Jernej Kurder przechodzi kanadyjski trad „The Shark” 5.14b/8c
Jernej Kruder zrobił trzecie przejście kanadyjskiego trada The Shark 5.14b/8c. Kolejny wyjazd z cyklu: „ostatnia próba, najlepszą próbą” – napisał. I rzeczywiście, droga nie poddała się za darmo, dla Słoweńca była to całkiem solidna przeprawa.

***
Jernej to wspinacz niezwykle wszechstronny, a idzie za tym nie tylko ilość przechodzonych metrów, ale przede wszystkim jakość. Natomiast jeśli chodzi o sam trad, jeszcze kilka lat temu wspinanie na własnej nie było jego domeną. Za zwiastun dłuższej przygody z tradową profesją można uznać pokonanie przez niego legendarnej Greenspit w Valle dell’Orco, a testem na rasowego tradowca – pierwsze powtórzenie Crown Royale 9a Pete’a Whittakera na ścianie Profilveggen w Jøssingfjord (południe Norwegii).
Tytułowy The Shark biegnie na słynnym monolicie The Chief w Squamish. Już same nazwiska, które stoją za pierwszym i drugim przejściem, mogą onieśmielać. Szwajcar Didier Berthod – legenda tradowego wspinania i Amerykanin Connor Herson – zaryzykujmy, że najlepszy tradowiec młodego pokolenia. Pierwsze przejście trafiło ostatecznie do Connora, Didier dołączył do kolegi dwa tygodnie później. A o klasie 22-letniego Amerykanina świadczy fakt, że z tradem poradził sobie w dwóch sesjach!
Didier Berthod pisał o drodze:
Jest naprawdę niesamowita, pod względem jakości i trudności prezentuje podobny poziom co Cobra Crack czy Destiny, choć ma zupełnie inny charakter.
Kruder poświęcił na drogę trzy tygodnie. Zaczął od prób na osadzone wcześniej asekuracji, ale pewności nabrał dopiero dwa dni przed wyjazdem i dopiero wtedy zaczął próby z osadzaniem kości na prowadzeniu.
Kruder:
Droga była tak trudna, że wiedziałem, że muszę poświęcić jej każdy dzień, jeśli chcę zdążyć ją zrobić. Startowy odcinek jest tak złożony, że zmieniałem patenty z dnia na dzień. Górny kruks nie był aż tak skomplikowany, ale zdawałem sobie sprawę, że dotarcie do niego na zmęczeniu będzie zabójcze(…).

Jeszcze pięć dni przed wylotem z Kanady Jernej wciąż wspinał się na założonej wcześniej asekuracji, ale pojawiło słabe światełko w tunelu:
Wreszcie oddałem obiecującą próbę. Wspiąłem się na drogę z dwoma blokami, ale nadal nie potrafiłem przebrnąć płynnie przez sam start. Kiedy doszedłem do łańcucha, mój płuca domagały się tlenu. Potrzebowałem dnia restu, mimo to wciąż tak naprawdę nie wierzyłam, że uda mi się poprowadzić drogę na tym wyjeździe.
Ostatecznie The Shark padł rzutem na taśmę, w trzeciej wstawce ostatniego dnia. Trudno o lepszą puentę.
Więcej na profilu Słoweńca.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA