26 lipca 2022 14:08

Wadim Jabłoński pokonuje Główną Grań Tatr – samotnie w 5,5 dnia

Wadim Jabłoński (KW Sakwa, Millet, Aura) wybrał się samotnie na Główną Grań Tatr. Przygodę realizował z minimalnym wsparciem i bez depozytów, w większości bez znajomości. Całość przejścia zajęła mu 5,5 dnia (132 godziny), podczas których pokonał ok. 15 000 m przewyższeń oraz 75 km wytężającego wspinania i wędrówki.

***

Oto jego relacja:

Dla mnie Grań Główna Tatr to była przede wszystkim metafizyczna podróż w głąb siebie, angażująca ciało i umysł na najwyższym możliwym poziomie. Wymagająca skupienia, odwagi, pokory i walki z przeciwnościami losu. W samotności. Prawdziwa droga wojownika, jak opisywał kiedyś alpinizm Zwierz [Wojtek Kurtyka] w jednym ze swoich tekstów. Nie zliczę momentów słabości, które miałem w trakcie żywcowania tysięcy metrów nieznanych mi, eksponowanych II-ek i III-ek. Nie zapomnę też, ile kosztowało mnie przejście po tym wszystkim całych Tatr Zachodnich, przetrwania potężnej burzy na grani, ostatniego dnia bez jedzenia czy prostej radości ze znalezionej wody.

Na szczycie Mięgusza (fot. W. Jabłoński)

Na tą najdłuższą z tatrzańskich dróg wyszedłem w środę, 20 lipca, o 4 rano ze Zdziarskiej Przełęczy, by dotrzeć do Huciańskiej Przełęczy, 25 lipca o 14. W sumie 130 godzin przejścia. Szedłem tzw. wariantem Kurczaba, czyli zaliczałem szczyty i przełęcze zaznaczone pogrubionym drukiem w przewodniku „Najpiękniejsze szczyty tatrzańskie”. Daje to 178 punktów na całej grani.

Mięgusz w promieniach zachodzącego słońca (fot. W. Jabłoński)

Idea “najdłuższej drogi wspinaczkowej” w Tatrach – potwora jak na standardy alpejskie, czy nawet himalajskie, kupiła mnie swoją elegancją (ostatnio pisaliśmy na wspinanie.pl o przejściu Degoulet, Ribeyre pętli wokół Mer de Glace w masywie Mont Blanc – red.). Nie poszedłbym na nią, gdybym musiał przez pół życia doktoryzować się z topografii Tatr, umiejscowienia kolejnych mniejszych obiektów, przebiegu wariantów wejściowych i zejściowych. Poświęcać czas na zapatentowanie kolejnych odcinków. Jest to najwyższy wymiar główno-graniowego mistrzostwa wymagający życiowego poświęcenia i zasługujący na uznanie. Dla mnie jednak, jako wspinacza, piękne jest przyrównanie GGT do drogi, w którą wchodzę praktycznie bez znajomości “od dołu” i kończę “na wierzchołku”. I piękne jest to, że Główną Grań każdy może iść na swoich własnych zasadach.

Przeczekując opady pod Żabim Koniem (fot. arch. W. Jabłoński)

Chciałem, by moje przejście było zbliżone do stylu, w jakim pokonuje się tego typu problemy w innych górach. Weźmy na przykład słynną grań Peuterey. Czy od alpinistów wchodzących na Blanca tą słynną drogą wymaga się, aby zdobyli wszystkie 7 nazwanych punktów na Damach Angielskich? Oczywiście, że nie. Doświadczony wspinacz czuje, kiedy trzeba iść po ostrzu grani, kiedy zdobyć wybitny punkt, a kiedy ominąć zbyt skomplikowany i niebezpieczny teren. Wariant Kurczaba jest zdrowym kompromisem wymuszającym trzymanie się ostrza grani, łącząc kolejne kropki. Nie pozwala na omijanie odcinków dolinami, czyniąc to po prostu zabiegiem nieopłacalnym.

Solo z liną na Krzesanym Rogu (fot. Anonimowa Miłośniczka Gór)

Moje przejście nie jest idealne – są inne bardziej dokładne, bardziej stylowe czy szybsze. Jest to jednak najbardziej intensywna i wymagająca przygoda, jaką dotychczas miałem w Tatrach. Poszedłem na Grań Tatr nie po to, aby porównywać się z kimś innym, czy bić rekordy. Teraz tym bardziej rozumiem, że jakiekolwiek porównywanie przejść GGT nie ma racji bytu – po prostu nie da się jej przejść dwa razy w ten sam sposób. Grań to nie droga, którą wytyczył człowiek, lecz natura.

Będziemy mogli w nieskończoność zagęszczać liczbę punktów koniecznych do zaliczenia, czy pokonywać kolejne odcinki bliżej mitycznego ostrza. Każdy ma prawo zadecydować, jak chce grań iść – ważne jest jednak to, by z powodu wysokiej estymy i uznania, jaką darzy się posiadających przejścia sygnowane nazwą “Grań Główna Tatr”, by opisali przed środowiskiem swój wyczyn. Myślę też, że jako środowisko wspinaczkowe intuicyjnie czujemy, co przejściem grani jest, a co nie.

Niebawem opublikuję sprawozdanie z przejścia zawierające więcej szczegółów. Na ten moment mogę podać, że korzystałem z 40 m liny do zjazdów i asekuracji w kilku miejscach. Plecak wraz z wodą na początku ważył 15 kg (w tym 4,5 kg jedzenia, 3,5kg sprzętu wspinaczkowego). Ze 178-miu punktów pominąłem 4. Jedynie jeden w Tatrach Wysokich z powodu nieuwagi (Rówienkowa Turnia), 2 w rejonie Czerwonych Wierchów, z powodu bezpieczeństwa (nad Tatrami przetaczała się aktywna superkomórka burzowa – zrezygnowałem z wejścia na Pośredni Goryczkowy i Goryczkową Czubę nie chcąc oberwać szalejącymi dookoła piorunami i w pośpiechu szukając schronienia), jeden na sam koniec z powodu gęstej roślinności (Mała Biała Skała – nie miałem ochoty przedzierać się przez maliny, pokrzywy i krzaki – nie o to chodzi we wspinaniu).

Jedynym wsparciem z zewnątrz był powerbank dostarczony mi pod Zadnim Mnichem – nie wpłynął on jakkolwiek na przejście samo w sobie, a jedynie na bezpieczeństwo – możliwość kontaktu ze światem. Przetrwałem 2 burze, z czego jedną tzw. superkomórkową, z intensywnymi opadami gradu i wyładowaniami z następstwem całonocnych opadów.

Poranek na Czerwonych Wierchach po przejściu burzy (fot. W. Jabłoński)

Myślę, że gdyby nie one mógłbym skrócić przejście o dobę. Odcinki, które znałem w Tatrach Wysokich – grań Moka, Martinka, Batyżowiecka grań – czyli najbardziej lite, chodzone i łatwe. W trakcie przejścia żywcowałem trudności do IV (również w zejściu) bez znajomości.

Huciańska Przełęcz (fot. arch. W. Jabłoński)

Więcej zdjęć wkrótce na moim instagramie @wadim.jab

Wadim Jabłoński

***

Podziękowania

Bardzo dziękuję Łukaszowi Stempkowi za przeprowadzenie mnie przez pierwsze 3 godziny nieznanych mi Tatr Bielskich. Nie odnalazłbym się w tych krzakach bez przewodnika. Do tego Łukasz pilnował mojego bezpieczeństwa – meldowałem mu się z postępów kilka razy dziennie. Dziękuję również Ilonie Podleckiej i Marcinowi Gromczakiewiczowi – w kluczowym momencie przejścia przez Ganki służyli fachową teleporadą taternicką wskazując mi optymalne warianty.

Dziękuję również mojemu szefowi Andrzejowi Kwietniowi, który jak zwykle wykazał się dużą dozą tolerancji na moje górskie projekty. Na wieść o tym, że nie wyrobię się do pracy na poniedziałek rzucił tylko “rób swoje i nie przejmuj się robotą”.

Dziękuję również Michałowi Czechowi za podsycanie we mnie idei przejścia Grani Głównej przez ostatnie lata. Michał miał również duży wpływ na ukształtowanie reguł mojego przejścia. Dziękuję Gabrysi Bobak i Maciejowi Kimelowi, którzy odebrali mnie z Huciańskiej Przełęczy, uprzednio witając mnie pizzą i napojami oraz gorąco dopingowali mnie w trakcie całego przejścia.

Również specjalne podziękowania dla Dominiki Cyran i Maciej Kucaby za dostarczenie mi powerbanka i odebranie niepotrzebnych już rzeczy. No i specjalne podziękowania dla Michała Gierlacha (a w zasadzie to dla aktualnego układu barycznego) za to, że odwołał zawody hike&fly, w których miałem brać udział i musiałem znaleźć godne zastępstwo dla planowanego wysiłku – co było ostatecznym powodem do podjęcia decyzji o wyjściu na grań.

Dziękuję też sponsorom – Millet Mountain za ubrania które świetnie sprawdziły się w trakcie całego przejścia oraz linę (która notabene jest 40-to metrowa, gdyż została przecięta spadającym kamieniem w trakcie przejścia Dam Angielskich właśnie na grani Peuterey). AURA by YETI – za ciepły i lekki śpiworek dzięki któremu mogłem porządnie zregenerować się w trakcie krótkich biwaków. No i Klub Wysokogórski SAKWA – jako naszemu klubowemu środowisku – za to że ukształtowała mnie jako wspinacza.

***

Główną Grań Tatry przeszedł samotnie w czasie 149 godzin na przełomie lipca i sierpnia w 2017 roku Grzegorz Folta: Grzegorz Folta pokonuje stylowo Główną Grań Tatr!  Szczegółowe sprawozdanie Grzegorza z przejścia dokonanego bez asekuracji i zjazdów, depozytów i wsparcia zewnętrznego. znajdziecie tutaj.

106 godzin na GGT spędził zespół Artur Paszczak i Adam Pieprzycki – 21-25 lipca 2016 roku: Artur Paszczak i Adam Pieprzycki – Główna Grań Tatr w 106 godzin!

W 2016 roku GGT, w dniach 25 sierpnia – 1 września, przeszedł również Tadeusz Grzegorzewski (w kierunku wschód – zachód): Grań Główna Tatr dla Tadeusza Grzegorzewskiego

***

Pierwszego przejścia całej grani głównej (wschód-zachód) dokonali Zbigniew Hegerle, Zbigniew Krysa, Jerzy Piotrowski, Ryszard Schramm i Jan Staszel w dniach 3–13 września 1955 r. (jednak informacje dotyczące tego przejścia i stylu są niedokładne.

Jednego z pierwszych przejść w kierunku Huciańska Przełęcz – Zdziarska Przełęcz  (zachód-wschód) dokonał z kolei zespół Krzysztof Berbeka, Michał Gajewski i Ryszard Wawro, 2-9 czerwca 1957 roku.

Kolejne wschód-zachód należało do – nazwane przez Cywińskiego, pierwszym „prawdziwym” przejściem GGT – należy do zespołu: Marian Kruczek, Stanisław Obrochta, Józef Olszewski i Henryk Szot (27 sierpnia – 18 września 1960 roku).

Rekordy – wschód-zachód – Krzysztof Żurek w dniach 21–23 czerwca 1975 roku (72 godziny) oraz Władysław Cywiński w 3,5 dnia, 15–18 lipca 1975 roku.

[za Władysław Cywiński „Tatry. Przewodnik szczegółowy. Główna Grań Tatr” t. 19]

[aktualizacja, 8:32, 27 lipca]

 

 

 

 




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum