robiłaś z Mileną Ciechanowską – wspieracie się, dopingujecie? A może jest w tym trochę rywalizacji?
Rywalizacji między nami nie ma, po prostu ciągniemy się razem w górę i to jest najfajniejsze. Dzięki temu, że wspinamy się wspólnie, mamy odwagę, żeby wstawiać się w trudne rzeczy. Wspólnie wymyślamy patenty i pokazujemy sobie nawzajem, że da się to zrobić, co jest bardzo motywujące. Praktycznie wszystkie trudniejsze drogi zrobiłyśmy razem i co ciekawe, często robimy je dokładnie w ten sam dzień.
Najbliższe plany?
Aktualnie jestem w Céüse. Planuję tu szybkie RP, wspinanie w stylu OS i po prostu zrobienie jak największej ilości pięknych dróg. Kolejnym celem na wakacje jest Rodellar. Ten wyjazd będzie dłuższy, dlatego planuję tam wstawić się w jakąś trudniejszą drogę.
Powodzenia!
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA