Ostatnie wydarzenia na Nanga Parbat z sukcesu przerodziły się w dramat. Po zdobyciu szczytu 2 lipca Paweł Kopeć, Piotr Krzyżowski i Waldemar Kowalewski zaczęli zejście do obozu 3. To właśnie z tak niskiego obozu, położonego na wysokości ok. 6800 m, rozpoczęli atak szczytowy (1 lipca, przed północą). Himalaiści nie używali tlenu z butli. Podczas schodzenia, w pogarszającej się pogodzie, źle poczuł się Paweł Kopeć – był wyczerpany i odwodniony, cierpiał na ostrą chorobę górską. W okolicach obozu 4 Paweł zmarł.

***
W tamtym czasie na Nanga Parbat działało wiele zespołów. Polacy, choć formalnie działali w ramach (poza Waldemarem Kowalewskim) jednej wyprawy, realizowali swoje cele niezależnie. Liderem (wymogi uzyskania zezwolenia) został Krzyżowski, jednak nie wydawał on żadnych poleceń pozostałym członkom ekipy (Kopeć, Mariusz Szczechowicz, Jarosław Łukaszewski, Litwin Saulius Damulevičius, Ukrainiec Wołodymyr Lanko oraz Ali Olszański).
W ataku szczytowym na początku lipca uczestniczyli m.in. wspinacze z Litwy, Włoch, Ukrainy, Azerbejdżanu, Peru, Niemiec, Węgier, Argentyny, Ekwadoru, Iranu. Z Polaków – Krzyżowski, Kopeć, Szczechowicz, Łukaszewski oraz Kowalewski. Z kulminacyjnej wspinaczki natomiast musiał zrezygnować Ali Olszański, który został uderzony (29 czerwca) kamieniem między obozem 1 a 2. W efekcie zszedł do bazy.
Opad śniegu spowodował zmianę planów odnośnie czwórki – „beztlenowcy” założyli, że zaczekają aż szlak przetrą wspinacze idący „na tlenie”. Ostatecznie większość wyruszyła z obozu 3 (6800 m), nie planując już zakładać obozu 4, ani pozostawiać depozytu. Atak z tak niskiej wysokości był od początku wielkim wyzwaniem dla wspinaczy bez butli tlenowych.
Niestety, nie znamy wszystkich szczegółów dotyczących polskiej wyprawy. Poprosiliśmy jej formalnego kierownika o raport i opis wydarzeń, ale zespół podjął decyzję o przekazaniu raportu rodzinie i niekontaktowaniu się z mediami (do czasu kiedy rodzina zdecyduje się na publikację tego tekstu – aktualizacja). W związku z tym nie możemy na razie poznać przebiegu wydarzeń z ich punktu widzenia.
Z pewnością niepełna rekonstrukcja wydarzeń możliwa jest dzięki serii newsów opracowanych przez Angelę Benavides (Explorersweb.com), postów na FB Waldemara Kowalewskiego, Litwina Saulius Damulevičius, Włocha Mario Vielmo oraz Niemki Anji Blacha (wywiad dla abenteuer-berg.de). Część informacji pochodzi ze źródeł własnych wspinanie.pl.
***
Szczyt Nanga Parbat jako pierwsi osiągnęli ok. 15.30 Piotr Krzyżowski i Paweł Kopeć, mniej więcej w tym samym czasie co Anja Blacha i Węgier Csaba Varga. Później, dopiero o 17.20, na wierzchołku zameldował się Waldemar. Wcześniej na wysokości ok. 7700 m swoją próbę przerwał Jarosław Łukaszewski. Mniej więcej do tej wysokości dotarł również Mariusz Szczechowicz, który spędził w tym miejscu (i okolicy) kilka godzin.
Mariusz pojawia się w relacji peruwiańskiej himalaistki Flor Cuenca, którego Flor spotkała podczas schodzenia ze szczytu (ona również zdobyła wierzchołek 2 lipca, wspinając się z obozu 3). Jak wspomina Flor, w wypowiedzi dla Explorersweb.com, Mariusz siedział na śniegu, wyglądał normalnie, ale po krótkiej wymianie zdań zdała sobie sprawę, że ma początki halucynacji.
Grupa ze szczytu zaczęła schodzić wspólnie. Jak wspomina Anja, dwóch wspinaczy było mocno zmęczonych (prawdopodobnie Paweł i Csaba). Krzyżowski schodzi szybciej, gdy odłączał się o Anji i Pawła zostawił im butelkę z wodą. Niemka towarzyszyła Pawłowi do wieczora. W swojej relacji wskazuje, że widać było u niego objawy choroby wysokościowej.
Około 18.00 Piotr dostaje wiadomość z bazy od Alego i włącza radio. Z rozmowy dowiaduje się, że Anja poinformowała bazę, o kłopotach jakie podczas schodzenia może mieć Waldemar. Zatrzymuje się i czeka na Anję aby dowiedzieć się więcej (stoi przy poręczówkach, ok. 1,5 godziny na tzw. trawersie do czasu jak zachodzi słońce i zaczyna mieć problem z palcami nóg – aktualizacja). Gdy okazuje się, że Anji chodziło o innego wspinacza (prawdopodobnie Węgra), a nie o Waldemara kontynuuje schodzenie. Zatrzymuje się ok. 20.00 w obozie 4, gdzie wypija herbatę. Rusza dalej aby po ok. 24 godzinach akcji dotrzeć do obozu 3 (około północy pakistańskiego czasu). Gdzie rozpoczyna próbę zorganizowania „tlenowej” pomocy dla Pawła.
Sytuację powyżej obozu 4 przybliża Waldemar w swoim poście na FB, pisze tam: „po drodze ze szczytu holowałem Pawła blisko 5 godzin na krótkim odcinku powyżej później założonej czwórki”. Waldemar również spotkał Mariusza i razem schodzili dalej. Co więcej, Waldemar asekurował Pawła na krótkiej, kilkumetrowej lonży – podczas tych kilku godzin Paweł 3 razy osunął się w stromym terenie. Waldemar z trudem wyłapał te odpadnięcia.
Stan Pawła niestety pogarszał się z każdą minutą, aż nie był już w stanie dalej schodzić. 100-200 metrów powyżej obozu 4 (ok. 7350 m) Waldemar postanowił go zostawić z Mariuszem (który obawiał się samotnego zejścia przez lodowiec do trójki). Jak informował, nie zdawał sobie sprawy, że w obozie 4 są namioty. Bo jak zostało wspomniane, wspinacze wyruszyli z trójki.
***
Jak się jednak okazało, 3 namioty w C4 (7350 m) rozbili 2 lipca jedynie Litwin Saulius Damulevičius, Ukrainiec Wołodymir Lanko, Azer Israfil Ashurli i włoski zespół prowadzony przez Mario Vielmo (Nicola Bonaiti, Valerio Annovazzi i Argentyńczyk Juan Pablo Toro plus wysokościowy porter Muhammed Hussein).
Włoskiemu teamowi udało się rozbić ostatecznie jeden namiot, drugi połamał się podczas rozkładania z powodu silnego wiatru (45-70 km/h). Jak opisuje Mario Vielmo na swoim profilu FB, cała piątka musiała się pomieścić w 3-osobowym namiocie wraz z plecakami. Byli stłoczeni, nie mieli miejsca na gotowanie. Obawiali się odwodnienia, u niektórych zaczęły pojawiać się odmrożenia.
Bazując na relacji Saliusa (profil FB oraz wypowiedź dla Explorersweb.com) wiemy, że wspinacze w obozie 4 wieczorem 2 lipca usłyszeli wiadomość z bazy. Najważniejszy przekaz był następujący – Waldemar traci orientację w terenie i wymaga pomocy w schodzeniu, Kopeć cierpi na chorobę wysokościową, nie wie jak się nazywa, Szczechowicz ma halucynacje, Varga jest wychłodzony, zgubił rękawice, ma wiele odmrożeń… Co istotne, komunikacja z bazą trwała już od dłuższego czasu (radio i InReach, od ok. 18.00 godziny), prowadził ją Ali, namawiając nieskutecznie (z biegiem czasu emocje rosły) Saliusa do wyjścia z namiotu i ruszenia z pomocą.
Wkrótce do namiotu Litwina, Ukraińca i Azera zaczęli docierać wyczerpani wspinacze. Jak sprawozdaje Saulius, warunki atmosferyczne były trudne (zadymka), a oni starali się pomóc, gotowali herbatę i dopytywali o sytuację. Około 00.30 do ich namiotu przyszedł Waldemar. Przekazał więcej informacji o krytycznym stanie Pawła i jego położeniu (nad C4), poprosił o radio, którego nie miał ze sobą, aby przekazać do obozu 3, by ktoś wyruszył stamtąd z „tlenem” (za opłatą).
W końcu Wołodymyr ruszył do góry. Jednak nie był w stanie sprowadzić samodzielnie Pawła (jest przy nim ok. 1 w nocy), którego znalazł ok. 15 minut od namiotu, w odległości 200 metrów w dość płaskim terenie, na wysokości ok. 7400 m. Ukrainiec widząc również, że stan Mariusza nie jest najlepszy namawia go do schodzenia do czwórki. Wołodymyr wraca do obozu około 1.15-1.30 w nocy i prosi Sauliusa o pomoc, a następnie ponownie rusza do góry.
Saulius dołącza do niego ok. 2 w nocy, stan Pawła jest już fatalny, nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Po chwili Litwin wraca do obozu 4, wtedy spotyka Mariusza, który próbuje wyrąbać w lodzie platformę pod namiot. Widząc, że on również wymaga zaopiekowania, prowadzi go do namiotu Israfila. Następie próbuje namówić Włocha, Argentyńczyka i Muhammed do pomocy w przetransportowaniu Pawła do czwórki.
Mario Vielmo wspomina moment, kiedy to do ich namiotu podszedł Polak (chodzi pewnie o Waldemara), który przekazał informację o stanie Pawła (możliwy obrzęk płuc). Włosi proponują deksametazon, jednak okazuje się, że ten lek już został Pawłowi podany przez Waldemara.
Zaraz potem ponownie Saulius rusza z napojami (bierze również linę, matę) w górę, dociera na miejsce po kolejnych kilkunastu minutach. Wołodymyr jest przy Pawle cały czas, starają się go napoić. Paweł pije, prosi o jeszcze. Mówią do niego cały czas, namawiają do podjęcia próby schodzenia. Podnoszą go, aby rozpocząć schodzenie, ale wtedy zdają sobie sprawę, że Paweł przestał oddychać, była 3.19 nad ranem 3 lipca.
Większa pomoc z obozu 4 , nie mówiąc o „tlenie” z trójki, nie nadeszła. Vielmo dodaje jednak, że próbowali się przygotować do wyjścia, pierwszy ruszył do góry Muhammed. Jednak przybył do Pawła za późno. Po jakimś czasie wrócił do namiotu, przynosząc smutną wiadomość.
Wołodymyr i Saulius wracają do swojego namiotu około 5 rano. Już wcześniej wiedzieli, że mimo dobrej aklimatyzacji i założenia obozu 4 na planowany atak szczytowy nie ma już szans. Gdy kładą się spać, słyszą jak w kierunku wierzchołka Nangi szykują się wspinacze z namiotu obok (Vielmo, Bonaiti, Annovazzi, Toro oraz Muhammed stanęli na wierzchołku 3 lipca, pomiędzy 16 a 17.30).
W obozie 3 były butle z tlenem, udało się zabezpieczyć dwie z nich od agencji na poczet ewentualnej akcji ratunkowej. Wyczerpany atakiem szczytowym Piotr – jak wspomina Naila Kiani dla Explorersweb.com – prosił kogo mógł, jednak wspinacze, Szerpowie, HAPsowie byli zbyt zmęczeni, aby podjąć się wyjścia do obozu 4. Nie udało się znaleźć ochotnika, nawet za pieniądze, mimo że były dwie butle do wzięcia. Jednak według Alego jeden z HAP’sów wyraził gotowość, ale musiał spytać swojego klienta o pozwolenie – Włoch Marco Confortola odmówił.
***
Piotr i Waldemar zeszli do bazy 3 lipca. Dzień później na dół dotarł Jarek. Ali wyszedł po niego na lodowiec i eskortował go do bazy. O wiele wolniej schodził Mariusz. 5 lipca zgłosił się do bazy z obozu 2, wcześniej nie było z nim kontaktu, padły baterie w radiu. Naprzeciw Mariuszowi do obozu 1 ruszył z lekarstwami Ali i pomógł mu dotrzeć tego samego dnia do bazy. Mariusz i Jarek doznali odmrożeń – ich stan wymagał interwencji lekarskiej, ale – jak opisuje profil FB Himalaya Freeride Tour – obaj byli w stanie o własnych siłach zejść z bazy do miejsca, gdzie ekipa wsiadła do jeepów.
Azer Israfil Ashurli wykazał się wielką ofiarnością pomagając zejść z obozu 4 pakistańskiemu himalaiście Asifowi Bhatii. Bhatii dotarł tam 3 lipca z objawami ślepoty śnieżnej. Wspinacze początkowo mieli czekać na helikopter w obozie 3, ale warunki nie pozwalały na loty. Aby przeżyć, musieli schodzić do niższych obozów. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, a w zejściu przez najbardziej strome odcinki poniżej obozu 2 pomogli jeszcze Mohammed Younis i Fazal Ali (ta dwójka ruszyła specjalnie z bazy do obozu 2). Bhatii i Ashurli dotarli do bazy 10 lipca.
***
Powyższy opis zdarzeń jest oczywiście niekompletny, miejscami dość niespójny, bazuje na wypowiedziach i rozmowach wielu wspinaczy, ukazując ich subiektywny ogląd. Z oczywistych względów musimy na razie wstrzymać się komentarzami i szczegółową analizą. Mamy nadzieję, że przekazany rodzinie raport polskiej wyprawy zostanie opublikowany. To jedyna szansa, aby poznać pełną wersję wydarzeń opisaną przez polską ekipę.
Piotr Turkot „Sprocket”
Źródło: info własne, Ali Olszański, Explorersweb.com (artykuły Angeli Benavides), abenteuer-berg.de, profile FB Mario Vielo, Sauliusa Damulevičiusa, Waldemara Kowalewskiego, Himalaya Freeride Tour
[aktualizacja 13.07, 10:14]
[aktualizacja 13.07, 18:59]
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
Semantyka w cieniu tragedii
Odpowiedzi: 7