Jędrzej Myśliński i Wojciech Karpiel przechodzą „Kyrjukulen”, klejnot na światową skalę
Po wyprawie z Wojtkiem Nowińskim w 2020 r. na wyspę Senja wiedziałem, że na „coś” jeszcze wrócę w góry Norwegii. Wiedziałem, że na „coś” pięknego i dzikiego… jest tu jeszcze tyle do odkrycia, to tylko kwestia czasu i cierpliwości.

***
Kartowanie map i poszukiwania od fiordu do fiordu, od ściany do ściany, i w końcu z wielu pomysłów w Górach Skandynawskich jeden wydawał się niemal idylliczny. Wykraczał poza wszelkie ramy dotychczasowej działalności i doświadczeń. W końcu jest fiord, góra oraz ściana z ciekiem wodnym wypływającym z płaskowyżu nad nią.
Tylko czy zamieni się kiedyś w lód? Czy ten lód sięgnie do podstawy? Nitka lodu zawieszona w kilometrowej ścianie nad fiordem… droga marzenie… idee fixe. Pięć lat czekania, obserwacji, próśb o zdjęcia i poczucia, że jeśli się pojawi, będzie trzeba jeszcze zdecydowanego partnera, szybkiego i wychodzonego w lodzie, kogoś, kto poczuje taki sam zew.

Początek tego roku i dobre wieści z północy. Lód prawdopodobnie sięga podstawy ściany, stabilna wyżowa pogoda i niskie temperatury dodają animuszu. Wysyłam zaproszenie do Wojtka Karpiela, wspinamy się sporadycznie, ale zawsze z przytupem. Odpowiada szybko i bez wahania – klamka zapadła jedziemy. Wspólnie ogarniamy bilety, noclegi, samochód. Wszystko po kolei klepnięte. I choć początek podróży nie należy do łatwych, to dzięki pomocy bliskich i znajomych finalnie uspakajamy oddech i skupiamy się na celu.
15 lutego meldujemy się pod ścianą i zaczynamy przy świetle czołówek naszą pielgrzymkę nad fiordem Norang. Niesamowita droga, mnóstwo wspinania, emocji, skupienia i walki. Poza tą wymarzoną linią znaleźliśmy jeszcze spokój i dystans. Obyśmy potrafili z tego skorzystać na dłużej.

Informacja rozpowszechnia się w dzisiejszych czasach szybciej niż mrugnięcie oka, często poza nami i nie zawsze zgodna z prawdą, czego doświadczyłem i tym razem.
Oto suche fakty, resztę zostawiam dla najbliższych i rozmów w cztery oczy. Wszystkim natomiast życzę podobnych intensywnych przeżyć oraz refleksji, niezależnie czy na przydomowej skałce, czy gdzieś na krańcu świata.
- Lodospad znajduje się w Alpach Sunnmøre, na północnej ścianie szczytu Stålberghornet 1285 m n.p.m. Miejscowi nazywają go Kyrjukulen. Opada do fiordu Norang (Norangsfjorden). Nazwa nawiązuje do tego jak wiosną topniejący lód spadał z hukiem ze ściany. Był to sygnał dla mieszkańców do wyprowadzania krów z wiosek na górskie pastwiska.
- Jak się okazało, linia nie była dziewicza, dokonaliśmy natomiast pierwszego powtórzenia tego giganta. W 2017 roku pionierskiego przejścia dokonali Tommi Räty i Håkon Wegge, gratulujemy im pomysłu i wyczynu tak samo jak sobie spełnionej wizji. Droga miała też co najmniej trzy zaawansowane prób przejścia. Pewne jest to, że trafiliśmy na świetne warunki. W przeciwieństwie do pierwszego przejścia i prób mieliśmy wspinanie wyłącznie po lodzie od początku do końca.
- Kyrjukulen WI5/5+ 800 m deniwelacji (pomiary z Norgeskart.no oraz zegarek Garmin), 1000 m wspinania, OS (trudności techniczne prowadził Wojtek).
Po wyjściu ze ściany i odpoczynku na plato zewspinanie się ok. 50 m WI2 i rozpoczęcie zjazdów (17 x 55-60 m stanowiska z abałakowów) do podstawy ściany.
Ok. 13h wspinania, ok. 23h od drzwi do drzwi goszczących nas Edith i Jona w wiosce Øye. - Jest to poważna i bardzo długa linia, im wyżej tym trudniej, na kilometrze lód będzie różnił się jakością i strukturą. Wyceny są naszą sugestią i tak je odebraliśmy. Wszystko zależeć będzie od tego jak lód wyleje. Droga tworzy się niezwykle rzadko (przewodnicy z regionu i autorzy potwierdzają, pierwsze przejście i próby miały na dolnych wyciągach fragmenty mikstowe bez lodu a i wyżej do asekuracji używano także sprzętu skalnego).
- Z pewnością jest to prawdziwy klejnot na światową skalę i jeden z najdłuższych lodospadów Europy. Warto poczekać i być gotowym na szybką decyzje.

Podczas tego czterodniowego pobytu 18 lutego udało nam się na koniec zrobić jeszcze jeden przepiękny lodospad, tworzący się na ścianie progu między szczytami Stålberhornet i Konehornet. Helgåna III WI5+ OS, 420 m deniwelacji, ok. 550 m wspinania.
Lodospad zrobił lokalny przewodnik i ratownik górski Kjetil Leknes z towarzyszem, obeszli jednak z powodu słabych warunków górne kluczowe kaskady wybierając nitkę znajdującą się na lewo od głównego cieku. Robimy z Wojtkiem pierwsze przejście całości przez genialnie uformowane kaskady pionowego, błękitnego lodu (nowe 3-4 wyciągi max WI5+).
Dziękujemy:
- Asi za pomoc logistyczną i nocleg w Gdańsku!
- Edith i Jon z Knutegarden-Norangdal, naszym gospodarzom, za niesamowitą gościnę w Øye, za to że z troską obserwowali nas w ścianie i zawsze czekali na nasz powrót. Za codzienną rozmowę z nami, za chęć odpowiadania na nasze pytania i zadawanie nam swoich. Dziękujemy za wszystko!
- Kjetil Leknes za zaproszenie, croissanty i kawę. Za przybliżenie nam historii wspinania w rejonie, podzielenie własnymi doświadczeniami i podsunięte pomysły.
- Tommi Räty i Håkon Wegge autorom pierwszego przejścia za błyskawiczną odpowiedź i wielką życzliwość.
- Naszym wspaniałym dziewczynom, Kasi i Zuzi, za ciągłe wspieranie nas w realizacji górskich planów, które niemal zawsze kolidują z ich planami.
Jędrzej „Lelo” Myśliński
Wojciech „Żelo” Karpiel
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
Super!!!
Super. Gratuluje i zazdraszczam.
Odpowiedzi: 2