Karpathos – cicho, pusto, pięknie. Rozmawiamy z Piotrem Barabasiem i Arturem Kraszewskim
W tym roku odbył się na Karpathos I Polsko-Grecki Festiwal Wspinaczkowy. Dzieląc czas pomiędzy wspinaniem, poznawaniem potencjału wspinaczkowego kolejnych rejonów (i kąpielą we wciąż ciepłym morzu), udało nam się porozmawiać Piotrem Barabasiem i Arturem Kraszewskim, którzy od ponad 10 lat rozwijają wspinanie na tej jednej z większych greckich wysp.
***

Piotr Turkot (wspinanie.pl): Panowie, jak to się zaczęło? Jakie były wasze pierwsze doświadczenia z wyspą?
Piotr Barabaś: Na Karpathos przyjechałem w związku z windsurfingiem. Od wielu lat pływam na desce i swego czasu, będąc na Rodos, namówiono mnie na wycieczkę na pobliską wyspę. Pewnego dnia wypożyczyliśmy z moją partnerką skuter i pojechaliśmy na wycieczkę. A trzeba powiedzieć, że wyspa jest duża – ma 74 km długości, co w przypadku wysp greckich jest rzadkością. Jest to trzecia co do wielkości wyspa na Morzu Egejskim.
Po kilku kilometrach okazało się, że wyspa to jedna wielka skała z pięknymi lasami dookoła, na której, o dziwo, było w tamtym czasie tylko kilkanaście dróg wspinaczkowych. Wcześniej jeździłem na Kalymnos, byłem tam około 50 razy, więc wiedziałem, jak powinno wyglądać dobre wspinanie. To, co zobaczyliśmy z Iwoną Buczek, zrobiło na nas ogromne wrażenie – potencjał był nieograniczony. Wyspa dużo większa od Kalymniaka, z ogromną ilością skał, nacieków i głębokich kanionów. Byliśmy zaskoczeni, że jej potencjał wspinaczkowy nie był wcześniej doceniany.

Artur, a twoja przygoda?
Artur Kraszewski: Moja przygoda zaczęła się trochę później, bo jestem tutaj oczywiście za sprawą Piotra. W 2015 roku zrobiłem kurs ekiperski PZA. Włączyła mi się żyłka eksploratorska a jednocześnie nie chciałem obijać dróg w Polsce, bo tu możliwości są w dużej mierze wykorzystane i obecnie wiążą się raczej z pracami ziemnymi niż wspinaniem. Przypadkiem znalazłem ogłoszenie Piotrka z zaproszeniem, żeby przyjechać na wyspę i rozwijać jej potencjał wspinaczkowy. Choć nie znaliśmy się wcześniej, wiedziony ciekawością, przyleciałem na kilka dni na Karpatos. Zaczęliśmy obijać pierwsze drogi. Potem zdaliśmy sobie sprawę, że co prawda mamy tu bardzo fajne wspinanie, ale jeśli nie będzie drukowanego przewodnika, nikt przecież tutaj nie przyjedzie.

Piotr: Zanim o przewodniku, to może trochę się cofniemy. Po sprawdzeniu potencjału wyspy wydarzył się tragiczny wypadek Iwony. Ku jej pamięci zorganizowaliśmy ekspedycję z Lubina, celem było otwarcie nowych dróg. Nie udało się zrobić wtedy za wiele, bo jeszcze nie mieliśmy dużego doświadczenia. Drogi powstały w pięknym, schodzącym do morza wąwozie, który nazwaliśmy Kanion Iwona. Tak to się zaczęło.
Później każdego roku zapraszałem do współpracy kolejnych wspinaczy, pokazując zdjęcia i potencjał Karpatos oraz finansując zakup sprzętu. Bo przez lata wszystkie bolty i stanowiska osadzone tutaj były finansowane przeze mnie (w ostatnim sezonie dołączył się do wsparcia Łukasz Pasierbek z ProRocka). Koledzy z różnych stron Polski zaczęli przyjeżdżać, dostawali sprzęt i działali. Oczywiście na początku mocno im w tym pomagałem, wskazując miejsca, tłumacząc specyfikę skały oraz dzieląc się doświadczeniem ekiperskim. Pojawiło się też kilku fajnych ekiperów – Artur ze swoim bratem Marcinem, a potem inni, jak choćby Artur Maślanka. I tak to po prostu poszło. Teraz dróg jest 400. Ja obiłem około 50, Artur podobnie, może trochę więcej.

Artur, twoją rolą oprócz ekiperki było też stworzenie przewodnika. Ile zrobiłeś edycji?
Artur: To jest trzecie wydanie a w nim łącznie 400 dróg. Od czasu jego wydania mamy już ok 50 nowych. Do tego Grecy chcą nas wspomóc i być może w niedługim czasie uda się obić następne 100. Wtedy będę pracował nad kolejną wersją przewodnika.

Wspomniałeś o Kalymnos, w Grecji popularne są jeszcze Leonidio, Manikia. Na Karpathos trafia jednak mniej ludzi. Jakbyście zachęcili ich do odwiedzenia tego miejsca?
Artur: Byłem wiele razy na Kalymnos, odwiedzałem też Leonidio. Karpatos urzekło mnie swoim potencjałem a jednocześnie… pustkowiem. Wyspa jest dużo większa niż znane Kalymnos, jednak zupełnie nie jest turystyczna. Można tu poobcować z prawdziwą grecką tradycją i zwyczajami. A do tego jest cicho, pusto, pięknie. Ci, co mają dość odgłosu skuterów na Kalymnos oraz kolejek do wspinania, zrozumieją co mną kierowało. Unikalne są też jej piękne piniowe lasy.
Piotr: To jedna z niewielu zalesionych wysp Morza Egejskiego (może są jeszcze trzy, łącznie z Kretą). Wynika to z tego, że jest wysoka – najwyższy szczyt liczy 1200 m, wyrasta prosto z morza. To dlatego są tutaj głębokie, piękne kaniony. Jak choćby Adia, od nazwy pobliskiej miejscowości. A my jesteśmy teraz w sektorze Eiar – jednym z największych i najfajniejszych na wyspie (oferuje 45 dróg).

Wspomniałeś że mocno angażujesz się finasowo. Na dłuższą metę to niemożliwe. Pierwszy festiwal to również okazja do tego, aby wasz wysiłek dostrzegli i docenili włodarze Karpathos. Otwarcie imprezy zaszczycił mer wyspy oraz ambasador Polski Wojciech Ponikiewski (formalnie Chargé d’affaires a.i.; zresztą nie pierwszy to raz kiedy urzędujący ambasador przyjeżdża do Was). Wspiera was również Polsko-Grecka Izba Przemysłowo-Gospodarcza z jej szefem Jerzym Athanasiadisem na czele. Jak w tym kontekście rysuje się przyszłość i rola Polaków na wyspie?
Piotr: Karpathos nie bez przyczyny nie rozwinął się turystycznie. Wyspa jest zamieszkała przez niewielką populację – nieco ponad 6000 osób. Co ciekawe, tutejsi Grecy mają powiązania rodzinne z Ameryką, skąd często dostają pieniądze (tak jak to u nas kiedyś było na Podhalu). W związku z tym nie brakuje im środków na spokojne życie i może dlatego mieszkańcy i władze nie za bardzo interesują się rozwojem turystyki – co za tym idzie, baza hotelowa jest ograniczona. Jeśli już coś się dzieje w tym temacie, to jest to raczej zachowawcze, a nawet nieudolne. Do tej pory tak było, dopiero czwarty mer i jego zastępca od spraw turystyki zainteresowali się naszą inicjatywę i zaczęli ją wspierać. Festiwal polsko-grecki jest tego dowodem. Mamy nadzieję (i zapewnienia), że pojawią się z urzędu gminy pieniądze na sprzęt potrzebny do obijania nowych dróg.

Ile jest obecnie rejonów na wyspie? I jak oceniacie jej potencjał?
Artur: Eksplorujemy dalej, bo potencjał jest ogromny. Staramy się skupiać na wybranych rejonach, do których jest niedaleko z miejscowości z miejscami noclegowymi – mowa tutaj o Arkasie, Finiki, Spoa, oraz stolicy, Pigadii. Choć skały kuszą w różnych miejscach, ograniczamy się do czterech głównych rejonów, gdzie do dziś ekipowaliśmy 58 skał.
Piotr: Potencjał jest taki, że można stworzyć przynajmniej pięć tysięcy dróg. Jeszcze nie obejrzeliśmy wszystkich miejsc, wciąż nie byliśmy w kilku kanionach, które polecają nam Grecy.

A czym wyróżnia się rodzaj skały na Karpathos? Bo odniosłem wrażenie, że tutejszy wapień jest trochę inny.
Artur: Skała faktycznie różni się nieznacznie w zależności od miejsca. W rejonie, w którym jesteśmy, skała jest lekko przewieszona, oferuje wspinanie po dużych chwytach, których faktura jest przyjemna i miękka w dotyku, pokryta piaseczkiem, który jednak się nie ściera i nie osypuje. Po drugiej stronie wyspy są wąwozy, w których znajdziemy długie drogi po naciekach, tufach, kaloryferach – trochę jak na Kalymnos. Nie brakuje również ostrego, szarego wapienia, szczególnie w połogich formacjach.
Piotr: A w Kastello znajdziemy zlepieniec wapienny – niezwykle lity. Generalnie mamy tu różne rodzaje wapienia z różnymi „przerostami” typowymi dla całego basenu Morza Śródziemnomorskiego.

Niedawno Ola Przybysz w grocie nad Finiki zrobiła drogę o trudnościach 8b. Pewnie można tutaj znaleźć wiele innych trudnych, czy nawet ekstremalnych linii.
Piotr: Na trudne drogi potencjał jest naprawdę duży.
Artur: My mamy swoje wspinaczkowe ograniczenia (śmiech). Ale Ola obijała również inne drogi. Choćby tutaj, w Eiar. Swój pobyt posumowała mniej więcej tak: „rejon pięciogwiazdkowy w Europie, a do tego pusty, bez tłumów – niespotykane!”.

Dla kogo zatem jest Karpathos?
Piotr: Dla wspinaczy! (śmiech). Jej kameralność wynika z braku dużej bazy hotelowej, ale oczywiście nie brakuje niedrogich apartamentów (ok. 15 euro od osoby). Można wspinać się również poza sezonem. Najlepszy czas na przyjazd to okres od września do końca grudnia. Jest wtedy fajnie i sucho. Najgorszy pod względem pogody – deszcze i silny wiatr – może być luty. Poza tym w każdym miesiącu można się tu wspinać.
Artur: Warto wspomnieć o pięknych plażach. To one wyróżniają tą wyspę wśród jej konkurentek w basenie morza egejskiego. Wyspa oferuje też świetnie miejscówki na windsurfing, trekking w górach (najwyższy szczyt ma 1215 m), rowery MTB, czy snorkling i nurkowanie.

Na Karpathos jednak dojazd nie jest najprostszy.
Artur: Wręcz przeciwnie, choć jak zwykle to może być kwestia znalezienia dobrych patentów. Lecąc na Kalymnos też trzeba się przesiąść, a do Leonidio czy Maniki dojechać w kilka godzin samochodem. Z Aten na Karpathos można się dostać codziennie – lot zajmuje jedynie 40 minut. Jeśli dobrze dobierze się przesiadkę, to po kilku godzinach od wyjazdu z Polski można się już wspinać lub kąpać w morzu. Na wyspę można też trafić promem przez Rodos (ok. 4 godziny – 3 razy w tygodniu) lub samolotem (krótki lot, codziennie). Poza sezonem wakacyjnym połączenia lotnicze nie są drogie.

Jakie są zatem plany na przyszłość i jak będzie rola Polaków w dalszym rozwoju tutejszego wspinania?
Piotr: Trzeba podkreślić, że wspinanie na Karpathos jest dziełem polskim. W zasadzie wszystkie drogi na wyspie otworzyli Polacy. Nasza inicjatywa dla całego świata wspinaczkowego – to ewenement. W Polsce nie ma takich gór, tego typu lasów i ciepłego morza, dlatego postanowiliśmy się tym podzielić się z innymi wspinaczami.
Artur: Festiwal, wizyta ambasadora oraz kilkudziesięciu wspinaczy z całej Europy to okazja do podsumowania, podziękowań, ale również nowy początek. Nam dodaje to nowej energii, bo od 10 lat obijamy tutaj drogi i fajnie jest widzieć, że to w końcu zaczyna działać. Mamy tu co roku nowych wspinaczy, a przed chwilą jeden z Hiszpanów cieszył się, że przeszedł najpiękniejszą w życiu drogę. Chyba po to to robimy (śmiech).

Rejon, w którym jesteśmy, jest duży i wyrazisty, dający również wiele nowych możliwości. Ściana ma ponad 100 metrów. Otaczają nas piękne pinie, naprzeciwko są ściany wąwozu – gdzie pewnie w przyszłości pojawią się nowe drogi. A takich wąwozów jest wiele… Możecie być dumnym z tego, co tutaj dokonaliście.

Piotr: Jesteśmy dumni. (śmiech)
Festiwal, wizyty ambasadorów, mer Karpathos dostrzegający stan obecny i potencjał. Wszystko to wydarza się przecież z powodu wspinania, czyli tego, co dla nas najfajniejsze. Udało wam się zrobić coś wyjątkowego. Dziękuję, pewnie nie tylko w swoim imieniu.
Piotr i Artur: Zapraszamy na Karpathos!

***
O I Polsko-Greckim Festiwalu Wspinaczkowym na Karpathos przeczytacie – tutaj.
Inne teksty o wspinaniu na wyspie:
- Eksploracja Karpathos nabiera tempa
- Rajd po tufach, czyli polska nowość na Karpathos
- Karpathos – polskie nowości w Kastello
- Polacy nadal rozwijają greckie Karpathos. Ukazał się nowy przewodnik!
- Nowe drogi na Karpathos
- Ekiperzy poszukiwani! Cel greckie Karpathos
- Karpathos opisane! Ukazał się pierwszy przewodnik po jednej z piękniejszych wysp Dodekanezu
- Karpathos – nowe sektory, nowe drogi
- Powrót na Karpathos – powstaje 35 nowych dróg
- Powrót na Karpathos i kilkanaście nowych dróg
- Karpathos – wyprawa nr 2. Powstają kolejne drogi…
- Karpathos – o niecodziennych wojażach i ekploracji wyspy Artur Pierzchniak
- Polski ślad na Karpathos coraz większy
- Polski ślad na Karpathos
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA