Tyler Andrews na Mount Evereście „dał z siebie wszystko”, ale musiał zawrócić
Amerykański ultrabiegacz Tyler Andrews ponownie przerwał próbę ustanowienia rekordu najszybszego wejścia na Mount Everest (FKT). Po wielu godzinach zmagań w głębokim śniegu zdecydował się zawrócić z wysokości około 7900 m. Amerykanin oczywiście porusza się bez korzystania z tlenu z butli.

Andrews jest znany z ekstremalnie szybkich przejść w górach wysokich, ma na swoim koncie pokaźną listę szczytów, na których pobił rekordy FKT. Należą do nich także Manaslu z czasem wejścia 9 godzin 52 minuty i Aconcagua w 4 godziny 33 minuty – Amerykanin ustanowił oba rekordy w 2024 roku.
Obecnie jego celem jest zdobycie szczytu Everestu z Base Camp bez użycia tlenu w czasie 20 godzin. Nie jest to pierwsza próba Tylera na najwyższym szczycie świata. W maju tego roku osiągnął wysokość około 8450 m, gdzie zawrócił po ponad 17 godzinach wspinaczki. Tym razem również się nie udało.
Tegoroczna jesienna wyprawa odbywa się w wyjątkowo trudnych warunkach. Po monsunie góra jest niemal pusta, a świeży śnieg znacznie utrudnia poruszanie się. Ostatnią ekipą na południowych zboczach Everestu był zespół Andrzeja Bargiela, który w poniedziałek stanął na wierzchołku i następnie zjechał na nartach do bazy.
Start przebiegał zgodnie z planem. Andrews w 6 godzin dotarł na wysokość 7000 m, kierując się bezpośrednio w stronę Żebra Genewczyków i omijając obóz C3. Jednak po około 12 godzinach, w rejonie Przełęczy Południowej, jego tempo spadło, a Tyler podjął decyzję o odwrocie. Postępy Tylera relacjonował jego przyjaciel, Chris Fisher:
Powyżej C4 śniegu jest zbyt dużo, by móc myśleć o wejściu w rozsądnym czasie przy ograniczonych zasobach. Tyler dał z siebie wszystko.

Była to piąta próba Andrewsa w ciągu ostatnich pięciu miesięcy. Do tej pory najlepszy wynik odnotował 27 maja 2025 (podczas wiosennej wyprawy próbował pobić rekord aż trzykrotnie). Dziś miała miejsce jego druga próba tej jesieni, wcześniej w tym tygodniu zawrócił z drogi na szczyt na wysokości 7400 m.
Przyglądając się determinacji Andrewsa możemy się spodziewać, że nie była to jego ostatnia próba na Everest FKT. Trzymamy kciuki!
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA