Spis treści
Powtarzania zasad bezpieczeństwa nigdy za wiele. Tym razem o technice, którą Andy Kirkpatrick, autor wydanej po polsku książki „1001 porad dla wspinaczy”, określił w swoim stylu jako „morderstwo‑samobójstwo”.
***
Mowa o zjeździe równoległym (ang. simul‑rappel), czyli sytuacji, w której dwoje wspinaczy zjeżdża równocześnie. Każdy na swoim końcu liny, wzajemnie się równoważąc. Pokusa wydaje się pozornie oczywista: sam czas zjazdu ma się skracać o połowę*. A jeszcze kiedy w taki sposób zjeżdżają gwiazdy pokroju Alexa Honnolda czy Tommy’ego Caldwella, łatwo dojść do wniosku, że tak właśnie „się robi”, a kto się waha, ten jest po prostu strachliwy. Problem w tym, że historia wspinania jest pełna technik, które wyglądały na sprytne dokładnie do momentu, w którym przestały takimi być.
Jeden z możliwych scenariuszy prowadzących do tragedii może wyglądać tak. Skoro obaj wiszą na przeciwwadze, wystarczy, że jeden popełni błąd, np. na chwilę odciąży linę, choćby stając na półce. Wtedy drugi gwałtownie zjeżdża w dół i traci panowanie nad przyrządem, uderza w półkę lub glebę. Rzeczy, które mogą pójść źle podczas operacji zjazdu równoległego jest znacznie więcej. Korzystając z tej techniki zwiększamy prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych scenariuszy, równocześnie pozbawiając się możliwości skorzystania z dodatkowych zabezpieczeń dostępnych przy zjeździe pojedynczo, np. backupu stanowiska.
Podczas zjazdu równoległego zginął Brad Gobright, jeden z najlepszych amerykańskich wspinaczy bigwallowych. Wypadek wydarzył się pod koniec 2019 roku w El Potrero Chico. Zespół zjeżdżał w ten sposób na jednej 80‑metrowej linie, bez węzłów na końcach. Lina po stronie Gobrighta była za krótka i z niej wyjechał. Jego partner spadł na półkę i przeżył. Podobnych wypadków, m.in. w Yosemite czy na Krecie, opisano znacznie więcej. Łączy je to, że ofiary niemal zawsze były doświadczone.
Dlaczego ludzie naprawdę to robią?
Rzadko chodzi o czas. Najczęściej o to, że ktoś ma przy sobie wyłącznie przyrząd do zjazdu na jednej żyle (np. GriGri), na którym nie da się zjechać na dwóch żyłach. I zamiast zbudować zjazd na zablokowanej linie lub zjeżdżać z półwyblinki, wybiera „prostsze” rozwiązanie: zjazd równoległy na osobnych żyłach. To zwykle nie oznaka sprytu, lecz luki w podstawowych umiejętnościach.

Co zatem robić?
- Zjeżdżaj pojedynczo. Doświadczony zespół zjeżdżający po kolei i tak bywa szybszy niż dwie osoby walczące podczas zjazdu równoległego.
- Masz tylko przyrząd do zjazdu na jednej żyle? Naucz się zjazdu na zablokowanej linie (patrz rysunek powyżej), to eliminuje potrzebę zjazdu równoległego.
- Zawsze rób węzły na końcach liny i zawsze używaj zabezpieczenia w postaci blokera (najlepiej pod przyrządem).
Najkrótsza odpowiedź na pytanie: kiedy stosować zjazd równoległy, brzmi więc:
Nigdy. Po prostu tego nie rób.
Więcej opisanych groźnych, a czasem śmiertelnych przypadków oraz ważnych zasad znajdziecie w naszym cyklu BHP wspinania. O zasadach stosowanych podczas wykonywania zjazdów przeczytacie w artykule Jana Kuczery: Sztuka zjazdów – czyli jak zjechać, aby dojechać.
***
Tekst powstał na podstawie eseju Andy’ego Kirkpatricka „Murder‑Suicide – the Case Against Simul‑rappelling”. Temat zjazdu i jego pułapek autor rozwija w książce „Down”. Po polsku ukazało się jego „1001 porad dla wspinaczy”.
Andy Kirkpatrick (ur. 1971) to alpinista kompletny – od zerw El Capitana po wielkie ściany Alp, Norwegii i Patagonii. Do tego spełniony pisarz. Otrzymał dwie prestiżowe nagrody Boardman & Tasker Prize za „Psychovertical” w 2008 oraz „Zimne wojny” w 2012 roku. Publikował również w czasopismach górskich „High”, „On the Edge”, „Climb”. Do swoich dokonań wspinaczkowych, jak i pisarskich, podchodzi jednak z dużym dystansem. Jego teksty łączą praktyczną wiedzę z czarnym humorem i bezpardonową szczerością.
*Zysk czasowy jest w rzeczywistości pozorny lub niewielki. Zjazd dwóch osób równocześnie jest wolniejszy niż pojedynczego wspinacza. Przeprowadzenie całości tej operacji z właściwymi zabezpieczeniami wymaga dodatkowych operacji i sprzętu. Dokładamy ponadto dodatkowe ryzyka, choćby obciążenie stanowiska podwójnym ciężarem.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA

Nietrafiony przykład Honnolda i Gryllsa
W miniaturce widać, że zjeżdżali na dwóch linach, ale każda była przywiązana węzłem do karabinka. Nie jest to dobry przykład…
Odpowiedzi: 11