Fontainebleau miesiąc po katastrofalnym pożarze ciągle w zasadzie zamknięte
W dniach 12 i 14 lipca pożar o niespotykanej dotąd skali spustoszył około 2 tys. hektarów lasu Fontainebleau, to prawie 10% masywu. Był to największy pożar, jaki kiedykolwiek odnotowano od 1863 roku (w tym roku zaczęto prowadzić pomiary). Niestety sytuacja nie wróciła do normy, duża część lasu, a co za tym idzie rejonów boulderowych, nadal jest zamknięta, a lokalna branża turystyczna mocno odczuwa brak wspinaczy i turystów.

***
Dwa główne pożary wybuchły w masywie Trois-Pignons (sektor Noisy-sur-École, ok. 1500 ha) oraz w pobliżu Faisanderie/Apremont (ok. 450 ha). Objęły większość sektorów w tym najsłynniejszym rejonie boulderowym na świecie. Od miesiąca duża część lasu jest zamknięta ze względu na bezpieczeństwo odwiedzających oraz realne ryzyko kolejnych pożarów.
Strażacy monitorujący las Fontainebleau pozostają nadal, nie bez przyczyny, w stanie podwyższonej gotowości. 29 lipca wybuchł kolejny pożar, który strawił 6 hektarów. Zamknięcie lasu wynika nie tylko z ryzyka pożarowego (we Francji nadal panują ekstremalne upały i susza), ale także z dużego ryzyka niespodziewanego zwalenia się drzew, których korzenie zostały uszkodzone przez ogień.

Na dzień dzisiejszy z 90 sektorów Fontainebleau aż 76 jest nadal zamkniętych. Aktualny status wspinania w rejonie możecie śledzić na stronie crashpadtours.fr.
Ta sytuacja ma duży wpływ na branżę turystyczną, która w dużym stopniu żyje ze wspinaczy. Właściciele kwater sygnalizują ogromny spadek zainteresowania rezerwacjami, właśnie ze strony wspinaczy. Także właściciele knajpek odnotowali duży spadek liczby klientów.
Obecny zakaz wejścia do lasu obowiązuje do 14 sierpnia, ale w przeszłości był wielokrotnie wydłużany.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA