26 czerwca 2024 15:12

Ad rem. Mechanior i krakowski Bronx zapraszają na wieczór wspomnień o Riku Malczyku

29 czerwca krakowska ściana Bronx zaprasza na wieczór z książką „Riko – niebiografia Ryśka Malczyka”. Spotkanie z autorem, Andrzejem Mirkiem, przerodzi się w szerszą dyskusję o historii polskiego wspinania w skałach, a jej głównym bohaterem będzie oczywiście Riko Malczyk. Przy tej okazji Andrzej Mecherzyński-Wiktor popełnił taki oto tekst.

Riko na „Szarej Płytce”, Dolina Kobylańska, 1980 (fot. arch. Krzysztofa Barana)

***

„Widziałem szaleńca wzrok obłąkany,
Gdy się wpatrywał w wapienne ściany,
A działo się to gdzieś pod Krakowem…”

Tak zaczyna się krótki poemat satyryczny, który Ryszard Emilewicz, jeden z trzech najsilniejszych ludzi w historii polskiego wspinania, opublikował w latach dziewięćdziesiątych na łamach periodyku „Brytan”. Wspomniana historia nie była jeszcze wówczas historią sensu stricte, a przecież otaczano ją nimbem mitu nieporównanie gęstszym niż dzisiaj; ale też gęstszym był sos, w którym kisiło się ówczesne krakowskie środowisko i który dzisiaj (my, staruchy!) wspominamy niby smak obwarzanków „za gnoja”.

Pana Rysiaczkowe pisanie wspominam nie ze względu na przedmiot (bohaterem utworku jest Piotr Korczak – „Szalony”, a nas interesuje kto inny), ale po to, żeby wskazać na osobliwy fenomen „mitologii bardzo lokalnej”, w której nasze środowisko niegdyś celowało i która stanowi nie tylko jego niezbywalne dziedzictwo, ale też bardzo szczególną (i cenną) wartość. Mitologie tego rodzaju powstają jako naturalne dopełnienie, może nawet konieczny element, każdej subkultury, czyli zbiorowego wysiłku niewielkiej grupy ludzi, nakierowanego na stworzenie zminiaturyzowanej, ale za to bardzo własnej rzeczywistości. Wytwarzana w tej sposób rzeczywistość jest z reguły kontrastowana z rzeczywistością wymiaru makro, czyli społeczeństwem, nierzadko przedstawianym jako filisterskie, drobnomieszczańskie, materialistyczne i w ogóle głupie.

Różnie można oceniać to usiłowanie. Jedni dostrzegą w nim twórczy wysiłek, tym szlachetniejszy, że wykraczający poza indywidualne ramy, a więc trudniejszy, bo wymagający transgresji poza własne artystyczne zamierzenia. Inni zganią, jako uleganie pokusie ucieczki od rzeczywistości, niebezpiecznej o tyle, że ucieka nie jeden (takiego zawsze można próbować zawrócić z drogi wiodącej na bezdroża), lecz wszyscy społem ciągną się nawzajem w przepaść.

Konserwatysta powie, że mniejszość, co subkulturę tworzy, jest zdrową siłą narodu, który z natury lub boskiego zrządzenia składa się z grup niewielkich (rodzina, wioska) i z nich dopiero buduje skomplikowany gmach obywatelski. Ale kolega jego zauważy (w jakimś stopniu też słusznie), iż subkultura stawia cele urojone (np. progres wspinaczkowy) ponad realnymi (rodzenie dzieci, budowa domu), a w dodatku niemal zawsze wykazuje skłonności do zbiorowych nadużyć (alkohol, seks, narkotyki).

Człowiek o  sercu po lewej stronie rzecz również oceni dwojako. Pochwali sprzeciw wobec zastanych, a więc opresyjnych form kulturowych, doceni specyficzny (czyli postępowy) gust muzyczny, powie kilka ciepłych słów o praktykowaniu rozmaitych swobód. Zarazem, zwłaszcza jeśli jest to lewicowiec starego typu, trwonienie grupowych sił na „pierdoły” uzna za marnowanie potencjału, zdolnego ruszyć z posad bryłę, zaś wsobny charakter subkultury za przeciwny idei internacjonalizmu robotniczego.

Riko Malczyk w kwiecie lotosu - Zakrzówek (fot. lojanci.org.pl)

Riko Malczyk w kwiecie lotosu – Zakrzówek (fot. lojanci.org.pl)

Wracając do lokalnych mitologii… Ich tworzeniem środowisko zajmowało się od samego początku i osiągnęło na tym polu niemałe sukcesy. Wiele wspaniałych wapiennych parchów zyskało status dróg kultowych, których od tego momentu nie była im w stanie odebrać ani nieodparta brzydota ruchów, ani zjawiskowa karłowatość skały. Setki łojantów potraciły zdrowie dzięki archaicznym technikom treningowej ekstazy, uświęconym autorytetem któregoś z demiurgów, ukradkiem, ale przede wszystkim rzekomo przyłapanego, gdy z ich pomocą szlifował szpona na ekstremy. A co do samych demiurgów… Produkcja obywateli wspinaczkowego Olimpu to temat na osobną rozprawę z pogranicza religioznawstwa, logiki oraz psychiatrii społecznej, na którą i na szczęście nie czas tutaj ni miejsce.

***

A teraz trochę bardziej na poważnie. Przywołując na początku postać Szalonego napisałem, że o kim innym będzie mowa; i rzeczywiście, bo mowa jest o Ryszardzie Malczyku, zwanym Riko. Przedwcześnie i tragicznie zmarły, był Riko jedną z dwóch centralnych postaci rodzącego się w latach siedemdziesiątych wspinania skałkowego, opanowanego podówczas przez pokolenie tak zwanych Kaskaderów. Drugą z tych postaci był Wojciech Kurtyka.

O niebywałym talencie Rika krążyły legendy, ale pamięć o nim naznaczona była czym innym – osobowością. W czasach, w których formowała się moja pierwsza wspinaczkowa świadomość, o Riku słyszałem mało i rzadko (po cóż było gadać o tym z trzynastolatkiem), a przecież niemal od początku wiedziałem, że ktoś taki nie tylko istniał, ale też w pełnym tego słowa znaczeniu za-istniał i odcisnął mocne, może nawet decydujące piętno. Wrażenie to pogłębiał jeden z naszych trenerów, autor zacytowanych poezyj, czyli „Pan Rysiu” (Emilewicz), opowieściami o tragicznej śmierci Rika.

Nie poznałem zatem Rika i nawet nie miałem szansy go poznać. A przecież z tego nielicznego, co o nim wiem i z tego wszystkiego, co wiem o wspinaniu, pozwalam sobie wysnuć wniosek, że nie obraziłby się za sarkastyczny ton, w jakim przed chwilą napisałem o środowisku i jego bohaterach; czyli także o Riku. Uniesiony ku górze palec wskazujący i cedzone przez zęby słowa, stylistyka tak miła bywalcom krakowskiego Podgórza, mają wszak pochodzić bezpośrednio od niego i wiążą się ściśle ze starą zasadą, że szydera jest siostrą szacunku.

***

Wydana niedawno książka Andrzeja Mirka, zawierająca wspomnienia o Riku jest jednym z pierwszych owoców pracy, której konieczność otwiera się przed nami jako wezwanie; powiedziałbym moralne, ale podobno lepiej unikać patosu. Czasu nie będzie coraz więcej. Historię bagienka, z którego wyrastamy, należy zacząć pisać już. Dobrze, że to się dzieje.

PS Mariacki walczyk.

Andrzej Mecherzyński-Wiktor

Bronx, 29 czerwca (sobota), godz. 20:00

Spotkanie z Andrzejem Mirkiem, autorem książki „Riko – niebiografia Ryśka Malczyka”. Spotkanie przyjmie formę prelekcji pod tytułem „Co ty wiesz o historii wspinania?”. W rozmowie z Autorem wezmą udział Rafał Nowak oraz Andrzej Mecherzyński-Wiktor.

Wstęp wolny.

Po prelekcji After Party.

Więcej o wydarzeniu TUTAJ.

Patrz też: Wczesne Lwy. Wojtek Kurtyka wspomina Riko Malczyka




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum