„Edge of Patience” – Austriacy poprowadzili nową drogę przez środek północnej ściany Kongde Ri Shar
Spis treści
W dniach 12–17 maja 2026 Elias Hangweyrer, Maximilian Muck i Jakob Ritzl dokonali pierwszego przejścia drogi Edge of Patience na północnej ścianie Kongde Ri Shar (6093 m, w literaturze zapisywanego też jako Kwangde Ri Shar) w Nepalu. Licząca ok. 2500 m długości linia, poprowadzona przez środkową część ściany, została wyceniona na M7+, A2, AI6, R.

„Dlaczego wciąż nie ma drogi przez środek headwallu?” – to pytanie nie dawało zespołowi spokoju. Najbardziej centralna linia tej ściany pozostawała nietknięta. Już z dna doliny czołowa, najbardziej stroma część ściany wygląda odpychająco: lita, pionowa. Ale na kilku zdjęciach Austriakom wydawało się, że dostrzegają system ramp i zacięć. Był to jedynie domysł, ale wystarczający, by podjąć próbę.
Historia ściany
Pierwszego przejścia tej imponującej ściany dokonali w grudniu 1982 roku Jeff Lowe i David Breashears (ED2: WI6, 1200m). Ich linia startuje w linii spadku wierzchołka, ale od razu biegnie w prawo systemem pól i zacięć śnieżno-lodowych. Wychodzi na grań daleko w prawo filarem na prawo od zakrętu Austriaków (patrz topo w newsie: Nowa droga na Kwangde Lho). Nawiasem mówiąc było to jedno z pierwszych modernistycznych przejść na niższych szczytach Nepalu.
Zaś z lewej strony headwalla biegnie droga wytyczona w 2009 roku. To Cobra Norte (WI5, M8, TD, R), którą poprowadziła Ines Papert wraz z Corym Richardsem. Zespół wyszedł wówczas systemem lodowych nitek na wschodnią grań kilkaset metrów poniżej wierzchołka i dalej granią na szczyt. Papert opisała ścianę jako skrajnie eksponowaną i ubogą w miejsca biwakowe.
Pierwsza próba
Po dwóch tygodniach aklimatyzacji, gdy Austriacy już mieli wbić się w ścianę, Jakob się rozchorował, więc Max i Elias ruszyli we dwóch. Pierwsze wyciągi od razu pokazały, jak poważna będzie ta wspinaczka: kompaktowa skała, słaba asekuracja i długie odcinki bez przelotów. Trzeciego dnia (odbijając w prawo podobnie jak Lowe i Breashears) dotarli po raz pierwszy w rejon tuż pod prawym obniżeniem headwalla. Następnego ranka zdecydowali się na odwrót, choć do grani brakowało wówczas około 100 metrów.

Sztuka cierpliwości
Potem przyszły tygodnie czekania na lepsze warunki. To była przede wszystkim próba cierpliwości; pojawiały się pomysły szukania innego celu albo wcześniejszego powrotu. Na około tydzień przed zaplanowanym lotem powrotnym warunki wreszcie nadeszły. 11 maja 2026 roku ruszyli ponownie, tym razem w trójkę.
Dolne partie ściany były już znane, lecz droga wcale nie wydawała się łatwiejsza. Więcej śniegu ułatwiało jedne fragmenty, a utrudniało asekurację na innych. Trzeciego dnia dotarli do biwaku pod headwallem, znów kompletnie wyczerpani. Zamiast wspinać się dalej, zdecydowali się na pełny dzień odpoczynku. Z perspektywy czasu była to prawdopodobnie kluczowa decyzja dla powodzenia całego przedsięwzięcia.
Crux przez headwall
Piątego dnia zmierzyli się z headwallem. Na zdjęciu wypatrzyli system zacięć, który mógł puścić. Jednak trawers do niego okazał się trudny, wybrali mikstowy teren biegnący wprost do zacięcia. Elias wspinał się w „cienkim jak papier” lodzie, który przypominał bardziej śnieg. Asekuracja była słaba z małych friendów i peckerów. Brakowało 25 metrów, gdy naglę w prawo pokazała się śnieżna półka doprowadzająca do skalnego terenu. Tam puściło i Elias dotarł do wyjściowego pola śnieżnego. Następnego ranka zespół osiągnął wierzchołek Kongde Ri Shar.
Zejście nie obyło się bez przygód. Kilkukrotnie zaklinowana lina, latające kamienie ją obcinające. Dość napisać, że zjazdy rozpoczynali z dwoma sześcidziesiątkami a skończyli z 33 metrami liny…

Elias o całym przejściu pisze:
Patrząc wstecz, jedno widzę jasno: ta ściana jest bezlitosna.
Nigdy wcześniej nie musieliśmy tak konsekwentnie i przez tak długi czas przekraczać własnych granic. Myśl o odwrocie była często obecna – koniec z marznięciem, koniec z głodem, koniec z cierpieniem. Czasami wydawało się to o wiele łatwiejszym wyborem.
Ale w pewnym momencie nie chodziło już tylko o wspinaczkę. W końcu chcieliśmy po prostu poczuć, że naprawdę daliśmy z siebie wszystko. I tak się stało!
Źródła: PlanetMountain, profil Eliasa Hangweyrera
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA