Bartek Ziemski zjeżdża z Lhotse: „Było ładnie, naprawdę ładnie. Zero chmur i zero wiatru”
Dzisiaj około południa (lokalnego czasu) na wierzchołku Lhotse zameldował się Bartek Ziemski. W samotnej akcji z biwaku w okolicach tradycyjnego obozu 4 dokonał pierwszego wejścia w tym sezonie (uprzedzając zespół poręczujący Szerpów oraz tłumy turystów wysokogórskich). Oczywiście wejście (bez tlenu z butli) było tylko preludium do zjazdu na nartach. To drugi w historii zjazd na nartach i pierwszy bez korzystania z tlenu z butli! Oto rozmowa z Bartkiem, jaką udało nam się nagrać kilka godzin po dotarciu skialpinisty do bazy!

***
Piotr Turkot (wspinanie.pl): Cześć! 12 maja. U ciebie już pewnie wczesna noc. Niedawno zjechałeś ze szczytu Lhotse i zameldowałeś się w bazie. Wielkie gratulacje! Jak zwykle w twoim przypadku świetna i szybka akcja. Wyszedłeś przedwczoraj do góry tuż po powrocie z wyjścia aklimatyzacyjnego (do 7100 m). Co spowodowało tak szybkie wyjście do ataku szczytowego?
Bartek Ziemski: Miałem dzień restu, ale ziomek, który mi prognozuje pogodę, stwierdził, że będzie bardzo długo wiał mocny wiatr i w sumie to jest ostatni moment, żeby to zrobić. Na dodatek, chciałem wyjść jeszcze przed położeniem lin poręczowych na wierzchołek. No więc zdecydowałem się ruszyć do góry.
Musiałeś się dobrze czuć – forma była?
Wziąłem antybiotyk i poszedłem…
Dosyć szybko dotarłeś do obozu 3, tam planowałeś nocleg.
Tak. Poszedłem prosto do obozu 3, czyli na jakieś 7100 i następnego dnia przeniosłem sobie spanie do obozu 4 na około 7700 metrów. To było wczoraj wieczorem.

No i w nocy ruszyłeś do ataku.
Właściwie to dzisiaj wcześnie nad ranem. Planowałem wyjść o północy, ale ostatecznie wyruszyłem przed pierwszą [0:40 czasu nepalskiego].
Szedłeś sam. Jak wspomniałeś, liny poręczowe na wierzchołek Lhotse nie zostały jeszcze rozwieszone. Miałeś zatem szczyt tylko dla siebie.
Zgadza się. I nawet dobrze wyszło, bo wiedziałem, że ludzie w tym kuluarze na pewno by nie pomogli. No i nawet same liny poręczowe przeszkadzałyby w zjeździe, bo miejscami jest tam wąsko.
Brzmi jak bajka, aczkolwiek wszystko było na twoich barkach. Zresztą tak jak lubisz. Jakie były warunki? Jak ci się szło na sam szczyt?
Całkiem przyjemnie. Połowa podejścia po twardym śniegu – tam w kuluarze nie jest stromo, więc nawet czekana nie trzeba było wyjmować [śmiech]. Szedłem z kijami do samego szczytu. Druga połowa to już torowanie. No ale trzeba się z tym liczyć, jak się idzie samemu. W sumie to w jednym miejscu tak się zakopałem, że musiałem skałką obejść ten teren.

O której stanąłeś na szczycie?
O 10 czasu nepalskiego. Coś takiego. No trochę mi zeszło.
Jaka była pogoda? Jakie widoki?
Widoki? Było ładnie, naprawdę ładnie. Zero chmur i zero wiatru.
Everest fajnie wyglądał z tej perspektywy?
Górne partie były zakryte chmurami. I z tego co widziałem, nie był tak wyśnieżony jak miał Jędrek [Bargiel] jesienią.

Czyli to była dobra decyzja, aby skupić się wiosną na Lhotse. Wróćmy na wierzchołek – zapinasz narty i w dół.
Tak. Sama góra niestety nie jest wyśnieżona. Dokładnie to tytlko cztery pierwsze metry na górze były w śniegu, a potem był już skalny fragment. Takie warunki panowały teraz, bo na przykład Amerykanie [Morrison i Nelson w 2018 roku] mieli tam śnieg. Ja nie. Ale to jest łatwy teren, więc się da zewspinać na nartach. No a potem już śnieg. Jest jedno takie wąskie miejsce w kuluarze, które jeszcze parę dni temu, kiedy sprawdzałem na obrazie z drona znajomych, było niewyśnieżone. Ale zawaliło je ostatecznie śniegiem, więc było idealnie.
Jak wyglądał technicznie i fizycznie sam zjazd?
Całkiem przyzwoicie. Wiadomo, trzeba się spodziewać różnych rzeczy. Trochę betonu, trochę świeżego śniegu, trochę sprasowanego. Wszystkiego po trochu.

Dotarłeś sprawnie do swojej czwórki.
Tak. Spakowałem część swoich rzeczy, potem do trójki i znowu pakowanie, potem do dwójki…
Zabierałeś cały sprzęt na plecy?
Nie. Zostawiłem sobie depozyty jeszcze w górze. Chwilę zostaję w bazie, więc założyłem, że zostawię większość sprzętu i po niego wrócę.
Czyli będziesz jeszcze wychodził do góry po te swoje depozyty?
Na ostatniej wyprawie sobie powiedziałem, że już nie jeżdżę z 20-kilowym plecakiem. Wolę sobie wyjść potem po ten zostawiony sprzęt i zjechać, albo zejść już na spokojnie, bez presji. Najchętniej to bym zleciał na paralotni z tym wszystkim, ale niestety to kosztuje kolejne trzy tysiące dolarów. Także się powstrzymuję.
Przez moment pomyślałem, że sprzęt czeka, to może śmigniesz od razu na Everest. Ale to też pewnie kupa dodatkowych pieniędzy. [śmiech]
Z Everestem jest teraz jeszcze inny problem, bo sezon się mocno opóźnił. Icefall był długo zamknięty i nawet teraz teren do szczytu jeszcze nie jest zaporęczowany. Może uda się to zrobić Szerpom jutro. Inna sprawa, że w prognozach są mocne wiatry – mają przyjść pojutrze. Więc jeżeli nie uda im się tego zrobić jutro to… Generalnie jest ciasno.

Ciasno z czasem i pewnie masa ludzi się tam gniecie i czeka?
Bardzo dużo ludzi. Jednak na samej górze to praktycznie tylko Szerpowie coś robią. Jak widzę, ile ich tam pracuje, to po prostu mózg w poprzek staje… Autostrada chodzących tam i z powrotem Szerpów. Wynoszą na Przełęcz Południową hektolitry tlenu. Niektórzy ludzie kupują sobie po siedem, dziesięć butli…

Istny kombinat. Wróćmy do zjazdu. Musiałeś użyć m.in. drabiny. Jak wyglądało to przedzieranie się przez Icefall na nartach?
I tak jestem zadowolony, choć nie ma pełnego, czystego zjazdu gdy musisz przejść po drabinie na nartach. Nie udało mi się jednak znaleźć objazdu w jednym miejscu. Szczelina jest olbrzymia, idzie do samej podstawy ściany, no a z drugiej strony jest po prostu teren, z którego dochodzi łomot seraków. Warunki wiosną są jakie są – ale udało mi się w zasadzie na sam dół zjechać.
Film zamieszczony przez Chhanga Dawa Sherpę (Seven Summit Treks):

Około dwunastej byłeś na szczycie, a kiedy zameldowałeś się w bazie?
Dość późno, w sumie to nawet nie pamiętam. Czekałem trochę w obozie 2, bo było bardzo gorąco. No i nie chciałem przez Icefall w takich warunkach jechać. Myślałem nawet, że w ogóle do wieczora będę czekał. A potem przyszła duża mgła. W końcu w tym whiteoucie zjechałem.
Z tego co słyszę, jesteś tylko lekko zmęczony, chyba masz całkiem niezłą formę?
Nie ma tragedii. Skończyłem brać antybiotyk, jak byłem w górze, więc już jest lepiej. Trudno mi wyleczyć infekcję.
Jeszcze raz graty za ten wyczyn – samotna akcja szczytowa, zjazd – wszystko bez tlenu z butli! Powodzenia przy ściąganiu sprzętu. i zdrowia!
Udało się naprawdę fajnie. Dziękuję serdecznie.
***
Bartka wspiera:
- Polski Związek Alpinizmu
- Ministerstwo Sportu i Turystyki
***
Patrz też:
- Lhotse: Bartek Ziemski o aktualnej sytuacji w Icefallu
- Lhotse: Bartek Ziemski – aklimatyzacja do 7100 m
- Bartek Ziemski zjechał na nartach z Lhotse
***
Bartek Ziemski
Narciarz, alpinista, członek Klubu Wysokogórskiego Sakwa. W 2022 roku w ramach działającego w Karakorum Beskid Expedition Team wszedł na swoje pierwsze ośmiotysięczniki – Broad Peak i Gasherbrum II i zjechał z nich na nartach (z Gasherbruma II jako pierwszy Polak). Od tej pory wytrwale realizuje kolejne cele, w tym te w górach wysokich. Obecnie na swoim koncie ma już osiem (licząc Lhotse) zjazdów z ośmiotysięczników – dwóch z nich dokonał jako pierwszy człowiek w historii.
Osiągnięcia Bartka (w 2023 i 2024 działał w zespole z Oswaldem Rodrigo Pereirą)
- 2022 – Broad Peak
- 2022 – Gasherbrum II
- 2023 – Annapurna
- 2023 – Dhaulagiri (pierwszy w historii pełny zjazd)
- 2024 – Makalu (pierwszy w historii zjazd z grani szczytowej bez dodatkowego tlenu)
- 2024 – Kanczendzonga (pierwszy w historii pełny zjazd)
- 2025 – Manaslu
- 2026 – Lhotse (pierwszy w historii pełny zjazd)
[aktualizacja 15 maj, 11:03 – zmiana godzin wyjścia z obozu 4 i zdobycia szczytu, przeliczenie z czasu chińskiego na nepalski; Bartek podawał w czasie chińskim, tak ustawił mu się telefon]
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
Niby Ziemski, a jednak Kosmiczny
Gratulacje! Adminie macie pomyłkę w nazwisku nie Bartek Ziemski, tylko Kosmiczny!
Odpowiedzi: 5