Alessandro Larcher i alpejska sława „Silbergeier”
Alessandro Larcher powtórzył alpejską sławę Silbergeier (8b+, 200 m) w Rätikonie. Włoch przeszedł drogę jeszcze pod koniec września, ale swoim sukcesem podzielił się dopiero niedawno.
***
Na Silbergeiera Alessandro spoglądał z utęsknieniem od dawna. To w końcu cenione dzieło Beata Kammerlandera – Austriak wytyczył drogę od dołu w 1993 roku, a w 1994 pokonał w stylu RP. W sumie sześć ultratechnicznych, trudnych wyciągów (kolejno: 8b, 7c+, 8a+, 7a, 8b+, 7c+) z dużymi wyjściami nad przeloty.
Larcher wspomina (źródło Petzl):
Nie jest łatwo znaleźć zmotywowanych partnerów gotowych podjąć próby na takich drogach. Silbergeier jest wymagająca pod względem fizycznym i przede wszystkim mentalnym, ze względu na charakterystyczne run outy, zwłaszcza na najtrudniejszych wyciągach i odcinkach… Musisz dobrze się wspinać, zachować spokój i wiedzieć jak asekurować.
To charakterystyczne cechy Silbergeiera, o których już wielokrotnie pisaliśmy. Droga Kammerlandera atakowała jest bowiem dość często, na koncie mają ją też Polacy – Adam Pustelnik (2009) i Łukasz Dudek (2015). Jedną z pogromczyń tej wspaniałej linii jest Barbara Zangerl. Ba, Austriaczka skompletowała całą Trylogię Alpejską, a więc także Des Kaisers neue Kleider i End of Silence. Zangerl (i Jacopo Larchera) będziecie mieli okazję spotkać już niebawem na 23. Krakowskim Festiwalu Górskim – szczegóły TUTAJ.
A wracając do Alessandro. Włoch wspinał się na drodze ze swoim przyjacielem Alexem Ventajasem. I jak się okazało, to był strzał w dziesiątkę. O dniu, w którym padło przejście, Larcher pisze tak (wcześniej obaj patentowali poszczególne wyciągi):
Po przejściu czterech pierwszych wyciągów w pierwszej próbie, na pokonanie kluczowego potrzebowałem trzech prób. Na ostatni wyciągu 7c+ (ale teraz, po ułamaniu kilku chwytów, bardzo trudnym i loteryjnym) po tym, jak spadłem z finałowego boulderu trzy razy z rzędu, myślałem o rezygnacji z klasycznego przejścia. Czułem się coraz bardziej zmęczony.
Jednak dzięki ogromnemu wsparciu Alexa zdecydowałem, że nie może się to tak skończyć…Nie mogłem się poddać! Postanowiłem oddać ostatnią próbę. Wspinając się na granicy swoich możliwości, przedarłem się przez boulderowe miejsce i dotarłem do łańcucha. To była niesamowita chwila…
Patrz też: Pietro Vidi i Alessandro Larcher w stylu wyprawowym na „Joy Division” (8b, 800 m)
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA

