Red Rocks – mało znany klejnot w sercu Tyrolu Południowego
Spis treści
Czasami najlepsze miejsca znajdują nas same. Wspólnie z Maksymem Parysem planowaliśmy wspinanie w Dolomitach, ale kapryśna pogoda zmusiła nas do poszukiwania alternatywy. I tak – trochę przypadkiem – trafiliśmy do rejonu Red Rocks, niewielkiego, mało znanego masywu zaledwie kilkanaście kilometrów od Bolzano. I muszę przyznać, że to było jedno z tych wspinaczkowych odkryć, które od razu lądują na liście miejsc i do których wrócę bardzo szybko.
***
Z nazwy Red Rocks kojarzył mi się raczej z pustynnymi ścianami w USA, gdzie czerwony piaskowiec tworzy idealne rysy i zacięcia. Nie spodziewałem się, że w Europie znajdę coś choćby zbliżonego. Szczerze mówiąc myślałem, że to może jakieś krótkie formacje, pojedyncze ryski. A tu zaskoczenie – niektóre ściany sięgają tam ponad 300 metrów, a średnia długość dróg to około 6 wyciągów. Skała? Porfir wulkaniczny o niesamowitej jakości, z perfekcyjnymi rysami, które śmiało mogą konkurować z klasykami za oceanem.
Warto też wspomnieć o ekspozycji ścian. W większości przypadków to wystawa wschodnia (zależnie od konkretnej drogi), co oznacza, że cień latem schodzi około godziny 13. Najlepszym okresem działania jest wiosna i jesień, a latem – godziny popołudniowe (choć i tak potrafi być ciepło). Lokalsi działają tu nawet zimą, wykorzystując poranne okno pogodowe.
Pierwszego dnia wybieramy największy klasyk – Cojote VIII. Zjazdy na start drogi same w sobie są emocjonujące – kiedy zjeżdżamy kolejnymi stanowiskami, co chwila zatrzymujemy się w osłupieniu, patrząc na piękne rysy i zacięcia prowadzące w górę. Skała jest idealna, stanowiska solidne, a linia wygląda jak wycięta pod linijkę.
Cojote to droga w pełni na własnej asekuracji, ze stałymi punktami jedynie na stanowiskach. Każdy wyciąg to czysta wspinaczkowa przyjemność – od szerokich offwidthów po cienkie rysy na palce. Przechodzimy ją sprawnie w stylu OS, a linia tak nam się podoba, że jeszcze tego samego dnia decydujemy się na powtórkę – tym razem trudniejszym wariantem (Szakal VIII+). Drogę kończymy z uśmiechami od ucha do ucha.
Logistyka działania w Red Rocks jest specyficzna. Rejon znajduje się nad autostradą, jest doskonale widoczny z drogi, ale podejście od dołu jest długie i nieprzyjemne – dlatego standardem jest zjazd z góry. Drogi startują w większości przypadków z górnego plateau, a stanowiska są dobrze przygotowane. Trzeba jednak mieć świadomość, że w tym rejonie dobrze jest znać swoje możliwości – jeśli zjedziesz na drogę, powinieneś być w stanie ją skończyć (w jakimkolwiek stylu). My przekonaliśmy się o tym boleśnie przy próbie powtórzenia nowej, wymagającej drogi Gloria in excelsis IX, 330 m.
Nie wyszło, a w zamian z Maksem zyskaliśmy doświadczenie przedzierania się przez dżunglę i piargi bez butów podejściowych, wracając po plecaki następnego dnia :). Z tego miejsca jeszcze raz dziękujemy Oli Korcz i Monice Wlazło za ekspresową akcję ratunkową i odwiezienie nas do samochodu.
Jak się dostać?
Parkujemy na płatnym parkingu przy jeziorze Monticolo (ok. 30 minut jazdy od Bolzano): link do lokalizacji (6 euro za cały dzień). Okolica jest przepiękna, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy w Tyrolu Południowym – bardziej austriackim niż włoskim – więc wszędzie mamy regulaminy, zakazy i płatności. Spanie na dziko jest bardzo trudne. Nawet wejście do jeziora często jest płatne. Z drugiej strony, przy jeziorze znajdziemy restaurację i zimne piwo po wspinaniu – co jest dużą nagrodą.
Podejście z górnego parkingu do dróg zajmuje ok. 40 minut (do Cojote), choć w zależności od wybranej drogi czas może się różnić. Na przestrzeni ostatnich lat w Red Rocks powstało sporo nowych dróg wielowyciągowych – od łatwych po bardzo ambitne. Kompleksowe topo w formie PDF znajdziecie tutaj: TOPO Red Rock.
Dlaczego warto?
Red Rocks to miejsce, które mnie totalnie zaskoczyło. Czerwony porfir, perfekcyjne rysy, linie nawet do 300 m – czego chcieć więcej? A jeśli ktoś woli sport, to w okolicy Bolzano jest mnóstwo świetnych rejonów sportowych, także w porfirze, który daje wrażenia podobne do wspinania w piaskowcu, z dobrym tarciem i pięknymi formacjami. Świetny przegląd sportowych rejonów znajdziecie tutaj: Tyrol Południowy – rejony wokół Bolzano.
Na Red Rocks trafiłem przypadkiem – i chyba właśnie te przypadkowe odkrycia są najpiękniejsze. Rejon jest mało znany i niedoceniany, a moim zdaniem absolutnie wyjątkowy. I wiem jedno – wrócę tam szybko, bo to jedno z tych miejsc, które nie dają o sobie zapomnieć.
Paweł Zieliński (TriCamp)
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA





