„Directe de l’Amitié” na Grandes Jorasses zimowo-klasycznie!
Esteban Daligault, Virgile Devin i Simon Martinet godnie zapisali się w annałach masywu Mont Blanc. Młodzi francuscy alpiniści dokonali pierwszego zimowo-klasycznego przejścia Directe de l’Amitie na północnej ścianie Grandes Jorasses.

***
Directe de l’Amitie została poprowadzona w styczniu 1974 roku przez zespół Louis Audoubert, Michel Feuillarade, Marc Galy i Yannick Seigneur. Francuzom przejście zajęło 20 dni, podczas których musieli się zmagać z bardzo ciężkim warunkami w ścianie, która nawet w łagodne zimy jest wyjątkowo zimnym i odizolowanym miejscem. Przez lata droga obrosła mitem najtrudniejszej linii na ścianie.
Oczywiście droga miała powtórzenia, ale naprawdę nieliczne. Wystarczy wspomnieć, że np. szóste przejście miało miejsce dopiero w 2014 roku, czyli po 4o latach…
Ale celem obecnego pokolenia było przejście tej linii zimowo-klasycznie. W styczniu 2022 roku, w ramach swojej alpejskiej trylogii, Léo Billon, Seb Ratel i Benjamin Védrines powtórzyli Directe de l’Amitie w ciągu trzech dni (dwa biwaki). Celowali w przejście zimowo-klasyczne, ale wyciąg A3 w połowie drogi nie puścił.

Jak się okazuje, potrzeba było młodej siły i sprawności wykutej podczas treningów do zawodów na panelu. Kluczową rolę w przejściu najtrudniejszych wyciągów odegrał bowiem Virgile Devin. 25-latek to zawodnik regularnie startujący w Lodowym Pucharze Świata, który także regularnie melduje się w finałach zawodów, a czasem także na podium. Całkiem niedawno, wspólnie z Daligaultem, odkrył uroki alpinizmu.
A tak Devin opisuje walkę na kluczowym wyciągu:
Przełomowy moment. Rzucam się naprzód, nakręcony, jakbym miał zaraz wystartować w Pucharze Świata na tym wyciągu A3. Zwycięstwo albo nic! Sześć metrów wspinaczki, czekany w uprzęży, dłonie ściskające kruszącą się skałę i piaszczystą rysę. Kilka razy omal nie odpadam, krusząc chwyty i ślizgając się w rysie. Potem wyciągam dziaby z uśmiechem na twarzy i zaczyna się prawdziwa praca. Wąska rysa do pokonania w przewieszeniu, znajduję nieco lepsze fragmenty skalne. Wykonuję duże ruchy, aby ominąć chwyty, które mi się nie podobają, tracąc równowagę na gładkiej ścianie. I nagle jestem na ostatniej płycie, niemal z niedowierzaniem. Omijam lodowe stopnie w butach wspinaczkowych, krzycząc do przyjaciół, że mi się udało. To mój najlepszy dzień w górach!

Przejście wymagało od chłopaków trzech dni akcji w ścianie (dwóch biwaków). Tym samym 1100-metrowa Directe de l’Amitie otrzymuje wycenę ED+ M9+. Brawo!
Źródło: IG Esteban Daligault
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA