Everest: Andrzej Bargiel vs. Jim Morrison
Jakiś czas temu na YouTubie ukazał się krótki wywiad z legendarnym freeriderem Codym Townsendem, który komentuje oba tegoroczne zjazdy z Everestu. Andrzej Bargiel zjechał przez Przełęcz Południową bez dodatkowego tlenu, Jim Morrison Kuluarem Hornbeina, korzystając z tlenu z butli. Czy te dwa zjazdy da się w ogóle porównać?
***
Prosta odpowiedź brzmi – nie. Mamy tu do czynienie z pokrewnymi, ale nieco różnymi dyscyplinami. Andrzeja można określić jako ekstremalnego skialpinistę, podczas gdy Jim to ekstremalny freerider.
Cody Townsend to również freerider słynący z przejazdów i lotów na prędkościach i wysokościach, od których włos staje dęba (krótka próbka na końcu artykułu). Z tego co mówi w poniższym wywiadzie wynika, że teoretycznie dla niego łatwiejszym wyzwaniem byłby zjazd technicznym Kuluarem, za to z dodatkowym tlenem, niż jakiekolwiek działanie bez butli na tak dużej wysokości (Andrzej spędził 16 godzin w „strefie śmierci”). Cody podkreśla jednak, że nigdy nie był na Evereście i w ogóle nie zdobywał tak wysokich gór, więc wszystko to, co mówi, to trochę – cytuję również w żartobliwym tonie – bullshit.
Pokazuje to jednak, że wszystko zależy od perspektywy. Prawdopodobnie niejeden wydolnościowiec, obyty z ekstremalnymi wysokościami, z „dwojga złego” wybrałby ciut łatwiejszy pod względem technicznym zjazd przez Przełęcz i południowymi stokami Everestu/Lhotse, a wyczyn Morrisona odebrał jako ten budzący większe uznanie.
Townsend uważa, że zjazdów tych nie powinno się porównywać i trudno w tej kwestii o jakikolwiek obiektywizm. Zresztą po co? Oba są absolutnie genialne, w swoich kategoriach. Zauważa natomiast, nie kryjąc rozbawienia, że komunikacja medialna wyczynu Morrisona, jest bardzo amerykańska. National Geographic z uwielbieniem szafuje tytułami w stylu „najlepszy zjazd narciarski w historii”, przy czym Townsend jest pewien, że sam Morrison w ten sposób nie myśli, a cała pompa jest dziełem speców od marketingu, którzy przygotowują bazę pod sprzedaż filmu – kolejnego (po oscarowym Free Solo) blockbustera autorstwa Jimmy’ego China. I którzy traktują tego typu historie, jako kolejny produkt, który musi się sprzedać.
Nieźle, że Amerykanin zauważa tę drobną komiczność i w jego odczuciu komunikacja wyczynu Bargiela jest skromna i powściągliwa, podczas gdy dla nas i tak jest to medialny top: Red Bull, drony, nagrania w sieci tuż po zjeździe etc. Dla niektórych (w tym Hansa Kammerlandera, który mocno skrytykował Bargiela w niemieckim Der Standard) ta komunikacja oparta na „pierwszym w historii zjeździe na nartach” jest również zbyt podpompowana przez PRowców.
Abstrahując od niemożliwych i chyba niepotrzebnych porównań, oraz najróżniejszych niuansów i systematyk, najlepsze (a w zasadzie najgorsze) jest to, że „medialną bitwę” toczą marketingowcy, a sami sportowcy – choć godzą się na ten układ – podczas ewentualnego spotkania prawdopodobnie po prostu pogratulowaliby sobie wzajemnie zjazdów i poszli na piwo (w większości przypadków).
Godzą się na to, jakżeby inaczej, bo potrzebują funduszy na realizację planów i marzeń, pozostając gdzieś w drugim rzędzie, wyręczani na forum przez medialnych graczy. Warto o tym pamiętać i nie mieć im za złe tego czy owego, bo to przecież spoko chłopaki. I dziewczyny oczywiście, jeśli mówimy i myślimy w szerszym kontekście.
***
PS Przepraszam za tytuł, skrojony oczywiście z rozmysłem na modłę medialnych przepychanek.
PSPS Andrzej Bargiel będzie gościem 23. KFG.
PSPSPS Cody Townsend znalazł się na okładce zimowego numeru Outdoor Magazynu, który już wkrótce trafi do sprzedaży, a uczestnicy KFG (posiadacze specjalnych karnetów) otrzymają go gratis w festiwalowym pakiecie.
***
Krótka próbka jazdy Cody’ego Townsenda, swoją drogą, dobry tytuł ;):
Polecam też serię The FIFTY.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA