22 grudnia 2020 10:30

Tam, gdzie wycena nie gra roli. Kolejki do “Dreamtime”…

W końcówce roku posypały się przejścia Dreamtime. Tylko po ten jeden problem warto pofatygować się do Cresciano. A po boulderowy evergreen przyjechali w ostatnich tygodniach do Szwajcarii między innymi Alex Megos, Yannick Flohé i Martin Keller.

Alex Megos na „Dreamtime” (fot. Alise Zvigule)

***

„Prawdopodobnie najsłynniejszy problem na świecie!” – pisze o Dreamtime (oryg. 8C) Alex Megos. I trudno się nie zgodzić. Tę perełkę sprezentował boulderowcom w 2000 roku Fred Nicole, wyceniając na 8C (pierwsze światowe). Mimo że w przeciągu lat różnie odczuwano jego trudności (był i oberwany chwyt, część stawia na 8B+), wciąż pozostaje symbolem boulderingu.

Alex przeszedł Dreamtime po dwóch dniach prób (nie licząc wstawek sześć lat temu). Jeszcze mniej czasu na szwajcarskim klasyku spędził rodak Megosa, Yannick Flohé. Brązowy medalista Mistrzostw Świat w Hachioji 2019 poradził sobie z boulderem w ciągu jednej sesji.

Najdłuższą przeprawę z Dreamtime miał zdecydowanie 42-letni Martin Keller. No ale Szwajcar znany jest z nieprzeciętnej wytrwałości, potrafi spędzić nad projektem mnóstwo czasu. W tym przypadku pisze o epickiej 18-letniej podróży:

Kiedy w 2002 roku po raz pierwszy dotknąłem Dreamtime, nie sądziłem, że kiedykolwiek będę w stanie zrobić coś takiego, i nigdy nie myślałem, że zrobię to tuż przed swoimi 43. urodzinami.

Martin Keller na “Dreamtime” (fot. Hannes Kutza)

Nie da się lepiej podsumować fenomenu Dreamtime jak tylko słowami samego autora:

W nazwie Dreamtime nie chodzi tylko o trudności, ale także o piękno.







  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum