Trzydziesty czempionat w głaźnictwie, czyli Mistrzostwa Polski w boulderingu 2026
Spis treści
W dniach 21-22 marca na krakowskiej ścianie MOOD decydowały się losy Mistrzostw Polski w boulderingu 2026. Trzydziesty krajowy czempionat w tej dyscyplinie miał swoją dramaturgię, a złote medale wywalczyli Bianka Janecka (AZS Katowice) oraz Piotr Niźnik (Korona 1919 Kraków).

***
Impreza składała się tradycyjnie z trzech rund. Eliminacje rozegrano w sobotę, a rundy półfinałowe i finałowe w niedzielę. Wśród pań po półfinałach prowadziła zawodniczka KW Trójmiasto – Maja Ciesielska, która jako jedyna w stawce pokonała wszystkie cztery baldy. Po trzy TOPy zaliczyły Bianka Janecka i Maja Oleksy, natomiast skład finału uzupełniło jeszcze pięć zawodniczek, wśród których była Mistrzyni Polski z lat 2023 i 2024, czyli Barbara Wójcik (Speleoklub Świętokrzyski).
Wśród mężczyzn cztery TOPy na etapie półfinału zaliczyli Jakub Ziętek (KW Bielsko Biała) i „koroniarze”: Adrian Chmiała i Timur Diatlov. Co ciekawe, miejsca w finałowej ósemce nie dawały nawet trzy TOPy i ZONA, bo taki wynik miał pierwszy pod kreską Michał Korban. O braku awansu zdecydowały dziesiąte części punktów pogubione na kolejnych próbach.

Finał kobiet
Finały rozgrywano oddzielnie i najpierw poznaliśmy rozstrzygnięcia wśród pań. Kapitalnie w finałową rywalizację na problemie numer jeden wprowadziły się Kielczanki. Zarówno Basia Wójcik, jak Basia Burczyk świetnie odczytały zamysł routesetterów i od razu wskoczyły nogą do dziury, która umożliwiała wejście do podchytu, aby dalej kontynuować wspinanie. Równie szybko i skutecznie wspinała się tu tylko późniejsza triumfatorka Bianka Janecka. Problem numer jeden miał w sumie aż pięć TOPów.
Dwa pozostałe zaliczyły obie późniejsze medalistki: Maja Oleksy (TOP w trzeciej) i Maja Ciesielska (TOP w czwartej). Czas pokazał, że to właśnie pogubione próby na „jedynce” miały znaczący wpływ na wynik w klasyfikacji generalnej.
Kobieca „dwójka” to obowiązkowy na zawodach slab. Trawers po paczkach, zakończony skokiem do TOPu rozwiązały w sumie cztery finalistki i warto podkreślić swobodę z jaką poruszała się na nim Maja Ciesielska, która jako jedyna pokonała go od pierwszej wstawki.
Poza późniejszymi medalistkami tą czwartą była mistrzyni Polski juniorek – Maja Juścińska. Dość niespodziewanie obie kielczanki urobiły tu tylko ZONĘ.
Problem numer trzy został nakręcony w największym przewieszeniu ściany i testował kompetencje wspinaczkowe w iście oldschoolowym stylu. Moc pokazały wszystkie trzy medalistki rozwiązując bulder od pierwszego wstawienia i przed decydującym starciem na problemie numer cztery prowadziła Bianka Janecka, o jedną próbę (0,1 pkt) przed Mają Ciesielską i o cztery próby (0,4 pkt) przed Mają Oleksy.
Było jasne, że kwestia tytułu rozstrzygnie się w rywalizacji tej trójki. Tymczasem rozpoczynająca wspinanie czwartej przystawce Czeszka Bara Pospisilova zaliczyła swój pierwszy i jedyny w finale TOP, co jednoznacznie wskazało, że bardzo wspinaczkowa czwórka jest po prostu „rabalna”. Po rundzie okazało się zresztą, że mieliśmy tu aż sześć TOPów. Kluczowy dla ostatecznej klasyfikacji okazał się jedyny na problemie flash w wykonaniu Bianki Janeckiej, która nie pozostawiła rywalkom żadnej przestrzeni na walkę o złoto i w pięknym stylu obroniła tytuł wywalczony przed rokiem. Srebro dla Mai Oleksy, która zaliczyła TOP w drugiej próbie i została jedną z dwóch finalistek, które pokonały wszystkie cztery bouldery. Z tej stawki dość niespodziewanie wypadła Maja Ciesielska, która po pierwszej bardzo wytężającej próbie nie zdołała już wykrzesać z siebie energii, aby w kolejnych trzech wstawkach w ogóle skończyć problem, co przesunęło ją z drugiej na trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej.
Nie ulega wątpliwości, że na przestrzeni lat wspinanie zawodnicze oddala się od typowych dla skalnych wspinaczek problemów. Dla wszystkich, którzy nad tym ubolewają, kobiece problemy numer trzy i cztery okazały się z pewnością pociechą. Warto jednak pamiętać, że team routesetterski, prowadzony na tych zawodach przez Piotra Sudera (poza tym: Jakub Jurek, Andrzej Mecherzyński-Wiktor i Krzysztof Szalacha), ma za zadanie zróżnicować wyniki startujących odwołując się do szerokiego wachlarza kompetencji wspinaczkowych. W tym do takich, które są typowe dla nowoczesnego zawodniczego settingu, obecnego na zawodach międzynarodowych. Na dodatek musi to robić dbając równocześnie o show. Jeśli ktoś miałby narzekać na zbyt małą zawartość wspinania we wspinaniu na boulderach w kobiecym finale to zapraszamy na relację z wydarzeń w finale mężczyzn…
Finał mężczyzn
Wspinaczkowy show miał się rozpocząć już na męskiej „jedynce”. Jednak delikatnie mówiąc coś nie pykło, bo w całej stawce finalistów tylko dwaj zdołali dotrzeć do ZONY. Ten odcinek skutecznie przetestował kompetencje czołowych competition climbersów, bo zdołali zapunktować jedynie późniejszy złoty i srebrny medalista. Start z nabiegu do wysoko położonego chwytu i ryzykowne wklejenie się w no hand, aby następnie na samych nogach przedostać się do odciągowej ZONY wyznaczyło kres wspinania zawodniczego nawet dla Piotra Niźnika i Jakuba Ziętka. Co było do urobienia dalej wiedzą już tylko routeseterzy…
Po „jedynce” nikt z finalistów nie miał prawa odczuć żadnego obciążenia na górne kończyny. Swoisty rest na obręcz barkową był kontynuowany na finałowej „dwójce”. Co prawda zaczynała ją klasyczna mantla, ale potem nic już nie było klasyczne. Właściwie na boulderze nie było żadnych chwytów poza tymi startowymi… Nawet ZONA i TOP nie miały powierzchni chwytnej! Wszystko na nogach, wliczając przeskok „krakowiaczkiem” na paczkę. Dwaj zawodniczy Jan Swęd i Jakub Ziętek zdołali zrealizować zamysł setterski i co ciekawe obaj ukończyli wspinanie na osiem sekund przed końcem rundy. Swoista recenzja tego problemu wymknęła się z ust jednego z zawodników, który po przeskoku na paczkę zakończoną lotem z dwóch metrów powiedział do siebie: „nie chcę tego robić…”.

No a potem zaczęło się rodeo na problemie numer trzy. Chwytowi zdecydowali się na wprowadzenie nowego elementu, dotąd nieobecnego na krajowych zawodach. Po starcie i krótkim skoku do kierunkowo pracującego chwytu, zawodnicy wykonywali swing, lądując nogami na paczce tylko po to, aby skoczyć na powrót do tego samego, pracującego kierunkowo chwytu, bo jedynie od tej strony umożliwiał on postęp do góry. Po tym iście parkourowym tricku zaczynało się w końcu wspinanie. Nareszcie!
W ostatecznym rozrachunku trzech zawodników pokonało ten fragment i dotarło do ZONy na końcu dynamicznej sekwencji. Tymon Ostafiński poległ na odciągowych krawądkach przed TOPem. Jakub Ziętek, w końcówce czasu, miał już jedną rękę na TOPie, ale królem tej rywalizacji okazał się Piotr Niźnik. To była niezwykła przyjemność móc obserwować proces, jaki poprowadził Piotra najpierw do odnalezienia swojego patentu na dole (dwa testowe skoki), a potem do rozwiązania wspinaczkowej sekwencji do TOPu. Jeśli ktoś uważa, że talent nie istnieje, bo jedyne co istnieje to dziesięć tysięcy powtórzeń, to we wspinaniu Piotra Niźnika, te dwie opozycje zostały dialektycznie przezwyciężone. Tylko talent wsparty dziesiątkami powtórzeń prowadzi do mistrzostwa. Tytuł mistrza Polski rozstrzygnął się na problemie numer trzy i trzeba przyznać, że ryzyko, jakie podjęli kompozytorzy, zwróciło się z nawiązką.

Finaliści mieli jeszcze do pokonania czwartą przystawkę. Najbardziej wspinaczkowe zadanie niedzielnego wieczoru dało sposobność pokazania czystej mocy liderom tej rywalizacji. Zarówno Piotr Niźnik, jak i Jakub Ziętek z dużą kontrolą i zapasem oraz, co równie istotne z wielką elegancją poskładali się do ruchów w największym przewieszeniu. Obaj pewnie skończyli „czwórkę” w pierwszych próbach. Co ważne dla polskiego wspinania zawodniczego, skutecznie wspinali się tu także przedstawiciele młodszego pokolenia i swoje TOPy zanotowali: Tymon Ostafiński (trzeci w „generalce”) oraz Antoni Kalinowski (czwarte miejsce).
W relacji z rundy finałowej nie było sposobności wspomnieć o dwójce finalistów, tak skutecznie wspinających się w eliminacjach i półfinałach. Timur Diatlov i Adrian Chmiała jeszcze przed tygodniem stawali na podium Mistrzostw Polski na trudność. W finale boulderowym było jednak inaczej. Timur nie wystartował w rundzie finałowej, bo… zaspał. Natomiast dla Adriana finałowe problemy były chyba zbyt mało wspinaczkowe.

Wymieniając Adriana warto jednak podziękować całej ekipie MOOD za stworzenie tak przyjaznego dla rozwoju zawodów środowiska. W końcu MOOD jest nie tylko areną imprez mistrzowskich, ale otwiera się też na konsultacje i treningi kadry. Wielkie dzięki.
Rafał Nowak
PS Podczas zeskoku z trzeciego problemu kontuzji doznał Jan Swęd. Janku wracaj do zdrowia.
Finały możecie zobaczyć także z odtworzenia: Mistrzostwa Polski w Boulderingu 2026 | finały.
Wyniki panie:
1. Bianka Janecka (AZS Katowice) – 99.8 pkt.
2. Maja Oleksy (KU AZS ANS Tarnów) – 99.3 pkt.
3. Maja Ciesielska (KW Trójmiasto) – 84.5 pkt.
4. Barbara Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski) – 69.5 pkt.
5. Barbara Wójcik (Speleoklub Świętokrzyski) – 69.0 pkt.
6. Maja Juścińska (KW Trójmiasto) – 49.6 pkt.
7. Bára Pospíšilová (AKG Łódź) – 34.3 pkt.
8. Maria Rytych (KW Kotłownia) – 28.9 pkt.
Wyniki panowie:
1. Piotr Niźnik (Korona 1919) – 69.6 pkt.
2. Kuba Ziętek (KW Bielsko-Biała) – 68.0 pkt.
3. Tymon Ostafiński (KWS Klif) – 44.6 pkt.
4. Antek Kalinowski (KW AGAMA) – 34.7 pkt.
5. Jan Swęd (UKA) – 24.6 pkt.
6. Kacper Stoch (Avatar Kraków) – 18.9 pkt.
7. Adrian Chmiala (Korona 1919) – 10.0 pkt.
8. Timur Diatlov (Korona 1919) – DSQ
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
Szczodrość nie zna granic!
[b]600 zł[/b] dla Mistrza Polski w boulderingu 2026 – szczodrość nie zna granic! [i]Opłata wpisowa: 150 zł – płatne w…
Odpowiedzi: 10