30 maja 2024 18:02

„Leporostrada” – łańcuchówka śladami pierwszego tatrzańskiego solisty

Jerzy Leporowski. Nazwisko znane każdemu, kto choć trochę interesuje się taternictwem. Jednak o jego sławie nie zadecydowały ani jego wieloletnia działalność wspinaczkowa, ani też liczba poprowadzonych przez niego nowych dróg. Legenda Leporowskiego trwa do dziś, bo był taternikiem, który przekraczał (jakby od niechcenia) ówczesne granice ludzkich możliwości, psychicznych i fizycznych.

Świerz wspina się jak zawsze: roztropnie, uważnie, rozsądnie i z umiarem, całkiem inaczej niż Leporowski, który trudności zbywa, bagatelizuje, lekceważy i poniża, idąc im wprost w ramiona. […] Wszyscy, od Świerza do Jagienki, wiemy, czym to pachnie, jakie to groźne zjawisko. Stwierdzamy, że Leporowski to całkiem dojrzały „kandydat na bambus”. Jagienka porównuje go ze Świerzem: „profesor – oto taternik, król taterników po Chmielowskim! On raz na zawsze zabezpieczony przed wypadkami, komu jak komu, ale jemu – nic się w górach stać nie może. Doceń to kryterium niezawodne i nieomylne, oparte na doświadczeniu, eliminującym przypadek”. Jerzy Leporowski zginął na Kozim Wierchu w Tatrach w tym samym 1928 roku. Mieczysław Świerz zginął na Kościelcu w 1929 roku. Kryterium okazało się fikcją.

Jan Alfred Szczepański

Kilka słów o Jerzym Leporowskim

W ogólnodostępnych źródłach nietrudno znaleźć informacje o Leporowskim, szkoda tylko, że wszędzie niemal identyczne. Na pozór wydaje się, że wiemy o nim sporo, a tak naprawdę nie znamy niemal żadnych szczegółów z jego pozatatrzańskiego życia. Leporowski urodził się 21 lutego 1897 roku. Ponoć podczas I wojny światowej był lotnikiem w Luftstreitkräfte, czym później tłumaczono jego zupełną niewrażliwość na ekspozycję. Jak na pilota był bardzo młody, czasy były co prawda inne, ale mimo licznych prób nie udało się tego faktu w jakikolwiek sposób potwierdzić. Z tego względu aż chciałbym w to osobiście wątpić, zadziwia jednak powszechność przekazywania tej informacji, łącznie z Mieczysławem Świerzem, który miał okazję z nim spędzić długi wspinaczkowy dzień w północnej ścianie Małego Kieżmarskiego Szczytu. Pod koniec wojny pracował w Komendzie Generalnej V Korpusu Armii (niemieckiej) jako biuralista.

W latach 20., z racji tego, że z zawodu był kupcem (dokładnie taka wzmianka widnieje w kronice TOPR), prowadził sklep, którego reklamy można znaleźć w ówczesnej prasie codziennej. Mieścił się on w Poznaniu, najprawdopodobniej przy ulicy św. Wojciecha 27. Opatrzony był szyldem „Kolonialne artykuły” (informację tę można odnaleźć w Księdze Adresowej Polski na rok 1928). O jego życiu osobistym wiemy niewiele. Ówczesne media po jego śmierci informowały jedynie, że zostawił żonę Ellę i osierocił 6-letniego syna Romana.

Jerzy Leporowski – zdjęcie opublikowane w Ilustracji Polskiej (1931/43)

Droga do taternictwa

Po raz pierwszy w Tatry przyjechał w 1923 roku. Niemal od razu udał się na Giewont, który odwiedzał zresztą rokrocznie, za każdym razem wchodząc na szczyt inną drogą. W następnym sezonie zaczął pokonywać honorne szlaki. Przeszedł Orlą Perć i przeżył burzę gradową na Rysach. Zdobył Mnicha (zapewne drogą Przez Płytę) oraz Gerlach. W ten oto sposób zamknął etap czysto turystyczny, choć nie należy zapominać, że do końca życia cenił sobie zarówno trudne wspinaczki, jak i tatrzańskie włóczęgi. Samotne wejście na Mnicha należy uznać za symboliczny początek jego taternictwa. Od tego momentu decydował się na coraz ambitniejsze drogi. Wyruszył graniowo ze Świnicy na Zawrat, a po zapchaniu się w przewieszki w masywie Niebieskiej Turni całą noc czekał na ekspedycję Pogotowia, co skrzętnie odnotowano w kronikach TOPR:

Dn. 25. VIII. 1924 r. o godz. 16-tej inż. Makarczyk zawiadomił mnie, że jakiś przygodny turysta utknął na Niebieskiej Turni, wzywając donośnym głosem pomocy. Wynik ostateczny: Jerzy Leperowski idąc granią od Świnicy ku Zawratowi, utknął na Niebieskiej Turni, skąd ekspedycja ratunkowa wydostała go i sprowadziła na Halę Gąsienicową, bez żadnych uszkodzeń.

Warto jednak pamiętać, że wielu wybitnych taterników ma w swoich biografiach podobne epizody. Przykładem może być ściągnięcie dwójki „młodych, niedoświadczonych turystów” z południowej ściany Zamarłej Turni. Byli nimi Wiesław Stanisławski i Zbigniew Korosadowicz (miało to miejsce w 1928 roku, na kilka tygodni przed śmiercią Leporowskiego).

Po szczęśliwie zakończonej przygodzie na Niebieskiej Turni Jerzy opuścił Tatry, obiecując sobie, że będzie tu wracał każdego roku. Następne cztery sezony to już taternictwo w pełnym tego słowa znaczeniu.

Samotne wspinaczki

Mimo powolnego poznawania środowiska taternickiego Leporowski nadal wyruszał w góry samotnie. Na lata 1926-27 przypadają jego największe solowe wyczyny. W większości nie znamy ich dokładnych dat. Co gorsza, nie wiemy też, jakimi drogami poruszał się pierwszy tatrzański miłośnik wspinania bez asekuracji. Na szczęście z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy je wskazać. Nie ulega wątpliwości, że na swoje samotne wspinaczki wybierał ściany oraz drogi najbardziej znane. W ten sposób trafił pod południową Żabiego Konia, gdzie najprawdopodobniej przeszedł drogę Häberleina (pierwsza „czwórka” Tatr). Zagadką pozostaje też sposób, w jaki zszedł ze szczytu, gdyż wszystkie znane zejścia są niebanalne. Według mnie mógł wrócić po swoich śladach (zresztą jak pierwsi zdobywcy Simon Häberlein i Katheriną Bröske, choć oni zrobili to z asekuracją i jednym zjazdem), bądź zejść wschodnią granią (II) i wyjść na Balkon nad Żabią Przełęczą (IV) – ale czy kiedykolwiek się tego dowiemy? Dotarł też pod południową ścianę Ostrego Szczytu. W tym czasie było tam już sporo dróg (Świerz, Jurzyca, Häberlein, Przewodnicy Spiscy), ale obstawiam, że i tym razem wybrał słynną drogę Häberleina (druga „czwórka” Tatr).

W swoim dorobku ma również ściany północne. W lipcu 1927 roku pokonał Klasyczną (IV, siódme przejście, pierwsze samotne) na Galerii Gankowej oraz, co jest stwierdzeniem dość zagadkowym, zdobył północną ścianę Giewontu. Do 1930 roku ściana ta była dziewicza, natomiast jedyna droga (IV zespołu CiaptakZnamięcki) prowadziła depresją północno-zachodnią. Prawdopodobnie nią (lub oficjalnie odkrytą dopiero kilka lat później, ale łatwiejszą o prawie dwa stopnie drogą Zahorskiego) Leporowski wszedł na wierzchołek. Jednak największym osiągnięciem w jego karierze jest słynne dwukrotne przejście południowej ściany Zamarłej Turni drogą Klasyczną (V). Za pierwszym razem w samotności (26 VII 1927 roku), za drugim natomiast na oczach niedowiarków, w 54 minuty (29 VII 1927 roku). Wszystkie wspomniane dokonania, o których zrobiło się głośno nie tylko w środowisku taternickim, spowodowały, że prasa zaczęła określać go mianem „człowieka-muchy”.

Gra zespołowa

Leporowskiemu zdarzało się również wspinać z partnerami. Czy ostatni w jego życiu sezon wyjątkowo obrodził w takie wydarzenia, czy też informacje o wcześniejszych przejściach się nie zachowały – trudno dociec. W każdym razie lipiec 1928 roku był dla niego wyjątkowy. 6 lipca dokonał w aż sześcioosobowym zespole pierwszego wejścia Kapałkową Granią na Pośrednią i Wielką Kapałkową Turnię. Dwa dni później stanął z braćmi Szczepańskimi i Mieczysławem Świerzem pod dziewiczą dolną połacią północnej ściany Małego Kieżmarskiego Szczytu. Mając do wyboru dwa potężne kominy, układające się w literę Y, a sięgające samej Niemieckiej Drabiny, zdecydowali się na lewy, dziś zwany Srebrnym, lecz próba zakończyła się zupełnym niepowodzeniem (piątkowe obejście trudności znalazł tutaj Puškáš w 1954 roku, a sam komin pokonano dopiero zimą 1974 roku w stylu V+ A4). Cztery lata później Stanisławski przeszedł prawy z nich, dziś zwany Kominem Stanisławskiego, i w ten sposób przeciął dolną część ściany jako pierwszy. Czy gdyby w 1928 roku zdecydowano się na prawy wariant, to nazywałby się dzisiaj Kominem Leporowskiego? Na to pytanie nigdy nie uzyskamy odpowiedzi.

Dzień po nieudanej próbie Leporowski, już tylko ze Świerzem, udał się turystycznie na Niemiecką Drabinę i przeszedł drogę Heftego i Komarnickiego w górnej połaci ściany (Szczepańscy nie poszli, bo zrobili ją rok wcześniej). Była to najprawdopodobniej jedyna wspólna wspinaczka w dwójkowym zespole tych wielkich, ale jakże skrajnie różnych taterników. Nie wiemy, jakie Leporowski miał podejście do wytyczania dróg, wiemy natomiast, że jest autorem tylko jednej. 13 lipca udał się z Janem Krzyżanowskim pod południową ścianę Lodowej Kopy. Czy od początku miał w planie własne rozwiązanie? Czy też może dopiero w połowie drogi Grosza skręcił w lewo, by skierować się wprost na wierzchołek? W każdym razie powstała nowa droga – jedyna w dorobku Jerzego Leporowskiego.

Jerzy Leporowski (pierwszy od lewej) na Lodowej Przełęczy w lipcu 1928 roku po zrobieniu jedynej w swoim życiu nowej drogi (na południowej ścianie Lodowej Kopy)

Po latach mistrz Paryski docenił to właśnie wydarzenie, nazywając żleb, którego jedynie górną, łatwiejszą połową prowadzi wspomniana droga, Żlebem Leporowskiego (pokonano go od dołu dopiero w 1970 roku w stylu V A2). Dzień później ten sam zespół udał się do Lejkowego Kotła i pokonał południową ścianę Kieżmarskiego Szczytu drogą Grosza (piąte przejście). Trzecią ścianą zrobioną z Krzyżanowskim była południowa Małego Lodowego Szczytu (16 VII 1928 roku), zapewne drogą Kulczyńskiego (siódme przejście), będącą wówczas jedynym na niej rozwiązaniem. Wszystko wskazywało na to, że Leporowski w sensie taternickim wreszcie „się ustatkował”.

Dzień katastrofy

Lipiec 1928 roku pokazał, że Leporowski całkiem dobrze odnajdywał się w taternictwie konwencjonalnym. Co zatem spowodowało, że 20 lipca postanowił zrobić coś zupełnie szalonego, coś, czego jeszcze nikt wcześniej nie dokonał? Bezapelacyjnie jest pierwszym taternikiem przechodzącym bez asekuracji największe ówczesne problemy, jednakże tym razem zdecydował się na pokonanie w tym stylu dziewiczego północnego filara Koziego Wierchu. Okoliczności podjęcia tej decyzji nie są do końca jasne, pewnym natomiast jest, że jedynym świadkiem tragedii była Róża Drojecka.

Według jej relacji do wypadku doszło około osiemdziesięciu metrów nad podstawą filara. Oficjalną przyczyną śmierci było odpadnięcie z blokiem skalnym pokaźnych rozmiarów. Niemal w pierwszą rocznicę śmierci pod północną Koziego zjawili się Stanisław Motyka, Witold Henryk Paryski i Jan Sawicki. Droga została dokończona. Co ciekawe, nie została jednak nazwana, jak dziesiątki innych w Tatrach, drogą Motyki. W hołdzie dla jedynego w swoim rodzaju taternika międzywojnia północny filar Koziego Wierchu został nazwany Filarem Leporowskiego.

Przez lata znajomość Róży i Jerzego stała się przedmiotem wielu dociekań. Nie śmiem jednak ich tu roztrząsać. Są jednak dwie sprawy, które warto przytoczyć. W trakcie II wojny światowej prawdopodobnie w trójkowym zespole wraz z Tadeuszem Orłowskim i Stanisławem Siedleckim Róża Drojecka przeszła drogę Filarem Leporowskiego. Natomiast w 1990 roku przeżywszy Jerzego o 62 lata spoczęła na Nowym Cmentarzu w Zakopanem w tym samym grobie co on.

Ilustracja Polska 1931/43 – błędne oznaczenie miejsca wypadku Jerzego Leporowskiego wraz z poprawką współczesną

Śmiercionośny czas

Dwudziestolecie międzywojenne w taternictwie z całą pewnością należało do Polaków. Niekończące się pasma sukcesów obarczone były jednak odejściem najwybitniejszych. Był lipiec 1928 roku. W słoneczny dzień niezwykła sześcioosobowa grupa wspinała się Kapałkową Granią. Pierwszą dwójkę tworzyli Jan Alfred Szczepański z Heleną Dębińską, drugą jego brat Alfred z Jadwigą Honowską, trzecią natomiast stanowiła być może największa mieszanka wybuchowa w historii taternictwa, czyli Mieczysław Świerz z Jerzym Leporowskim.

Raz za razem wspinacze stawali przed problemem odnajdywania zejścia z kolejnych turniczek. Niezwykłą pomysłowością wykazywał się Leporowski, jednakże reszta ekipy przeważnie nie podzielała jego entuzjazmu, zgodnie twierdząc, że „jest on całkiem dojrzałym kandydatem na bambus”. Przyglądając się taternictwu Leporowskiego i Świerza, Honowska wysunęła na pozór bardzo pragmatyczną hipotezę dotyczącą tego drugiego: „Oto taternik – król taterników po Chmielowskim! On raz na zawsze zabezpieczony przed wypadkami, komu jak komu, ale jemu – nic się w górach stać nie może. Doceń to kryterium niezawodne i nieomylne, oparte na doświadczeniu, eliminującym przypadek.”

Niecałe trzy tygodnie później na Kozim Wierchu zginął Leporowski, uważany za lekkomyślnego tatrzańskiego szaleńca. Rok (niemal co do dnia) później na drodze Stanisławskiego na zachodniej Kościelca ginie Świerz, jeden z najbardziej doświadczonych i rozważnych ówczesnych taterników. Po latach Jaszcz podsumował przemyślenia Jadwigi Honowskiej krótko: „kryterium okazało się fikcją”, jednak ona nigdy się o tym nie dowiedziała, gdyż trzy tygodnie po tragedii na Kozim Wierchu zginęła na drodze Häberleina na Ostrym Szczycie…

***

Pierwsze spotkanie

Pamiętam, jak przez lata złowieszcza wydawała mi się północna ściana Koziego Wierchu. Ponure, północne urwisko, owiane nimbem śmierci wybitnego taternika. Historie kolegów o zapychowych kominkach z hakami tylko zwiększały grozę. Wrześniowy weekend, ale ten z gatunku prawdziwie jesiennych. Bezśnieżne jeszcze Tatry zachęcały do działania na południowych ścianach. Analiza moich słowackich przejść uświadomiła mi, że rokrocznie bywam na Galerii Gankowej, a wstyd się przyznać, nigdy nie wspinałem się na Zamarłej czy Kozim Wierchu. Zaplanowałem wyjazd pełen kontrastów. Pierwszego dnia Klasyczna na Zamarłej, a drugiego Filar Leporowskiego na Kozim. Wspinając się w ciepłym, suchym i litym granicie myślałem o pierwszych zdobywcach, o Bronikowskim, Skotnicównach, Czechu, o ich asekuracji w stylu jeden, dwa przeloty na wyciąg. I jeszcze o Leporowskim, jego samotnym biegu przez ścianę będącą dla wielu nieosiągalnym wyzwaniem. Dzień później, za miedzą, wszystko wyglądało inaczej. Podczas wspinania w chłodnym, nieco wilgotnym i miejscami kruchym granicie myślałem już tylko o Leporowskim. Towarzyszył mi do trzeciego wyciągu, do osiemdziesiątego metra nad podstawą ściany.

Koncepcja

Od tamtych wydarzeń mijała prawie dekada. W 2018 roku po kilkuletniej przerwie przyszło mi poprowadzić serię wykładów z historii taternictwa na kursie dla przewodników tatrzańskich. Wpadłem wówczas na pomysł by stworzyć mapy wizualizujące działalność poszczególnych najwybitniejszych taterników. Tego typu prezentacje graficzne często pozwalają wysnuwać wnioski, których – patrząc jedynie na listę – czasem w ogóle nie dostrzegamy. Podzieliłem przejścia Leporowskiego na kilka kategorii: przełomowe w jego początkowej karierze taternickiej, najważniejsze przejście zespołowe i najwybitniejsze przejścia solowe. No właśnie, przejścia solowe znanych i nadal cenionych dróg dokonane oczywiście w swoim prekursorskim, jeśli chodzi o Tatry, stylu bez asekuracji. Niby to wszystko wiedziałem od dawna, a jednak dopiero dzięki wizualizacji zacząłem się zastanawiać, czy nie dałoby się przejść ich w jednym ciągu w ramach jednej wycieczki.

Jerzy Leporowski – najważniejsze osiągnięcia solowe w latach 1923-1928 (Opracowanie: Grzegorz Folta. Graniówka w tle: Grzegorz Głazek)

Wybrałem cztery najważniejsze drogi w Tatrach Wysokich: Häberleina na Ostrym Szczycie, Klasyczną na Galerii Gankowej, Häberleina na Żabim Koniu, Klasyczną na Zamarłej Turni. Odrzuciłem „północną” Giewontu w Tatrach Zachodnich (prawdopodobnie coś w pn.-zach. ścianie, gdyż ściana północna była za jego życia nadal dziewicza i prawie na pewno za trudna). Dołożyłem Mnicha, którego samotne zdobycie było przełomem w jego tatrzańskim życiu, kończącym etap turystyczny, a rozpoczynającym solowe taternictwo bez asekuracji. Nie jest znana droga, którą na niego wchodził, zapewne jednak w obie strony Przez Płytę, co mi trochę nie pasowało do reszty, więc zamieniłem ten układ na wejście Klasyczną, a zejście Przez Płytę. Kropką nad i miał być oczywiście Filar Leporowskiego, na którym zginął 20 lipca 1928 roku. Daje to łącznie sześć dróg w Tatrach Wysokich o trudnościach IV-V, będących wyznacznikiem taternictwa Jerzego Leporowskiego. Z Ostrego na Kozi nie jest jakoś wybitnie blisko, szczególnie przez góry i wiele ścian po drodze. Zacząłem liczyć, kalkulować, wspinać się, bo jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach.

Przygotowania

Pomysł był ciekawy, jednak droga do jego realizacji była daleka. Z przejść bez asekuracji znałem wówczas, co prawda w obu kierunkach, jednak wyłącznie Häberleina na Żabim Koniu, a realne sumy przewyższeń nie były mi w ogóle znane. Wykład minął, a pomysł odłożyłem na dwa lata ad acta. Wróciłem do niego niespodziewanie w 2020 roku. Ponad trzymiesięczny brak dostępu do słowackich Tatr odcisnął na mnie pewne piętno (od dzieciństwa nie zdarzyło się, bym tak długo w nich nie był). Przez prawie pięć miesięcy goniłem nieustannie, robiąc w tym czasie 75 tatrzańskich dróg. Miałem zatem mnóstwo czasu, by realizować dawne pomysły („Rok 1934”, „Kieżmarski Kwintet”), albo przybliżać się do realizacji innych („Staroleśny Kwintet”, „Leporostrada”). Mimo tego temat drgnął trochę przypadkiem.

Coroczny biwak na Polanie pod Wysoką mijał pod znakiem mieszanej pogody. Codziennie prognozowane burze nie ułatwiały działalności, choć szczęśliwie akurat samotne wspinanie pozwala zazwyczaj dość skutecznie wracać przed wszelkimi załamaniami. Któregoś dnia wybrałem się pod Galerię Gankową. Było koło 9.00, a burze przewidywane były koło południa, zatem w sumie nieśpiesznie zdecydowałem się na drogę Klasyczną. Gdy zrobiłem jej dolne kilkadziesiąt metrów, dostrzegłem ciemne chmury, wychylające się z nad Wołoszynów. Były jeszcze daleko, ale zrobiło się jakoś nieswojo. Szybka decyzja – w górę czy w dół – zakończona została jedną z moich najsprawniejszych tatrzańskich wspinaczek. Gdy wyszedłem na taras kończący drogę, spojrzałem na zegarek i ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłem – 26 minut od startu. Chmury z wolna zbliżały się nad Białą Wodę, ruszyłem więc natychmiast drogą zejściową, by ponownie pod ścianą pojawić się po 50 minutach od rozpoczęcia wspinaczki. Sama burza ostatecznie przeszła bokiem, a zrobiona poniżej godziny pętelka stała się dla mnie motywacją, by poważnie zacząć zastanawiać się nad Leporostradą.

Kilka miesięcy później, robiąc łańcuchówkę czterech dróg na Zamarłej Turni (Motyka w górę, Festiwal Granitu w dół, Klasyczna w górę, Lewi Wrześniacy w dół), po raz pierwszy solo przeszedłem drogę Klasyczną w czasie 55 minut (ogólnie drugi raz w życiu, ale pierwszy po obrywie). Patrząc z perspektywy czasu, było to najważniejsze doświadczenie, gdyż z całą pewnością z całej szóstki jest to obiektywnie najtrudniejsza droga. Wspinaczkowe czasy połowy dróg były obiecujące. Na horyzoncie mgliście zaczęło majaczyć przejście jednodniowe. Gorzej było z transferami między ścianami. Jak wiadomo, arkusz kalkulacyjny wszystko przyjmie. Gdy powstała jego pierwsza wersja, wyszło, że jednego dnia spod Ostrego na Kozi to średnio licząc 3,5 km w górę i w dół, w tym wspinania 1 km w górę i prawie 300 m w dół, poziomo zaś jakieś 25 km. Niemało. Zacząłem zatem sprawdzać międzyczasy spod jednej ściany pod drugą. Jakoś to się wszystko układało, ale za nic nie chciało wyjść mniej niż 15 godz. 30 min, a wszystko to przy dwóch absurdalnych założeniach, że można działać bez żadnych przerw, a tempo z czasem nie spada.

Zakładając, że wspinanie bez asekuracji nocą nie jest wymarzonym rozwiązaniem, w sposób naturalny do szacowanych czasów pasuje jedynie przełom czerwca i lipca. W 2021 roku nie czułem się jednak na siłach. Trzech dróg nadal nie przeszedłem solo, a z różnych względów stan ten nie zmienił się do końca sezonu. Dopiero w czerwcu 2022 roku poważnie wróciłem do tematu. Kolejna weryfikacja czasów tranzytowych, ale przede wszystkim treningowa łańcuchówka z Mnicha przez Zamarłą na Kozi Wierch. Znałem już z przejść solowych pięć z sześciu dróg, cóż z tego jednak, skoro to tylko trening rozpoczynający się w Morskim Oku, a nie pod Ostrym…

Ostatnie decyzje

Pierwotny plan, by po noclegu pod Ostrym Szczytem zostawić rzeczy biwakowe i na lekko spróbować przejść całość, wydawał się coraz bardziej nierealny. By to zrobić, przydałby się najdłuższy dzień w roku, ale wtedy z reguły nie jestem jeszcze idealnie tatrzańsko rozwspinany, i kółko się zamyka. Początkowo chciałem wyruszyć ze Smokowca, ale strasznie mi się nie chciało wracać tam po auto, nie mówiąc już o rzeczach zostawionych pod ścianą. W drugiej wersji postanowiłem rozpocząć w Tatrzańskiej Jaworzynie, a w trzeciej nie zostawiać rzeczy biwakowych, tylko mierzyć się z problemem w czasie rzeczywistym. Nawet nocne przejście południowej Ostrego Szczytu, na które zdecydowałem się rzutem na taśmę, nie rozwiązywało problemu niewystarczająco długiego dnia, a nocą nie wyobrażałem sobie przechodzić bez asekuracji ani Klasycznej na Zamarłej, ani Filara Leporowskiego na Kozim. Do tego, czy mając w nogach ponad 3 km w pionie (z czego ponad 1 km w ścianach) będę się w stanie dalej bezpiecznie wspinać po V? To trudne pytania, a może wręcz przeciwnie – proste.

Przejście

Ruszyłem zatem z Jaworzyny w czwartek 4 sierpnia wczesnym popołudniem, by spacerowo przejść przez Dolinę Jaworową i Białą Ławkę pod południową ścianę Ostrego Szczytu. Następnego dnia zacząłem o 3.50, pod ścianą byłem o 4.05, by w świetle czołówki przejść Häberleina w 36 min. Na wierzchołku byłem przed świtem, ale już bez latarki mogłem zejść drogą Świerza (II) z powrotem na piargi, na których znalazłem się dokładnie po godzinie. Wkrótce rozpocząłem najdłuższy transfer na trasie. Na Rohatce byłem o 6.30, w Kaczej o 7.30, pod Galerią Gankową po przejściu przez Pustą Ławkę o 8.50.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Dolina Staroleśna (Opracowanie: Grzegorz Folta. Foto: Tomasz Michalski)

Łańcuchówka „Leporostrada” – Dolina Białej Wody – część pierwsza

Drugą drogę, czyli Klasyczną (IV), rozpocząłem dokładnie o 9.00, by po 38 min wejść na taras Galerii. Krótka przerwa i szybkie zejście przez Pustą Ławkę pod ścianę, gdzie znalazłem się o 10.10. Znów chwila przerwy i o 10.20 w drogę.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Dolina Białej Wody – część druga

Wagę minąłem o 11.10, w Kotlince pod Żabim Koniem byłem o 11.50, a na Trawniku Häberleina o 12:20. Krótka przerwa i Häberlein na południowej Żabiego Konia w 10 min (IV), a następnie po swoich śladach w dół w 25 min. Koło 13.00 ruszyłem dalej. Przez Tylkową Przełączkę, trawersem ŻTM, w poprzek Żebra Świerza na Wołowej Turni na Wołową Rampę. Następnie w poprzek Filara Puškáša trawers (IV) do południowego żlebu Wielkiej Wołowej Szczerbiny, następnie nieco w dół i dalszy trawers na Wołowcową Rówień, z niej lekko w górę na Wołowcową Przełęcz i w dół nad Wielki Staw Hińczowy, który osiągnąłem o 13.50. Po krótkiej przerwie rozpocząłem mordercze podejście w upale na Hińczową Przełęcz, które nie chciało się skończyć. Na przełęczy byłem dopiero o 15.10.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Dolina Mięguszowiecka (Opracowanie: Grzegorz Folta. Foto: Tomasz Michalski)

Powoli docierało do mnie, że przejście jednodniowe się raczej nie uda. Idąc dalej przez Wielką, Małą i skraj Zadniej Galerii Cubryńskiej, dotarłem na Dolne Mnichowe Półki lekko po 16.00. Chwilę później rozpocząłem Klasyczną (IV+), by po 15 min zameldować się na wierzchołku Mnicha. Ilu to znajomych można w tak krótkim czasie spotkać! A to Michał robiący tuż obok Zezwolenie na wiercenie, a to na wierzchołku Ania z Iloną po przejściu Międzykancia. Te kilka zamienionych zdań zapamiętam na długo. Czas jednak gonił, więc w 15 min zszedłem Przez Płytę z powrotem pod ścianę, by udać się dalej. Ciśnienie jednak malało, byłem już chyba pogodzony z pewnym „błędem w obliczeniach”. Z drugiej strony nie wiem, czy nawet gdyby dzień był dłuższy, albo ja w tym miejscu znalazłbym się wcześniej, czy na takim zmęczeniu odważyłbym się wejść w południową Zamarłej. Na Szpiglasowej Przełęczy zameldowałem się o 17.50, by tam po raz pierwszy od rana zrobić sobie dłuższą 20 min przerwę.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Dolina Rybiego Potoku (Opracowanie: Grzegorz Folta. Foto: Tomasz Michalski)

Następnie w dół przez Pięć Stawów do Dolinki Pustej, do której dotarłem lekko po 19.00. Zostało zatem oczekiwanie na poranek. Ruszyłem po 6.00, by o 6.45 rozpocząć Klasyczną (V/V+) na Zamarłej Turni. Na wierzchołku stanąłem po około 55 min, czyli dokładnie w tym samym czasie co Jerzy Leporowski w trakcie swojego słynnego przejścia na oczach gapiów.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Dolina Pięciu Stawów Polskich (Opracowanie: Grzegorz Folta. Foto: Tomasz Michalski)

Następnie zszedłem do Orlej Perci, na Kozią Przełęcz i z niej jej północnym żlebem na piargi, którymi w górę pod północną ścianę Koziego Wierchu. Do załamania pogody pozostały 2-3 godziny, ale Filar Leporowskiego przeszedłem ledwo miesiąc wcześniej w godzinę, więc byłem zupełnie spokojny. Gdy wyszedłem z trudności powyżej piątego wyciągu, przebrałem buty na podejściówki i nagle po raz drugi w życiu uświadomiłem sobie, że… Jerzego już ze mną nie ma. Dalej poszedłem więc sam, by po 50 min od piargów o godzinie 9.20 ukończyć Leporostradę. Godzinę później przyszedł front, a Tatry z prawdziwego skalnego lata zamieniły się w klasyczną lejbę. Powrót na Łysą Polanę dłużył się, nie powiem, ale to był już tylko szczegół, który nieco po 48 godzinach zakończył całe przedsięwzięcie.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Dolinka Kozia

Podsumowanie

Przyznaję, że miałem złudną nadzieję zrobić tę łańcuchówkę w 16 godzin, netto robiłem ją 18 godzin 30 minut, ale brutto z przymusowym noclegiem 29 godzin 15 minut. Z ciekawostek. Przewodnikowe czasy zrobionych dróg (podstawowa szóstka w wejściu oraz Świerz na Ostrym i Häberlein na Żabim Koniu w zejściu) to 14 godzin 15 minut, mi natomiast zajęło to 4 godziny 11 minut, czyli 29 proc. czasów WHP. W całym przedsięwzięciu wspinanie zajęło jedynie 8 proc. czasu, ale taka jest właśnie cecha łańcuchówek przecinających Tatry. Natomiast samego wspinania w ramach łańcuchówki jest 24 proc. metrów pokonanych w górę oraz 7 proc. metrów pokonanych w dół. Zatem raczej sprawnie poruszasz się przez połowę Tatr Wysokich, a szybkie wspinanie to jedynie warunek konieczny, by móc o tym wszystkim w ogóle pomyśleć.

By nie było niejasności. Wspinałem się bez asekuracji i nie miałem ze sobą żadnego sprzętu do asekuracji. Wszystkie drogi znałem z wcześniejszych przejść. Häberlein na Ostrym: 1x z liną w górę, 1x z liną w dół. Klasyczna na GG: 1x z liną, 2x bez asekuracji. Häberlein na Żabim Koniu: 2x z liną (raz w górę, raz w dół), 2x bez asekuracji w dół, 1x w górę. Klasyczna na Mnichu: 1x z liną, 1x bez asekuracji. Klasyczna na Zamarłej: 1x z liną w górę, 1x z liną w dół, 2x bez asekuracji w górę. Filar Leporowskiego na Kozim Wierchu: 1x z liną, 1x bez asekuracji.

***

Poszczególne drogi

Ostry Szczyt – Häberlein

W czasach Leporowskiego istniało już sześć znanych dróg na wierzchołek (dwie od pn.-zach., cztery południową ścianą). Kilkuletni bój o zdobycie szczytu ostatecznie zakończył się powstaniem drogi Englischa prowadzącej północną ścianą. Ze względu na stosunkowo niską „dość trudną” wycenę szybko stała się standardem. O wiele większe wrażenie zrobiła pierwsza (choć de facto druga po drodze Jurzycy kończącej się na Siodełku Jurzycy) droga prowadząca na wierzchołek południową ścianą. Mam na myśli drogę Häberleina powstałą w 1905 roku, w kilka dni po poprowadzeniu opisanej nieco później drogi na Żabim Koniu. Droga ta uchodzi za drugą „bardzo trudną” drogę tatrzańską i przyjmuje się, że to właśnie nią (w jego czasach była najtrudniejsza w całym masywie Ostrego Szczytu) wybrał Leporowski. Czy schodził po swoich śladach? Nie wydaje mi się, raczej wybrał coś łatwiejszego, drogę Englischa na północ, lub Świerza z powrotem na południe.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Ostry Szczyt – Häberlein (Opracowanie: Grzegorz Folta. Foto: Tomasz Michalski)

Galeria Gankowa – Klasyczna

W czasach Leporowskiego była jedyną drogą na całej ścianie. Poprowadzona w 1911 roku przez długi czas uchodziła za drogę „nadzwyczaj trudną”, czyli równą pod względem trudności Klasycznej na Zamarłej Turni. Warto jednak pamiętać, że pierwsza tatrzańska skala przymiotnikowa dopiero raczkowała, więc takie błędne przypisania były normalnością. W latach 20. XX wieku wycena unormowała się na poziomie dzisiejszej IV. Przejście Leporowskiego było pierwszym solowym i pierwszym bez asekuracji, jednocześnie siódmym przejściem drogi.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Galeria Gankowa – Klasyczna

Żabi Koń – Häberlein

W czasach Leporowskiego istniało pięć sposobów na osiągnięcie wierzchołka. Nie wiadomo, którą drogę wybrał Leporowski, ani jak wrócił pod ścianę. Przyjmuje się jednak, że wybrał słynną, najważniejszą, historyczną i przede wszystkim pierwszą drogę prowadzącą na wierzchołek, czyli drogę Häberleina. Droga ta była pierwszą „bardzo trudną” (IV) drogą w historii taternictwa. Jej autorzy zdecydowali się na powrót wspinaczkowy z jednym zjazdem sponad Górnego Uskoku, co bardzo szybko zostało zarzucone przez powtarzających na rzecz zjazdów zachodnim uskokiem. Myślę, że Leporowski na własnych warunkach powtórzył trasę pierwszych zdobywców, czyli wybrał drogę Häberleina, po czym po prostu nią zszedł.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Żabi Koń – Häberlein

Mnich – Klasyczna

W czasach Leporowskiego istniała jedna droga prowadząca północną ścianą Mnicha oraz kilka sposobów na wejście od zachodu. Z dostępnych źródeł wynika, że Leporowski był na wierzchołku tylko raz, w 1924 roku. Było to dla niego przełomowe wydarzenie, gdyż kończyło okres turystyczny i symbolicznie rozpoczynało okres wspinaczkowy. Trudno więc spodziewać się, by jako pierwszą solową drogę w życiu zrobił Klasyczną, powstałą co prawda w 1908 roku, ale wówczas jeszcze przechodzoną z czynnym używaniem haków (co zmieniło się dopiero około roku 1926). Wszedł i zszedł najpewniej drogą Przez Płytę. Jednak by utrzymać poziom dróg przechodzonych w ramach Leporostrady, postanowiłem wejść Klasyczną, a jedynie zejść prawdopodobnie najłatwiejszą drogą obraną przez Leporowskiego.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Mnich – Klasyczna (Opracowanie: Grzegorz Folta. Foto: Tomasz Michalski)

Zamarła Turnia – Klasyczna

W czasach Leporowskiego istniała tylko jedna droga prowadząca południową ścianą Zamarłej Turni. Była nią poprowadzona w 1910 roku droga Klasyczna, jedna z najważniejszych w całej historii taternictwa. Pierwsza droga „nadzwyczaj trudna”, do tego nigdy nieprzeceniona i do dziś uchodząca za tatrzański wzorzec tego stopnia (a po obrywie wyceniana czasem nawet za jedno miejsce na V+).

Przez 17 lat od powstania była świadkiem zaledwie dziesięciu przejść oraz tragicznego wypadku Stanisława Bronikowskiego ze szczęśliwym uratowaniem Rafała Malczewskiego, lecz to dopiero najbliższa przyszłość miała przynieść prawdziwe żniwo (śmiertelne wypadki Szczuki oraz sióstr Lidy i Marzeny Skotnicówien). Mimo upływu lat nadal znajdowała się w czołówce tatrzańskich trudnych dróg. Nie powinno więc nikogo dziwić, że mało lub wręcz w ogóle nieznanemu Leporowskiemu nikt nie chciał uwierzyć w przejście jej bez asekuracji, a miało ono miejsce 26 lipca 1927 roku. Postanowił zatem to udowodnić i w trzy dni później na oczach gapiów przeszedł drogę w tym samym stylu po raz drugi (w 54 minuty, a nie jak czasem w literaturze można przeczytać w 40 minut). To niewątpliwie dwa najtrudniejsze przejścia w całej jego karierze. To, co mnie zawsze intrygowało, to właśnie ten czas, gdyż wszystkie trzy moje nieśpieszne (nie na czas) przejścia w tym stylu oscylowały dokładnie wokół 55 minut.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Zamarła Turnia – Klasyczna (Opracowanie: Grzegorz Folta. Foto: Tomasz Michalski)

Kozi Wierch – Filar Leporowskiego

Podobnie jak w przypadku Zamarłej, na północnej ścianie Koziego Wierchu istniała tylko jedna drogą, którą mógł wybrać Leporowski. Mam na myśli drogę Sokołowskich prowadzącą prawą częścią ściany. Czy Leporowski o niej wiedział? Jestem niemal pewny, że tak, szczególnie że ledwo co wyszedł przewodnik Chmielowskiego i Świerza, w którym droga ta jest opisana. Czy zatem chciał ją powtarzać, a jedynie źle wystartował? Czy może po prostu chciał przejść główną formację ściany? Tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Od zawsze przyjmuje się jednak, że obrał za cel po prostu filar. Nie zmienia to faktu, że po raz pierwszy wspinał się w trudnym tatrzańskim terenie nietkniętym wcześniej ludzką stopą.

Łańcuchówka „Leporostrada” – Kozi Wierch – Filar Leporowskiego

***

Szczegółowe itinerarium

Łańcuchówka „Leporostrada” – przebieg przejścia 05-06.08.2022 (Opracowanie: Grzegorz Folta. Graniówka w tle: Grzegorz Głazek)

Szczegółowe dane wysokościowe wg opracowań roboczych Grzegorza Głazka.

Droga 1. Ostry Szczyt, Häberlein (WHP 2429, IV, 36 min). Start o 4.05. RP.

Podstawa ściany ok. 2220 m, wierzchołek 2360 m. Delta H: +140 m

T1.1*. Zejście z Ostrego Szczytu drogą Świerza (WHP 2431, II, 22 min). Start 4:43. RP.

Wierzchołek 2360 m, podstawa ściany ok. 2200 m. Delta H: -160 m

T1.2. Przejście przez Rohatkę i Pustą Ławkę pod Galerię Gankową (0+, 3 h 45 min)

Podstawa ściany Ostrego Szczytu 2200 m, po drodze zejście do Zbójnickiego Koryciska, wejście na Rohatkę, zejście do Doliny Kaczej, wejście na Pustą Ławkę, zejście pod Galerię Gankową ok. 2016 m. Delta H: +946 m, -1130 m

Droga 2. Galeria Gankowa, Klasyczna (WHP 1347, IV, 38 min). Start o 9.00. RP.

Start w kotle pod ścianą ok. 2016 m. Taras 2250 m. Delta H: +266 m

T2. Zejście z Galerii Gankowej, przejście przez Wagę, podejście pod Żabiego Konia (I, 2 h 40 min).

Galeria Gankowa ok. 2250 m, Trawnik Häberleina ok. 2210 m. Delta H: +580 m, -652 m

Droga 3. Żabi Koń, Häberlein 2x (IV, 10 min w górę, 25 min w dół). Start: 12:25. RP.

Trawnik Häberleina: ok. 2210 m. Wierzchołek Żabiego Konia: 2290 m. Delta H: +81 m, -81 m

T3. Przejście przez Wołowcową Przełęcz i Hińczową Przełęcz pod Mnicha (0+, m.IV, 3 h 10 min)

Trawnik Häberleina: ok. 2210 m. Dolne Mnichowe Półki: ok. 1970 m. Delta H: +570 m, -810 m

Droga 4. Mnich, Klasyczna (IV+, 15 min). Start: 16:10. RP.

Wejście w ścianę ok. 1970 m. Wierzchołek 2070 m. Delta H: +100 m

T4.1. Zejście z Mnich przez Płytę, przejście przez Szpiglasową Przełęcz, podejście do Dolinki Pustej (0, fragment II-III, 2 h 50 min).

Mnich 2070 m, Dolina Pusta ok. 1930 m. Delta H: +608 m, -748 m

T4.2. Podejście pod Zamarłą Turnię (0-, 30 min).

Dolinka Pusta ok. 1930 m. Start Klasycznej ok. 2038 m. Delta H: +113 m, -5 m

Droga 5. Zamarła Turnia, Klasyczna (V/V+, 55 min). Start: 6:45. RP.

Wejście w ścianę ok. 2038 m. Wierzchołek 2179 m. Delta H: +141 m

T5. Zejście z Zamarłej Turni przez Kozią Przełęcz pod północną ścianę Koziego Wierchu (I, 50 min).

Zamarła Turnia 2179 m, Dolina Kozia pod ścianą ok. 2090 m. Delta H: +71 m, -160 m

Droga 6. Kozi Wierch, Filar Leporowskiego (V, 50 min). Start: 8:30. RP.

Wejście w ścianę ok. 2090 m. Wierzchołek 2290 m. Delta H: +201 m

 (*) T – oznaczono odcinki łączące kolejne etapy łańcuchówki

Łącznie:

Delta H ścianami: +929 m, -271 m
Delta H łączniki: +2888 m, -3443 m

RAZEM

Delta H wspinaczkowo: +929 m, -271 m
Delta H z podejściami między drogami: +3817 m, -3746 m
Delta H całościowa (od Jaworzyny Tatrzańskiej do Łysej Polany): +5401 m, -5431 m

Łańcuchówka „Leporostrada”. Pierwsze znane przejście Grzegorz Folta 05-06.08.2022, V/V+ free solo (bez sprzętu), RP,  29 h 15 min (netto 18 h 30 min), 1200 m wspinania (3817 m w górę, 3746 m w dół, ok. 25 km). Od „auta do auta” (z Tatrzańskiej Jaworzyny na Łysą Polanę): 04-06.08.2022, 48 h 30 min, 5401 m w górę, 5431 m w dół, ok. 50km.

 

***

Czy historia odpowiednio zapamiętała Jerzego Leporowskiego? Czy z perspektywy prawie wieku nasze dzisiejsze spojrzenie jest inne niż jemu potomnych? Trudno ocenić. Tym przejściem chciałem jednak dołożyć swoją cegiełkę do tej niezwykłej tatrzańskiej historii.

***

Bibliografia:

  • Ofiary katastrof górskich w Tatrach w r. 1928. Stanisław Krystyn Zaremba, Wierchy t.6, Kraków 1928, s. 168-169.
  • Jerzy Leporowski. Mieczysław Świerz, Taternik 1929/1,
  • Na ścieżkach śmierci. Czy nie za wiele ofiar Tatr? Zygmunt Leśnodorski, Ilustrowany Kurier Codzienny 10.09.1929.
  • Nad głębiami (wspomnienia tatrzańskie). Mieczysław Świerz, Ilustrowany Kurier Codzienny 24.06.1929 (Dodatek).
  • Ze wspomnień o wielkim miłośniku Tatr. Jerzy Młodziejowski, Ilustracja Polska 26.07.1931 (nr 43).
  • Jerzy Leporowski wspomnienie w 25 rocznicę śmierci. Ryszard Wiktor Schramm, Oscypek 1953/7.
  • Przygody ze skałą, dziewczyną i śmiercią. Jan Alfred Szczepański, Warszawa 1956, s. 133-134, 249.
  • Jerzy Leporowski. Józef Nyka, Taternik 1980/1.
  • Kamienny sufit. Opowieść o pierwszych taterniczkach. Anna Król, 2021.

***

Na koniec chciałbym przekazać wielkie podziękowania dla Tomka Michalskiego za ogrom wsparcia przy opracowywaniu wszystkich moich publikacji związanych z łańcuchówkami. Jego krytyczne i celne uwagi doprowadziły do stworzenia spójnego i w mojej subiektywnej ocenie przejrzystego schematu graficznego prezentowania tego typu przejść.

Grzegorz Folta




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    Brawo! [7]
    Kapitalna robota edytoska. Piękny wyczyn! Jedna uwaga: Siły powietrzne Cesarstwa…

    31-05-2024
    raf