Historia Mallory’ego i Irvine’a wiecznie żywa. Tym razem odkrycia i komentarze rzucają nowe światło na słynny cytat, powtarzany i powielany przez wielu wybitnych alpinistów, przytaczany przez tysiące autorów i prawdopodobnie utożsamiany z sensem osobistych zmagań wielu wspinaczy. Niewykluczone jednak, że George Mallory wcale tak nie powiedział…
***
To prawdziwy fenomen, historia wiecznie żywa, co rusz powracająca za sprawą nowych odkryć, domniemań czy też komentarzy udzielanych lub publikowanych po latach (już przeszło stu). Może jednak nie ma się co dziwić, skoro dotyczy nie tylko najwyższej góry świata, ale również jej potencjalnych pierwszych zdobywców. Sprawa bywa nazywana największą zagadką w historii podbojów górskich.
Urodzony w 1886 roku George Mallory był brytyjskim alpinistą, jednym z pierwszych, którzy próbowali zdobyć Mount Everest. Jego próby miały miejsce w latach 20. minionego stulecia i niestety zakończyły się śmiercią jego oraz jego partnera Andrew Irvine’a w 1924 roku. Po ponad 100 latach nadal nie wiemy – a nie jest to wykluczone – czy Brytyjczycy weszli na szczyt czy nie. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności akurat w setną rocznicę, wyprawa National Geographic znalazła szczątki Andrew Irvine’a (but i fragment stopy). Analizowaliśmy tę historię tutaj.
Zanim jednak doszło do finalnej i fatalnej w skutkach próby ataku szczytowego w 1924, walka Brytyjczyków z Everestem trwała już dwa lata i oczywiście była obiektem zainteresowania mediów. Gdy w 1923 rok dziennikarze „New York Timesa” nękali Mallory’ego, by wyjaśnił sens podejmowania tak dużego ryzyka, sens wspinaczki, a konkretnie dlaczego chce zdobyć Mount Everest, ten miał odpowiedzieć: „Because it’s there”.
Ta krótka odpowiedź bardzo się spodobała. Trafiała w punkt, nie potrzebowała rozwinięcia, zamyka temat – co bywa wygodne, zwłaszcza w przypadku rozmów z osobami niezwiązanymi z górami, które traktują cały ten interes jako czyste wariactwo. Z czasem fraza nabrała jeszcze większej mocy. Stała się niemal mistycznym uzasadnieniem, śmiałym, odważnym i zadziornym, podejmowania jakiegokolwiek ryzyka i wysiłku w imię wspinaczki. Samo istnienie Everestu czy innej góry, tej czy innej ściany lub potencjalnej linii wystarcza, a nawet domaga się odpowiedzi ze strony człowieka – podjęcia trudu wspinaczki.
Gdyby miała istnieć międzynarodowa flaga wspinania, na której widniałby może profil Everestu, dewiza brzmiałaby z pewnością: „Because it’s there”.
A teraz okazuje się, że Mallory raczej tak nie powiedział, że to lakoniczne, a równocześnie wzniosłe hasło może tak naprawdę być wymysłem jakiegoś dziennikarza czy redaktora (tfu!).
W swojej książce z 1999 roku The Mystery of Mallory and Irvine Tom Holzel napisał:
Gdy raz dopuści się możliwość, że słowa „Because it’s there” mogą nie oddawać wiernie żadnej pojedynczej wypowiedzi Mallory’ego, interesujące jest odkrycie, że inni, którzy znali go dobrze, również mieli wątpliwości. Howard Somervell napisał w swoim przemówieniu pożegnalnym do Alpine Club w 1964 roku: „Często cytowana uwaga mojego starego przyjaciela George’a Mallory’ego na temat wspinania się na Everest, że robi to „because it is there”, zawsze przyprawiała mnie o dreszcze. To ani trochę nie pasuje mi do George’a Mallory’ego” .
Cytat po raz pierwszy pojawił się w druku w „New York Timesie” 18 marca 1923 roku, w artykule zatytułowanym „Climbing Mount Everest is work for supermen”. Mallory’ego nie było wówczas w Nowym Jorku, a sama fraza faktycznie była niezwykle zwięzła w porównaniu z jego zazwyczaj elokwentnym i refleksyjnym stylem. Dlatego historycy zaczęli podejrzewać, że dziennikarz lub redaktor celowo skrócili i przekształcili dłuższe wyjaśnienia Mallory’ego w cięte, wpadające w ucho hasło, odpowiednie dla kolumn prasowych.
Oto dokładne tłumaczenie fragmentu artykuły:
„Dlaczego chciał pan wspiąć się na Mount Everest?” To pytanie zadano George’owi Leigh Mallory’emu, który brał udział w obu wyprawach na szczyt najwyższej góry świata, w latach 1921 i 1922, i który obecnie przebywa w Nowym Jorku. Planuje pojechać ponownie w 1924 roku i jako powód wytrwałości w tych wielokrotnych próbach dotarcia na wierzchołek podał: „Because it’s there”.
Niemniej, niezależnie od tego czy została wymyślona przez Mallory’ego, ukształtowana przez rozmówcę, czy wygładzona przez redaktora, fraza „Because it’s there” („Bo ona tam jest”), dobrze oddaje ducha alpinizmu. Nie potrzebujemy większych wyjaśnień. Nie potrzebujemy uzasadnień. Kto to czuje, ten czuje. Kto wie, ten wie. A słowa, cóż te są już symbolem. I symbolem pozostaną.
Źródła: The New York Times, Gripped, arch. wspinanie.pl
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA


