Dziewczyny na medal – o swoich startach w Pucharach UIAA i nie tylko o tym, mówią polskie zawodniczki
Spis treści
Sezon zimowych zawodów wspinaczkowych UIAA już za nami. Jak zwykle nie zawiodła Olga Kosek, która przyzwyczaiła nas do obecności w światowej czołówce, ale w tym sezonie po raz pierwszy nasze dziewczyny odnotowały historyczny sukces – drugie miejsce w klasyfikacji zespołowej Pucharu Świata w biegach kobiet. Z kolei Weronika Wieczorek stanęła po raz pierwszy na podium w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Oulu.
Korzystając z okazji zadaliśmy naszym zawodniczkom po trzy pytania. Oto co mówią o sobie, jak podsumowują sezon, swoje osiągnięcia, marzenia, jak widzą realia treningowe… Zapraszamy do lektury!

Weronika Wieczorek
Brązowa medalistka zawodów Pucharu Kontynentalnego UIAA w Oulu
To twój pierwszy sezon w zawodach międzynarodowych i od razu tak znakomite rezultaty. Opowiedz trochę o sobie – jak długo się wspinasz, jak długo zimowo i czy tej zimy miałaś czas na jakąś działalność górską poza startami? Czy masz jakieś cele wspinaczkowe i sportowe, czy też wspinasz się bardziej dla własnej satysfakcji?
Wspinam się względnie krótko – pod koniec tego roku minie 7 lat od kiedy pierwszy raz przyszłam na ściankę wspinaczkową. Drytool w skałach zaczęłam 3 lata temu, wspinając się w polskich i słowackich rejonach. Od razu bardzo dużo jeździłam w skały, ponieważ była to świetna alternatywa dla spędzania czasu na panelu. Cały czas mam z tyłu głowy, że chciałabym zacząć zimową wspinaczkę górską w Tatrach, jednak jak do tej pory działałam tylko latem. Właściwie od tego zaczynałam – wspinania z liną i wielowyciągowo. Wspinanie zimowe wymaga dużego doświadczenia, czasu i pieniędzy. Na ten moment chcę się rozwinąć sportowo, a w przyszłości podziałać także górsko.
Zawsze ustalam sobie jakiś cel, to mi pomaga usystematyzować treningi i znaleźć motywację. Obecnie moim największym celem jest zrobienia boulderu o wycenie 7C. Wydaje mi się, że jestem już całkiem blisko, jednak przede mną jeszcze dużo pracy. Spełnieniem moich marzeń była wspinaczka Deep Water Solo i cieszę się, że udało mi się to wielokrotnie zrealizować, teraz chciałabym zrobić na Mallorce drogę w okolicach 7a. Wróciłam również do wspinania z liną, od którego miałam dłuższą przerwę – tutaj nie mam żadnych oczekiwań, po prostu zobaczę na co mnie będzie stać w tym sezonie. Wspinanie ma wiele twarzy – i to jest piękne w tym sporcie. Pomimo tylu planów – obecnie wspinaczka lodowa i udział w startach jest moim priorytetem.
Co w ogóle spowodowało, że zainteresowałaś się startami w zawodach wspinaczkowych?
Od dziecka startowałam dużo w zawodach w innych dyscyplinach i brakowało mi poczucia rywalizacji. To sprawia też, że mam motywację, by trenować jeszcze mocniej. Dowiedziałam się o rankingu do wspinaczki lodowej od koleżanki. Nie wiedziałam jakie mam realne szanse w tym sporcie, ale na pewno miałam dobrą bazę siłową. Nie dostałam się do kadry za pierwszym razem, ale mogłam bez presji spróbować swoich sił w startach na własną rękę. Spodobało mi się to bardziej niż się spodziewałam i cieszę się, że mam możliwość rozwinąć się bardziej w tej dziedzinie.
Czy dotychczas sama inwestujesz w siebie, czy też otrzymałaś jakieś wsparcie ze strony PZA?
Wszystkie starty w zawodach opłacałam sama. Było to trochę wymagające, biorąc pod uwagę, że studiuję dziennie, a wieczorami pracuję. Nie wiedziałam, czy to mi się opłaci, ale potraktowałam to jako ciekawą przygodę. Bezpośredniego wsparcia od strony PZA nie dostałam, natomiast Skarpa Rozbark (ścianka, na której pracuje) dostała sklejkę, dzięki której miałam miejsce do trenowania. Chwyty zrobił mój kolega ze ściany, otrzymaliśmy również chwyty od Janka Mondzelewskiego (Kuźnia Szpeju) i zorganizowaliśmy zawody drytoolowe, które przyciągnęły więcej uczestników niż się spodziewaliśmy. Miałam możliwość sprawdzić się tam w roli routesetterki. Wsparło mnie również KW Katowice, które w zamian za nakręcenie boulderowni pozwoliło mi za darmo trenować na ich obiekcie. Największą pomoc otrzymałam od Olgi Kosek, która pożyczyła mi swoje czekany, dawała rady treningowe, pomagała w kwestiach finansowych oraz organizacyjnych wyjazdów. Nie dałabym również rady bez członków Kadry, którzy bardzo mnie wspierali.

Izabela Kopeć
Szósta zawodniczka Pucharu Świata 2025/26 w kategorii „Speed”
Startujesz od kilku lat i w tym roku także prezentujesz stabilną formę i ciągły postęp. Co w dotychczasowych startach uważasz za swój największy sukces, a co byłoby spełnieniem twoich marzeń?
Moim największym sukcesem jest coraz większe poznawanie siebie, swoich możliwości, blokad, ograniczeń mentalnych, a także dostrzeganie siły, która zawsze była dla mnie zwyczajna, a jak się okazuje jest trochę ponadprzeciętna. Lubię zaprzyjaźniać się ze sobą i to pozwala mi pracować nad słabszymi elementami. W tym bardzo pomaga ciepła atmosfera w kadrze. I, jak się okazuje, także otwartość zawodników z innych krajów.
Moim nieśmiałym marzeniem po pierwszych startach była chęć zbliżenia się w jakiś sposób umiejętnościami do czołówki występujących zawodników. Dzięki wsparciu członków kadry z dłuższym stażem, dostaję krok po kroku przepis jak do tego dążyć w naszych realiach. Widzę, że już nie jest to jakiś kosmos, ale wymaga regularnej, ciężkiej pracy. I ode mnie zależy, czy ją podejmę.
Czy twój wynik (świetne szóste miejsce) w Pucharze Świata w kategorii „Speed” oznacza, że zamierzasz się specjalizować w biegach?
Biegi to było moje zaskoczenie. Zawsze wspinanie wiązałam z liną lub baldami. Na jednych zawodach, gdzie była również dyscyplina na czas, Olga poradziła by spróbować, tak po prostu. Nie znałam totalnie zasad oraz jak to się robi, ale dostałam szczegółowe przeszkolenie. I nie wyszło tak źle (nie odpadłam, ukończyłam bieg, miałam nie najgorszy wynik). Speed pokazał mi kolejny rodzaj wspinaczki. I tak, chcę to kontynuować, na ile realia treningowe pozwolą. Niestety do osiągnięcia specjalizacji potrzebowalibyśmy obiektu w kraju. Póki co nie mam ogromnych oczekiwań, jednak z każdym swoim startem chcę się poprawiać i dawać z siebie tyle ile jestem w stanie na maxa, a widzę, że to działa.
Czy jest coś, co twoim zdaniem należałoby zmienić lub ulepszyć, aby nasza Kadra Narodowa (i ty wraz z nią) mogła osiągać jeszcze lepsze wyniki?
To jest temat częstych naszych rozważań w kadrze. Niestety, w Polsce nasza dyscyplina jest niszowa, co za tym idzie w całym kraju brak jest specjalnych infrastruktur do treningów. Są nieliczne ogródki drytoolowe, ale tam wspinanie jest zupełnie inne niż na zawodach. Jeśli posiadamy możliwość czasową, organizujemy się sami na wyjazdy zagraniczne na profesjonalne ściany, zarówno do prowadzenia jak i w czasówkach, finansowo bardzo pomaga nam PZA i Ministerstwo Sportu, ale jak można się domyślać nie jest to wystarczające do rutyny treningowej, tym bardziej, że większość zawodników pracuje zawodowo, a wolny czas należy również podzielić na zawody.
Kolejny problem to brak trenera, brak możliwości jego zorganizowania. W Polsce jedyne głębsze pojęcie o zawodowym sportowym wspinaniu zimowym posiadają Olga Kosek oraz Aleksander Huszczo, którzy zdobywali je samodzielnie metodą prób i błędów podczas wieloletnich startów. Dzięki ich otwartości posiadamy wiedzę jak korygować treningi by się poprawiać w wynikach i by nie bolało po startach. Jednak Olga i Alek robią to kosztem swojego wolnego czasu, a osób w kadrze jest sporo. W obecnych realiach nie mamy więc możliwości na pełną opiekę trenerską.
Dla mnie osobiście wisienką na torcie byłoby kilka godzin u fizjoterapeuty (ale to już chyba muszę zorganizować sobie samodzielnie…).

Olga Kosek
Srebrna medalista Pucharu Świata 2025/26, złota medalistka zawodów PŚ w Cheongsong
Po latach samotnych startów i budowaniu reprezentacji Polski możesz czuć satysfakcję, mając godne koleżanki. Co powiedziałabyś innym zainteresowanym startami w zawodach lodowego wspinania?
Powiedziałabym, że jest to ciekawy, wymagający i dający satysfakcję sport, i bardzo chciałabym, aby rozwinął się bardziej masowo w Polsce.
Jest wiele zawodów, na które można jeździć i próbować swoich sił, są Puchary Słowacji, Puchary Kontynentalne UIAA, mistrzostwa poszczególnych krajów (często otwarte na osoby zza granicy) – jest gdzie się sprawdzić. Należy też pamiętać, że nie trzeba być od razu reprezentantem Polski. Kadra Narodowa to nie miejsce “do nauki sportu”, ale na wiele imprez można jeździć we własnym zakresie i się dobrze bawić. Takim osobom przede wszystkim poradziłabym: jedźcie na zawody, próbujcie! Jest naprawdę fajnie!
Jak wyglądają obecnie kryteria kwalifikacji do Kadry? Czym trzeba się wykazać, aby w ogóle zostać wziętym pod uwagę? Czy ważne są osiągnięcia zimowo-górskie, czy raczej sportowe?
W sporcie interesują nas (Komisje Wspinaczki Lodowej) tylko wyniki sportowe, bo wspinanie górskie-zimowe, lodowe, drytoolowe nie ma absolutnie nic wspólnego z zawodami. W tej chwili mamy ranking punktujący wyniki w zawodach i na jego podstawie budowana jest kadra. Chcieliśmy aby system był maksymalnie obiektywny. W tym roku było min. 10 imprez, na których można było robić wyniki nie będąc członkiem Kadry Narodowej.
Chcemy przede wszystkim wspierać najlepszych (a nie osoby, które jeżdżą najwięcej) dlatego liczy się 5 najwyższych wyników. Ten system na razie dobrze wygląda i odzwierciedla poziom sportowy, a na sezon 2026/27 w kadrze A znajdą się najprawdopodobniej 4 osoby. Co do reszty – trudno powiedzieć, bo ich wyniki są znacząco słabsze. Dzięki temu systemowi osoby takie, jak Weronika – zostają zauważone, natomiast samo sprawdzenie potencjalnego zawodnika odbywa się bez udziału środków budżetowych.
Reasumując, każda osoba musi nam pokazać, że warto w nią inwestować. Działa to też w drugą stronę – jeśli zawodnicy Kadry Narodowej nie osiągają minimum rankingowego, nie mogą liczyć na wsparcie finansowe.
Mamy też wyznaczoną punktację dla Kadry B, czyli zawodników, którzy prezentują duży potencjał. Wszystkie te informacje są dostępne na stronie PZA.

W tym sezonie oprócz startów (i medali) dałaś się poznać także jako międzynarodowa routesetterka. Czy to oznacza, że myślisz już o zakończeniu kariery zawodniczej?
Myślę przede wszystkim o czerwcu 2026, kiedy MKOL ma podjąć decyzje o nowych sportach na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2030. Wszystkie plany są z tym mocno powiązane. Bycie routesetterką, zwłaszcza w tym roku, to był miły dodatek i budowanie dwutorowej kariery w sporcie. Pomagał mi zachować motywację, bez jednoczesnego wymagania treningów na najwyższym poziomie. Do założeń tegorocznego sezonu – ta rola wpisywała się idealnie. W przyszłość na pewno będę chciała kontynuować, jednak już wiem, że nie da się łączyć tak wymagającej pracy ze sportem w sezonie, więc… poczekam na czerwiec i wtedy zdecyduję, w którym kierunku podążać dalej.
Pytania zadawał Przemysław Kosek
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA