Maciek Smolnik o specyfice wspinania i najciekawszych miejscówkach. Rozmawiamy z autorem Boulderowego Topo Jury.
Czy Jura jest atrakcyjna dla boulderowców? Czy każdy znajdzie tu coś dla siebie? I czy w ogóle warto szukać? Rozmawiamy z Maćkiem Smolnikiem, autorem Boulderowego Topo Jury.

***
MG: Bouldering nie jest jeszcze superpopularną odmianą wspinania w Polsce, a Jura może nie kojarzyć się wszystkim z atrakcyjnymi miejscówkami boulderowymi. Dlaczego?
Maciek Smolnik: To złożony temat. Myślę, że wynika to z polskiej mentalności. W dużej mierze to Kluby Wysokogórskie kreowały historię wspinania w Polsce, stąd też wspinanie z liną było przez lata uznawane za jedyne właściwe podejście do poruszania się po skałach w naszym kraju. Gdy zaczynałem się wspinać, a było to już prawie 20 lat temu, ciągle słyszałem, jakie to wspinanie w Polsce jest beznadziejne i jak to za granicą jest super. Pierwsza wizyta wspinaczkowa za granicą była dla mnie szokiem. Dobre chwyty, przewieszenia, siłowe ruchy bardzo mi się spodobały i idealnie wpasowały się w mój ówczesny styl wspinania oparty na sile i pozbawiony techniki. Z czasem jednak zacząłem zauważać, że nie wszystkie rejony, sektory i drogi na tzw. Weście są takie świetne. Oczywiście te topowe można oceniać tylko pozytywnie. Ale i w Polsce jest wiele świetnych dróg, które byłyby klasykami w topowych rejonach świata. Ponadto sceneria i charakterystyka wspinania na Jurze są czymś wyjątkowym w skali świata. To taki niewykorzystany potencjał polskiego wspinania, który trochę sami zniszczyliśmy, opowiadając na Weście, jak to w Polsce nie ma się po czym wspinać.
Większość ludzi kojarzy wspinanie z górami, a co za tym idzie – z wyższymi skałami i wspinaniem z liną. Bouldering długo nie był zbyt popularny – traktowano go jako trening, a nie sport sam w sobie. Ponadto poczucie niższej wartości wspinania w Polsce powodowało, że – z nielicznymi wyjątkami – większość polskich boulderowców uciekała za granicę do miejscówek znanych z filmów wspinaczkowych. Myślę, że połączenie tych dwóch aspektów wpłynęło na fakt, że mimo iż w Polsce głównie funkcjonują ściany boulderowe, i to na boulderach właśnie odbywa się większość ruchu wspinaczkowego, mało osób boulderuje w skałach. A szkoda, bo bouldering – znacznie lepiej niż wspinanie z liną – pozwala przenieść w skały towarzyską i pozytywną otoczkę wspinania. Wspólne patentowanie, odkrywanie nowych ruchów i rozwój wielu innych umiejętności wspinaczkowych przydaje się także we wspinaniu z liną. Zauważam jednak, że z roku na rok coraz więcej osób boulderuje w piaskowcowych rejonach – dobrze byłoby przenieść ten trend również na Jurę.
No właśnie, co z tą Jurą?
To jest w ogóle ciekawa sprawa, bo to właśnie na Jurze rodził się polski bouldering. Oczywiście można dyskutować – kto, gdzie, w którym roku i miesiącu otwierał pierwsze bouldery w Polsce. Jednak to na Jurze i dwóch piaskowcowych rejonach Małopolski – w Ciężkowicach i Muchówce – powstały pierwsze naprawdę trudne problemy. Nadal jednak były one dodatkiem, a boulderowców było niewielu.
W tym czasie pojawiały się już świetne filmy boulderowe z gwiazdami światowego wspinania, ukazujące piękne, obłe głazy z imponującymi kantami. Zbiegało się to z ewolucją na ścianach wspinaczkowych i zawodach, gdzie małe chwyty zastępowano oblakami i coraz większymi strukturami. Kiedyś kluczowe było dobre zginanie i zapinanie, teraz liczy się dynamika, technika i koordynacja. W to wszystko wpasowuje się bouldering w granicie i piaskowcu. Jurajski wapień nieco mniej…
Nie oznacza to jednak, że nie można się w nim dobrze wspinać.
Jak wspominałem wcześniej, krąży opinia, że wspinanie na Jurze jest kiepskie, ale ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Oczywiście charakterystyka skały jest jaka jest – nie znajdziemy tu tarciowych kancików – natomiast myślę, że niektóre jurajskie bouldery, przeniesione do Magic Wood, Fontainebleau czy Chironico, byłyby tam klasykami.
Kilka lat temu pojawił się niewielki boom na jurajski bouldering. Mała, lecz bardzo zaangażowana grupa osób odkryła wiele nowych głazów. Niestety, efekty ich działań nie dotarły do szerszej społeczności wspinaczkowej. Myślę, że byliśmy zbyt hermetyczni. Skupialiśmy się na otwieraniu i powtarzaniu trudnych boulderów od 7B wzwyż, a informacje o nowych problemach przekazywano ustnie – nie powstał żaden przewodnik. Dlatego postanowiłem to zmienić.
I stworzyłeś Boulderowe Topo Jury. Jakie części Jury do tej pory opisałeś?
Zacząłem od okolic Podlesic i Rzędkowic. Powstało tam wiele nowych boulderów, które wcześniej nie były w ogóle lub były słabo opisane. Później przyszedł czas na rejony wokół Kusiąt i Ogrodzieńca. Obecnie, posługując się nomenklaturą z przewodników Grześka Rettingera, opisałem niemal wszystkie rejony Jury Północnej i Środkowej, z wyjątkiem Łutowca, którego nie udało mi się dokończyć tej wiosny.
Gdzie można je znaleźć?
Topo jest dostępne jako e-book w aplikacji Książki Play.

Ze względu na aktualizacje?
Tak, to główny powód, dla którego topo istnieje w wersji elektronicznej. Tworzenie przewodnika nie jest moim głównym zajęciem – robię to w wolnym czasie. Od początku zdawałem sobie sprawę, że nie zdołam opisać wszystkiego naraz. Ponieważ bouldery na Jurze powstawały przez ponad 20 lat i nigdy nie były dobrze udokumentowane, zakładałem, że pierwsze wydanie będzie zawierało sporo błędów. Weryfikację postanowiłem więc pozostawić użytkownikom. Systematycznie poprawiam błędy i dodaję zaktualizowane PDF-y do aplikacji, co automatycznie aktualizuje przewodnik na urządzeniach osób, które wykupiły dostęp. W przypadku pierwszej części przewodnika widoczna jest obecnie siódma wersja. Czasem aktualizacje są znaczące – na przykład tej wiosny dodałem ponad 50 nowych boulderów w okolicy Jaskini Berkowej na Kołoczku.
Masz w planach nowe części przewodnika?
Tak, zostało mi do opracowania kilka istniejących rejonów. Przede wszystkim muszę dokończyć Zimny Dół, który mam już opisany w ponad połowie. Wspominałem też o Łutowcu, którego nie zrobiłem wiosną. Poza tym ciągle powstają nowe bouldery i rejony/sektory. Jesienią 2024 i wiosną 2025 roku za sprawą duetu Marcin “Flower” Poznański i Jarosław Mazur powstało ponad 100 nowych boulderów w okolicy Żarek. W maju wypuściłem przewodnik po tych rejonach. Od tamtej pory chłopaki wyczyścili nowe kamienie i powstało sporo nowych boulderów, więc myślę, że jeszcze wiele pozostaje do odkrycia.
Czy w przyszłości będzie papierowa wersja?
Myślę, że nie. Kiedyś zakładałem takie rozwiązanie. Sam preferuję wydania papierowe, ale wydaje mi się, że aktualna forma przewodnika jest idealna. Przede wszystkim pozwala na szybkie aktualizacje, co jest istotne przy szybkim rozwoju wspinania. Poza tym, przy obecnej liczbę użytkowników, nawet minimalny nakład sprzedawałby się latami, co tym bardziej ograniczałoby możliwości aktualizacji. Wydaje mi się, że aktualny layout, poprawiony w stosunku do pierwszego wydania, spełnia wszystkie oczekiwania. Dziś mało kto nie ma smartfona. Zdjęcia i opisy są duże i czytelne. Co istotne, przewodnik działa zarówno online, jak i offline, co jest ogromną zaletą, bo wielu miejscach nie ma zasięgu.
Twoje ulubione miejscówki?
W większości rejonów Jury znajdziemy kilkanaście boulderów. Tworząc topo, miałem przyjemność zrobić większość z nich, zatem w wielu przypadkach mam te miejsca wyzerowane. Do każdej mam większy lub mniejszy sentyment, ale nie mam chyba takich ulubionych miejscówek, do których bym wracał, żeby jeszcze raz powspinać się po czymś, co już zrobiłem. Chłopaki ciągle czyszczą coś nowego, więc w ogóle nie ma takiej potrzeby.

W takim razie od czego warto zacząć? Coś ładnego i przystępnego.
Istniała taka narracja, że na Jurze nie ma ładnych i łatwych boulderów. Trudne perełki są, ale łatwych brak. Początkowo faktycznie tak było, bo wspinali się głównie mocni zawodnicy, którzy szukali czegoś interesującego od 7C w górę. Łatwe bouldery powstawały przy okazji i nie były wyjątkowej urody. W tym temacie dużo się zmieniło, od kiedy za czyszczenie wziął się Marcin “Flower” Poznański. Pośrednia Góra to idealne miejsce dla średnio zaawansowanych wspinaczy. Niestety, z powodu zamknięcia drogi przez PKP dojazd jest trochę utrudniony, ale podejście pod skały zbytnio się nie wydłużyło.
Na Pośredniej jest wiele świetnych boulderów 6A-7A na stosunkowo niedużej przestrzeni. Na pewno warto zwrócić uwagę na nowe rejony opisane w przewodniku “Żarki” – cała dolina Wiercicy, Bukowie albo ciut starszy rejon Siedlec to miejsca, gdzie znajdziemy wiele wysokiej jakości łatwych boulderów. Super są też Niegowonice – łatwy dojazd, blisko parking, dużo baldów obok siebie. Po mojej ostatniej wizycie w Varazze uważam, że naprawdę nie ma się czego wstydzić.

O jakie trudności ludzie pytają najczęściej?
Zwykle pytają o rejony dla początkujących, głównie bouldery do 7A. Warto jednak zauważyć, że często pojawia się zaskoczenie. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, że skala boulerowa różni się od skali z liną i boulder o wycenie 7A nie odpowiada drodze o wycenie 7a. Skale są przesunięte o około 1,5 stopnia, więc 7A to takie 7b+ (ok. VI.4+). Dlatego wielu początkujących boulderowców, robiących z liną 7a, a na boulderach ledwo robi 6B+. Często dochodzi do tego dysonans poznawczy, związany z przełożeniem trudności boulderów na sztucznej ścianie do tych w skałach. Na ścianie wspinamy się w górnych częściach skali, a w skałach nagle lądujemy niemal na samym dnie. To może trochę zniechęcać ludzi do wspinania w skałach, a w boulderingu to już w ogóle.
Czy baldy na Jurze są atrakcyjne bardziej dla początkujących czy zaawansowanych?
Nie ma co ukrywać, najłatwiejsze bouldery (około 6A) nie są wyjątkowej urody. Tutaj na pewno nie pomaga charakterystyka skały. Takie trudności w piaskowcu dają dużo więcej odczuć estetycznych. Natomiast tak powyżej 6B można już znaleźć wiele fajnych boulderów. Między 6B-7C jest naprawdę dużo świetnych problemow, zatem powiedziałbym, że Jura jest dedykowana dla średnio zaawansowanych i zaawansowanych wspinaczy. Natomiast początkujący też się powspinają. Aby ułatwić korzystanie z przewodnika, do każdego boulderu starałem się zrobić krótki opis, a te najlepsze oznaczyłem gwiazdką.
O co jeszcze, jako autora przewodnika boulderowego, pytają Cię ludzie?
Zwykle proszą o polecenia dotyczące różnych formacji, trudności lub wysokości boulderów. Wiele osób wybiera się w skały z dziećmi, są więc pytania, gdzie łatwo dojść z dzieckiem czy podjechać z wózkiem.
To gdzie podjedziemy wózkiem?
Większość rejonów na Jurze jest pod tym względem dość komfortowa. Zwykle bez problemu można rozłożyć kocyk. Z wózkiem jest trochę gorzej, bo podejścia są zwykle pod górę. Dla rodzin z dziećmi szczególnie dobre warunki oferują nowy sektor Skały Raczyńskiego oraz Sroga Skała. W obu przypadkach parkujemy prawie pod skałami. Krótkie i stosunkowo mało wymagające podejście znajdziemy też w Niegowonicach (stroma górka, ale skały widać z parkingu) oraz w Piasecznie na Kamieniu Zjazdowym. W przypadku dwóch sektorów w dolinie Wiercicy (Sheeran i Dziurawa) oraz Strażnicy Przewodziszowickiej na początku idziemy asfaltową ścieżką i dopiero na ostatnich metrach odbijamy w mniej cywilizowany teren.

A gdzie znajdziemy niskie baldy?
Niskie baldy to jest to, co misie lubią najbardziej. Charakterystyka skał na Jurze sprawia, że stosunkowo mało jest takich klasycznych baldów wychodzących na pik kamienia. Często też głazy są z góry mocno zarośnięte, nie jest to wymagające wspinaczkowo, ale może powodować obawy o ześlizgnięcie się po liściach lub odpadnięcie z luźnym kawałkiem skały. Wiele boulderów kończy się więc w ustalonych chwytach lub na wyraźnej krawędzi – nieprzesadnie wysoko. Niższe kamyki zostały wyczyszczone i kończą się na piku. Niestety mała aktywność wspinaczkowa w niektórych rejonach sprawia, że bouldery zarastają. Warto pamiętać o szczotce i zawsze coś oczyścić. Zdecydowana większość problemów jest jednak niska i bezpieczna. Te wyższe, wymagające większej liczby padów i szczególnej uwagi asekuranta, zaznaczyłem w przewodniku specjalną ikonką.
Na koniec może opowiedz jeszcze, jak wygląda proces powstawania nowego balda w skałkach, od poszukiwań do pierwszego przejścia, nadania nazwy, wyceny.
To trochę jak z routesettingiem, trzeba mieć wizję i motywację. Odkrywane dzisiaj skały często na pierwszy rzut oka nie przyciągają uwagi. Trzeba w wyobraźni wyczyścić skałę i odkryć jej potencjał. Później potrzebna jest motywacja. To ogromna praca, którą trzeba wykonać zanim zaczniemy myśleć o wspinaniu. Oczyszczenie skały z mchu, luźnych fragmentów i przygotowanie lądowiska. To etap, w którym zazwyczaj nie uczestniczę – o te sprawy lepiej byłoby zapytać Marcina i Jarka, którzy wykonują mega pracę. Ja zwykle trafiam już na gotowe, skała jest wyczyszczona i można się po niej wspinać.
Łatwiejsze bouldery padają szybko, z trudniejszymi jest więcej zabawy. Ustalanie wyceny zwykle nastręcza sporo trudności. Poruszamy się po całej skali i trudno jest zauważyć różnicę między 6A a 6A+. Wstępne wyceny są bardzo orientacyjne, czasem się pomylimy w jedną stronę, czasem w drugą. Najważniejsze jednak, aby nie przestrzelić o więcej niż stopień. Czym więcej przejść, tym lepiej. I dlatego tę weryfikację oddajemy użytkownikom, a ja staram się na bieżąco aktualizować wyceny.
Z nazwami bywa różnie. Marcin i Jarek otworzyli nowy sektor Saint-Exupery i nazwali kilka boulderów, ale na resztę brakowało pomysłów. Zajrzałem więc do Wikipedii i zaproponowałem brakujące nazwy na podstawie dzieł autora. Kilka lat temu, przy okazji festiwalu La Jura Jura, Łukasz Filipak wyczyścił bardzo fajny kamień koło Czatachowej. Stworzył tam kilka boulderów, ale nie nadał im nazw, a informacje o nich nie dotarły do szerszego grona. W tym roku udało mi się zrobić zdjęcia i dodać to miejsce do topo. Przeszedłem bouldery, oczyściłem skałkę i zweryfikowałem wyceny. Łukasz nie miał pomysłu na nazwy, ale uznał, że fajnie byłoby nazwać skałkę Mauzoleum, bo tak nazywała się tamtejsza stacja podczas La Jura Jura. Skorzystałem z ChatGPT i poprosiłem o nazwy dla boulderów na skałce Mauzoleum – tak powstały nazwy Krypta czy Nekromanta.

CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA