World Climbing Series Kraków 2026 – dzień pierwszy
Spis treści
- Ola Mirosław w formie
- Cztery tory naraz – dzieje się dużo
- Miksty: polski rekord i awans Brożek/Dzieński
Za nami pierwszy dzień rywalizacji wspinaczy w ramach World Climbing Series – Kraków 2026. Staraliśmy się na bieżąco relacjonować przebieg wydarzeń w rundach kwalifikacyjnych i dzięki temu powinniście znać rozstrzygnięcia pierwszego dnia. Warto jednak spojrzeć na wydarzenia na Rynku Głównym w Krakowie z większego obrazka, akcentując to, co rzuca się w oczy w oderwaniu od chronologii.

***
Ola Mirosław w formie
Nie ma wątpliwości, że wszyscy oczekiwaliśmy występu Aleksandry Mirosław. To przecież zapowiedź jej ostatniego startu w Pucharze Świata i pożegnanie z polską publicznością miało stanowić najmocniejszy akcent całej imprezy. Ola stanęła do rywalizacji po raz pierwszy od wygranych Mistrzostw Świata w Seulu, gdzie dodatkowo wyniosła rekord świata do poziomu 6,03 sekundy. Ola zaczęła mocno od biegu na 6,19, potem było 6,30, potem 6,23 i w ostatnim biegu kwalifikacyjnym zegar zatrzymał się na 6,14. Trzeba podkreślić, że ten ostatni bieg był absolutnie „a muerte”. Chwilę wcześniej Amerykanka Emma Hunt, rozpędzająca się z biegu na bieg, wykręciła mocarne 6,05 (drugi czas w historii dyscypliny). Ola pozostała jednak z drugim czasem kwalifikacji, co zapowiada istne szaleństwo w dniu finałów.
Oczywiście zawodniczki z pierwszym i drugim czasem kwalifikacji trafiają do dwóch różnych połówek drabinki pucharowej, więc potencjalna bezpośrednia konfrontacja będzie miała miejsce dopiero w finale. W połówce z Amerykanką są dwie Polki. Ola Kałucka najpierw pobiegnie w 1/8, między innymi z Anią Brożek, aby ewentualnie rywalizować z Hunt na etapie półfinału. W połówce z Olą Mirosław jest Patrycja Chudziak (potencjalne spotkanie w ćwierćfinale) no i Natalia Kałucka. Tu spotkanie może się przydarzyć na etapie półfinału.

Cztery tory naraz – dzieje się dużo
Druga najważniejsza kwestia z oglądu pierwszego dnia to odbiór rywalizacji na czterech torach równocześnie. Moja opinia? Mocne przebodźcowanie. Naprawdę ciężko wyłowić detale, tym bardziej w tak złożonej i dynamicznej rywalizacji jak speed climbing. Już nawet wśród kobiet dzieje się niezwykle dużo, a wśród mężczyzn mamy do czynienia z istnym szaleństwem! Wśród mężczyzn najlepsza czwórka kwalifikacji zmieściła się w dwóch setnych sekundy (4,804 – 4,806 – 4,81 – 4,820). Co ciekawe, team USA reprezentuje w tej grupie najszybszy Michael Hom. Drugi czas wykręcił Japończyk Ryo Omasa. Trzeci był nowy rekordzista świata Chińczyk Yicheng Zhao, a czwarty zwycięzca sprzed roku, Indonezyjczyk Raharjati Nursamsa. Jedenastu zawodników zeszło poniżej pięciu sekund, w tym Amerykanin Samuel Watson (4,90).
Do pucharowej drabinki awans dawał czas 5,28. Najlepszy z Polaków Marcin Dzieński był blisko (5,30), jednak uciekła kolejna szansa na awans i ewentualne poprawienie rekordu Polski.

Miksty: polski rekord i awans Brożek/Dzieński
No i trzecia uwaga natury ogólnej, czyli rzut oka na wyścigi drużynowe w formacie mikstów. Jest energia, jest moc i pomieszanie drużyn sprawia, że była okazja oglądać spektakularne pościgi. Było tak ze względu na dowolność, w jakiej do rywalizacji stawały duety (zawodniczka – zawodnik lub zawodnik – zawodniczka). Do tego znów mieliśmy sposobność dopingować biało-czerwonych. Nasza power couple, czyli Ania Brożek i Marcin Dzieński, do ostatniego momentu musiała czekać na potwierdzenie awansu do fazy pucharowej. Czas 12,99, czyli pierwszy historyczny rekord Polski w mikstach, dał im ostatecznie awans z szesnastym czasem. W efekcie w fazie pucharowej pobiegną z najlepszym duetem kwalifikacji – Amerykanami Emmą Hunt i Samuelem Watsonem.
Przed nami drugi dzień World Climbing Series – Kraków 2026. Finały indywidualne oraz finały sztafet mieszanych.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA