Z Wojtkiem każdy chciał latać: wspomnienie Wojciecha Wiejaka
16 czerwca br. w wieku 65 lat zmarł Wojciech Wiejak, pilot, instruktor, ratownik TOPR, czynnie uczestniczący w tworzeniu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Wybitnego tatrzańskiego pilota wspomina Wojciech Mateja.
***
Mój pierwszy kontakt z pilotami krakowskiego ZLS-u (Zespołu Lotnictwa Sanitarnego) miał miejsce w 1989 roku i o dziwo nie w górach, ale w okolicach Chrzanowa, na osiedlu pracowniczym elektrociepłowni Trzebinia Siersza, gdzie jako młody adept taternictwa remontowałem przy użyciu technik alpinistycznych elewacje bloków. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu na sąsiednim osiedlu, w przerwach pomiędzy lotniczymi dyżurami, wykonywali prace na linach wspomniani piloci, miedzy innymi Wojtek Wiejak. Nie przypuszczałem wtedy, że spotkam się z nimi za kilka lat w zupełnie innych okolicznościach.
W TOPR zacząłem pracować etatowo w 1995 roku, a niespełna rok później zostałem przydzielony do załogi śmigłowca TOPR. Od tego momentu moje relacje z pilotami nabrały całkowicie innego wymiaru.
Wojtek latał w Tatrach już wcześniej, najpierw na śmigłowcu Mi-2, a w momencie wejścia do służby Sokoła (PZL W3, W3-A), także na tym typie maszyny. Był już wtedy jednym z najlepszych pilotów. Dla mnie, jako młodego ratownika, możliwość wspólnego dyżurowania, pracy w mocno stresujących warunkach, ale także codzienne rozmowy z takimi osobami jak Wojtek, były ogromnym przeżyciem i największą wartością dodaną, wynikającą z pracy w TOPR.
Wojtek był stanowczy, z wielką charyzmą, a jednocześnie niezwykle serdeczny i skromny, co powodowało, że wszyscy dobrze się czuli w jego towarzystwie. Było to niezwykle ważne w sytuacji, kiedy cały dzień spędzało się w malutkim domku kempingowym Beskid II, przez lata będącym „tymczasową” dyżurką załogi śmigłowca. Podczas 12-godzinnych wacht, kiedy akurat nie lecieliśmy do wypadku, ani się nie szkoliliśmy, prowadziliśmy często długie dyskusje o życiu, polityce i pracy. Z Wojtkiem można było rozmawiać na różne tematy, ale ja najbardziej doceniałem możliwość korzystania z jego wiedzy z dziedziny meteorologii, pilotażu oraz budowy śmigłowców. Poza tym Wojtek był otwarty na nasze pomysły i sugestie, dotyczące nowych trendów w ratownictwie z powietrza.
Mieliśmy to szczęście, że w czasie kiedy zaczynaliśmy wprowadzać w TOPR, nowe techniki ratownicze, w tym najtrudniejszą technikę HEC (potocznie zwana techniką „długiej liny”), mogliśmy liczyć na fachowe opinie i rady oraz przychylność tego wybitnego specjalisty. To dzięki między innymi jego pomocy mogły powstać nasze procedury zaawansowanych technik ratownictwa z powietrza. Pamiętam długie dyżury z Wojtkiem, spędzone na omawianiu aspektów techniki HEC, kiedy to na zmianę wymyślaliśmy najbardziej niekorzystne warianty zdarzeń i sytuacje awaryjne. Nasze pomysły były czasem bardzo drastyczne i zapewne niektóre z nich mogłyby posłużyć za scenariusze filmów katastroficznych, ale właśnie dzięki tym dyskusjom mogliśmy dopracować i poprawić procedury wszystkich używanych przez nas technik, a następnie przetestować je w praktyce, co robiliśmy podczas licznych szkoleń. Jedne z takich ćwiczeń z udziałem Wojtka jako DSP (dowódcą statku powietrznego) przeprowadziliśmy w 2002 roku na Żabiej Lalce.
Można śmiało powiedzieć, że Wojtek był jednym z najwybitniejszych tatrzańskich pilotów śmigłowcowych, doskonale znającym tajniki latania w górach oraz najnowsze techniki ratownictwa z powietrza. Jego opanowanie i spokój oraz doskonałe umiejętności pilotażu powodowały, że wszyscy ratownicy pokładowi (operatorzy dźwigu pokładowego), jak również ratownicy dołowi lubili i chcieli z nim latać. W czasie, kiedy razem dyżurowaliśmy, minimalny skład załogi stanowiły dwie osoby: pilot (DSP) oraz ratownik pokładowy (operator dźwigu pokładowego), i często akcja przebiegała w ten sposób, że na pokładzie zostawały tylko te dwie osoby. To powodowało, że między nami tworzyła się szczególna więź. W przypadku Wojtka było to absolutne zaufanie. Wszyscy latający z nim ratownicy odczuwali to samo – poczucie bezpieczeństwa i świadomość trafności podejmowanych przez niego decyzji.
Wojtek pilotował śmigłowiec podczas dziesiątków udanych misji ratunkowych, często w bardzo niesprzyjających warunkach pogodowych, w zapadającym zmierzchu, ratując ciężko rannych turystów, czy też wykorzystując skomplikowane i trudne techniki ratownictwa ścianowego, ewakuował wspinaczy z największych tatrzańskich ścian. Podczas każdej misji, kiedy „na lewym” siedział Wojtek, można było być spokojnym o przebieg akcji i pewnym, że wykorzysta wszystkie możliwości maszyny, wszystkie opcje dotarcia do oczekujących na pomoc, a jednocześnie zachowa nieodzowny margines bezpieczeństwa.
Stała za tym również świetna znajomość parametrów technicznych maszyny i wynikających z nich ograniczeń. Wojtek wiedział, ile można w danych warunkach „wydusić” ze śmigłowca, a w jakich sytuacjach należy odpuścić.
Należy wspomnieć także, że dzięki osobistemu zaangażowaniu Wojtka, jako dyrektora filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Zakopanem, możliwe było wprowadzenie postulowanych przez nas niezbędnych modyfikacji w oprzyrządowaniu i wyposażeniu naszego śmigłowca, dzięki którym znacząco poprawiła się jego ergonomia.
Wojtek lubił latać Sokołem i potrafił docenić jego walory. Sam kiedyś stwierdził, że spomiędzy siedmiu typów maszyn, na których latał, najwyżej ceni sobie śmigłowiec Agusta A109 Power oraz właśnie Sokoła. Jeden z naszych najbardziej doświadczonych mechaników, przez lata obserwując technikę pilotażu prezentowaną przez Wojtka, powiedział mi kiedyś: „Wojtek to jest pilot, którego tak naprawdę Sokół słucha.”
Po 2003 roku Wojtek w pełni zaangażował się w pracę w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym, praktycznie tworząc tę strukturę od zera, przez co niestety coraz rzadziej bywał w Tatrach. Wszyscy odczuliśmy to jako dotkliwą stratę, jednak mimo znacznego oddalenia bazy w Krakowie, Wojtek i tak nie przestał nas wspierać w naszych działaniach, pojawiając się nad Tatrami za sterami żółtych śmigłowców LPR. Oprócz setek udanych akcji, zapisanych w księdze wypraw ratunkowych, pozostawił po sobie bazę śmigłowca na Kamieńcu (hangar wraz z pomieszczeniami socjalnymi załogi), o której budowę od początku zabiegał, a później jej patronował, dzięki czemu śmigłowiec TOPR ma dziś swoje lokum na europejskim poziomie.
Wojtek odszedł niespodziewanie. Została po nim pustka, ale i masa ciepłych wspomnień.
Ratownictwo z powietrza było jego życiem.
Był doskonałym pilotem, świetnym instruktorem, Przyjacielem.
Człowiekiem, którego słuchał Sokół.
Wojciech Mateja
Ratownik pokładowy śmigłowca TOPR,
Starszy instruktor ratownictwa TOPR
Odpowiedzialny za szkolenie śmigłowcowe w TOPR w latach 2001-2010
Także autor książki Ratownictwo z powietrza w Tatrach (to specjalistyczny podręcznik skierowany głównie do członków załóg śmigłowców ratowniczych i ratowników górskich)
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA

