27 lutego 2024 11:43

Dyno-zagadka

Już od dłuższego czasu bouldering ściankowy ewoluuje w kierunku sportu bardziej gimnastycznego, koordynacyjnego i dynamicznego. W pewnym zakresie oddala się od tego wspinania, które uprawiamy w skałach. Trudne i wymagające siły ruchy, takie jak paddle dyno, pogo i pajacyk, nie podobają się wszystkim. Dlaczego? I czy da się coś na to poradzić?

***

Pisząc „nie podobają”, mam na myśli „nie podobają w praktyce”. Bo przecież takie ruchy robią wrażenie na oglądających zawody. Dlatego też wykształcił się taki, a nie inny trend. Sporty spektakularne cieszą się większym wzięciem i taki kierunek rozwoju pozwolił (między innymi) wypromować wspinanie na tyle, by pojawiło się na igrzyskach. Czy to dobrze, to już zupełnie inna historia, jednak trudno sobie wyobrazić, by statyczne wspinanie po trudnych do dostrzeżenia (zwłaszcza na ekranie smartfonu) krawądkach było zrozumiałe i ekscytujące dla szerokiego grona. Dodatkowo, gradacja trudności według „starej szkoły” skutkowała nieustannym zmniejszaniem chwytów i zwiększaniem przewieszenia, co sprowadzało się często do kwestii „kto przytrzyma i sięgnie”, a nie do tego, kto dysponuje większym arsenałem umiejętności wspinaczkowych.

Może i lubimy oglądać parkourowe zabawy, ale niekoniecznie lubimy się w nie bawić. Dlaczego? Wydaje mi się, że są dwie grupy przeciwników tego typu wspinania. Pierwsza to starsi stażem wspinacze, którzy są zakorzenieni w skałach i przez całą zimę czekają, by w te skały wrócić. Uważają, że trening skoków i biegania po paczkach nie ma sensu, bo nie przyda się w skałach. Jest w tym dużo racji.

Druga grupa to wspinacze początkujący i średnio zaawansowani, którzy może i by poskakali, ale na baldach tego typu często nie potrafią odpalić. Spróbowali kilka razy, zniechęcili się i teraz omijają je szerokim łukiem. Im też nie można się dziwić.

Pierwszych mogłyby zachęcić argumenty: to dobry trening siły eksplozywnej, koordynacji, równowagi, droga do pogłębienia zrozumienia motoryki ciała i może – na koniec i przy okazji – niezła zabawa. Tę grupę może jednak lepiej zostawić w spokoju.

Wspinacze z drugiej grupy są z natury bardziej otwarci na nowości. Na początek zastanówmy się, dlaczego baldery dynamiczne są zazwyczaj tak trudne?

Routesetterzy robią co mogą, by kręcić przystępne dyno. To jednak bardzo trudna sztuka, bo łatwe dyno zazwyczaj da się oszukać. Do skoku trzeba się przemóc, więc większość wspinaczy – jeśli będzie choć cień szansy – najpierw będzie próbowała rozwiązać problem statycznie. Czy po załapaniu topu wrócą, by poćwiczyć skakanie? Wątpię. Czyli routesetter staje na głowie, by z jednej strony jego wymyślona dynamiczna sekwencja była wyhaczalna dla wspinaczy na danym poziomie, a z drugiej musi starać się uniemożliwić rozwiązanie problemu w inny sposób. Dlatego tak trudno jest nakręcić sensowne dyno na poziomie dostępnym dla początkujących.

No cóż, trzeba ładować. Oprócz samych prób na baldach, przydatny może okazać się trening siły eksplozywnej. Równocześnie warto przyłożyć się do treningu holistycznego, budowy mięśni antagonistycznych, ćwiczeń elastyczności i gibkości. Takie bardziej współczesne podejście do treningu jest konieczne, by na tych „dziwniejszych” problemach nie zrobić sobie krzywdy. Odpowiednie przygotowanie zapewni nie tylko bezpieczeństwo, ale i większą frajdę. Poza tym nie taki diabeł straszny.

Wydaje mi się, że dynamiczne baldy wymagają cierpliwości, ale często (częściej) potrafią zaskoczyć. Jeśli na klasycznej przystawce trzeba sięgnąć wysoko z płytkiej dwójki, w dużym przewieszeniu i ze słabych stopni, a my nie jesteśmy w stanie utrzymać tej dwójki, to nie ma opcji – kolejne próby nic nie pomogą. To kwestia siły. Z kolei na trickowym nowoczesnym baldzie, początkowo sukces może wydawać się podobnie odległy, jednak nie poddając się i wytrzymując kolejne upadki, w końcu zauważymy, że (często nawet mimo rosnącego zmęczenia) jesteśmy coraz bliżej wykonania ruchu. Większe znaczenie ma tu nauczenie i przyzwyczajenie ciała do konkretnej sytuacji, niż czysta siła. Warto próbować! Nie wszelkie dyno są poza zasięgiem, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak wyglądają.

Czasami to wymaga wielu prób. Ciało potrzebuje czasu, by nauczyć się i zapamiętać ruchy. Jednak gdy to się już uda, możemy dany ruch skutecznie powtarzać w nieskończoność. Niestety nie oznacza to raczej, że kolejny, trochę podobny problem rozwiążemy od strzału. Zazwyczaj nie, znowu trzeba będzie najpierw przyzwyczaić ciało do tej nowej sytuacji. Myślę jednak, że im więcej takich scenariuszy mamy zapisanych w sobie, tym szybciej uczymy się nowych. Jak z językami.

Za chwilę trend routesetterski znowu się zmieni, a w zasadzie już się zmienia. Na nowych ściankach jest coraz więcej połogów, pionów i delikatnych przewieszeń. Takie formacje umożliwiają kręcenie problemów zarówno statycznych (technicznych, czujnych), jak i dynamicznych (nabiegi po paczka, wyłapki, dużo pracy nogami). Może będzie nieco mniej siłowo, ale to nie znaczy, że łatwiej. Może więc lepiej nie zostawać w tyle.

MG




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum