24 listopada 2020 09:50

“Maciek był przeciwieństwem współczesnego wspinacza” – mówią autorzy książki “Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku”

25 listopada premierę będzie miała książka Dariusza Kortki i Jerzego Porębskiego Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku (wyd. Agora). O kulisach jej powstawania i o tym, dlaczego ludzie tak chętnie sięgają po książki o himalaistach z autorami rozmawia dla nas Eliza Kujan.

Maciek był przeciwieństwem współczesnego wspinacza i w ogóle chyba współczesnego człowieka. W ogóle nie dbał o PR, o wizerunek, był zamknięty, znał swoją wartość i po prostu robił swoje. Żył jak chciał.

***

Eliza Kujan: Darku, jesteś m.in. współautorem biografii Jerzego Kukuczki i Krzysztofa Wielickiego, ty zaś, Jurku, reżyserowałeś i pisałeś scenariusze do filmów poświęconych ludziom gór. Kto z was wpadł na pomysł książki o Maćku Berbece? I jak podzieliliście się pracą, skoro działacie w tak różnych obszarach?

Darek Kortko: To był pomysł Jurka, może niech Jurek o tym odpowie…

Jerzy Porębski: Nie mogę tak sam o sobie mówić. Może lepiej, żebyś ty mówił o mnie, a ja będę mówił o tobie…

D.K.: No dobrze… A zatem któregoś dnia zostałem zaskoczony telefonem z wydawnictwa, że Jurek wpadł na pomysł napisania biografii Maćka Berbeki. Padło pytanie, czy miałbym ochotę do niego dołączyć. Oczywiście miałem ochotę i dołączyłem. A czemu Jurek wpadł na pomysł napisania książki o Berbece, to oczywiście on musi powiedzieć…

J.P.: Cóż… Maćka znałem od lat. Po jego śmierci byłem na etapie robienia filmów górskich i właściwie bardziej myślałem o Maćku pod kątem filmu. Jednak w związku z tym, że ta śmierć dotknęła nie tylko środowisko, ale mnie również, przez dłuższy czas nie byłem na to gotowy. Dopiero później pomyślałem o książce. Ewa była już wtedy chora, leżała w szpitalu w Warszawie. Napisałem do niej SMS-a z pytaniem, co o tym sądzi. Odpisała, że pomysł się jej podoba i że bardzo się cieszy. Poradziła, żebym rozmawiał z chłopakami, czyli z synami. Zwróciłem się więc do Staszka, którego znałem od lat, ponieważ zawsze projektował okładki DVD moich filmów, a Staszek skonsultował to z braćmi. Pamiętam, że w niedzielę – bo mnie zaskoczyło, że to była niedziela – spotkaliśmy się w kawiarni. Przyszła Małgosia Skowrońska, dyrektorka wydawnictwa, Staszek, Krzysiek Berbeka, no i ja. Chłopaki wyrazili zgodę i tak pomysł zamienił się w projekt. Kolejnym ruchem była prośba do Darka, żeby zajął się tym projektem (śmiech). No i zanim się zorientowałem, Darek już to napisał.

D.K.: To bardzo ciekawe, bo ja nie znałem tych szczegółów.

Kiedy zaczęliście pracę nad książką?

J.P.: Jakieś dwa lata temu.

D.K.: Tak, to było gdzieś w maju czy czerwcu 2018 roku. Zaczęliśmy wtedy podróżować z Jurkiem, ponieważ wszystkie materiały zbieraliśmy razem. Nawiązując jeszcze do twojego poprzedniego pytania o podział pracy, już na początku postanowiliśmy, że przy wszystkich rozmowach i spotkaniach będziemy uczestniczyć razem. Oczywiście nie wszystkie spotkania udało się zrealizować. Generalnie materiał do książki zbieraliśmy wspólnie; chcieliśmy, aby każdy z nas miał takie same informacje, taki sam ogląd i dysponował taką samą wiedzą. Oczywiście ja z moją wiedzą o Maćku Berbece nie dosięgam Jurkowi do pięt. Wiedziałem tylko tyle, ile przeczytałem, nie znałem Maćka, więc w tym przypadku Jurek miał przewagę. Poza tym Jurek znał też Ewę, a ja Ewy nie poznałem, bo gdy zaczęliśmy pracować, ona była już bardzo chora. Nie było możliwości, żeby się z nią spotkać. Jurek miał swoje doświadczenia, wspomnienia i rozmowy z Berbekami. Pracę nad książką skończyliśmy gdzieś rok temu. Nie ukrywam, że czekaliśmy też na film, który był kręcony. I tak to się przeciągnęło…

J.P.: A w międzyczasie napisałeś z Marcinem książkę o Wielickim (Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało – red.).

D.K.: Tak, z Marcinem Pietraszewskim, a pracę nad książką o Berbece na trochę odłożyliśmy. Czekaliśmy, bo wiadomo, że fajnie byłoby wydać książkę równocześnie z filmem. To czekanie tak się przedłużało, że w tym czasie powstała biografia Krzysztofa. Udało się. I wtedy nagle wróciła kwestia książki o Berbece. Wydawnictwo podjęło decyzję, że nie będziemy czekać na film, który nie wiadomo, kiedy będzie miał premierę, i że wydajemy książkę w listopadzie tego roku.

Żałujesz?

D.K.: Szczerze mówiąc, teraz tak sobie myślę, że to nawet lepiej, że książka ukaże się przed filmem. Pod tym względem miałem dość ciekawe doświadczenia z biografią Zbigniewa Religi. Książka o nim, którą napisałem wspólnie z Judytą Watołą, ukazała się równocześnie z filmem, a potem wszyscy poszli do kina i w świat ruszyła informacja, że nasza książka powstała na podstawie filmu. Była to kompletna bzdura, bo obie te rzeczy powstawały niezależnie od siebie. Raz, że w ogóle nie wiedzieliśmy, że film o Relidze ma powstać, to na dokładkę nie widzieliśmy też scenariusza i nie mieliśmy pojęcia, co w nim będzie. Stąd teraz trochę się niepokoiłem, że ukaże się film, a potem wszyscy stwierdzą, że książka o Maćku Berbece powstała na jego podstawie. Teraz na szczęście uda się tego uniknąć.

Skoro książka jest waszym wspólnym dziełem, to przyznajcie, mieliście jakieś „kwestie sporne” w trakcie, gdy powstawała?

D.K.: Nie, nie było takich kwestii, przede wszystkim dlatego, że w trakcie podróży i zbierania materiałów bardzo dużo rozmawialiśmy i mniej więcej obgadaliśmy, jak ta książka ma wyglądać. Oczywiście zastanawialiśmy się nad różnymi technicznymi rzeczami, czyli na przykład jak ją skomponować. Pierwsza wersja w ogóle była taka, że najpierw chcieliśmy zacząć naszą opowieść od Krzysztofa Berbeki, ojca. Naszym zdaniem był bardzo ważną postacią w życiu Maćka i mimo iż zginął w Alpach, gdy Maciek był małym chłopcem, wywarł na niego ogromny wpływ. Jednak w ferworze naszych dyskusji, a także po dyskusjach z redaktorami, zdecydowaliśmy się zmienić koncepcję i zacząć od mocniejszego akcentu, czyli od pierwszej wyprawy na Broad Peak. To właśnie wtedy Maciej ociera się o śmierć, a potem… Co było potem, wiadomo. Tutaj nawet nie odważyłbym się z Jurkiem kłócić, bo, jak już wspomniałem, on na ten temat miał zdecydowanie większą wiedzę ode mnie. Wysyłałem mu więc e-maile i dostawałem zwrotki, że niczego nie pomyliłem, na szczęście (śmiech).

Gdy czytałam waszą książkę miałam wrażenie, że Berbeka łamie stereotyp dzisiejszego himalaisty –  nie miał parcia na szkło, czy też pragnienia ciągłego opowiadania o swoich osiągnięciach. Co jest najtrudniejsze w napisaniu biografii człowieka, który nie buduje swojej legendy?

D.K.: – Jako reporter mogę powiedzieć, że dla mnie jest niezmiernie dotkliwe, jeśli nie mam do dyspozycji właściwie żadnych bezpośrednich źródeł. Kiedy pisaliśmy z Marcinem biografię Jerzego Kukuczki (Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście – red.), korzystaliśmy na przykład z jego pamiętników. W przypadku książki o Wielickim mieliśmy i pamiętniki, i samego Krzyśka, który w razie wątpliwości zawsze mógł coś dopowiedzieć. Natomiast Maciek rzeczywiście nie zostawił po sobie praktycznie niczego poza dosłownie dwoma czy trzema wywiadami, których udzielił. Nie prowadził też żadnych zapisków ani pamiętnika. Zwykle jest tak, że gdzieś tam, w bazach, wszyscy sobie siedzą i coś skrobią, zapisują, a Maciek nie, zatem cała nasza opowieść polega głównie na relacjach osób trzecich – synów, kolegów, ludzi, którzy go znali, z którymi się wspinał albo pracował na przykład w teatrze Witkacego, ale nie są to bezpośrednie relacje.

To opowieść o Maćku widzianym oczami osób trzecich. Ale w sumie czy to źle? Moim zdaniem to zupełnie inne i bardzo ciekawe doświadczenie. Wprawdzie bohater w naszej książce bezpośrednio nie przemawia – no bo nie mógł przemawiać – to ciekawa jest ta perspektywa oświetlenia go reflektorkami z różnych stron, reflektorkami różnych ludzi. Bo przecież nie są to tylko wspinacze. Są też synowie, uczniowie ze szkoły Kenara czyli ludzie, którzy go znali z  działalności poza górami. Myślę, że to jest bardzo interesujące, bo każdy z nas ma tendencję, żeby przedstawiać się w jak najlepszym świetle, a inni niekoniecznie widzą nas w taki sposób. Dla mnie była to wyjątkowo ciekawa perspektywa.

J.P.: Maciek rzeczywiście był przeciwieństwem współczesnego wspinacza i w ogóle chyba współczesnego człowieka. W ogóle nie dbał o PR, o wizerunek, był zamknięty, znał swoją wartość i po prostu robił swoje. Żył jak chciał. Dobrze go znałem, choć nie mogę powiedzieć, że byliśmy przyjaciółmi. Byliśmy jednak dobrymi kolegami i cieszę się, że ten Maciek był tożsamy z tym, czego się dowiedzieliśmy o nim od innych ludzi. Nie było tu żadnej sprzeczności.

Czy jakoś inspirowaliście się książką-wywiadem Jak wysoko sięga miłość Beaty Sabały-Zielińskiej z żoną Macieja, Ewą?

D.K.: Oczywiście czytaliśmy wywiad Beaty Sabały-Zielińskiej, w naszej książce są nawet cytaty z tej książki. Ta pozycja była dla nas ogromnie pomocna choćby dlatego, że my niestety nie mogliśmy się już spotkać z Ewą. Natomiast w tej książce jest praktycznie sama Ewa. To są bardzo emocjonalne wypowiedzi, a mnie bardzo się podobało to niezwykle emocjonalne spojrzenie na Maćka oczami żony. To inny punkt widzenia niż opowieści kolegów, którzy patrzyli zupełnie inaczej na swojego kolegę z gór. Nie było to jednak dla nas dominujące źródło, tylko jedno z wielu, z którego skwapliwie skorzystaliśmy.

Dlaczego ludzie tak chętnie czytają książki o himalaistach?

D.K.: Moim zdaniem na to pytanie nie ma jednej dobrej odpowiedzi, bo każdy ma zupełnie inne motywacje. Gdybyśmy zapytali o to dziesięciu czytelników, to zapewne dostalibyśmy dziesięć różnych odpowiedzi. Ja mogę powiedzieć tylko, dlaczego mnie osobiście ten świat jakoś uwodzi, dlaczego lubię o tym świecie pisać i czytać. Przede wszystkim dlatego, że sam nigdy nie wspinałem się w górach wysokich, nigdy nawet nie widziałem Himalajów – zazdroszczę Jurkowi, bo on widział je na własne oczy. Oczywiście dzisiaj znacznie łatwiej pojechać w Himalaje niż w latach 80. czy na początku 90. XX w., ale to wciąż bardzo kosztowna sprawa, na którą trzeba też mieć czas. Bardzo bym chciał tam pojechać, ale zawsze jest coś innego do zrobienia i wciąż to odkładam…

Więc z zazdrością zawsze czytam. Czytam też z podziwem, bo po prostu nie do końca jeszcze rozumiem, dlaczego ci wszyscy ludzie idą w góry w strasznym mrozie, wietrze, w warunkach, które są po prostu nieludzkie, i wspinają się na ośmiotysięczniki. Tak na marginesie, tam też motywacje są bardzo różne. Świat gór wysokich jest zupełnie inny od naszego, może dlatego jest taki ciekawy. Poza tym dzięki dostępowi do nowych technologii od 2013 roku i tej tragicznej wyprawy na Broad Peak wszyscy mieliśmy szansę oglądać zmagania himalaistów praktycznie na żywo, mogliśmy słuchać dziennikarzy relacjonujących wszystkie te wydarzenia na bieżąco. W przypadku tej konkretnej wyprawy całą kronikę umierania oglądała też rodzina Maćka Berbeki – matka, synowie, żona… To było i jest okropne. Oglądano to masowo, niemal jak zawody narciarskie. I każdy miał wgląd w ten odległy świat, mógł popatrzeć, jak to wszystko wygląda.

Większość oglądających chce sobie jeszcze potem trochę o tym świecie poczytać, poszerzyć wiedzę. Myślę, że właśnie dlatego ludzie lubią te książki. One są poza tym ciekawe z jeszcze jednego powodu, może nawet najważniejszego. Każdy z nas doświadczył rozczarowań, rozstań, narodzin, śmierci… W ciągu naszego życia mamy takie momenty, które są dla nas z różnych względów istotne. Ale w górach wysokich, w Himalajach czy Karakorum, w życiorysach himalaistów wszystko jest skupione w jakimś krótszym czasie, zupełnie jakbyśmy złożyli harmonijkę. Wszystko jest skomasowane, przez co wszystko czuje się znacznie intensywniej, doświadcza się jakby więcej. Życiorysy himalaistów są w pewnym sensie opowieścią o naszym życiu, tylko życiu przeciśniętym przez takie sitko, zupełnie jakby się wycisnęło owoc i zjadało miąższ, który nadal jest smaczny. Może dlatego te historie są takie interesujące.

J.P.: Pozwolę sobie dodać w tej kwestii coś jeszcze. Zajmuję się też prawami do książek, jestem agentem i mam sporą wiedzę na temat sprzedaży książek górskich w różnych wersjach językowych. Otóż Polska jest liderem światowym jeśli chodzi o poziom sprzedaży książek górskich. Może trudno w to uwierzyć, ale na przykład w przypadku wydawnictw angielskojęzycznych czy hiszpańskojęzycznych, gdzie, wydawałoby się, że te ilości sprzedanych książek górskich będą dużo większe, to, o dziwo, stanowią one zaledwie bardzo mały procent tego, co sprzedaje się w Polsce. Takimi nielicznymi wyjątkami jest na przykład Annapurna Herzoga – we Francji sprzedały się dwa miliony egzemplarzy, czego Darkowi życzę na przykład w przypadku książki o Kukuczce w Polsce. Polska jest więc absolutnym fenomenem rynkowym. Nie wiem, z czego się to bierze… Może z tego, że góry są po prostu częścią naszej kultury narodowej? Tak mawiał Michał Jagiełło, to był właściwie cytat…

Czy na koniec możecie uchylić rąbka tajemnicy o waszych twórczych planach na przyszłość?

D.K.: Jurek ma bardzo ciekawe plany, zazdroszczę mu. Szczególnie jednej książki bardzo mu zazdroszczę, pisze ją właśnie z Wojtkiem Fuskiem, ale może lepiej sam o tym powiedz, Jurku…

J.P.: Z Wojtkiem Fuskiem pracujemy nad dwiema książkami, które właściwie prawie kończymy, chyba jakoś łatwiej nam robić więcej projektów naraz. Pierwsza to książka o GOPR-ze. Natomiast projekt, o którym wspomniał Darek, to biografia Janusza Kurczaba, z takim tłem, powiedzmy, społecznym. Planujemy ją oddać jakoś pod koniec tego roku lub na początku przyszłego, więc jeśli wszystko pójdzie sprawnie, to być może za rok będzie już w sprzedaży.

D.K.: – A ja wracam na Śląsk i razem z Marcinem Pietraszewskim będziemy nadal pracować nad monografią katowickiego klubu wysokogórskiego. To fajny klub i kawał fajnej historii, chcemy też trochę pokazać śląskie środowisko i jak się zmieniało samo miasto na przestrzeni lat. Sądzę, że w przyszłym roku o tej porze roku książka będzie już dostępna. No a potem zobaczymy… Szczerze mówiąc, troszeczkę się już zmęczyłem górami, a nie chciałbym zostać zaszufladkowany jedynie jako autor książek górskich. Muszę chyba wymyślić jakąś woltę i dać czytelnikom coś zupełnie innego. Więc na pewno moja następna książka nie będzie o górach.

J.P.: – Wiesz co, Darku, ja mam taką fascynację, chociaż to jeszcze nie jest konkretny pomysł… Zrobiłem kilkanaście filmów o ratownictwie górskim i można powiedzieć, że to górskie ratownictwo znam, ale niesamowicie mnie fascynuje ratownictwo górnicze. Uważam, że to jest totalne szaleństwo, że ktoś w takich warunkach, setki metrów pod ziemią może na przykład czołgać się w stronę pożaru. Po prostu trudno to sobie wyobrazić! Ale to taka moja fascynacja.

D.K.: I widzisz, tak to właśnie jest: pracuje się nad jedną książką, a już się myśli o kolejnej…

Rozmawiała Eliza Kujan

***

Zapraszamy również na spotkanie z Dariuszem Kortko i Jerzym Porębskim, które odbędzie się na żywo w wersji online 2 grudnia (środa) o godzinie 20.00. Spotkanie prowadzi Michał Nogaś.

Recenzja książki dostępna jest TUTAJ.

Książka jest dostępna w przedsprzedaży w promocyjnej cenie w księgarni wspinanie.pl.

Pod patronatem




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum