Eugenia Lavrushkina: z tatami do boulderowego 8B
Nadrabiamy zaległości i rozmawiamy z Eugenią Lavrushkiną, dziewczyną o korzeniach rosyjsko-białoruskich, od kilku miesięcy mającą polskie obywatelstwo, która z judo wykonała skuteczny skok do boulderingu. A okazją jest przejście przez nią w kwietniu br. boulderu 8B (Flow My Tears). Na skalę polską wyczyn nie lada – Żenia była w tamtym momencie drugą Polką z takim baldem na koncie (po Gosi Rudzińskiej). Ostatnio do tego grona dołączyła Sylwia Buczek.

***
W kwietniu zrobiłaś Flow My Tears, swoje pierwsze 8B, dodatkowo takie trudności przeszłaś jako druga dziewczyna z Polski. Gratulacje.
Dzięki :).
Kiedy i jak wkręciłaś się we wspinanie? Jaka jest twoja rodzinna historia?
Zaczęłam się wspinać dość późno, już po studiach. I nawet nie od razu się wkręciłam – na początku traktowałam wspinanie przede wszystkim jako sposób, żeby zamienić trochę czasu spędzanego przy biurku na jakiś ruch. Pracuję w IT jako administrator baz danych, więc zdecydowanie tego ruchu potrzebowałam.
Nie zaczynałam jednak swojej przygody ze sportem od zera – wcześniej dość poważnie trenowałam judo, również na poziomie zawodniczym. Wspinanie przyszło dopiero później i początkowo wcale nie zakładałam, że kiedyś zacznę je traktować równie poważnie.
Jeśli chodzi o rodzinną historię, mam mieszane pochodzenie – mój tata jest Rosjaninem, a mama Białorusinką. Jako dziecko sporo czasu spędzałam między tymi dwoma krajami. Później studiowałam w Petersburgu, a trochę ponad 11 lat temu zdecydowałam się przeprowadzić do Polski. Od tamtej pory mieszkam tutaj i właściwie cała moja wspinaczkowa historia jest związana z Polską.
Wspinam się od około 12 lat, z czego 11 w Polsce. Zaczynałam na Avatarze w Krakowie – pamiętam jeszcze stary Avatar na Przewozie. Przełom przyszedł trochę później. Patrzyłam na mocne dziewczyny startujące w finałach Krak’em All – Daszkę Brylovą, Gosię Rudzińską, Olgę Niemiec, Idę Kupś i inne – i w pewnym momencie pomyślałam: kurde, może ja też spróbuję podejść do tego trochę poważniej i zobaczyć, gdzie uda mi się zajść.
Od 2021 roku trenuję u Maćka Oczko z KS Korona i przez ten czas podniosłam swój poziom z mniej więcej 7C do 8B. Ogromna część tego sukcesu to jego zasługa. Ale trochę też moja. Na co dzień uważam się za osobę średnio zorganizowaną, natomiast we wspinaniu jakoś nigdy nie brakuje mi motywacji i determinacji.
Czym zauroczył Cię Flow My Tears? Ile czasu potrzebowałaś na jego przejście?
Co ciekawe, na początku wcale mnie nie zauroczył. Jesienią 2025 roku dużo rozmawiałam o Flow My Tears z Karolem Szczuchniakiem, który wtedy go zrobił. Z jego opowieści wydawało mi się, że to może być coś dla mnie, więc kiedy wróciłam do Chironico, poszłam spróbować.
Po pierwszej sesji właściwie nie chciałam tam wracać. Nie czułam, że to jest „ten boulder” i nie byłam przekonana, że będzie mi pasował. A jednak coś kazało mi spróbować ponownie – do dzisiaj nie wiem do końca, co.
Ostatecznie potrzebowałam 11 sesji. Po czwartej wydawało mi się, że jestem już bardzo blisko i zaraz go zrobię. Nic bardziej mylnego, Flow My Tears okazał się niesamowicie technicznym problemem, który praktycznie nie wybacza błędów. Jednego dnia czułam się bardzo blisko przejścia, a kolejnego miałam problem, żeby w ogóle poprawnie zrobić początek.
Najwięcej walczyłam właśnie z pierwszą sekwencją. Końcówka też jest trudna, ale przynajmniej była dla mnie przewidywalna. Początek długo pozostawał zagadką. Ten projekt przypomniał mi też, jak wymagające potrafi być projektowanie, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.
Jaki jest twój ulubiony rejon boulderowy w Polsce i poza nią?
W Polsce zdecydowanie Zimny Dół. Wiem, że sporo osób nie przepada za tym miejscem, ale ja naprawdę je kocham. To właśnie tam zaczynałam swoją przygodę z boulderingiem w skałach, więc mam do niego ogromny sentyment.
Za granicą przez bardzo długi czas bez zastanowienia odpowiedziałabym Fontainebleau. Teraz chyba jednak Ticino.
Jak dużo czasu poświęcasz na wspinanie i co robisz poza nim?
Wspinam się średnio cztery razy w tygodniu. Do tego dochodzą czasem dodatkowe ćwiczenia i przygotowanie motoryczne – o ile uda mi się znaleźć na nie motywację, bo uważam je za potwornie nudne. Poza wspinaniem pracuję w IT i bardzo interesuję się filozofią. Ostatnio pochłania mnie ona na tyle, że poważnie rozważam rozpoczęcie studiów filozoficznych.
Dziękuję za rozmowę i życzę realizacji wszystkich planów!
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA