65-letni Bill Ramsey: „wciąż mam mnóstwo frajdy ze wspinania”
Z przyjemnością pisze się o takich ludziach jak Bill Ramsey. Amerykanin ma 65 lat, wciąż robi trudne drogi i nie zamierza obniżać poprzeczki. Kilka dni temu napisał o przejściu Ghost Meat 8b+ w Mount Potosi (niedaleko Las Vegas).
***
Krótka, siłowa, przewieszona Ghost Meat (jej autorem jest Andy Raether) nie jest oczywiście najmocniejszą drogą na koncie Ramsey’a, ale chyba każdy z nas chciałby robić takie przejścia w tym wieku.
Bill Ramsey (za 8a.nu):
Pierwsze próby na drodze oddałem we wrześniu ubiegłego roku. Właściwie nie jest to najlepsza linia dla seniora, ze względu na siłowy kruks, ale było też kilka atutów, jak na przykład dobre położenie (klif jest oddalony zaledwie około 1,5 godziny od mojego domu, wliczając wędrówkę).
Ramsey to w ogóle ciekawa postać. Zaczął się wspinać jeszcze w latach 70, ale potem skupił się na pracy naukowej. Jest profesorem filozofii. Wrócił w skały w latach 90. Ma na koncie sporo dróg 8c, a jak wiele potrafi poświęcić, by osiągnąć cel, pokazał przy okazji przejścia Golden For A Moment 5.14b/8c w Cathedral w 2015 roku (więcej TUTAJ). Mówił wtedy: „To moja szósta droga 8c, zarazem druga odkąd skończyłem 50 lat. Trenowałem pod nią naprawdę ciężko. Mój system treningowy różni się nieco od tego stosowanego przez większość wspinaczy, często serwuję sobie dni treningowe po 13-14 godzin i potem robię dwu-, trzydniowy rest”.
Już po sześćdziesiątce, trzy lata temu, powtórzył Nice is Nice 8c w Mount Potosi. Przy okazji napisał; „wiek to zdecydowanie nie tylko liczba, ale coś, co można 'złagodzić’ przy odrobinie wysiłku”.
Mówi o sobie: weekendowy wojownik. I że nieprzerwanie bawi się wspinaniem. Pracuje naukowo, jest kierownikiem wydziału oraz nauczycielem akademickim. Ma sporo papierkowej pracy. Mimo to znajduje czas na wspinanie, i to całkiem, a nawet bardzo intensywne:
(…) Ze względu na swój wiek, jeśli wspinam się intensywnie, potrzebuję co najmniej dwóch dni restu. Intensywne wspinanie oznacza dla mnie wstanie około piątej rano, rozgrzewkę i dwie, trzy godziny na ćwiczeń na chwytotablicy (max hang – zwisy maksymalne), wyjazd w skały i trzy, cztery wstawki do projektu, a wieczorem może jeszcze trochę kiltera. To zależy.
Nieźle jak na weekendowego wojownika ;)
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA

