Samokontrola i edukacja. O zasadach bezpieczeństwa na ścianach wspinaczkowych rozmawiamy z Bogusławem Kowalskim
23 lipca doszło do śmiertelnego wypadku na warszawskiej Arenie Wspinaczkowej Makak. Wspinająca się kobieta zginęła w wyniku upadku z dużej wysokości, zdarzenie miało miejsce na fragmencie ściany z automatami. Niestety, to nie pierwszy taki wypadek w ostatnim czasie. O niepokojących statystykach, przyczynach występowania tragicznych zdarzeń w strefach z automatami i przestrzeganiu zasad bezpieczeństwa rozmawiamy z Bogusławem Kowalskim, który jako biegły sądowy zajmuje się zawodowo wypadkami wspinaczkowymi.
***
Wojciech Słowakiewicz / wspinanie.pl: Rozmawiamy w kontekście ostatniego tragicznego wypadku na warszawskiej Arenie Wspinaczkowej Makak. Wypadek poruszył naszą społeczność i wywołał lawinę komentarzy dotyczących korzystania z automatów do autoasekuracji. Właśnie w strefie z tymi urządzeniami zginęła doświadczona, wyszkolona wspinaczka. Komentarze nie pojawiają się bez przyczyny, to trzeci (!) śmiertelny wypadek, który wydarzył się w podobnych okolicznościach w okresie ostatnich ośmiu miesięcy w Polsce.
Bogusław Kowalski: To zdarzenie mocno mnie poruszyło. Znam okoliczności każdego z tych wypadków i wciąż nie mogę dojść, jak mogło się to wydarzyć. Z drugiej strony rozsądnie myśląc i mając w głowie informacje z największych ścian w Polsce o sytuacjach, w których niemalże doszło do wypadku, można było się spodziewać, że w końcu dojdzie do tragedii. Jednak śmiertelne wypadki we Wrocławiu, Opolu i Warszawie mocno biją po głowie i tak jak wszyscy komentujący zastanawiam się, jak można temu zaradzić.
Niestety, nie pomagają nam tu prawo i organizacje, gdyż nie istnieje norma użytkowania dla ścian wspinaczkowych, są tylko normy konstrukcyjne. Taka norma byłaby pomocą dla właściciela, czy zarządcy ściany. Obecnie nie wiemy, ile osób może jednocześnie korzystać ze ścianki, ilu korzystających może przypadać na jednego instruktora/operatora, w jakim wieku dzieci mogą zacząć wspinać się z asekuracją dolną, a w jakim mogą same asekurować. Norma stanowi wskazówkę, jeżeli nie jest częścią (lub nie jest cytowana) w akcie prawnym, to nie musi być stosowana. Dziś nie mamy takiej pomocy, a działania właścicieli ścianek oraz instruktorów oparte są na dobrych praktykach. Na powyżej cytowane pytania często odpowiadam, sporządzając opinie dla sądów i prokuratur.
Pamiętam okres, gdy niemal co tydzień byłem informowany o kolejnym wypadku wynikającym z niewpięcia się do automatu. Sądzę, że od czasu, gdy się pojawiły w Polsce, doszło do między 500 a 1000 zdarzeń ryzykownych lub kończących się urazem. Niestety, nie istnieje u nas centralny rejestr wypadków wspinaczkowych. Ja swoją wiedzę opieram na informacjach, które otrzymuję od wielu znajomych z całej Polski, sam też monitoruję serwisy oraz profile na portalach internetowych.
Z pewnością nie docieram do każdego przypadku, a jeśli już, to o wielu dowiaduję się z dużym opóźnieniem. Dlatego moja wiedza jest niepełna. Przed wspomnianą, tragiczną serią najgłośniejszy był wypadek, który wydarzył się w Bytomiu. Opublikowany z tego zdarzenia filmik daje wyobrażenie, jak w rzeczywistości wygląda sytuacja, w której wspinacz jest w pełni przekonany, że wpiął się do taśmy. Skłania to do refleksji nad tym, jak działa nasz mózg, jakie informacje rejestruje, a które pomija.
Statystyki, o których mówisz, są alarmujące i wydają się wskazywać na istnienie dodatkowego ryzyka związanego z korzystaniem z urządzeń do automatycznej asekuracji. Urządzeń, które przecież w założeniu eliminują jeden potencjalnie zawodny element łańcucha bezpieczeństwa, czyli asekuranta. Co według Ciebie sprawia, że wypadki i ryzykowne zachowania tak licznie występują w strefach z automatami?
Moim zdaniem najliczniejsze są wypadki na boulderowniach. Złamań, skręceń, zwichnięć jest tam co niemiara. Ze względu na niską wysokość tego typu obiektów nie niosą za sobą takich skutków jak te automatami, czy z liną. Nawiasem mówiąc powszechny poziom asekurowania jest moim zdaniem słaby. Przy ostatnim naborze na kurs instruktora sportu PZA zatrważająca liczba kandydatów popełniała rażące błędy podczas obsługi przyrządów asekuracyjnych.
Wracając do automatów, traktujemy je jako urządzenia bardzo bezpieczne. I one w swojej istocie takie są, o ile obsługa ściany regularnie kontroluje ich stan i reaguje w przypadku nieprawidłowości. Natomiast wypadki i historie, w których ściągano kogoś ze ściany, bo się nie wpiął do automatu, wynikają wyłącznie z błędów ludzkich.
Wydaje mi się, że istnieje następująca zależność: jeśli automaty same w sobie są bezpieczne, to korzystanie z nich również. Gdzieś w naszej wyobraźni odpada zagrożenie wynikające z przebywania na wysokości. Skoro nie jest mi potrzebny partner, nie grozi mi odpadnięcie, bo nie wspinam się z dołem, robię coś, co nie ma wartości sportowej. To jest tylko trening, a więc podświadomie kategoryzuję ten rodzaj wspinania jako gorszy, jako środek do wyższego/ambitniejszego celu. I tu obserwacja, którą dostrzegło wiele osób. W przeważającej liczbie wypadkom na automatach ulegają wspinacze doświadczeni – czyli tacy, dla których jest to podrzędny/użytkowy rodzaj wspinania. Znam oczywiście przykłady wypadków osób zupełnie niedoświadczonych, ale w tym przypadku zdecydowanie zawiódł nadzór.
Od kilkunastu lat zawodowo, jako biegły, zajmujesz się wypadkami wspinaczkowymi. Poznanie przyczyn wypadku jest wpisane w ten zawód, ale jesteś też czynnym instruktorem i z tej perspektywy najważniejsze wydaje się przekazanie podopiecznym narzędzi do jak najbezpieczniejszego uprawiania wspinania. Prowokacyjnie zapytam: odradzałbyś swoim kursantom korzystanie z automatów?
Gdy automaty się pojawiły, to przez pierwszy rok po skończeniu drogi schodziłem lub usiłowałem nią zejść. Było to możliwe, bo automaty są zawieszone na drogach zbliżonych do pionu. Zwyczajnie nie miałem zaufania do tych urządzeń. Jedną z moich działalności są audyty i przeglądy ścianek wspinaczkowych. Musiałem się więc zapoznać z automatami występującymi wówczas na naszym rynku. Choć nie jestem serwisantem, to zapoznałem się z budową i zasadą działania Trublue i Perfect Descent. Na szczęście zniknęły z niego zawodne urządzenia oparte na hamulcu sprzęgłowym oraz sam producent ścian, który je promował. Szkoląc, robiąc przeglądy, sporządzając opinie, a przede wszystkim zbierając informacje o kolejnych wypadkach zdecydowałem się postawić na edukację.
Moje pierwsze podejście do problemu wypadków miało miejsce na przełomie 2017 i 2018 roku. Wówczas w „Taterniku” (2018-1) opublikowany został mój tekst: Trublue – „sztuczny” partner. Zalety, wady, wypadki. Od tamtej pory doszło pewnie do kilkuset wypadków z użyciem (a na ogół nieużyciem) automatu. Odpowiem inaczej na Twoje prowokacyjne pytanie. Co zrobić, żeby ustrzec się wspomnianego błędu? Skoro nie wspinam się z partnerem, nie ma nikogo, kto mógłby mnie skontrolować, to tak jak Tom Hanks w Cast away należy znaleźć swojego Wilsona. Dla wielu osób moja propozycja może wydać się śmieszna, ale polega na rozmowie ze sobą, z karabinkiem, a może z wybranym, najbliższym chwytem. W mojej wyobraźni wygląda ona tak:
- Teraz wypinam karabinek z trójkąta.
- Dopinam do łącznika.
- Sprawdzam, czy zamek się domknął.
- Ciągnę taśmę w dół, sprawdzając, czy wraca do automatu.
Te zdania powinny stać się nawykiem i swoim kursantom starałbym się wpajać, aby nauczyli się ich na pamięć. Można wypowiadać je na głos, a ich głównym celem jest to, żeby być tu i teraz. Należy porzucić rozpraszacze w postaci kontroli liczby powtórzeń, myśli związanych z ostatnią rozmową, z tym co przeczytaliśmy na telefonie. Tu i teraz jest ważne, bo rzutuje na to, czy docierając na dużą wysokość, będę bezpieczny.
Czy miałbyś jakieś zalecenia dla właścicieli ścian? Nieoficjalnie wiemy, że Makak prowadził intensywne działania dotyczące bezpieczeństwa, jednak nie ustrzegły one przed ostatnim tragicznym wypadkiem.
Sam byłem zaproszony przez menadżera Makaka, aby pomóc w poprawie bezpieczeństwa na tym obiekcie. Spędziłem tam kilka godzin, obserwując wspinaczy, instruktorów i wypatrując słabych punktów obiektu. Wskazałem kilka elementów do poprawy, ale kluczowa była dla mnie chęć eliminowania możliwych zagrożeń przez zarządzających ścianą. Kilka miesięcy później podczas Grigri – Neox Petzl Tour ponownie zawitałem na Makaka i z zadowoleniem obserwowałem wprowadzone zmiany. Świetną inicjatywą była ich akcja z filmikami „O mało co”. Autorytety, wspinacze i instruktorzy z bardzo dużym doświadczeniem opowiadali o błędach, które sami popełnili. Jednocześnie zwracali uwagę na przyczyny i sposoby eliminowania błędów.
Trzeba pamiętać, że ścianka wspinaczkowa to nie tylko miejsce, gdzie się wspinamy. Dla właściciela jest to zakład, który nie tylko sprzedaje usługę, ale także podlega prawu w wielu kontekstach – ma swoich pracowników, ale przede wszystkim na takim obiekcie występuje ryzyko wypadku. Klasycznie patrząc, jeśli chcemy wyeliminować zagrożenia, to należy zastosować trzy bariery bezpieczeństwa: organizacyjną, technologiczną i ludzką.
W zarządzaniu ścianką wspinaczkową kluczowe jest rozpoznanie zagrożeń. Pomińmy zagadnienia związane z organizacją działania obiektu oraz zastosowaną technologią. Pomińmy również kwestie szkolenia kadry obiektu. Pozostaje nam użytkownik, czyli osoba, która może popełnić błędy.
Według mnie najgroźniejsze zachowania podczas wspinania na ścianie, których konsekwencje są najpoważniejsze, to:
- Nieprawidłowe przywiązanie liny do uprzęży.
- Nieprawidłowa asekuracja partnera.
- Niedopięcie się lub niewłaściwe dopięcie do taśmy automatu.
Pierwszy błąd eliminujemy poprzez procedurę wzajemnej kontroli (check-partner). Wyłapanie drugiego i trzeciego możliwe jest wyłącznie poprzez właściwy nadzór. Warto tu przypomnieć o bezpośrednich przyczynach wypadków przy wspinaniu na „automatach”. Przede wszystkim jest to wspomniane zignorowanie taśmy i z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Opolu, w Warszawie oraz przy głośnym wypadku w Bytomiu. Inny błąd to niedopięcie karabinka do uprzęży. Wygląda to tak, że zamek karabinka jest niedomknięty, a jedynie przycina taśmę łącznika. Znam też dwa przypadki, gdzie karabinek został w całości przełożony przez łącznik, na którym pod obciążeniem zacisnął się – w pozycji przypominającej główkę skowronka. Jeszcze jedną przyczyną wypadków jest wspinanie „z ogonkiem”, czyli z krótką liną (dowiązana do uprzęży dodatkowa lina, długości kilku metrów, która nie jest używana do asekuracji, a wyłącznie do treningu wpinek). Głośny film Silniejszy o powrocie do zdrowia i formy znanego warszawskiego wspinacza zaistniał w wyniku wypadku z takim właśnie „ogonkiem”. Tego typu zdarzeń było na tyle dużo, że na wspomnianym Makaku zabroniono szkolenia i wspinania z użyciem „ogonka”.
Ażeby ustrzec się wypadków przy używaniu automatów, można zastosować środki wspomagające. O takich od dłuższego czasu mówi Marcin Kolarz Kantecki. Po śmiertelnym wypadku w Opolu napisał o tym i powtórzył to po tragedii na Makaku. Duża płachta uniemożliwiająca start bez wypięcia taśmy, brak technicznej możliwości dopięcia taśmy „gdzieś z boku”, usunięcie wędek ze strefy automatów. Jednak nadal w wyniku roztargnienia może przydarzyć się sytuacja, w której wspinacz ominie płachtę, następnie ostrzegające linie i napisy – np. „sprawdź czy się wpiąłeś!” – i będzie na żywca przemierzał ściankę. Od czasu do czasu z irytacją odsuwając przeszkadzającą mu taśmę, do której się nie wpiął. W dyskusji na profilu wspinanie.pl inny doświadczony instruktor Artur Louis Drużny zaproponował, aby strefy z automatami były wydzielone, a przy nich dyżurował stały operator ścianki.
W tym miejscu warto przypomnieć, że instrukcje obsługi Trublue i Perfect Descent różnią się istotnie w jednym zagadnieniu. W przypadku Trublue brzmienie jest następujące:
Użytkownicy automatycznej asekuracji TRUBLUE iQ muszą zostać przeszkoleni w zakresie prawidłowego korzystania z systemu asekuracyjnego. Obowiązkiem właściciela/operatora jest zapewnienie tego szkolenia.
Natomiast Perfect Descent wymaga asysty:
Operatorzy systemu wspinaczkowego Perfect Descent są odpowiedzialni za bezpieczeństwo i nadzór nad wspinaczami korzystającymi z tego sprzętu. Wspinacze wspinający się na czas muszą być nadzorowani przez cały czas.
To zasadnicza różnica wynikająca z przeznaczenia tych urządzeń. Perfect Descent stosowane jest przede wszystkim na zawodach we wspinaczce na czas. Na takich zawodach obowiązkowa jest asysta. Jest to dla nas wskazówka, jak można byłoby zminimalizować zagrożenie wynikające z korzystania z automatów.
Ten zestaw zaleceń w dużej mierze już jest przez ściany realizowany. Wypadki, niestety, dalej mają miejsce. Czy znany Ci jest jakiś system analizujący poprawność działania automatu, poprawnego dopięcia się do taśmy etc.?
Słyszałem o pomysłach na sygnały dźwiękowe, które miałyby ostrzegać wspinacza, gdyby ten przekroczył pewną wysokość (zainstalowane czujniki), a karabinek pozostawałby wciąż na dole. Nie znam jednak szczegółów. Sądzę, że każdy system ma swoje słabe strony i pomimo udoskonalania zawsze znajdzie się w nim jakaś luka. Jakkolwiek nie wyglądałoby nowe rozwiązanie, to ciężko mi sobie wyobrazić takie, które eliminowałoby udział człowieka.
Czy jest sens dodawać kolejne ogniwa do tego łańcucha bezpieczeństwa?
No właśnie to jest pytanie do właścicieli ścianek. Czy są w stanie wydelegować operatora, który stale będzie nadzorował strefę automatów? Procedura wzajemnej kontroli podczas wspinania z liną sprawdza się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Gdy wspinamy się na Trublue taka kontrola nie istnieje. Jeśli miałoby być dodane nowe ogniwo, to wyobrażam sobie, że byłby to właśnie nadzór. Tu natychmiast pojawiają się wątpliwości. Czy wspinacze, zwłaszcza ci doświadczeni, nie potraktują tego jako zamach na ich wolność? Na ile jesteśmy w stanie z niej zrezygnować dla poprawy bezpieczeństwa?
Drugie pytanie, czy ściany będą chciały zaangażować swojego pracownika do nadzoru strefy automatów. Nie mam wątpliwości, że to dobre rozwiązanie. Choć może być traktowane wyłącznie jako zalecenie i dobra praktyka w zarządzaniu ścianką wspinaczkową. Jak na razie nie widzę szansy na to, aby w polskim prawie pojawiły się regulacje, czy też norma użytkowania ściany. Bezpieczeństwo użytkowników ścianek i eliminacja wypadków na tych obiektach jest w dobrze pojętym interesie ich właścicieli i zarządzających. Jestem przekonany, że mają tego świadomość i będą w stanie ponieść koszty, które pozwolą zredukować ryzyko do minimum.
***
Bogusław Kowalski wspina się od 1992, a od 1997 uczy wspinaczki. Wspinał się między innymi w Tatrach, Dolomitach, Alpach, Andach, Patagonii i Himalajach. Jest współautorem nowych dróg w Ameryce Południowej, między innymi na dziewiczej, 1000-metrowej ścianie El Monstruo w północnej Patagonii, na południowej ścianie El Sfinge w Andach Peruwiańskich oraz na wschodniej ścianie Torre Sur w masywie Torres del Paine w Patagonii. To ostatnie przejście uznane zostało za najtrudniejsze polskie dokonanie 2004 roku.
Jest instruktorem alpinizmu PZA, trenerem II klasy we wspinaczce sportowej i instruktorem wspinaczki wysokogórskiej, a także menedżerem sportowym. Kierował i wykładał na kursach instruktorskich dla kadry szkoleniowej PZA, opracowywał programy szkoleniowe, procedury bezpieczeństwa, a także przeprowadzał analizy wypadków wspinaczkowych. Swoje umiejętności szkoleniowe zdobywał między innymi na stażach w Ecole Nationale de Ski et d’Alpinisme w Chamonix oraz w Scotland’s National Outdoor Training Centre w Glenmore Lodge.
Poza pracą w górach jest specjalistą w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy, specjalizuje się w pracach szczególnie niebezpiecznych z uwzględnieniem pracy na wysokości. Jest również biegłym sądowym wpisanym na listę biegłych Sądu Okręgowego w Toruniu oraz w Nowym Sączu z zakresu wspinaczki oraz BHP. Od „zawsze” związany z Krakowskim Festiwalem Górskim, na którym wraz z Maciejem Ciesielskim prowadzą cieszące się wielką popularnością warsztaty związane z bezpieczeństwem w górach.
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA


Dla wielu osób moja propozycja może wydać się śmieszna, ale polega na rozmowie ze sobą, z karabinkiem, a może z wybranym, najbliższym chwytem
A już myślałem, że to mój autorski pomysł, żeby prowadzić długie "dialogi" ze stanowiskiem, z Soloistem itd., w czasach kiedy…
Odpowiedzi: 26