Michał Korban i „Action Direct” na filmie (+ wywiad)
Ma 19 lat, 179 cm wzrostu i waży 66 kg. Lubi jeść i planować. Jeśli chodzi o wspinanie jest perfekcjonistą. Jest ambitny i zdeterminowany: „zawsze wiedziałem, że kiedyś przyjdzie na mnie czas”. Ten czas przyszedł 25 września 2024 roku, kiedy zrobił Action Direct – jako trzeci Polak i tuż przed swoimi 19. urodzinami. Ponieważ niedawno ukazał się film z tego przejścia, postanowiliśmy porozmawiać. Oto Michał Korban, gość, który standardowy kampus zamyka w dwóch ruchach.
***
Jak wyglądała twoja droga do Action Direct?
Zacząłem się wspinać dziesięć lat temu. Z roku na rok próbowałem podwyższać swój poziom, ale nie pamiętam dokładnie, kiedy padały kolejne życiówki. 8c+ zrobiłem w 2022 roku, a kolejny sezon poświęciłem na robienie formy i budowanie piramidy pod Action Direct. Dosłownie dwa dni po maturze byłem już na Frankenjurze i – co może zaskakujące – uważam, że miałem wtedy życiową formę. Tak się jakoś złożyło.
Trochę więcej restu przez matury?
Właśnie wcale nie (śmiech). Wielu wspinaczy odpuszcza trochę treningi, żeby przysiąść do nauki i dobrze napisać maturę. Nie ja… (śmiech). Dobra, ostatecznie o dziwo dobrze mi poszła matura, ale wspinanie cały czas było na pierwszym miejscu i niczego nie odpuszczałem.
Kiedy poczułeś, że wspinanie jest tak ważne?
Zawsze lubiłem rywalizację i ideę ciągłego progresu. Jako dziecko eksperymentowałem z różnymi sportami – na początku piłka nożna, potem siatkówka, aż nagle trafiłem na ściankę. Dosłownie od razu się zajawiłem. Dostrzegł mnie tam instruktor Paweł Kowalski, wziął na sekcję i zaczął trenować. Później wylądowałem w Świętokrzyskim Klubie Alpinistycznym, w którym jestem do teraz. Tam zaczął mnie trenować Kuba Lakwa, z którym współpracuję do teraz. Bardzo szybko zrozumiałem, że to jest to, co chcę robić.
Jak długo współpracujesz z trenerem?
Ponad osiem lat, coś takiego.
Czyli niemal od początku jesteś pod opieką trenera. Korzystasz z pomocy innych specjalistów?
Tak, moją fizjoterapeutką jest Aneta Piskulak-Lakwa, żona Kuby. Niedawno zacząłem też pracować z Krzysztofem Kucią, fizjoterapeutą i trenerem motoryki, by wyeliminować drobne błędy w budowie, które większość z nas niestety ma.
Czy progres ma u ciebie stały przebieg?
Tak, właściwie z roku na rok robię postępy. Na razie tak to wygląda i mam nadzieję, że potrwa jak najdłużej.
Oby, ale chyba nie ma cudów, od pewnego poziomu to musi zwalniać?
Przeskoczenie pierwszych stopni szło bardzo szybko. Teraz naturalnie zwalnia. W zeszłym roku miałem przerwę z życiówkami i na dziewiątkę musiałem trochę poczekać. Więc zdecydowanie zwalnia, ale często mam tak, że jak mam makrocykl siłowy, trenuję na ściance, potem jadę w skały i czuję się gorzej niż przed tym makrocyklem. Mimo że jestem silniejszy, to brak mi rozwspinania. To odgrywa dużą rolę. Niedawno stwierdziłem, że mam poziom siłowy, który mnie na ten moment satysfakcjonuje, i chciałbym poświęcić więcej czasu na wspinanie w skałach – ile tylko mogę.
A jak twój bouldering? W zeszłym roku na KFG (miałeś na koncie jedno 8B i 8A+ fleszem) wspominałeś, że chciałbyś trochę pocisnąć w tym kierunku.
Co ciekawe na baldach czuję się nawet lepiej niż z liną. Mam jednak wrażenie, że boulderowe wyjazdy są trudniejsze logistycznie, dlatego jeżdżę na nie rzadziej. W lutym tego roku byłem w Cresciano w Szwajcarii z Piotrkiem Oleszczukiem, któremu ufam, bo wiem, że ogarnia bouldering. Udało mi się zrobić The Dagger 8B/B+. W przyszłości na pewno chciałbym się więcej tak powspinać.
W sumie Action to też raczej boulderowa droga.
Dokładnie.
Opowiedz o niej. Jak wygląda ten słynny skok?
Skok robi oczywiście wrażenie, ale co ciekawe zrobiłem go właściwie w trzeciej próbie i to jeszcze rok temu (2023) w czerwcu, podczas zgrupowania kadry narodowej. Od razu poczułem, że skok mi „leży”. Na początku wychodził powiedzmy w około 60 proc. prób, ale kiedy już czułem, że jestem fizycznie gotowy na zrobienie drogi i wstawiałem się na poważnie, ta skuteczność wzrosła do 95 proc. Na dwadzieścia prób może jedna była nieudana. Odkąd zaczął wychodzić, to właściwie wychodził już do samego końca.
Czyli ciało zapamiętało ruch. A co jest trudniejsze – trafienie czy utrzymanie? Jak głęboki jest ten chwyt?
Bardzo głęboki, spokojnie na dwa paliczki, a nawet dwa i pół. Niektórzy skaczą trzema palcami, ale moje palce są raczej grubsze, więc uznałem, że łatwiej będzie wcelować dwójką. Najtrudniejsze w tym ruchu nie jest utrzymanie, tylko właśnie wcelowanie i dolecenie. Ruch jest daleki i trzeba celnie trafić.
A kolejne ruchy, które Cię zrzucały?
Miałem problem z sekwencją z piętą. To taki ruch, gdzie wszystko musi być idealnie – pięta musi trzymać, łydka pracować i jeśli choć na moment rozluźnisz core, nie masz szans. Najczęściej odpadałem właśnie w tym miejscu, bo pięta mi się zsuwała albo core puszczał. To bardzo trickowy ruch.
Zdaje się, że są tam różne patenty?
Można zrobić wylotkę nóg – próbowałem i mi to wychodziło, ale pochłaniało za dużo energii. Nie byłem wtedy w stanie zrobić ruchów w górnej sekwencji. Są też patenty z palcami, ale mi w ogóle nie podeszły. Niektórzy nie podhaczają ani pięty, ani palców, tylko skaczą z krawądki do odciągu, a potem szybko wracają nogami na ścianę. Ten patent mi pasował, bo był szybszy, ale też bardziej siłowy. Podejrzewałem, że mogłoby mi zabraknąć siły na końcówkę, gdybym go użył.
Czyli wybrałeś piętę, która pozwalała zaoszczędzić trochę pary? Czy dla ciebie była to kwestia wytrzymałości siłowej?
Dokładnie. To ciekawe, bo przygotowując się do pierwszego wyjazdu w maju-czerwcu 2024 roku, skupiłem się na wzmacnianiu dwójek i typowym doginaniu na nich, bo to kluczowe na Action Direct. Ale przed wyjazdem we wrześniu 2024 roku postawiłem na wytrzymałość siłową i to chyba było decydujące. Choć moje dwójki mogły być ciut słabsze, byłem o wiele lepiej przygotowany pod kątem wytrzymałości.
Dlaczego wybrałeś właśnie Action Direct?
To ikoniczna droga, do tego w moim stylu – krótka, siłowa, szybka. Uwielbiam takie drogi. Do tego dochodzi historia – to pierwsza albo druga dziewiątka, w zależności od tego, jak liczyć. Chciałem, żeby to była moja pierwsza dziewiątka. No i ten skok… Odkąd się wspinam, ten obraz przewijał się w mojej głowie. Zawsze wiedziałem, że kiedyś przyjdzie na mnie czas.
A Wolfgang Güllich i jego podejście do trenowania?
Kampus (śmiech)! Kuba zawsze żartuje, że jestem fanatykiem kampusa. Choć ten przyrząd treningowy wymyślił kolega Güllicha, Güllich był jednym z pierwszych, którzy zaczęli na nim porządnie ładować.
Jego historia mnie zainspirowała. Sam sporo progresowałem na kampusie i naprawdę się wciągnąłem. Teraz standardowy kampus z listewkami 22 mm i odstępami 20-22 cm jestem w stanie zamknąć w dwóch ruchach. Muszę wymyślać inne ćwiczenia, żeby różnicować trening.
Masz jakieś treningowe sekrety?
Lubię dobrze zjeść. Pierwsza myśl, gdy wstaję rano, to co zjem na śniadanie. Czasami już wieczorem o tym myślę. Generalnie zawsze jadłem zdrowo i nigdy się nie ograniczałem – jadłem tyle, ile czułem, że potrzebuję. Jednak przygotowując się do Action Direct, musiałem trochę zmienić podejście. Pierwszy raz musiałem nie tylko zwracać uwagę na to, co jem, ale też ile tego jem. Trochę się ograniczałem – tak lekko, żeby poczuć minimalny niedosyt, ale żeby była jasność – nigdy się nie głodziłem.
O jakich zmianach wagi mówimy?
Waga waha mi się zazwyczaj o półtora kilo w jedną lub drugą stronę. Przy tym nie znam innego wspinacza, który tak bardzo by się skupiał na tym, żeby jego organizm działał optymalnie – nawet 100 g posiłku wte czy wewte to dla mnie odczuwalna różnica.
Czyli jesteś perfekcjonistą?
Jeśli chodzi o wspinanie, to tak. Wszystko musi być idealnie dograne, jeśli chcę osiągnąć topową formę danego dnia. Możliwe, że ten perfekcjonizm czasem utrudnia, ale z drugiej strony wydaje mi się, że satysfakcja ze zrobienia drogi jest dzięki temu jeszcze większa. Wiesz, że plan zadziałał.
W jakich jeszcze aspektach jesteś tak skrupulatny?
W sumie wszystkich (śmiech). Sen, odżywianie, a nawet podejścia pod skały – mam zaplanowane przerwy, uspokajam tętno, żeby za bardzo się nie zmęczyć. Oczywiście nie zawsze, mówię teraz o podejściu pod Action.
Czyli w przypadku ambitnych celów plan jest ważny.
Tak, lubię też freestyle i spontan, ale jeśli zależy mi na wyniku, to mam wszystko zaplanowane. Podczas wyjazdów, gdy kładłem się spać, miałem w głowie zarys planu na dwa kolejne dni. Nie lubiłem, kiedy coś mi go zaburzało.
Ale są też odstępstwa i zaskoczenia – ostatecznie tak właśnie było na Action.
Oczywiście, kolejne wstawki i przerwy robię na wyczucie. Action zrobiłem w piątej próbie tego dnia. Jak na taką palczastą drogę, to dosyć późno. Normalnie nie dochodziłbym do tylu prób, ale wtedy czułem akurat, że zostało mi jeszcze trochę siły.
Czasem drogi padają w ostatnich próbach dnia, kiedy człowiek już niczego od siebie nie wymaga…
Tak było wtedy – w piątej próbie byłem już zmęczony i zakładałem, że idę bardziej treningowo. Myślałem: „Jeszcze jedna próba, co mi szkodzi.” I nagle się udało! To doświadczenie wiele mnie nauczyło pod względem mentalnym. Pokazuje, jak duży wpływ ma nastawienie. Jak takie rozluźnienie, brak presji, może niemal dosłownie odciążyć człowieka.
Zostawmy już Action. Twój kolejny wyjazd, po wspomnianym bulderowym, zakończył się niestety dość nieprzyjemnie.
W kwietniu pojechałem do Siurany. Zrobiłem Jungle speed 8c+/9a, drogę bardzo w moim stylu. Niestety na zapatentowanie Furia de Jabali 9a+ (mniej popularna, może ma poniżej dziesięciu przejść), czy zrobienie innych dróg, nie starczyło już czasu, bo dosłownie kolejnego dnia po Jungle zerwałem ścięgno. Musiałem od razu wrócić do Polski, żeby jak najszybciej to zdiagnozować, bo początkowo nie było wiadomo jak poważna jest ta kontuzja. Niestety okazało się, że całkiem. Zerwanie ścięgna zginacza głębokiego fuckera wymagało operacji.
Fatalnie, współczuję. Jak się czujesz teraz?
Operację miałem już prawie pięć miesięcy temu, więc teraz powoli wracam do formy. Przede mną jeszcze trochę rehabilitacji, ale prognozy są dobre.
W tej sytuacji Furia lub inna 9a+ pewnie będzie musiała jeszcze chwilę na ciebie zaczekać, ale wierzę, że się uda.
Dzięki. Póki co przede mną wyjazd do Ospu w listopadzie. Traktuje go jako rozwspin i powrót do wspinania w skałach.
Trzymam kciuki. A kto cię inspiruje?
Chyba najbardziej podziwiam Alexa Megosa. Jego przejścia, zwłaszcza te szybkie, są imponujące. Na przykład Change w Flatanger – to jest niesamowita historia. Albo jego drogi na Frankenjurze, które też robił w ekspresowym tempie. To naprawdę inspirujące.
A jak ktoś wymęczy drogę? Wiesz, to z kolei pokazuje hart ducha.
No jasne, super się ogląda, jak ktoś długo walczy z projektem. Fajnie jest zobaczyć te psychologiczne aspekty, specjalistyczny trening pod konkretną drogę, długotrwałe poświęcenie i silną wolę – wszystko co niezbędne, żeby ostatecznie dać radę. Dla obserwatora ma to swój urok i klimat. Jednak z własnej perspektywy to lepiej, jak się udaje szybko (śmiech).
Action dał ci pewność, by jeszcze śmielej sięgać po kolejne drogi?
Zdecydowanie tak! Wcześniej na ósemkach ce musiałem trochę więcej powalczyć. Nie jakoś bardzo długo, ale jednak musiałem się zastanowić nad niuansami, drobnymi detalami. Musiałem dobrze wszystko rozkminić. Ostatnio, na zgrupowaniu kadry w SEI w Hiszpanii, ósemki C robiłem w piątej, szóstej próbie. Myślę, że jest to kwestia fizycznej formy, że teraz czuję się lepszy. Ale bez wątpienia Action dał mi pewność siebie – zrobiłem dziewiątkę i poczułem, że na ósemkach C powinienem już czuć się swobodnie.
Masz respekt do cyfry?
Tak, zdecydowanie. W przypadku Action to był nawet trochę stres. Znaczy, nie trochę – bardzo. Moja pierwsza dziewiątka, do tego droga ikona i naprawdę chciałem ją zrobić. Za każdym razem, podchodząc do Waldkopf’a, czułem ogromny respekt i wiedziałem, że nie mogę jej lekceważyć. Od początku do końca musiałem zachować pełne skupienie.
Mam nadzieję, że ta podbudowa psychiczna pomoże ci wygrać z kontuzją. Szybkiego powrotu do formy!
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
