Lodowy PŚ w Saas-Fee. Skok zwycięstwa Louny Ladevanta i wielki powrót Woonseon Shin
Spis treści
Zawody w Saas-Fee mają swój niepowtarzalny klimat. Rywalizacja i wspinanie na najwyższym światowym poziomie splata się w nich z atmosferą radosnego pikniku i dobrej zabawy. W tym roku na najwyższym podium stanęli w kategorii na trudność: Louna Ladevant (Francja) i Woonseon Shin (Korea), biegach: Mohammadreza Safdarian (Iran) i Selenge Nyamdoo (Mongolia).
Złoto w biegach dla Mongolii oraz Iranu
Biegi w Saas-Fee rozgrywano w formule „single”, co oznaczało, że każdy z finalistów musiał pokonać trzykrotnie lodową ścianę w solowym biegu. Do wyniku liczył się najlepszy osiągnięty czas. W tym przypadku odpadnięcie nie oznaczało także automatycznie przegranej, ale brak wyniku w danej próbie.
Wśród pań reprezentantka Mongolii Selenge Nyamdoo była poza zasięgiem rywalek – w swoim drugim biegu uzyskała czas 11,29 sekundy i zdeklasowała konkurencję, osiągając dwie sekundy przewagi nad Loreną Beck z Liechtensteinu i trzecią na podium Anetą Louzecką (Czechy).
Olga Kosek pobiegła pewnie i płynnie w pierwszym biegu, ale obsunięcie się tuż przed metą odebrało jej cenne sekundy. W drugiej próbie zagrała va banque, ale świetny i szybki bieg skończył się odpadnięciem z ukruszonym lodem. Wynik trzeciej próby, mimo że lepszy niż pierwszej, tym razem nie dał jednak Oli miejsca na podium. Ostatecznie zajęła piąte miejsce, wyprzedzona jeszcze przez drugą z sióstr – Leę Beck.
Udany start zaliczyła także druga nasza reprezentantka – Izabela Kopeć. Pierwsza i druga próba dawały jej miejsce w drugiej dziesiątce, ale znakomity trzeci bieg, w którym poprawiła swój wynik aż o ponad cztery sekundy, pozwolił jej zająć ostatecznie ósme miejsce, wyprzedzając o 0,06 sekundy Amerykankę Catalinę Shirley (brązową medalistkę z Cheongsong).
Wyniki pań:
- Selenge Nyamdoo (Mongolia)
- Lorena Beck (Liechtenstein)
- Aneta Louzecka (Czechy)
- Lea Beck (Liechtenstein)
- Olga Kosek (Polska)
…
- Izabela Kopeć (Polska)
Dzięki piątkowemu zwycięstwu Selenge Nyamdoo wysunęła się na pierwsze miejsce w klasyfikacji ogólnej Pucharu Świata, wyprzedzając Olgę Kosek o cztery punkty i Anetę Louzecką o dziesięć.

Zwycięzcy biegów w Saas-Fee: Selenge Nyamdoo oraz Mohammadreza Safdarian (Iran). Fot. UIAA
Wśród panów kwestia zwycięstwa była tym razem wewnętrzną sprawą Iranu – dwaj zawodnicy z tego kraju zdobyli złoty i srebrny medal. Zwyciężył Mohammadreza Safdarian (Iran), który w drugiej próbie uzyskał niesamowity czas 8,60 sekundy, a srebro wywalczył jego kolega z reprezentacji – Mohsen Beheshti Rad.
Niespodzianką dużego kalibru był natomiast brak na podium któregokolwiek z reprezentantów Mongolii, którym wyraźnie na tych zawodach nie poszło (najlepszy z nich Mandakhbayar Chuluunbaatar był dopiero piąty). Drugą niespodzianką okazały się wysokie lokaty Europejczyków: Florian Gantner z Liechtensteinu zdobył brązowy medal, a Szwajcar Nils Martin Dolf zajął czwarte miejsce.
W tym silnie obsadzonym finale świetnie spisał się także Jan Mondzelewski, zajmując dwunaste miejsce z bardzo dobrym czasem 11,44 sekundy.
Wyniki panów:
- Mohammadreza Safdarian (Iran)
- Mohsen Beheshti Rad (Iran)
- Florian Gantner (Szwajcaria)
…
- Jan Mondzelewski (Polska)
…
- Grzegorz Gładysz (Polska)
Półfinałowa niespodzianka
Drogi na pucharowych zawodach UIAA przyzwyczaiły zawodników i kibiców do różnych urozmaiceń i „wynalazków”, ale to co routesetterzy przygotowali na półfinały w Saas-Fee dla wielu okazało się prawdziwą niespodzianką i to niekoniecznie przyjemną. Półfinałowa droga męska po nietrudnym lodowym starcie doprowadzała zawodników do kilkumetrowej płyty… bez chwytów. Pokonanie tego odcinka wymagało misternego operowania nogami na przednich zębach raków, a ręce i dziabki mogły służyć wyłącznie do zachowania równowagi. Siła nie miała tu żadnego znaczenia.
Efekty były zdumiewające. Nie dość, że na drodze finałowej nikt nie osiągnął topu, to chyba po raz pierwszy w historii Pucharu Świata aż dziewięciu spośród szesnastu półfinalistów spadło poniżej pierwszej („bezpiecznej”) wpinki! W praktyce okazało się zatem, że na zakwalifikowanie się do finałowej ósemki wystarczało samo przejście płyty startowej, a męski półfinał zakończył się niezwykle szybko…

Drogi półfinałowe. Po lewej: wspina się Olga Kosek, po prawej – Pierre Alexandre Keller (Francja) walczy na płycie startowej. Fot. UIAA
Panie, chociaż oszczędzono im „płyty na równowagę”, także nie mogły narzekać na nadmierną łatwość swojej drogi, obfitującej zarówno w boulderowe pasaże, techniczne trawersy, jak i ciągi „klasycznych” trudności wytrzymałościowo-siłowych. Wyglądało na to, że to wszystko bardzo odpowiada naszej reprezentantce – Oldze Kosek, która od początku szła spokojnie, pewnie, a przy tym szybko. Niestety, wszystko zniweczył jeden błąd, akurat na stosunkowo łatwym chwycie… Szkoda, bo w miejscu do którego doszła, miała jeden z najlepszych czasów spośród wszystkich zawodniczek i wyraźny zapas sił na dalszą drogę. Jeszcze bardziej pechowy start zaliczyła Catalina Shirley (USA) – jedna z faworytek do medalu – która spadła na samym starcie drogi (czwarty chwyt). Równie niespodziewanie (dla siebie i publiczności) dość nisko spadła koreańska legenda – Shin Woonseon, ale w jej przypadku wystarczyło na awans do finałowej ósemki.
Finały – radość i skok zwycięstwa
Finały w prowadzeniu odbywały się atmosferze pikniku i wesołej zabawy, co zupełnie nie kolidowało z poważnym charakterem dróg. Atmosferę podkręcali organizatorzy, dobierając z dużym poczuciem humoru muzykę pod kątem aktualnie startujących zawodników (szczególny aplauz wywołały zwłaszcza podkłady muzyczne do wspinaczek Willa Morrisa i Jorge Veiga Rodrigueza). Popularny „Willis” był zagrzewany do walki utworem z dominującymi szkockimi dudami, a Hiszpan wspinał się do wtóru „Desperado”…
Drogi finałowe ułożono (na szczęście) według nieco innej filozofii niż półfinałowe, dzięki czemu wyraźnie i efektownie rozrzuciły one zawodników i zawodniczki. Wśród pań wyrównany pojedynek stoczyły Marianne van der Steen oraz Woonseon Shin. Holenderka powetowała sobie nieszczęśliwy występ w Korei, kiedy to przecięta rakiem lina uniemożliwiła jej dalszą wspinaczkę i niemal pewne zakwalifikowanie się do finału (nie zostało to uznane za incydent techniczny, gdyż zostało spowodowane przez samą zawodniczkę). Tym razem van der Steen zawalczyła o najwyższą pulę i ostatecznie przegrała złoty medal o zaledwie jeden chwyt.

Woonseon Shin wychodzi na prowadzenie, którego już nie odda do końca finału. Fot. UIAA
Woonseon Shin, która nie wystartowała w Cheongsong z powodu spóźnienia się z rejestracją (!), a w Saas-Fee weszła do finału z przedostatniego miejsca, tym razem pokazała klasę i bezdyskusyjnie zdobyła złoto. Brązowy medal trafił do Francuzki Marion Salmon-Thomas. Prowadząca po półfinale Franziska Schönbächler, która konsekwentnie startuje tylko w zawodach w swojej rodzimej Szwajcarii i gdzie regularnie staje na podium, tym razem na drodze finałowej popełniła błąd taktyczny (kilkakrotna próba wyjścia z „czwórki” do odległego chwytu) i musiała zadowolić się dopiero szóstym miejscem.
Wyniki Pań:
- Woonseon Shin (Korea)
- Marianne van der Steen (Holandia)
- Marion Salmon-Thomas (Francja)
…
- Olga Kosek (Polska)
…
- Izabela Kopeć (Polska)

Triumfujący Louna Ladevant przed swoim „skokiem zwycięstwa”. Fot. UIAA
Wśród panów swoją niekwestionowaną dominacje potwierdził Louna Ladevant. Jako jedyny w przepisowym czasie doszedł niemal do topu. Po zaliczeniu 32 chwytów organizatorzy pozwolili mu „poza konkursem” dokończyć drogę, co sympatyczny Francuz wykorzystał do wykonania efektownego skoku zwycięstwa, ku ogromnemu aplauzowi widzów. Srebrny medal zdobył wspinający się skutecznie i widowiskowo Jorge Veiga Rodriguez (ten od „Desperado”), który zaliczył 28 chwytów. Na trzecim miejscu podium stanął Koreańczyk Younggeon Lee (który stopniowo wyrasta na godnego następcę legendarnego Heeyong Parka).
Wyniki panów:
- Louna Ladevant (Francja)
- Jorge Veiga Rodriguez (Hiszpania)
- Younggeon Lee (Korea)
…
- Jakub Siwek (Polska)
- Jan Szypulski (Polska)
…
- Grzegorz Gładysz (Polska)
Gospodarze zapewne musieli być nieco rozczarowani, że tym razem wśród medalistów nie znalazł się żaden z ich reprezentantów (najlepszy z nich, Jonathan Arthur Brown zajął dopiero 9 miejsce). Okazja do poprawienia rankingu trafi się jednak dopiero za miesiąc, na kolejnych zawodach Pucharu Świata w Longmont (USA). Wcześniej będą natomiast miały miejsce dwie edycje Pucharu Kontynentalnego – w Malbun (Liechtenstein, 1 lutego) oraz w Sunderland (Wlk. Brytania, 6-8 lutego).
Przemysław Kosek
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA