9 sierpnia 2022 16:26

Klasyki i polecane drogi w Dolomitach o umiarkowanych trudnościach. Okolice Gruppo del Sella

Gdy na co dzień piszę newsy do działu alpinizm, trochę mi przykro, bo wiem, że większość z nas tych dróg nigdy nie powtórzy. Bo choć w skałach takie 7b to dzisiaj już poziom rekreacyjny, to w górach jednak nie. Walka o cyfrę na wielowyciągach wymaga dodatkowych pokładów determinacji, którą podziwiam, lecz sam jej nie mam. Niemniej: skalne lato w Dolomitach – tak myślę o swoich ulubionych wakacjach. W góry jadę odpocząć, nacieszyć się widokami oraz przystępnym i najlepiej równocześnie ładnym wspinaniem. Jeśli czujecie podobnie, może przypadnie Wam do gustu tych kilka propozycji dłuższych i krótszych, tradowych i ubezpieczonych, w większości zupełnie przystępnych, dróg wspinaczkowych w okolicach grupy Sella. Łączy je według mnie wspólny mianownik – radość i luz.

***

Skalne lato (fot. MG)

Pordoi na rozgrzewkę

Na Sass Pordoi poleca się dwie klasyczne drogi wspinaczkowe, Piaz Arete VI i Via Maria IV-, obie nazwane na cześć Marii Piaz, matki siedmiorga dzieci, która przyczyniła się w znacznym stopniu do rozwoju turystyki w Dolomitach. Dalej będzie już o wspinaniu, ale pozwólcie, że przytoczę fragment tej historii. Pochodząca z doliny Fasaa góralka najpierw wynajęła na przełęczy drewnianą chatkę, później otworzyła restaurację i hotel. W trakcie wojny spędziła trzy lata w więzieniu, po czym wróciła w góry i pomogła swoim dzieciom otworzyć podobne gospody na innych przełęczach Dolomitów. Jej ostatnim przedsięwzięciem w wieku 80 lat, była budowa pierwszej kolejki na szczyt Sass Pordoi (wraz z synem, budowę ukończono w 1963 roku). Dzisiaj to właśnie nią co leniwsi wspinacze mogą wrócić w kilka minut na przełęcz (8 euro), po ukończeniu wspinaczki na południowej lub północno-zachodniej ścianie. Więc to w dużej mierze za sprawą tej rodziny, Dolomity stały się tak przystępne. Czy to dobrze czy źle, każdy już odpowie sobie sam.

Wspomniane drogi to rekreacja i dobra rozgrzewka, ale równocześnie niezła górska przygoda. Wspinaczka trwa przez ponad 350 m, choć ostatnie 100 m można łatwo i szybko przejść z lotną.

Piaz Arete wiedzie filarem po lewej, Via Gross startuje na prawo od wielkiego komina. Górnej części góry, a więc i miejsca gdzie drogi się łączą nie widać (fot. MG)

Trudność na Piaz Arete to krótka sekwencja, którą dużo bardziej wyluzowani od nas lokalsi zwyczajowo po prostu haczą. Klasycznie miejsce to jest mocną i trochę wyślizganą szóstką – wymaga krótkiego spięcia. Tego dnia wspinaczkę filarem połączyliśmy z wejściem na pobliski Piz Boè, najwyższy szczyt masywu Selli (3152 m).

Via Marii nie robiliśmy, za to bardzo ciekawą, równiejszą i trudniejszą (wbrew wycenie) linią, którą polecam na tej ścianie najbardziej, jest Via Gross (V-).

Na północno-zachodniej ścianie Pordoi (w przewodniku północna, ale oglądaliśmy ją nie raz – pod koniec lipca słońce wchodzi tam już o 14-16), bardzo długą (800 m) i wartościową pod kątem historycznym linią jest Fede/Dibona (upper wall). To podobno najpiękniejsze IV+ w Dolomitach, solidne wspinanie w litej i wyjątkowo pięknej, czarnej skale. Tym razem jednak zniechęciła nas długość tej wycieczki i niskie trudności, które zazwyczaj w Dolomitach oznaczają problemy z orientacją. Może jednak warto wrócić?

Uwaga: w całym tekście posługuję się dwoma skalami trudności. Użycie francuskiej oznacza drogę sportową, ubezpieczoną spitami lub/i ringami praktycznie na całej długości, choć czasem zdarza się, że łatwiejszy odcinek albo nawet cały wyciąg (np. za IV) będzie nieubezpieczony. Na takich drogach zazwyczaj jest komplet stanowisk przystosowanych do zjazdów. Użycie skali UIAA oznacza, że droga nie jest ubezpieczona, jednak w Dolomitach bardzo często na popularnych drogach jest cała masa starego żelastwa i pętli – zazwyczaj na stanowiskach i bardzo często w trudnościach. Niektóre klasyki otrzymały też komplet stanowisk, albo np. po jednym ringu na stanowisko. Tak czy siak, na te drogi warto brać normalny sprzęt do asekuracji. Na sportowe też można na wszelki wypadek wziąć 4-5 mniejszych friendów i kilka pętli (można brać więcej lub mniej). Dokładne informacje znajdziecie oczywiście w każdym topo.

Oscura della Luna – górska skałka

Oswajanie trudności, czyli rozgrzewki ciąg dalszy. Oscura della Luna to nietypowe miejsce w Dolomitach. Z oddali ściana sprawia wrażenie niewielkiej skałki, która przycupnęła u stóp gigantów, co nie zmienia faktu, że ma przeszło 200 m wysokości. Pod ścianę dochodzimy przez łąki, niewielki lasek, przekraczamy dwa strumyki i pokonujemy tylko krótki fragment stromego podejścia. Sielanka.

Deszcz zlał nas w zasadzie tylko raz, za to nie raz było gorąco. W tle Oscura della Luna (fot. MG)

Nietypowo przedstawia się również kwestia asekuracji – wszystkie drogi na „ciemnej stronie księżyca” są w pełni ubezpieczone, co przy tak umiarkowanych wycenach w tych górach zdarza się raczej rzadko. To miła odmiana dla zmęczonej psychy i niezła propozycja na upalne lub krótkie dni (burze po południu). 

Ściana ma około 200 m wysokości, a drogi przebiegają w większości prostymi i logicznymi liniami. Wyciągi bywają długie, nawet do 50 m. Skala jest doskonałej jakości, nie wiem czy to jeszcze dolomit czy może już wapień, ale jest twarda, szorstka, niewyślizgana i urzeźbiona jak najlepszy wapień. Z góry można schodzić na nogach w dość nieprzyjemnym terenie lub zjeżdżać (wtedy lina połówkowa).

Polecam tu drogę Blade Runner o bardzo równych trudnościach. Pierwszy wyciąg za 6b ma 50 m i oferuje techniczne wspinanie w pionie, w kluczowym miejscu trzeba złapać kilku mniejszych (ale bez przesady) chwytów. Kolejne dwa wyciągi o tej samej trudności to mega przyjemnościowe wspinanie w delikatnym przewieszeniu po bardzo dobrych chwytach. Ostatnie dwa wyciągi (6a+, 6a) trochę odpuszczają, ale to nadal czysta frajda.

Oscura della Luna i Blade Runner potwierdzają, że ściany i drogi o ładnych nazwach oferują zazwyczaj ładne wspinanie. Poleca się tu też Indian Summer 6a+, jednak tej drogi nie sprawdziliśmy. Zrobiliśmy za to pierwszy wyciąg Legolandu, po czym na drugim, łatwiejszym zgubiliśmy drogę… dziwne. Po pierwszym wyciągu Hall 9000 za 6b+, bardzo ładnym, zgonił nas deszcz. To krótsza droga, ale zapowiadała się dobrze. Ładnie wygląda też Orwell 6a+.

Spektakularne V+? Trzecia turnia Sella

Brzmi śmiesznie, prawda? Podobnie jak dość zabawnie przy takiej cyfrze wygląda symbol bicepsa w topo. A jednak i jedno i drugie jest w dużej mierze prawdą, za sprawą kluczowego wyciągu drogi Vinatzer, wiodącej środkiem najwyższej, trzeciej turni Sella. To podobno jedna z najbardziej pożądanych dróg w Dolomitach.

Niemal słynny crux Vinatzera i zasłużony rest (fot. WI / MG)

Kluczowy wyciąg, szósty z jedenastu, startuje ze spiralnej póły, którą później będziemy schodzić. Pierwsze metry to lekko połoga, ładna rysa umożliwiająca dobrą asekurację, a wyżej jest jeszcze lepiej – daszek pokonujemy kilkoma faktycznie siłowymi ruchami po wielkich klamach, ale bez ewidentnych stopni, są tu dwa stare haki, dalej jeszcze trochę wiosłowania po wiadrach w lekko przewieszonej kontynuacji rysy. W żadnym momencie nie jest to na szczęście wspinanie w rysie – wokół jest mnóstwo dobrych chwytów. Jak na V+ uważam, że można przyznać autorom przewodnika rację – spektakularne.

To jednak tylko jeden z kilku powodów, dla których warto wybrać się na Vinatzera. Oczywiście na takiej drodze wyzwaniem nie są trudności wspinaczkowe. Jednak piękne otoczenie, orientacja w ścianie, długość (około 420 m), obciążenie psychiczne (kruszyzna, możliwości wycofu – choć i tak niezłe, pogoda), koniec na szczycie wybitnej turni – wszystkie te czynniki sprawiają, że to naprawdę niezła górska przygoda.

No i zejście, które samo w sobie zasługuje na kilka słów. Krótki zjazd, zejście ścieżką, cztery krótkie zjazdy, spacer spiralną półką przecinającą całą ścianę, strome zejście wielkim żlebem pomiędzy trzecią i drugą turnią, dwa krótkie zjazdy, jeden 50-metrowy we wnętrzu wielkiej szczeliny, z której zionie chłód lodowego czopa, i jeszcze jeden króciutki do ziemi… nam zajęło to aż 2 i pół godziny.

A wspinanie prawie siedem, głównie z powodu sporych problemów z orientacją na pierwszych i na ostatnich wyciągach. Asekuracja ma typowo górski charakter, jest sporo szmelcu (jak na popularną drogę przystało), ale często nie tam gdzie trzeba – stanowiska w połowie wyciągu wprowadzają w błąd, czasem stanowisk nie ma lub jest jeden hak. Ogarnijcie sobie dobre topo (schemat), a nie tylko zdjęcie ściany, tak jak my…

Vinatzer nas zaskoczył. Na papierze to lajtowa wycieczka górska, a w rzeczywistości – fajna wspinaczkowa przygoda. Przy tak umiarkowanych trudnościach – pięć gwiazdek!

Dolomicki luz (fot. MG)

Pierwsza turnia Sella – drogi sportowe i górska miniaturka

Południowa ściana pierwszej turni Sella to miejsce bardzo popularne ze względu na słoneczną wystawę, bardzo krótkie podejście i łatwe zejście (dwa zjazdy, pomiędzy nimi krótkie zejście stromą ścieżką), a także świetnej jakości skałę i pion. Dwie drogi sportowe, które tutaj zrobiliśmy, polecam ze względu na czystą frajdę wspinania. To bardzo popularna Delenda Carthago 6b (absolutnie nie w weekendy!) i znacznie mniej uczęszczana, prawdopodobnie dlatego, że nie ma jej w topo Rockfaxa, droga Vetter Tom 6b+. Bardzo dobrze wygląda również Icterus 6c+, na którego na pewno wrócimy, choć nie jest to droga tak równa, jak wcześniej wspomniane.

Trzy turnie Sella (z lewej poza kadrem jest jeszcze mniej popularna czwarta) i fragment drogi Delenda Carthago (fot. MG)

Z kolei Tissi VI- ma kompletnie inny charakter. To droga tradowa, tylko częściowo ubezpieczona starym haczywem, na której kolejnych wyciągach spotykamy różne górskie formacje, a cała zabawa zaczyna się już na początku, ultra wąskim kominem, a w zasadzie przerysą, do której większy osobnik raczej nie wlezie. Jest sporo walki, niestety też sporo wyślizgu, a więc i nieco strachu. Tak czy siak, trzeba przyznać, że jak na tak krótką (6 wyciągów) i łatwo dostępną drogę, to dość kompletne górskie doznanie. Polecam Direct finish za VI, który jest krótki, lecz bardzo przyjemny i raczej łatwiejszy, niż wcześniejsze stare wyciągi wycenione na VI- czy V+.

No i jak nie lubić gór, w których teren z V wygląda tak (fot. MG)

Sas Ciampac – Via Cinquantenario GAM 6b

Piękna południowa ściana Sas Ciampac (2672 m) to wybitny element krajobrazu, górujący nad doliną po lewej stronie, patrząc z Passo Gardena w kierunku Corvary. Podejście pod ścianę wiedzie łagodnym szlakiem z przełęczy, wśród niskich sosenek, kosówek i przez piękne łąki usiane alpejskimi kwiatami i gdzieniegdzie – głazami. O poranku i w promieniach słońca człowiek ma ochotę zalec w trawie pod ścianą i w ogóle nigdzie nie iść tylko leżeć, patrzeć i cieszyć się światem. To część naszej natury. Jednak druga jej część pcha nas w nieznane, nieraz w ból, chłód i strach, no ale ostatecznie też dobrze, może z nieco innych, ale niezmiennie egoistycznych i hedonistycznych pobudek.

Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale pewnie wiecie. Na popularnych, zlokalizowanych blisko szosy ścianach w Dolomitach bywa tłocznie, ale też często jest niestety głośno. Czadu dają zwłaszcza motocykle. To cena jaką płacimy za fantastyczną dostępność i możliwość spania w sercu gór w totalnym komforcie (w furce). Cisza na Sas Ciampac jest więc miłą odmianą. Z kolei zejście ze szczytu wiedzie fantastycznymi dzikimi terenami o różnorodnych formacjach skalnych.

Raj istnieje (fot. MG)

Na drodze jest masa świetnego wspinania w genialnej skale, z jednym wyjątkiem, niestety dość istotnym. Jeden spośród trzech wyciągów za 6b (łącznie wyciągów jest 17) to dość spektakularny, przewieszony, 35-metrowy komin, wznoszący się nad wielkim leżącym zacięciem mniej więcej w połowie drogi. Otoczenie budziło we mnie grozę, może ze względu na lecące wcześniej kamienie – ten wyciąg poprzedza ponad 60-metrowy trawers za III, który trzeba pokonać przechodząc – siłą rzeczy – na chwilę w asekurację lotną, ale głównie ze względu na kruszyznę i mokrość. Asekuracja podobnie jak na całej drodze, i tu jest świetna, trudności techniczne w zasadzie nie mają znaczenia, człowiek nie ma nawet czasu ich zauważyć, tak bardzo strach łapać wielkich płetw i zębów skalnych, które grożą urwaniem… Ale może to tylko moje wrażenia, spotęgowane wcześniejszym opadem kamieni i wodą kapiącą z przewieszek prosto w oczy. Nie chciałbym nikogo zniechęcać – poza tym wyciągiem droga jest fenomenalna i z pewnością warto ją robić. A tu, no cóż, trzeba zacisnąć zęby. Tak długie i łatwe, a równocześnie ubezpieczone wspinanie w Dolomitach zdarza się rzadko.

Oczywiście nie mamy zdjęć z trudnych wyciągów, ale mamy zdjęcie piwa (fot. MG)

Cyfra sportowa, tu i na pierwszej Selli jest znacznie bardziej przystępna niż na Oscurze. Zazwyczaj też drogi sportowe w odbiorze są znacznie łatwiejsze, niż stare klasyki, zapewne w dużej mierze za sprawą asekuracji. Pisząc to mam jednak świadomość, że to subiektywna ocena i niektórzy się ze mną nie zgodzą. Przypuszczam jednak, że wspinacze sportowi na poziomie VI.2 i w górę, raczej tak.

Zachody słońca, wyświetlane na ścianach gór – takie kino (fot. MG)

Tuż obok GAM na Sas Ciampac jest Dolomitspit, wbrew nazwie droga tradowa, nieco krótsza, za VII+. Na Sas Ciampac na pewno chcemy wrócić i ta droga wygląda na fajny cel.

Piz Ciavazes – ultraklasyki

Zrobiliśmy tu dwie drogi. Zupełnie relaksującą, bardzo równą i przyjemną drogę Schubert / Route of friendship VI-. Polecam osobom witającym się z takimi trudnościami – piękne, równe wspinanie, bez trikowych, krótkich spięć. Albo przyjemnościowo. Druga to Big Michelluzzi VI, charakteryzująca się kultowym 90-metrowym trawersem w połowie wysokości ściany. Ciekawa przygoda, sam trawers sprawnemu wspinaczowi może przypominać rozgrzewkowy trawers na ściance, tyle że z pięknym widokiem i po przyjemnej, ciepłej (jak dobrze pójdzie) i litej skale.

Droga cieszy się podobno dużą popularnością, miejscami faktycznie jest wyślizgana, w dolnej części kilka miejsc z tego powodu jest nieco nieprzyjemnych, ale ogólnie to kawał dobrej skały. No i my wspinając się w tygodniu byliśmy tam sami. Trudno sobie wyobrazić, żeby trawers był lepiej ubezpieczony, masa starego szrotu, aż do bólu. A niżej i wyżej, trzeba się normalnie asekurować. To sprawka przewodników, którzy niestety dostosowują tego typu drogi do swoich potrzeb – klient (drugi) na trawersie też może polecieć.

The south face or the north face? Bitch please… (fot. MG)

Dostępny jest tutaj też wariant Buhla prostujący cały trawers i wyceniony na VI+. Jednak po pierwsze – po deszczu góra podobno bywa mokra, po drugie – trawers to fajna odmiana i niecodzienna przygoda. Ale oczywiście co kto lubi.

Podczas poprzedniego wyjazdu robiliśmy na Piz Ciavazes też jedną drogę sportową, która zapadła mi w pamięć jako jedna z ładniejszych i która potwierdza, że jakość skały i wspinania na tej ścianie jest świetna. To Papa Giovanni Paolo II 6c, w prawej części muru. Nazwa średnia, ale droga ładna, polecam.

Jedyne wady tego rejonu to głośna droga i koniec na wielkiej póle, a nie na szczycie. Póła to Chamois Terrace – nią schodzimy za wszystkich dróg idąc w lewo, przez fragment niby-via-ferraty, w dół stromą ścieżką do zjazdu lub łatwego wspinania w dół za II-III i dalej ścieżką do kolejnego zjazdu (tu chyba też da się zewspinać, ale tego nie sprawdzaliśmy). Później do auta jest jeszcze kawałek – oczywiście jak na Dolomity.

Wieczorne spektakle wchodzą dobrze po solidnych dawkach wspinania (fot. WI / MG)

Spis dróg opisanych w tekście

Sass Pordoi

  • Piaz Arete VI, 390 m, 10-12 wyciągów (wszystkie drogi mają wspólny odcinek 100 m łatwego terenu do szczytu)
  • Via Gross V-, 360 m, 9-11 wyciągów
  • Via Maria IV+, ok. 360 m, 9-11 wyciągów (tej nie robiliśmy, ale jest polecana)

Oscura della Luna

  • Blade Runner 6b, ok. 200 m, 5 wyciągów
  • Indian summer 6a+, ok. 200 m, 7 wyciągów (tej nie robiliśmy, ale jest polecana i wygląda dobrze)

Sas Ciampac

  • Via Cinquantenario GAM 6b, ok. 600 m, 17 wyciągów
  • Dolomitspit VII+, ok. 530 m, 14 wyciągów (wygląda świetnie, plan na przyszłość)

3rd Sella Tower

  • Vinatzer V+, ok. 420 m, 11 wyciągów (tak podaje topo, ale wydaje się, że było więcej…)

1st Sella Tower

  • Delenda Carthago 6b, ok. 180 m, 6 wyciągów
  • Tissi VI-, ok. 190 m, 6 wyciągów
  • Vetter Tom 6b+, ok. 190 m, 7 wyciągów

Piz Ciavazes

  • Schubert / Route of friendship VI-, ok. 270 m, 7 wyciągów
  • Big Micheluzzi VI, ok. 420 m, 11 wyciągów
  • Papa Giovanni Paolo II 6c, ok. 280 m, 11 wyciągów (droga znana z poprzedniego tripa)

***

O mnie i Dolomitach

Wspinam się od 20 lat, w kajecie mam już całkiem sporo dróg, głównie sportowych do 8a włącznie, baldów do V9 i kilka wielowyciagów z fantastycznych miejsc takich jak Ha Ling, Ghost Mountains i Valhalla w Kanadzie, Yosemite, Cochise Stronghold, Organ Mountains w USA, po kilka linii w Verdon, El Chorro i chyba najwięcej właśnie w Dolomitach.

Niżej podpisany (fot. Wiola Imiolczyk)

Po dwóch latach przerwy od treningów i wspinania, spowodowanej wypadkiem na nartach, powoli wracam. A gdzie lepiej, jak nie w Dolomitach, nabierać sił i chęci do wspinania? Dla mnie te góry, choć nie dzikie, wręcz przeciwnie, zupełnie cywilizowane, są uosobieniem wolności. Darmowe parkingi, liczne zatoczki, przyzwolenie i możliwość spania w sercu gór, krótkie podejścia, przyjaźni i uśmiechnięci ludzie. Piękna skała, logiczne drogi, wspinaczkowe ruchy (co jak wiemy w górach nie jest normą), nieskończony wybór dróg. No i brak tej przykrej polskiej napinki… nie jestem fanem lobby instruktorskiego, „tatrzańskich klimatów” i „festiwalowego” etosu człowieka gór. Dolomity w moich oczach to góry wspinaczy, góry wyluzowane i uśmiechnięte, bez grozy i innych banałów. Mam nadzieję wracać w nie jeszcze nie raz.

Michał Gurgul

Tagi:



  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    Polecane drogi w Dolomitach [2]
    Fajny dobór, ciekawie opisane. Jeżeli ktoś chciałby zgłębić temat najładniejszych…

    11-08-2022
    Endrju BB