Saksońska Szwajcaria: wspinanie (nie) dla każdego
Spis treści
- Subiektywne wrażenia
- Sprzęt
- Przewodnik / Topo
- Dobór odpowiedniej drogi
- Główne rejony i polecane drogi
- Logistyka
- Atrakcje w okolicy (na dzień restowy i nie tylko)
- Przydatne linki i ciekawe filmy o wspinaniu w Saksońskiej Szwajcarii:
Saksońska Szwajcaria (czy też Saska Szwajcaria) to jeden z najbardziej legendarnych rejonów wspinaczkowych na świecie. To m.in. tutaj, pośród niesamowitych krajobrazów, w XIX wieku rodziła się idea wspinania klasycznego, a pośród tysięcy piaskowcowych turni znajdziemy największe zagęszczenie dróg na świecie. Wraz z czeską stroną (tzw. Czeską Szwajcarią) znajduje się tu ponad 50 tysięcy (sic!) dróg wspinaczkowych. Wiele z nich w momencie powstawania (głównie w pierwszej połowie XX wieku) stanowiło najtrudniejsze problemy wspinaczkowe na świecie*.
W Saksońskiej Szwajcarii, niemal jak w górach, każda droga to gwarantowana przygoda, na której zmierzymy się nie tylko z trudnościami fizycznymi, ale także niebanalną logistyką i własnym strachem. O ile czeska strona (Labák) jest w Polsce jako tako znana w środowisku wspinaczkowym, to ta niemiecka cały czas pozostaje omijana i otaczana mitem śmiertelnego zagrożenia. Tymczasem na własne oczy widzieliśmy, że wspinają się tutaj nawet dzieci i emeryci. Nie da się ukryć, że wiele dróg faktycznie jest bardzo poważnych, a potencjalne loty mogą mieć fatalne (dosłownie) konsekwencje. Postaramy się więc pokazać, jak zasmakować tego wspinaczkowego raju i nie popełnić naszych błędów.

Subiektywne wrażenia
Na pograniczu polsko-czesko-niemieckim mieszkaliśmy przez ponad 3 lata, ale przez większość tego czasu wspinaliśmy się głównie w Polsce i Czechach. Pojedyncze próby podboju saksońskich turni tylko utwierdzały nas w przekonaniu, że nie jest to coś dla zwykłych śmiertelników. Dopiero w ostatnim roku mieszkania na pograniczu udało nam się porządnie rozwspinać w Saksońskiej Szwajcarii i zakochaliśmy się w niemieckich piaskowcach bez reszty. Jak dotąd udało nam się zdobyć około 50 turni, co przekłada się na ponad 100 wyciągów w trudnościach od III do VIIIc (według skali saksońskiej).
Zanim zaczęliśmy eksplorować Saksońską Szwajcarię, wspinaliśmy się już w kilku „mocnych” rejonach (jak choćby Yosemite, Wadi Rum czy Cordillera Blanca). Mimo że nie mieliśmy nikogo, kto by nas wziął na pierwsze turnie i pokazał wszystko krok po kroku, to samo wskazanie dobrych celów na początek było dla nas wystarczające. Na szczęście zrobili to dla nas bardzo życzliwi Czesi – przypadkowo poznani w Red Rocks, którym pożyczyliśmy sprzęt po tym, jak ich okradziono w Las Vegas. Podobnie zresztą wyglądały nasze eksploracje innych miejsc na świecie – a to coś w internecie znaleźliśmy, a to ktoś znajomy gdzieś był i coś polecił – i pakowaliśmy się tam naszym małżeńskim zespołem lub czasem z kimś znajomym jako zespół trójkowy. Dlatego mamy nadzieję, że zebrane tu podstawowe informacje pomogą innym w poznawaniu tego niezwykłego miejsca.
Przygodę nad Łabą zdecydowanie najlepiej zacząć od czeskiego Labáku, a konkretniej Lewego Brzegu. Tutaj wspinanie jest najbardziej zbliżone do sportowego, choć odległości między wpinkami często są przerażające. Charakter różni się od tego w Saksońskiej Szwajcarii, bo wspinamy się tutaj głównie po płytach, a zdobywanie turni czy też drogi w pełni na własnej asekuracji to rzadkość. To jednak dobry przedsmak tego, co na nas czeka.
Po niemieckiej stronie Doliny Łaby – szczególnie na łatwiejszych drogach – nie obejdzie się bez odpowiedniego sprzętu: sławnych węzełków, ufoków, pętli z taśm i repów. Przyda się też duże doświadczenie górskie, a więc biegłość w osadzaniu własnej asekuracji (paradoksalnie przydaje się umiejętność asekuracji na kościach, bo działają podobnie jak węzełki czy ufo) a także wszelkie operacje stanowiskowe (w tym zakładanie stanowiska z liny, bo bardzo często na szczycie turni nie znajdziemy żadnego stanowiska). Również umiejętność czytania drogi, improwizacji czy po prostu sprzętowego obycia będą bardzo pomocne.
W Polsce najbardziej zbliżony charakter wspinania znajdziemy na Szczelińcu. Tam jednak, podobnie jak w Labaku, wspinamy się raczej po płytach niż na wierzchołki turni, a i według mnie zarówno powaga dróg, ich długość, ilość kruchów czy też trudności w danej wycenie są znacznie bardziej przystępne. Dlatego nawet jeśli ktoś w Polsce robił jakieś drogi wycenione w skali piaskowcowej, to w Saksońskiej Szwajcarii odradzałbym start na tym samym poziomie. Zdecydowanie lepiej zacząć od czegoś (znacznie!) łatwiejszego.
Warto też wspomnieć o zakazie używania magnezji. Tutaj jest to faktycznie respektowane – w przeciwieństwie choćby do Labaku czy naszego Adamowa. Moim zdaniem da się do tego przyzwyczaić. Dla tych, którym spocone palce nie dają spokoju, Adam Ondra przygotował specjalny produkt.
Wędkowanie jest kontrowersyjne – teoretycznie dopuszczalne w wyjątkowych sytuacjach, ale praktycznie się z nim nie spotkaliśmy. Większość turni można zdobyć wyłącznie drogą wspinaczkową, a nawet jeśli na szczycie znajduje się punkt zjazdowy, zwykle nie da się z niego zawiesić wędki bez niszczenia skały – a to jest surowo zakazane. Brak możliwości zapatentowania drogi od góry – co brzmi jak antyteza krakowskiego stylu ;) – bardzo utrudnia dostęp do trudniejszych dróg. Musimy więc albo mieć mocnego partnera, który wciągnie nas „na drugiego”, albo spory zapas sił i umiejętności.

Sprzęt
Według nas wymagany sprzęt to:
- długa lina (80m) lub liny połówkowe – drogi są bardzo długie (do 100m), a pojedyncze zjazdy zazwyczaj mają około 35-40m; zdecydowana większość lokalsów wspina się na pojedynczej linie, my często wybieraliśmy połówkowe;
- ekspresy (głównie górskie);
- karabinki zakręcane – nie tylko do stanowiska, ale także lepiej działa na psychę fakt, że jak mamy ten jeden przelot na 15 m, to możemy go zakręcić; często lokalsi używają ich w kruchach;
- pętle w dużej ilości (6-10) – to chyba najczęstsza forma asekuracji; bardzo przydają się długie pętle, które można zarzucić na głaz;
- repsznur kewlarowy – często tylko rep dzięki swojej sztywności przejdzie przez wąskie ucho skalne; my braliśmy po około 4 pętle;
- ufo-camy – bardzo pomocne, łatwe w użyciu i bardzo często używane przez lokalsów, choć nie zawsze; dość drogie i ciężkie; my korzystaliśmy z połowicznego setu – co drugi rozmiar;
- węzełki – można zrobić z taśmy lub z kawałka starej liny, dla doświadczonego wspinacza piaskowcowego to podstawa asekuracji – my jednak zazwyczaj woleliśmy alternatywy w postaci ufo;
- kule bosmańskie – warto zrobić kilka o różnych rozmiarach, bo to tania alternatywa dla większych UFO; może też zadziałać jako pętla, węzełek czy też asekuracja rzucana na dalszą odległość;
- kaski – wbrew przyzwyczajeniom lokalsów, my korzystaliśmy z kasków i innym też zalecamy;
- wygodne buty – drogi są długie i raczej będą znacznie poniżej naszych sportowych osiągów, więc lepiej postawić na wygodę niż precyzję;
- drewniana łyżka (do upychania węzełków w rysach).
Oczywiście to, jakiego konkretnie sprzętu do asekuracji będziemy potrzebować, zależy od specyfiki konkretnej drogi, bo szczególnie na tych trudniejszych może okazać się, że skorzystamy tylko z wpinania się w kruchy, a na tych łatwiejszych stałe punkty uświadczymy tylko w stanowiskach (tutaj standardem jest jeden punkt).

Przewodnik / Topo
Jeżeli nie dysponujemy doświadczonym znajomym, który poleci nam konkretne drogi i wyjaśni nam ich przebieg (tak zaczyna większość lokalnych wspinaczy), to jesteśmy skazani na korzystanie z jednego z przewodników wspinaczkowych – a te niestety są problematyczne. Należy zapomnieć o szukaniu dróg czy turni “na oko”, bo można albo się zniechęcić, albo wpakować się w niezłe tarapaty.
Najczęstszym przewodnikiem wykorzystywanym przez lokalsów jest seria książeczek “Kletterführer – Sächsische Schweiz” – do kupienia np. w sklepie Hudy zaraz za czeską granicą. Niestety są dostępne tylko w języku niemieckim, a w 95% zawierają tylko opis słowny dróg, którego tłumaczenie z użyciem narzędzi typu Google Translate zwykle niewiele daje. Dlatego my skorzystaliśmy z drugiego dostępnego przewodnika “Elbsandstein plasir” autorstwa Helmuta Schulze i Valentin Hölker. Tutaj również całość jest po niemiecku, a dodatkowo wybór dróg jest “kontrowersyjny”, ale mamy do dyspozycji czytelne schematy oraz, co ważniejsze, ryzykowność drogi (tzn. jak często i jak dobre przeloty będziemy w stanie założyć). Co ciekawe, 3 gwiazdki w całym przewodniku mają tylko 2 drogi – nam udało się je przejść, i faktycznie warto!

Dobór odpowiedniej drogi
Samo skompletowanie piaskowcowego szpeju wcale nie oznacza, że możemy zacząć podbój Saksońskich turni. To niestety w dużej części zależy od pogody. Skały muszą być suche, szczególnie te o ciekawszej rzeźbie. Przed wspinaniem warto wejść na portal Felsampel, a także zaczynać od skał, które szybciej schną (np. Förster w Pfaffenstein lub Westecke na Lillenstein).
Następnym krokiem będzie wybranie rejonu. Na początek znacznie lepiej niż turystyczne Rathen (gdzie drogi są wyraźnie poważniejsze) warto postawić na coś bardziej przyjaznego dla początkujących – np. Bielatal. Potem wybieramy drogę – na start najlepiej zdecydować się na coś o niskiej wycenie, z łatwą asekuracją, niską powagą, z jednym wyciągiem. My niestety zaczynaliśmy trochę od złej strony i na pierwszy ogień poszedł Westkante VIIb na Lilienstein – przepiękne trzy wyciągi, ale chyba jedna z poważniejszych dróg, jakie ostatecznie zrobiliśmy i zdecydowanie nie polecamy jej na start.
W pierwszej kolejności wcale nie należy patrzeć na samą „cyfrę”, a raczej na to jaką mają asekurację i powagę. Na przykład taki Alter Weg na Dreifingerturm niby jest wyceniany na III, a był jedną ze straszniejszych dróg, jakie prowadziłem – podobne odczucia miał nasz znajomy, który z niedowierzaniem zadzwonił do nas z wnętrza komina, żeby upewnić się, że nie pomylił drogi i stwierdził, że: „kominy z Inshallah Factor (Wadi Rum) zostały zdetronizowane”. Często drogi o wycenie III czy IV (zwłaszcza te z XIX wieku) wymagają bardzo solidnego wspinania. Nierzadko okazują się wyraźnie trudniejsze niż np. tatrzańskie drogi o podobnej wycenie. Jako uzupełnienie do przewodnika warto czytać komentarze na wszelkich forach internetowych (np. teufelsturm.de) czy też theCrag – tutaj niestety również niemal wszystko jest w języku niemieckim.
Przy wyborze dróg często opieraliśmy się na tym, jak urodę danej drogi ocenił nasz czeski znajomy, który na theCrag ma wpisanych ponad tysiąc dróg z samej Saksonii (vilda_hkvdf). Typowym wielowyciągowym klasykiem dla początkujących jest droga Schusterweg na Falkenstein – łatwe wspinanie, ale dające wielką satysfakcję. Nie zapomnijcie potrzeć nos na płaskorzeźbie pierwszego zdobywcy – szczęście gwarantowane!

Główne rejony i polecane drogi
Rathen
Sercem Saksońskiej Szwajcarii jest miasteczko Rathen, gdzie znajduje się najwięcej piaskowcowych turni, są one najwyższe, a drogi w dużej mierze są wielowyciągowe i bardzo poważne. Tutaj znajduje się też skalny most Bastei, który przyciąga do Rathen wielu turystów. Logistyka jest nieco skomplikowana, ponieważ do Rathen nie można wjechać samochodem, a niemal wszystkie parkingi dla turystów są płatne. Poniżej wrzucam pinezki na najbardziej sensowne parkingi:
- 50.95627893565966, 14.079516871123863 – parking po drugiej stronie Łaby. Żeby podejść pod skałę, trzeba przeprawić się promem przez rzekę, ale dzięki temu podejście jest krótkie, a sama przeprawa jest tania i przyjemna. Prom pływa do późnych godzin wieczornych. W przypadku nocowania w miasteczku, prom mamy za darmo w cenie noclegu;
- 50.95662448498841, 14.098497442265472 – podejścia jest niecałe 2 km i nie trzeba przeprawiać się przez rzekę, 5€ za dzień w 2026 r., ale parkometr czasem nie działa;
- 50.96470077676726, 14.067486944221766 – parking przy moście Bastei. Jest najdroższy (7€ za 4h lub 12€ za dzień w 2025), ale można przy okazji przejść przez skalny most.
Polecane drogi na pierwsze kroki w Rathen:
- Vorderer Gansfelsen – Hartmanweg III (1886) – turnia, na którą chciałem wejść odkąd ją zobaczyłem z mostu w Bastei; w poszukiwaniu jakiegokolwiek schematu wejścia na tę skalną wieżę znalazłem opis tej drogi zrobiony przez legendarnego Bernda Arnolda: Ein Freund nimmt Reißaus. Mimo niskiej wyceny, na drodze zginęły już co najmniej dwie osoby: Details zum Weg. Jedna z wyższych turni w Saksońskiej Szwajcarii
- Mönch – Südostweg III (1874) – całkiem przyjemna i ze stosunkowo dobrą asekuracją; na szczycie można zbić piątkę z widoczną z daleka metalową figurką mnicha
- Talwächter – Ostkante VI (1916) – łatwe w swojej wycenie z dobrymi miejscami na przeloty, bardzo polecamy. Zaczyna się zacięciem, a potem odbijamy w prawo na przyjemny kant.

Polecane drogi na kolejne wyjazdy:
- Lokomotive – Überfall V (1903) skała, która faktycznie przypomina lokomotywę; niezapomniany “kroczek” między turniami (pokaz jak to się robiło kilka dekad temu: Seile am Sandstein);
- Kleiner Wehlturm – FKV Kante V (1916) – łatwa technicznie droga z raczej słabą asekuracją. Trudność to początkowy komin i przerysa (ale z komina się nie wypada), a później przepiękne wspinanie po klamach przez kilkadziesiąt metrów praktycznie bez sensownej asekuracji (ale z drabiny też się nie spada). Turnia niemal na wyciągnięcie ręki z tarasów widokowych. Uwaga! Na tej drodze były co najmniej 2 wypadki śmiertelne i kilka poważnych wymagających pomocy medycznej;
- Steinschleuder – Westkante VIIa (1920) – turnia będąca wsparciem dla mostu Bastei, ale wspinaczka jest od drugiej strony, gdzie mamy widok na ogromną przestrzeń doliny Łaby. 60 metrów i tylko dwa kruchy, które służą jako stanowiska. Szlak podejściowy zaczyna się na platformie widokowej, gdzie przeskakujemy przez barierki i kierujemy się wzdłuż ścian eksponowaną ścieżką w stronę mostu. Droga to 3 świetne wyciągi. Startuje rysą na dłonie, później mamy komin, a na koniec mocno eksponowany fragment (czujny trawers, rysa i przewinięcie za kant). Oklaski turystów gwarantowane;
- Langer Israel – Alter Weg VIIb (1920) – jedna z turni, która od razu rzuca się w oczy, kiedy przechodzi się przez most Bastei; wspaniała rysowa droga, niełatwa jak na swoją wycenę;
- Höllenhund – Talweg – VIIIa (1955) – klasyk rejonu i całej Saksonii. Niesamowita, jasno pomarańczowa ściana o wysokości 80 m, którą wyróżnia specyficzna rzeźba – bardzo duża ilość skalnych kolumienek (uch skalnych), co z daleka przypomina plaster miodu. Tutaj legendarny Bernd Arnold free solo i oczywiście boso. Tutaj z kolei Pete Whittaker (czyli 1/2 WideBoyz) – w jego wykonaniu wygląda na łatwiznę, ale warto pamiętać jakiej klasy jest wspinaczem!


Schrammsteine
To rozległy rejon, który tworzy labirynt turni i turniczek. Kształt niektórych skał naprawdę robi wrażenie, a fakt, że na wszystkie prowadzą drogi wspinaczkowe, jest niesamowity. Tutaj warto wspomnieć choćby o Tante (wyjątkowo strzelista turnia) czy Dreifingerturm (3 turnie połączone jak palce ręki, a między nimi splitter przechodzący od rysy na pięść po bardzo szeroki komin – przejście to fantastyczna, ale i straszna przygoda!).
Znajdziemy tu wszystko – od łatwiejszych turni, na których widzieliśmy wspinające się kilkuletnie dzieci, po choćby Schwager, gdzie poprowadzone zostały jedne z pierwszych na świecie dróg w wycenach 6c czy 7a (w przeliczeniu na skalę francuską).
Parkujemy za darmo tutaj: 50.90141376761017, 14.217368427364047 lub pod Falkenstein (wtedy czeka nas trochę dłuższy spacer).
Polecane drogi:
- Tante – Midweg/Mittelweg – VI niełatwa asekuracja, ale łatwe i przyjemne wspinanie. Sama turnia jest spektakularnie smukła;
- Dreifingerturm – Alter Weg III (1894) – najtrudniejsze III jakie robiłem – czasem wyceniane na oszałamiające IV, moim zdaniem to takie mocne VI.1 – ultra klasyk, bardzo często przedstawiany na zdjęciach z początków wspinania w tamtych okolicach czy nawet pocztówkach, ale nie polecam dla początkujących ze względu na bardzo słabą asekurację.


Falkenstein
Jeden z wyższych masywów skalnych w Saksońskiej Szwajcarii, na który łatwo i przyjemnie można się wspiąć drogą Schusterweg IV (4 wyciągi, topo dostępne w internecie). Ze szczytu są piękne widoki na sąsiadujący masyw Schrammsteine. Poza tym jest wiele trudniejszych propozycji biegnących pięknymi rysowymi formacjami, w tym jedna ze wspinaczkowych perełek, czyli Perryriss (Südriss).
Darmowy, choć nieduży parking: 50.92333361005408, 14.18936315712105 – stąd około pół godziny podejścia. Lepiej nie zostawiać auta poza parkingami, bo lokalsi lubią wezwać policję i kilkadziesiąt aut dostaje mandat.
Polecane drogi:
- Schusterweg IV (1892)- fajny, przygodowy wielowyciąg dla początkujących;
- Perryriss direkt / Südriss direct VIIb – ultra klasyk, czasem trzeba czekać w kolejce, ale warto! Oryginalnie zaczynamy trawersem z półki, ale ciekawszy jest wariant z prostowaniem; szczytowy wyciąg to przerysa bez asekuracji – trzeba mieć tę formację dobrze przećwiczoną! Droga raczej dla osób doświadczonych.

Schmilka
Stosunkowo długie podejście, ale za to przepiękne widoki i szeroki wybór trudności – od bardzo łatwych, na których lokalsi uczą początkujących, po trudne i psychiczne. Dla koneserów historycznych dróg warto wspomnieć o drugim światowym 5b, czyli Alter Weg VIIb na Teufelsturm z 1906r. (przejście bez użycia ramion towarzyszy podnosi wycenę do VIIc).
Wygodnym, a zarazem spektakularnym miejscem ze sporą ilością przystępnych dróg jest skalny taras pod Lolaturm (czyli sektor Lehnsteig) – przyjemne miejsce, żeby zabrać ze sobą młodszych wspinaczy. Dla mniej doświadczonych są tu krótkie drogi o niższych wycenach choćby na Böser Turm, a dla mocniejszych zawodników na przykład południowo-zachodnia ściana Lolaturm z klasykiem Bernda Arnolda Südwestwand VIIIb oraz jeszcze trudniejszymi liniami. Dla szukających przygód ciekawa opcja to Gratweg IV (1911) na Lolaturm (w tym słabo asekurowalne przejście z jednej turni na drugą nad szerokim kominem).
Parking w miasteczku Schmilka (płatny 8 euro za dzień): 50.89274338111154, 14.229617176581828.


Affensteine
Rozległy rejon, pod który można podjechać tramwajem z centrum Bad Schandau. Jest to też popularne miejsce startu wśród turystów, więc czasami podjechanie tramwajem nie jest głupim pomysłem, szczególnie jeśli chcemy powspinać się w weekend, a nie przyjechaliśmy odpowiednio wcześnie na parking: 50.92669779838075, 14.236446392719126.
Wizytówką rejonu jest rzucająca się w oczy na podejściu skalna wieża Bloßstock – niestety wszystkie drogi na nią są dość trudne i niebezpieczne (u nas nadal widnieje na liście TO-DO). Znajdziemy tu też wiele historycznych dróg. To tutaj poprowadzono m.in. pierwsze na świecie (po retro-gradingu) 6a+ (Westkante VIIIa na Wilderkopf z 1906 r.), czy 6c+ (Königshängel na Friensteine z 1965 r.). Tutaj też znajduje się Die Vertreibung der letzten Idealisten (XIIa / 8c) — jedna z najtrudniejszych dróg Saksonii, na której wspina się Adam Ondra w filmie Heartbeats of the World’s Oldest Crag. W rejonie jest też bardzo ciekawa Via Ferrata, która zawiera w sobie nawet komin.
Polecane drogi:
- Wolfsfalle – Champagnerriss VIIc – rysa na dłonie, przystępna, można na koniec dołożyć spektakularną przewieszkę i czujną płytę zamiast łatwego komina;
- Brosinnadel – Alter Weg VI – stosunkowo łatwe (szczególnie jak na saksońskie VI) wejście na smukłą iglicę (widoczna w tle na filmie Adama Ondry).


Lilienstein
Piękny masyw, który wyróżnia się kształtem przypominającym krajobrazy Dzikiego Zachodu w Stanach. Dobrze nam się kojarzy ze względu na fajną miejscówkę do spania u lokalnego rolnika (tylko dla kamperów) – tutaj pinezka, ale trzeba wcześniej się zapowiedzieć.
Płatny dzienny parking znajduje się pod samym masywem: 50.93453470434532, 14.0832349033277.
Sensowne wspinanie ogranicza się do około 70-metrowej ściany w zachodnio-południowej części masywu – Westecke. Jest to jedno z niewielu miejsc w niemieckiej części Doliny Łaby, gdzie zamiast zjazdów, po wspinaczce możemy wejść na platformę widokową i zejść do podstawy ściany wygodnymi schodami. Ściana ze względu na ekspozycję i wystawę stosunkowo szybko schnie po deszczu. Niestety wybór dróg nie jest aż tak szeroki. Najciekawsza opcja to Westkante VIIb – piękna droga. Pierwszy wyciąg to długi, łatwy i eksponowany trawers (po dojściu do pierwszego stanowiska jakie znajdziemy mijamy je i szukamy kolejnego, które będzie tuż obok). Drugi wyciąg idzie kantem, a trzeci to lekko przewieszona przerysa, która odbijając na końcu mocno w lewo zaprowadzi nas na szczyt turni. Przygodowa i trudna droga (jak na swoją wycenę).


Bielatal
To jeden z ciekawszych rejonów po lewej stronie Łaby i jeden z lepszych, żeby zacząć wspinanie w Saksonii. Turnie są dość niskie (ale bardzo strzeliste) i często można je zdobyć na jeden wyciąg. Krótkie podejście i sporo łatwych dróg sprawiają, że klimat bywa trochę bardziej piknikowy niż przygodowy. Tutaj podobno została poprowadzona pierwsza w historii droga o trudności 6b w skali francuskiej – Rostkante VIIIb na Hauptwiesenstein z 1922 roku oraz pierwsze 5b w skali francuskiej: Perrykante VIIb na Spannagelturm z 1906 roku (oryginalnie start z ramion partnera, bez pomocy VIIc).
Wszystkie poniżej wymienione drogi mają dobrą asekurację i nadają się na rozwspinanie w Saksońskiej Szwajcarii:
- Kleine Herkulessäule – Alter Weg IV (1905),
- Schraubenkopf – Alter Weg V (1904),
- Chinesischer Turm – Alter Weg V (1904) – warto zrobić wariantem direct za VI
Jeśli jest jeszcze miejsce to parkujemy bliżej: 50.83964610028782, 14.044415863719287 lub jak nie wstaliśmy wcześnie to dalej: 50.849052208900304, 14.043543821832031.


Papststein, Pfaffenstein i okolice
Poza Bielatal na lewym brzegu Łaby znajdziemy jeszcze kilka wartych uwagi mniejszych rejonów, w tym przede wszystkim Papststein i Pfaffenstein. Podejścia są krótkie, same drogi też nie należą do najdłuższych, a wystawa wielu skał sprzyja szybkiemu schnięciu po deszczu.
Znajduje się tutaj jedna z bardziej charakterystycznych skał regionu – Barbarine – niestety ze względu na uderzenia piorunów oraz erozję, które osłabiły skałę, nie jest ona już dopuszczona do wspinaczki.
Parking w centrum Pfaffenstein: 50.906332325707346, 14.081811805550162 Parking pod Papststein: 50.90144689083601, 14.115921195586786.

Logistyka
Większość osób wybierze dojazd autem. Autostradą jedziemy niemal pod Drezno i stamtąd około 40 minut w konkretny rejon. Alternatywą może być dojazd pociągiem, ponieważ w serce Saksońskiej Szwajcarii (kurort Rathen) dojedziemy pociągiem z Drezna – te kursują bardzo często.
Największą miejscowością w obrębie Parku Narodowego jest Bad Schandau – znajdziemy tam duże sklepy, stację benzynową itp. a pod skały zawiezie nas tramwaj kursujący z centrum miasta.
Znalezienie noclegu w rozsądnej dla Polaków cenie może być ciężkie ze względu na turystyczny charakter regionu, ale oto kilka opcji:
- Hinterland Hostel w wiejskim gospodarstwie w Rathen (około 75 euro za noc za pokój dwuosobowy w 2025);
- krzonowanie czy też camperowanie na dziko po niemieckiej stronie w większości miejsc raczej nie jest mile widziane ani praktykowane – wyjątkiem jest parking pod Papststein – znajduje się poza parkiem narodowym, nie ma zakazu parkowania na noc i w sezonie nocuje tam trochę ludzi;
- za symboliczne 10 euro można nocować camperem u miejscowych rolników – adresy do znalezienia na park4night;
- nocleg po czeskiej stronie – tutaj ceny są znacznie niższe, a i krzonowanie jest znacznie łatwiejsze;
- w obrębie Parku Narodowego są wyznaczone legalne miejsca do biwakowania dla wspinaczy; niestety są one często mocno oddalone od parkingów.


Atrakcje w okolicy (na dzień restowy i nie tylko)
- twierdza Königstein – muzeum historyczne w forcie na masywie skalnym, wejście płatne w cenie kilkanastu euro;
- most Bastei – jedni twierdzą, że kiczowaty, inni się zachwycają, na pewno warto zobaczyć choćby ze względu na świetne widoki na wszechobecne turnie;
- Brama Pravčicka – największy łuk skalny w Europie;
- Via ferrata w Affensteine;
- Oybin – niemiecki kurort z fajnymi spotami do wspinania i niesamowitymi formacjami (grzyby skalne), jest też kilka małych ferrat – warto odwiedzić, jeśli nie jedzie się z/do Polski autostradą.



Przydatne linki i ciekawe filmy o wspinaniu w Saksońskiej Szwajcarii:
- db-sandsteinklettern.gipfelbuch.de – baza dróg wspinaczkowych z krótkimi opisami oraz statystykami wypadków (symbol pielęgniarki oznacza poważny wypadek, a krzyż wypadek śmiertelny)
- Teufelsturm.de – kolejna baza przejść z komentarzami
- Felsampel – portal do sprawdzania wilgotności skał z podziałem na rejony
- Trochę o tym jak używać sprzętu piaskowcowego w Saksonii z perspektywy popularnego kanału YT
- Klimat DDRu, i nieco mocnego wspinania oraz Bernd Arnold free solo na jednej z lepszych dróg w Saksonii
- Znowu trochę DDRu i tym razem jeszcze bardziej oldschoolowe przed wprowadzeniem uprzęży
- Współczesne przejście 13 trudnych klasyków w jeden dzień – dodatkowo w stylu free solo
- Pete Whittaker, czyli połówka WideBoyz w Rathen na klasyku Talweg (dla niego spacerek)
- Adam Ondra wraz z lokalnymi legendami o wspinaniu na najtrudniejsze drogi
***
* List of grade milestones in rock climbing.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA