„Bon Voyage” – James Pearson stawia przy drodze E12
Na początku tego roku James Pearson poprowadził swój wielki projekt Bon Voyage (trudniejszy wariant do Le Voyage E10 7a) w piaskowcowym rejonie Annot na południu Francji. Nie przypisał wówczas drodze konkretnej wyceny, padły za to między innymi takie słowa: „Czułem, że to duży krok do przodu w porównaniu z innymi tradami, jakich próbowałem przez lata”. Teraz Brytyjczyk poczuł się wreszcie gotowy i zaproponował E12. Dokładnie tak wycenił 15 lat temu swoją inną drogę, tyle że okoliczności są dziś zgoła inne.

***
W 2008 roku Pearson otworzył w Dyers Lookout (północny Devon) The Walk of Life, stawiając przy drodze E12. Kosmos! Nikt wcześniej nie odważył się zadeklarować takich trudności. Brytyjczyk miał wtedy 22 lata, był wybijającym się, bardzo ambitnym i obdarzonym niemałym ego wspinaczem. Jego deklaracja, czego można było się spodziewać, spotkała się ze sceptycyzmem wśród kolegów po fachu, a kropkę nad i postawił rok później doświadczony i cieszący się estymą w środowisku Dave MacLeod. Szkot szybko (skromne cztery dni pracy) powtórzył The Walk of Life, konkludując: „Myślę, że droga jest solidnym E9 6c. Dlaczego tak uważam? W zasadzie żadna jej część nie jest wystarczająco trudna, aby mówić o E10, o E12 nie wspominając”. Później zdanie MacLeoda potwierdził Dave Brikket (do niego należy drugie powtórzenie, 2010).
Dziś James Pearson jest już innym wspinaczem. Na pewno lepszym, dużo wszechstronniejszym i oszczędniejszym w swoich deklaracjach. Już w 2017 roku tę przemianę świetnie pokazał film „Redemption. The James Pearson Story” w reżyserii Paula Diffleya i Chrisa Prescotta:
***
Jesienią 2020 roku Pearson powtórzył Tribe, tradową linię autorstwa Jacopo Larchera w rejonie Cadarese (FILM). Notabene niewycenioną przez Włocha, ale nikt nie miał wątpliwości, że arcytrudną, przodującą wśród dróg na własnej asekuracji. Pearson pisał po przejściu: „Tribe – the world’s hardest trad climb?”. I właśnie to prowadzenie (zresztą jak dotąd jedyne powtórzenie Tribe) otworzyło brytyjskiemu wspinaczkowi furkę do projektu życia, jakim bez wątpienia jest Bon Voyage.
James Pearson o Bon Voyage:
Próbowałem tej drogi z przerwami przez dwa lata, aż pewnego dnia ją zrobiłem. To najtrudniejsza linia, jaką poprowadziłem, może nawet okaże się najtrudniejszą linią w całym moim życiu. Przez kilka tygodni nikomu o tym nie mówiłem, po części dlatego, że chciałem mieć czas na spokojne przemyślenia, a częściowo dlatego, że wiedziałem, z jakimi pytaniami będzie się wiązać opublikowanie przejścia. Newsy wspinaczkowe wydają mi się dziś bardzo uproszczone, generalnie obejmują nazwisko wspinacza, nazwę i wycenę drogi. W przypadku Bon Voyage miałem nadzieję na więcej, bo cały proces związany z tą drogą wiele dla mnie znaczył. Poza tym po raz pierwszy w życiu czułem, że nie jestem w stanie zaproponować konkretnej wyceny.
Przeanalizowałem każdą część drogi, dzieląc je na łatwe do opanowania fragmenty i próbując im przypisać trudności. Zarówno te konkretne obliczenia, jak i moje wcześniejsze odczucia prowadziły do tej samej liczby, ale przeraziła ona mnie tak bardzo, że nie mogłem tego przyjąć(…).

Pearson uczciwie przyznaje, że obawiał się potencjalnej reakcji brytyjskiego środowiska wspinaczkowego w przypadku, gdy znów popełniłby błąd (vide The Walk of Life):
Wiem, że nie jestem tym samym wspinaczem, a nawet człowiekiem, jakim byłem 15 lat temu. Wiem, że pod koniec dnia jedyną istotną rzeczą jest fakt, że świetnie się bawiłem, wspinając się po niesamowitym kawałku skały! Wiem to wszystko, ale wciąż prześladuje mnie przeszłość.
Dotarcie do tego miejsca (w którym jestem) było bardzo trudne. I jeśli czegoś się nauczyłem w ciągu tych 15 lat od czasu zrobienia The Walk of Life to tego, że nie sądzę, żeby się się to kiedykolwiek skończyło. Wiem też, że robienie w życiu tego, co się kocha, to niesamowity dar. I nigdy nie przestanę o to walczyć. Doszedłem do takiego momentu, w którym zdałem sobie sprawę, że muszę wykazać się odwagą i podzielić swoimi odczuciami, nawet jeśli istnieje ryzyko, że zostanę zraniony…
Bon Voyage – sądzę, że może mieć E12.
źródło: UK Climbing, archiwum wspinanie.pl
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA