Enhanced Games na Mount Evereście. Tyler Andrews wchodzi na szczyt w 9 godzin 55 minut z tlenem z butli
Spis treści
- Enhanced Games: sport wspomagany w czystej postaci
- Everest: tlen z butli to doping
- Dwa światy, ta sama zasada
- Wiedzieć, co ważne
Zaledwie kilka dni po tym, jak w Las Vegas odbyły się Enhanced Games – zawody sportowe, w których doping jest nie tylko dozwolony, ale wręcz reklamowany – amerykański biegacz górski Tyler Andrews wszedł na szczyt Mount Everestu w czasie 9 godzin i 55 minut. Pobił tym samym o ponad godzinę poprzedni rekord szybkościowego wejścia „z tlenem”, należący od 2003 roku do Szerpy Lhakpy Gelu (10 godz. 56 min). Zbieżność czasowa tych dwóch wydarzeń jest z jednej strony przypadkowa, a z drugiej na swój sposób wymowna.

***
Enhanced Games: sport wspomagany w czystej postaci
Enhanced Games rozegrano 24 maja 2026 roku na specjalnie wybudowanej arenie na słynnym Strip w Las Vegas. Impreza, finansowana przez miliarderów (Petera Thiela i Donalda Trumpa Jr.), miała być nowym modelem sportu: takim, w którym środki dopingujące są dozwolone, kontrolowane i otwarcie chwalone. Za wygranie konkurencji płacono 250 tys. dolarów, za pobicie rekordu świata – milion.
Według danych opublikowanych przez organizatorów, spośród zawodników stosujących wspomaganie 91 proc. korzystało z testosteronu lub jego estrów, 79 proc. przyjmowało hormon wzrostu, 62 proc. sięgało po stymulanty takie jak Adderall, a 41 proc. używało EPO – środka wydolnościowego od lat kojarzonego ze skandalami w kolarstwie.
Wyniki okazały się rozczarowujące. Najbardziej medialny moment to zwycięstwo greckiego pływaka Kristiana Gkolomeeva na 50 m stylem dowolnym – czas 20,81 s, lepszy o zaledwie 0,07 s od oficjalnego rekordu świata. Trzeba przy tym dodać, że Grek startował także w zakazanym kombinezonie, który zmniejsza opór. Sprinter Fred Kerley, który publicznie zapowiadał „zmiażdżenie” rekordu Usaina Bolta, pobiegł 100 m w czasie 9,97 s – wolniej niż na igrzyskach w Paryżu dwa lata wcześniej, gdzie uzyskał brąz wynikiem 9,81. Co znamienne, troje zawodników deklarujących start bez dopingu, wygrało swoje konkurencje, co podważa główną tezę Enhanced Games.
Środowisko medyczne zareagowało ostro. Prof. Rob Aughey z Federation University Australia nazwał zawody niebezpiecznymi, ostrzegając przed wystąpieniem u zawodników m.in. nadciśnienia, przerostu serca i uszkodzenia nerek. Dr Catherine Norton z University of Limerick zwróciła uwagę na szczególne zagrożenie wynikające z łączenia wielu substancji w wysokich dawkach, znacznie przekraczających zalecenia terapeutyczne.
Everest: tlen z butli to doping
Kilka dni po Enhanced Games, w nocy z 27 na 28 maja, Tyler Andrews wyruszył z Bazy pod Everestem o 19:11 i stanął na szczycie o 5:06 rano. Wejście na szczyt zajęło mu 9 godzin i 55 minut. Był to jego kolejny atak na rekord w tym sezonie. Poprzednia próba, podjęta 23 maja, załamała się na Balkonie po tym, jak wspierający go Szerpa zawrócił z powodu silnego wiatru.
Wejście odbyło się z oczywiście z użyciem tlenu z butli, a czym właściwie jest tlen z butli w kontekście wysiłku na dużych wysokościach?
Na szczycie Everestu (8848 m) ciśnienie atmosferyczne wynosi około jednej trzeciej ciśnienia na poziomie morza. Dostępność tlenu spada zatem proporcjonalnie. Badania fizjologiczne pokazują, że maksymalne pochłanianie tlenu (VO₂ max) na szczycie Everestu spada do ok. 20 proc. wartości tego z poziomu morza.
Jak bardzo tlen z butli zmienia tę sytuację? Dane są bardzo konkretne. Według wykresu opublikowanego w piśmie „High Altitude Medicine & Biology” (omawianego m.in. przez Outside Online) dla osoby pozostającej w spoczynku:
- 1 litr tlenu na minutę obniża odczuwalną wysokość z 8848 m do ok. 7 185 m;
- przy przepływie 2 l/min efektywna wysokość spada do ok. 4489 m (to poniżej poziomu Bazy pod Everestem i poniżej wysokości Mont Blanc).
Zbieżne wnioski przynosi badanie Furtenbachera i in. (PubMed, 2020), według którego przy przepływie 2 l/min w spoczynku ciśnienie cząstkowe tlenu wdychanego na wysokości Mount Everestu utrzymuje się na poziomie porównywalnym ze znacznie niższymi wysokościami, a przy wysiłku rzędu 80 proc. VO₂max potrzeba przepływu 6 l/min, by uzyskać ten sam efekt. Komercyjne ekspedycje stosują przepływy od 2 do nawet 8 litrów na minutę. Nie wiemy, jaki przepływ ustawił sobie Tyler Andrews.
Mechanizm działania jest taki sam jak w przypadku EPO – zwiększenie dostępności tlenu dla pracujących mięśni i mózgu. EPO osiąga to przez zwiększenie liczby czerwonych krwinek; butle z tlenem – przez bezpośrednie wzbogacenie wdychanego powietrza. Efekt fizjologiczny: wyższy VO₂ max, wolniejsze narastanie kwasicy mleczanowej, sprawniejsza praca układu nerwowego, szybszy marsz lub bieg.
Nie bez powodu w środowisku górskim od dekad funkcjonuje podział: wejście z tlenem i wejście bez tlenu to dwa różne wyniki. Takie wyjścia są tak samo porównywalne jak czas na trasie pokonanej na rowerze ze wspomaganiem napędem elektrycznym do czasu kolarza bez wspomagania.
Dwa światy, ta sama zasada
W klasycznym sporcie olimpijskim zasada jest prosta: wszystko, co sztucznie zwiększa dostępność tlenu w organizmie, jest dopingiem. EPO – zakazane. Przetoczenie krwi – zakazane. Co ciekawe, status tlenu oddechowego jako środka dopingującego budzi spory nawet w samym środowisku antydopingowym. W 2018 roku niemiecki narciarz Stefan Luitz wygrał slalom gigant Pucharu Świata w Beaver Creek, ale FIS go zdyskwalifikowała. Bowiem Niemiec między pierwszym a drugim przejazdem wdychał tlen z butli. Sprawa trafiła do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS), który ostatecznie przywrócił mu zwycięstwo, powołując się na pierwszeństwo regulacji WADA nad przepisami FIS. WADA nie umieściła tlenu oddechowego na oficjalnej liście substancji zabronionych.
Jednak w przypadku wspinaczki wysokogórskiej debata jest o wiele prostsza. Nikt nie twierdzi, że tlen z butli nie daje przewagi na 8000 m. Przewaga jest oczywista, mierzalna i fundamentalna. Bez butli w plecaku przeważająca część himalaistów po prostu nie dotarłaby na szczyt.
Jak pisaliśmy niedawno na łamach wspinanie.pl, komercyjna machina Everestu od lat zaciera te granice. Rekordy „tlenowe” są sprzedawane jako sportowe wyniki bez żadnego kontekstu. Medialny szum wokół Andrewsa jest tego najnowszym przykładem.
Wiedzieć, co ważne
Nie chodzi o to, by deprecjonować wyczyn Tylera Andrewsa. Wejście na Everest z Bazy w niecałe 10 godzin – nawet z tlenem – to osiągnięcie wymagające wyjątkowej sprawności fizycznej, psychicznej odporności i doskonałego przygotowania. Andrews jest ultramaratończykiem z bardzo bogatym doświadczeniem wysokogórskim i nikt nie odbierze mu tego, czego dokonał. Choć trochę smutne jest przejście Amerykanina na „ciemną stronę mocy”. Tyler próbował pobić rekord szybkości wejścia na Mount Everest z 1988 roku* od kilku lat i deklarował wejście bez tlenu z butli.
A rzecz w tym, że użyte narzędzia mają znaczenie. W tym samym tygodniu, w którym Enhanced Games udowodniły, że otwarcie na doping to medialny spektakl bez szczególnej wartości sportowej, na Mount Evereście pobito rekord z użyciem środka, który w klasycznej rywalizacji sportowej zakładającej uczciwość rywalizacji byłby zakazany. Sport wspomagany, czy to testosteronem w Las Vegas czy tlenem z butli na 8000 m, trzeba nazywać po imieniu.
***
*W 1988 roku Marc Batard zdobył Everest od strony Nepalu bez tlenu z butli, podczas solowej wspinaczki w rekordowym czasie 22 godzin 29 minut.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
