Świetna (choć nie w pełni udana) wspinaczka na Cayesh. Steadman i Winckler o próbie powtórzenia „Slo-Am Route”
Spis treści
- Cayesh (5720 m)
- Pierwsze przejście północno-zachodniej ściany Cayesh
- Slo-Am Route, inspiracje Steadmana, opis House’a
- 2026: Wyprawa Steadmana i Wincklera
Choć wspinali się wolniej niż Steve House i Marko Prezelj 20 lat wcześniej, zrobili wariant nieco łatwiejszy niż autorzy Slo-Am Route, a na dodatek żaden z nich nie dotknął ostatecznego czubka góry, Dane Steadman i Cody Winckler przeżyli fantastyczną przygodę na zachodniej ścianie Cayesh w peruwiańskich Andach. Warta odnotowania nie tylko ze względu na wyczyn, ale również świetną relację Steadmana, w której alpinista podkreśla wartość inspiracyjnej (i międzypokoleniowej) mocy wspinania.

***
Cayesh (5720 m)
Kordyliera Biała (hiszp. Cordillera Blanca). Zachodnia ściana góry jest dostępna z doliny Quilcayhuanca, spektakularnej doliny polodowcowej, położonej na terenie Huascarán National Park, na północny-wschód od miasta Huaraz. Przepływa przez nią rzeka Quilcay. Znana z wyjątkowo mało uczęszczanych szlaków, otoczona jest szczytami sięgającymi około 6000 metrów. W górnym odgałęzieniu doliny znajduje się jezioro Tullpacocha. Zachodnia ściana Cayesh liczy około 700 metrów wysokości i od lat 80. stanowi atrakcyjny cel dla alpinistów. Jest uważana za jedną z najtrudniejszych w Kordylierze.

Pierwsze przejście północno-zachodniej ściany Cayesh
Przenieśmy się na chwilę do 1986 roku. Jerry Gore:
Nazwa pochodzi od keczuańskiego słowa caye, oznaczającego „wołać/wołanie”, i rzeczywiście właśnie to zrobiła w moim przypadku. Opisana przez Johna Rickera jako „prawdopodobnie najbardziej spektakularny szczyt w Kordylierze Białej”, po raz pierwszy ukazała mi się na fotografii w przewodniku. Oczarowała mnie i postanowiłem nakręcić film dokumentalny o wspinaczce na jej szczyt w ramach programu Mick Burke Award organizowanego przez BBC.
Gdy Gore pisał te słowa, szczyt Cayesh był świadkiem zaledwie dwóch wejść. Oba bez wątpienia zasługują na miano epickich. Pierwsze wejście, w 1960 roku, to według relacji autorów koszmarna wspinaczka wzdłuż przewieszonej, pełnej nawisów i sopli południowej grani szczytu. Dokonała jej trójka Nowozelandczyków. Drugie wejście miało miejsce w 1984 roku i prowadziło bardzo techniczną oraz poważną drogą przez wschodnią ścianę. Dokonał jej Mark Richey wraz z dwoma partnerami. Jak donosi Gore:
Kluczowy fragment tego pięciodniowego horror-show skoncentrował się wokół pasów lodowych dachów, wystających ze ściany poziomo na około trzydzieści stóp (10 metrów), mniej więcej w połowie wysokości ściany. Zwisające sople, które pokrywały te formacje, zostały pokonane przez zespół z pomocą najróżniejszych technik klinowań czekanów, podczas gdy asekurację stanowiły pętle zaciskane bezpośrednio na soplach!
Jerry Gore i Terry Moore dokonali czwartego wejścia na Cayesh. Ich wspinaczka miała miejsce w lipcu 1986 roku i trwała sześć dni. Brytyjczycy jako pierwsi pokonali lewą, północno-zachodnią część tej ściany.
Jerry Gore opublikował w AAJ relację pod tytułem A CALLING: CAYESH.
W późniejszych latach na ścianie powstało kilka mocnych linii, między innymi Amow-Fowler (1988), German and Czech Route (1989), The Chilean Route (MD+ WI5 M6 70 st. – 2015), a także słynna Slo-Am Route, pokonana w 2005 roku przez świetny amerykańsko-słoweński zespół złożony ze Steve’a House’a i Marko Prezelja.
Slo-Am Route, inspiracje Steadmana, opis House’a
Wracamy do dzisiejszych czasów i relacji Steadmana, który zaczyna tak:
Jako młody wspinacz, podobnie jak wielu moich rówieśników, szukałem inspiracji na YouTube. Oglądałem filmy górskie i marzyłem, że pewnego dnia sam doświadczę czegoś podobnego. Zaczynałem od klasycznego alpinizmu, oglądałem ludzi mozolnie zdobywających najwyższe szczyty drogami normalnymi, (…) niemniej przygoda oraz surowe, dzikie piękno gór całkowicie mnie pochłonęły.
Pewnego dnia, w 2018 roku, algorytm podsunął mi coś nowego. Cayesh: the Calling – taki tytuł pojawił się na ekranie. Kolejne 17 minut dosłownie wywróciło mój świat do góry nogami. Dwóch gości, o których wtedy nic nie wiedziałem (choć wkrótce mieli stać się moimi bohaterami), Steve House i Marko Prezelj, zupełnie sami, walczyli z niemal nierealnymi formacjami śnieżnymi w dzikiej ścianie wznoszącej się nad ogromnym lodowcem, a wszystko to w ciągu, bez wiedzy o drodze i bez żadnego wsparcia.
W tamtej chwili nawet nie do końca wiedziałem, na co patrzę. A tym bardziej nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo to wpłynie na kolejnych osiem lat mojego życia.
Film: Cayesh: the Calling:
W tym miejscu przytoczymy jeszcze opis drogi Steve’a House’a. Warto podkreślić, że była to ich pierwsza wyprawa w peruwiańskie Andy. Drogę zrobili po „rozgrzewce” na kilku innych wspinaczkach w okolicy, które w większości łyknęli onsajtem i przecenili.
Naszym następnym celem była zachodnia ściana Cayesh, szczyt, który od dawna postrzegałem jako uosobienie trudnego wspinania w „Blance”. Szóstego czerwca spędziliśmy pakując się w górę doliny, a następnego dnia rozbiliśmy biwak tuż poniżej krawędzi lodowca. Ósmego czerwca wyszliśmy z namiotu tuż przed świtem i w 16 i pół godziny (w obie strony od podstawy) otworzyliśmy nową linię między drogą niemiecką a drogą Charliego Fowlera.
Wspinaczka była niepewna od samego początku aż do szczytu, co jest dokładnie tym, co lubimy. Po początkowych 150 m lodowo-śnieżnego kuluaru, 11 stromych wyciągach solidnego mikstu, jednym wyciągu czystej skały oraz ostatnim wyciągu super-funky lodu/śniegu dotarliśmy do pokrytego nawisami szczytu. Trudności mikstowe sięgały M7+ (M8?), w skale pokonaliśmy 5.10c. Suche warunki i niepewna asekuracja sprawiły, że droga wydaje nam się harda jak na tę wycenę, niemniej obaj zdołaliśmy pokonać wszystkie wyciągi klasycznie i onsajtem.
2026: Wyprawa Steadmana i Wincklera

W połowie doliny Quilcayhuanca Dane Steadman i Cody Winckler po raz pierwszy stanęli twarzą w twarzą z zachodnią ścianą Cayesh:
Gdy zobaczyliśmy sople, z którymi mierzyli się Steve i Marko, dreszcz przebiegł po naszych obolałych plecach (osiołki, które wynajęliśmy do zaniesienia naszego sprzętu pod ścianę, nigdy się nie pojawiły).
Kolejnego dnia wspinacze obserwowali ścianę przez cały dzień, by ocenić warunki.
Mimo obfitego oblodzenia, sopli i dziwnych, być może unikalnych dla Peru form lodowych, oraz silnego popołudniowego słońca, prawie nic nie spadało. Slo-Am Route wydawała się gotowa nas przyjąć.

Świt 12 czerwca zastał ich w ścianie, kilka wyciągów ponad lodowcem. Cody wbił się w pierwszy z kluczowych wyciągów, przewieszony kant porośnięty spektakularnymi soplami. Przejście tego wyciągu zajęło mu dwie godziny:
Wspinaczka wymagała delikatności i siły, kruszenia słabych sopli i osadzania śrub lodowych w niepewnych daszkach lodowych. Teren, który pokonał, był bez wątpienia najtrudniejszym i najdzikszym jaki napotkaliśmy w wysokich górach.
Kilka wyciągów wyżej przyszła pora na Dane’a:
Monstrualna ośmiornica z lodu wisiała nad przewieszoną rynną z kruchej skały. Wspinaczka była trudna, ale cruxem było z pewnością 45 minut, które spędziłem przerąbując wyjście z macek ośmiornicy, walcząc z nudnościami i drganiem nóg.

Steadman kontynuuje relację:
Powyżej bezpośrednia linia do trzeciego sopla, którą Steve i Marko przeszli dwadzieścia lat i którą my również chcieliśmy podążać, wyglądała na możliwą do pokonania tylko dla znacznie odważniejszych wspinaczy niż my albo dla kogoś z zestawem boltów i wiertarką. Na dodatek ze ściany zaczęły sypać się kawałki lodu – znacznie więcej niż w dniu naszych obserwacji. Chcieliśmy jak najszybciej oddalić się od sopli i lodowych nawisów, więc przetrawersowaliśmy półką w prawo, wykonując trudny ruch w dół, by dołączyć do drogi niemieckiej.

Kilka kolejnych wyciągów cienkiego lodu i litej skały doprowadziło wspinaczy na grań szczytową. Solidne stanowisko lodowe pod wielkim nawisem, zmrok. Szczyt nie jest jeszcze w kieszeni, ale wydaje się, że liny wystarczy, by go osiągnąć z tego stanowiska, które daje dobrą asekurację – przed wspinaczami piętrzą się dwa kolejne grzyby lodowe, jeden na drugim. Z obawy o ich stabilność podejmują decyzję, by iść na szczyt pojedynczo, najpierw jeden, potem drugi.
Sześćdziesiąt metrów później lina naprężyła się dokładnie w chwili, gdy wchodziłem na południowy wierzchołek – niewielki śnieżny garb, kilka metrów niższy i oddalony o jakieś 15 metrów od północnego wierzchołka. Zawołałem o więcej liny, ale bezskutecznie: Cody nie mógł mnie usłyszeć. Wróciłem do stanowiska pod nawisem i ustaliliśmy, że podejdę asekurować trochę wyżej, by on mógł dotrzeć na właściwy szczyt.
Niestety, gdy trawersował lód u podstawy kolejnego nawisu, stając dokładnie w tych miejscach co wcześniej ja, nagle rozległo się głośne trzaśnięcie. Poczuliśmy jak śnieg i lód osuwają się. Przez jedną, przerażającą chwilę wyobraziłem sobie, jak cała ta lodowo-śnieżna czapa góry, do której byliśmy obaj zakotwiczeni, odrywa się od skał i leci w dół… Wtedy to ustało. Z perspektywy czasu myślę, że musieliśmy po prostu strząsnąć kilka sopli z tylnej strony tych nawarstwionych nawisów, ale w tamtym momencie nie mieliśmy pojęcia, jak to wszystko się trzyma. Cody zrezygnował ze swojego wejścia szczytowego i zaczęliśmy szybki wycof, uciekając przed nawisami.

Około północy alpiniści przekroczyli ponownie krawędź lodowca – 20 godzin od startu.
Choć żadne z nas nie dotknęło prawdziwego czubka góry, byliśmy wolniejsi niż Steve i Marko dwadzieścia lat wcześniej i wspięliśmy się łatwiejszym wariantem niż oni – mimo to było to absolutnie magiczne doświadczenie: wspinać się drogą, która tak głęboko mnie zainspirowała na samym początku mojej alpinistycznej przygody. Droga, którą przeszliśmy, mogłaby się nazywać jakoś tak: „Slo-Am-Ger-Czech”. Miała około 600 metrów wysokości, trudności do M7, WI6+. I, co jest czymś wyjątkowym, i nawiązując do słów Steve’a z ich filmu: obaj prowadziliśmy wyciągi, o których – patrząc na nie przed startem – myśleliśmy, że naprawdę nie puszczą.

Źródła: Dane Steadman, American Alpine Journal, Wikipedia
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
Dzięki za zaembedowanie filmu-perełki!
Droga jest zacna, szczególnie sople, pokonane archaicznym (z dzisiejszego punktu widzenia) sprzętem. Śmieszne są fragmenty, gdzie Prezelj i House przekrzykują…
Odpowiedzi: 1