Szczegóły wypadku Willa Stanhope’a
Spis treści
O śmierci Willa Stanhope’a pisaliśmy już na wspinanie.pl. Kanadyjski wspinacz zmarł 23 kwietnia, dziesięć dni po wypadku na drodze Rutabaga na Squamish Chief. Teraz magazyn „Climbing” opublikował szczegóły wypadku na podstawie relacji Mariny Leon, partnerki wspinaczkowej Stanhope’a z tamtego dnia.
Zmiana planów
Stanhope i Leon 13 kwietnia wspinali się wspólnie po raz pierwszy (poznali się online). Planowali wspinanie na drogach sportowych w Cheakamus Canyon, gdzie przewieszenie chroniłoby ich przed deszczem. Rano Stanhope zadzwonił jednak do Leon z propozycją zmiany celu na Squamish Chief, gdzie miało świecić słońce.
Ponieważ początkowo postawili na wspinanie sportowe, Leon zostawiła swój kask w domu. Oboje weszli w ścianę Squamish Chief bez kasków. Pierwsza droga, którą się wspięli, była sucha. Potem zaczął padać deszcz. Postanowili jednak spróbować jeszcze jednej linii, Rutabaga (dwa wyciągi 5.10b i 5.11a).
Leon prowadziła pierwszy wyciąg w lekkiej mżawce, ale sama rysa była sucha. Kiedy dotarła na stanowisko, Stanhope zaproponował, żeby ze względu na pogodę zjechała. Leon odparła jednak, żeby wspiął się do niej, a wtedy razem zdecydują co robić. Ostatecznie Stanhope wystartował w drugi wyciąg.
Odpadnięcie
Rutabaga to klasyk Squamish – dwa wyciągi o łącznej długości ok. 70 m. Drugi wyciąg biegnie zacięciem, a w górnej, kluczowej części droga odbija lekko w lewo, wychodząc z zacięcia na płytę. W tamtym momencie płyta była już mokra od deszczu.
Stanhope wspinał się spokojnie i pewnie. Drogę znał bardzo dobrze, pokonywał ją wcześniej wielokrotnie. Był rozluźniony, nie był spompowany. Dotarł do kluczowego fragmentu, gdzie zniknął z pola widzenia Leon. Wtedy jego partnerka spojrzała w dół, żeby rozplątać linę. Kiedy znów podniosła wzrok, Stanhope był już w powietrzu.
„Nie widziałam, jak odpadał, bo był za krawędzią” – relacjonuje Leon. „Ale widziałam, jak leci bokiem”. Stanhope uderzył najpierw stopą w małą półkę, przekręcił się i uderzył w ścianę po raz drugi, tym razem głową. Leciał maksymalnie 10 metrów. Żaden z założonych przez niego friendów nie wyskoczył.
Stanhope stracił przytomność na 10–15 sekund. Leon zaczęła go spuszczać. Gdy znalazł się kilka metrów od niej, odzyskał świadomość i nawiązał kontakt. Współpracowali, Leon najpierw ściągnęła go na stanowisko, a następnie opuściła na ziemię.

Akcja ratunkowa
Dziesięć minut od odpadnięcia oboje byli u podstawy drogi. Leon zadzwoniła pod numer alarmowy. Stanhope miał pokiereszowaną stopę, Leon podejrzewała też złamanie podstawy czaszki. Stwierdziła obrzęk na linii od czoła po tył głowy, a jedno oko było opuchnięte i wypełnione krwią.
Dyspozytor zapytał, czy Leon jest w stanie samodzielnie sprowadzić Stanhope’a do parkingu. Odpowiedziała, że to niemożliwe – on ma 185 cm wzrostu, ona 160. Stanhope próbował wstać i zejść o własnych siłach, ale upadł. Leon przekonała go, żeby pozostał na miejscu, i nalegała na ewakuację śmigłowcem.
Około 20 minut po wypadku Stanhope był coraz bardziej zdezorientowany. Leon zaczęła się obawiać krwawienia śródczaszkowego.
Pierwsi ratownicy dotarli do nich pieszo 50 minut po wypadku. Początkowo planowano transport w noszach, ale wkrótce stan Stanhope’a pogorszył się na tyle, że wezwano śmigłowiec. Od momentu odpadnięcia do przybycia maszyny minęły trzy godziny.
Śmigłowiec nie zabrał jednak Stanhope’a bezpośrednio do szpitala. Wylądował na parkingu, skąd karetką przewieziono go do szpitala. Cały transport zajął kolejną godzinę. Od upadku do operacji minęły cztery godziny. W szpitalu usunięto Stanhope’owi fragment kości czaszki, żeby odbarczyć obrzęk mózgu. Operacja przebiegła pomyślnie, ale jego stan pogorszył się w kolejnych dniach. Zmarł 23 kwietnia.
Leon podsumowuje tamten dzień:
Zignorowaliśmy wiele sygnałów do odwrotu i kontynuowaliśmy nasz zły plan. To była katastrofa. Padał deszcz i było mokro. Nie mieliśmy kasków.
Zauważyła też, że każde z nich mogło się wycofać, ale przyznała, że czuła pewne obawy przed kwestionowaniem decyzji Stanhope’a. On pokonywał te drogi już wiele razy, podczas gdy ona nie.
Trudny okres w życiu Stanhope’a
Magazyn „Climbing” ujawnił również, że w ostatnich miesiącach przed śmiercią Stanhope zmagał się z poważnymi problemami osobistymi i w konsekwencji zarzutami karnymi. Był oskarżony o dziewięć przestępstw: cztery napaści, dwa zniszczenia mienia, nękanie, napaść na tle seksualnym i włamanie. Czyny te miały być popełnione w Squamish w ciągu jednego roku, między listopadem 2024 a listopadem 2025. Rozprawa była zaplanowana na 14–16 grudnia bieżącego roku przed sądem w North Vancouver.
Przyjaciele Stanhope’a opisują go jako wspaniałego i odważnego wspinacza, ale część z nich przyznawała, że w ostatnich latach zmagał się z alkoholizmem i nasilającymi się problemami ze zdrowiem psychicznym.
Źródło: climbing.com
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA