Dorota Rasińska-Samoćko odpowiada na „Apel wspinaczy w sprawie etyki…”
Wczoraj opublikowaliśmy „Apel wspinaczy w sprawie etyki oraz rzetelności w relacjonowaniu dokonań górskich”, pod którym podpisało się kilkanaścioro znanych himalaistów i himalaistek. Apel wskazuje na „podawanie nieprawdziwych lub zmanipulowanych informacji” w relacjach Doroty Rasińskiej-Samoćko. Teraz opublikujemy oświadczenie Doroty.
***
Dorota Samoćko-Rasińska:
Jestem dumna, że jestem Polką i reprezentuję pozytywne polskie wartości oraz miałam wielką radość postawienia stopy na wszystkich wierzchołkach Korony Himalajów i Karakorum oraz Ziemi. Zawsze uważałam, że należy się wspierać i działać wspólnie, bo to podnosi prestiż naszego kraju w każdym aspekcie.
Dla mnie statystyki nie są istotne. Istotna jest idea bycia w górach i niesamowite poczucie wolności oraz podążanie za pasją. Jestem pierwszą i jedyną Polką z Koroną Himalajów i Karakorum to dla mnie kluczowe. Nie ma niestety kogoś, kto na szczycie, kto stoi ze stoperem, mierzy czas i daje miejsce. W dodatku Nepal i Pakistan nie prowadzą dokładnych baz danych. Wtedy, kiedy sprawdzałam informacje w różnych źródłach, byłam piątą kobietą m.in. wg Wikipedii, ale nie jest to istotne dla mnie, bo moje wejścia nie były po to, by stawać na podium.
Moja książka i wywiady opisują nie tylko wyprawy, ale i moje podejście do Gór oraz filozofię życia. Cały trud wyprawowy polegał nie tylko na wymagających przygotowaniach fizycznych, ale też na obciążeniu psychicznym, bo bez szeroko pojętego wsparcia związków i instytucji centralnych, gdyż odmówiono mi tej pomocy. Jednocześnie bezpośrednie wsparcie finansowe ze strony organizacji partnerskiej miałam jedynie przy okazji ekspedycji na Gasherbrumy (I i II), a więc przy okazji przedostatniej wyprawy w ramach Korony Himalajów.
Działam bez żadnego teamu, wszystko sama planowałam, jeśli chodzi o logistykę wypraw, przygotowanie do nich, ich kolejność, nie miałam wsparcia organizacyjnego, logistycznego. Tak jak to jest przy wyprawach narodowych lub tych organizowanych przez wyspecjalizowane polskie organizacje. Natomiast jak każdy himalaista, w Karakorum i w Himalajach musiałam korzystać na miejscu z wyspecjalizowanej agencji, która ma licencję i pozwolenie na działalność. Niestety teraz nikt nie dostanie pozwolenia bez ich pośrednictwa. Jednak cały plan przygotowań, kolejności szczytów itp., organizacji działań, to była żmudna samodzielna praca i wysiłek. Moje wejścia na szczyty mówią same za siebie. Nie zależy mi na tym, by być piątą, siódmą, dziesiątą czy jakąkolwiek inną na świecie. Dla mnie najważniejsza jest sama idea bycia w Górach, poczucie wolności oraz przekraczania granic oraz pokazywanie, że pomimo wszystko można osiągać ambitne cele.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA