Filip Babicz samotnie na „Goulotte Lafaille sortie directe” plus dodatki!
Spis treści
Wiosenne, dobre warunki na alpejskich ścianach skłoniły Filipa Babicza do samotnej wspinaczki. 24 marca Polak pokonał słynny Goulotte Lafaille, niespodziewanie dokładając jeszcze wyjście na wprost i sporą garść terenu powyżej…

Goulotte Lafaille sortie directe
Dolną cześć żlebu, składającą się z 5 wyciągów: 75°, 70°, 60°, 60°, 80° (ok. 250 metrów), przeszedł w 1985 roku jako pierwszy i to w samotnej wspinaczce Jean-Christophe Lafaille, jeden z wielkich francuskiego i światowego wspinania.
Blisko 10 lat później, w 1994 roku, Lafaille i Françoise Aubert dokładają mikstowe wyjście na wprost z kuluaru. Ta linia kończy się u podstawy grzędy Corne du Diable, po przejściu skalnej bariery nad śnieżnym kuluarem.
Filip samotnie wbił się właśnie w Goulotte Lafaille a później wydarzenia potoczyły się spontanicznie:
Docierając dość wcześnie na szczyt śnieżnego kuluaru, którym kończy się droga, mogłem czuć się usatysfakcjonowany, ale w ostatniej chwili zdecydowałem się skręcić w lewo na wariant Direct. Wariant ten otworzył przede mną drogę w kierunku słynnej diabelskiej grani.
I tak w międzyczasie zapadła noc. Po raz kolejny mogłem czuć się usatysfakcjonowany samotnym przejściem drogi Lafaille Direct, ale moje nieugaszone pragnienie pchało mnie dalej naprzód… Byłem sam, nic nie stało mi na drodze, byłem panem swojego losu i swoich decyzji. Czułem się dobrze, w swoim żywiole, a tutaj, nocą, cała góra była tylko dla mnie. To było niemal mistyczne uczucie, gdy kontynuowałem, wyciąg za wyciągiem, wspinaczkę w kierunku szczytu Corne du Diable (4064 m).
W pewnym momencie zacząłem przekonywać samego siebie, że moja wspinaczka zakończy się na szczycie, gdy na wysokości około 4000 m, na ośnieżonym polu, doszedłem do headwalla Corne du Diable.
Na marne spędziłem ponad godzinę szukając sposobu przejścia tego ostatniego, kluczowego odcinka. Szczyt Corne du Diable był nieosiągalny od tej strony, można go zdobyć tylko od strony przeciwnej, a ta wyjątkowo gładka i pionowa ściana nigdy nie została zdobyta!
I tak, niechętnie, rozpocząłem długie zjazdy, usatysfakcjonowany jednak, że osiągnąłem 100% tego, co było możliwe w tych warunkach.

Filip po 18 godzinach od rozpoczęcia wspinaczki dotarł do podstawy ściany a w schronisku Torino zameldował się dokładnie po dobie. Te 24 godziny tak podsumowuje:
Krótko mówiąc, kolejny „łatwy – długi” dzień w górach!

Valeria free solo
Warto dodać, że kilka dni wcześniej, ostatniego dnia kalendarzowej zimy, Filip przeszedł free solo inną popularną lodową linię. Mowa o Valeria (TD-, 4+, 450 m) na Petit Capucin (3693 m).
Filipowi wspinaczka od szczeliny brzeżnej do Brèche du Roi de Siam (3613 m) zajęła 1h50. Stąd najczęściej zespoły robiące drogę zjeżdżają. Filip zdecydował się kontynuować wspinaczkę na szczyt Petit Capucin, na którym znalazł się mniej więcej po godzinie.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA