10 kwietnia 2020 14:47

#zostanwdomu: życie wspinacza w czasach pandemii – rozmawiamy z Robbie’m Phillipsem

Brakuje nam skał i treningów. Próbujemy robić coś w domu, ale z motywacją bywa różnie, liczba  ćwiczeń jest ograniczona. Nie możemy planować wyjazdów, rośnie frustracja, boimy się, że spadnie nam forma. Te problemy dotyczą wszystkich wspinaczy w różnych krajach. Tym razem postanowiliśmy zapytać, jak radzi sobie z wyzwaniem #stayhome (#zostanwdomu) Szkot Robbie Phillips.

wspinanie.pl: Mógłbyś opisać aktualną sytuację w mieście, w którym mieszkasz, w Twoim regionie?

Robbie Phillips: W Edynburgu mamy tzw. lockdown. Oznacza to, że domy możemy opuszczać wyłącznie w celu załatwienia podstawowych i najważniejszych spraw, takich jak zakupy żywności, praca (jeśli jest uznana za niezbędną) czy pomaganie przyjaciołom i członkom rodziny, którzy są w grupie ryzyka. Rząd wydał również zgodę na aktywność fizyczną na zewnątrz – przez jedną godzinę dziennie.

Gdy pierwsze ograniczenia weszły w życie, ludzie buntowali się i wyjeżdżali za miasto, w miejsca zazwyczaj rzadko odwiedzane. Jednak ponieważ już wtedy wiele osób nie pracowało, w tych zielonych obszarach robiło się tłoczno – często nawet bardziej niż w święta czy wakacje! Na skutek tego wprowadzono kolejne regulacje, według których sport/aktywność możemy uprawiać, ale nie dalej niż na obszarze znajdującym się w obrębie “zasięgu nóg” od naszego domu.

No rock climbing! No bouldering! No crack climbing! Only indoor training! (fot. kadr z filmu Robbiego)

Jak zachowali się wspinacze?

Początkowo wielu z nas myślało, że możemy się dalej wspinać, jednak nasze organizacje wspinaczkowe (BMC i MCS) szybko ogłosiły swoje stanowisko, według którego jakakolwiek aktywność wspinaczkowa na zewnątrz jest mocno odradzana. Od tego momentu środowisko wspinaczkowe zjednoczyło się i teraz niemal nikt się nie wspina. Wyjątki są sporadyczne, ogólnie rzecz biorąc uważam, że wspinacze zachowali się bardzo dobrze. Według mnie problemem nie jest w tym przypadku gromadzenie się, ale potencjalne ryzyko wystąpienia urazów, które mogłyby niepotrzebnie obciążać służbę zdrowia (NHS), która i tak nie ma łatwo.

Jak wygląda Twoje życie w czasach pandemii?

Nie zmieniło się zbytnio. Co prawda miałem być nadal na tripie w USA, jednak wróciłem do Szkocji, gdy sytuacja zaczynała się pogarszać. Odbyłem 14-dniową kwarantannę, która skończyła się niedawno. Lockdown trwa i mój czas na zewnątrz jest bardzo ograniczony. W normalnej rzeczywistości, gdy jestem na miejscu, swoje dni dzielę pomiędzy pracę zdalną i treningi – teraz obie te rzeczy robię w domu.

Muszę przyznać, że w zasadzie cieszę się taką prostotą życia. Wstaję rano (nie za wcześnie), jem fajne śniadanie ze swoją dziewczyną, w ciągu dnia trenuję kilka razy na fingerboardzie i trochę pracuję, przygotowując materiały dla sponsorów do naszego kanału na YouTube’ie. Wieczorem trenuję jeszcze trochę, jemy kolację i oglądamy Netflixa. To bardzo miły i pełen relaksu tryb życia, którego wcześniej nie miałem okazji zbyt często dzielić ze swoją dziewczyną, która pracuje na etacie. Teraz możemy spędzać całe dni razem!

Myślisz, że uda Ci się utrzymać formę? Ile czasu poświęcasz na te treningi? Masz własną ściankę?

Niestety, nie mam swojej ścianki, nie ma na to miejsca w mieszkaniu o powierzchni 40 m2. Póki co wystarcza mi drążek i chwytotablica, która zmusza mnie do pracowania nad moją słabą stroną – siłą palców. W Edynburgu jesteśmy rozpieszczeni wyborem fantastycznych ścian, mam wielu znajomych, którzy trenują prawie codziennie, co czasem sprawia, że trudno jest trenować, bo chcę tylko spędzić czas z kolegami i się powspinać. Teraz ta część zniknęła kompletnie i zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, że może te niesamowite obiekty treningowe tak naprawdę trochę mnie “spowalniały” (śmiech)!

A nie masz problemów z motywacją?

Nie, ale czasem z lenistwa nie zaplanuję dokładnie sesji treningowej i wiem, że czasem może to powodować spadek motywacji. Na ścianie w takiej sytuacji po prostu bym się rozgrzał i ostro powspinał. W mieszkaniu mam bardzo ograniczone możliwości, więc plan treningu jest jeszcze ważniejszy, jest potrzebna, by mieć trochę frajdy, by coś się działo i przede wszystkim, by trening był efektywny.

Powiedz coś więcej o tym treningowym planie.

To plan sesji treningowej, ale także plan dnia. Dobrze jest wstawać rano o tej samej porze, jeść śniadanie, mieć stałe pory treningów etc. Wtedy jesteś w stanie skupić się na treningu, który sam w sobie musi być rozpisany. Ja mam rozpisane sesje na trzy miesiące do przodu, każdy tydzień ma określoną liczbę sesji, wiem co będę robił kolejnego dnia. Do tej pory idzie mi dobrze i każdego dnia cieszę się na kolejne treningi.

Co zrobisz gdy skończy się lockdown?

Wsiądę do swojego vana i pojadę prosto w skały!

Masz jakieś konkretne cele na to lato – oczywiście, gdy pandemia się skończy?

W tym momencie nie mam pojęcia… Naprawdę nie mogę niczego planować, nikt nie wie, jak rozwinie się sytuacja. Wszystkie moje duże wyjazdy i cele na ten rok zostały anulowane, więc nie pozostaje mi nic innego jak siedzieć i czekać. To nieposiadanie planów również trochę mnie cieszy, ale jeśli sytuacja w UK uspokoi się w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy, z przyjemnością spędzę lato w kraju, eksplorując najlepsze rejony wspinaczkowe – wszystko jak leci, od boulderingu, przez sport, po wspinanie tradowe.

Jak myślisz, jaką naukę wyciągniemy z tej epidemii i czasu izolacji?

Jako gatunek ludzki mam nadzieję, że poprawimy komunikację pomiędzy krajami, będziemy się bardziej wspierać. Wszyscy obserwujemy też pozytywny wpływ lockdownu na klimat i naturę. Może to zainspiruje rządy, by wdrażać systemy i rozwiązania mające na celu poprawę sytuacji w tym obszarze?

Jako wspinacze?

Mam wrażenie, że środowisko wspinaczkowe wykazało się solidarnością. Zawsze uważano nas za anarchistów nieznoszących status quo, przepisów i rządów. Jednak epidemia sprawiła, że zbliżyliśmy się do siebie i zdaliśmy sobie sprawę, że to dotyczy nas wszystkich – stosujemy się do rządowych zaleceń i wspieramy się wzajemnie dla dobra ogółu. Mam nadzieję, że stanie się to podstawą dalszych dużych zmian, które musimy wspólnie wdrożyć w perspektywie nadchodzących lat.

A dla Ciebie?

Dla mnie osobiście największą nauką jest umiejętność odpuszczenia. Mam w zwyczaju szybko przeskakiwać z projektu na projekt, realizować kolejne cele, łaknę sukcesu, nigdy nie odpoczywam… Przymusowa kwarantanna sprawiła, że niepewność stała się częścią codziennego życia i po prostu nie mogę planować. Szczerze mówiąc tak zrelaksowany nie czułem się od lat. Szkoda, że do tego trzeba było cholernej pandemii!

***

Jak sportowcy radzą sobie w czasach pandemii? Zapytaliśmy o to kilku znanych wspinaczy – m.in. Angelę Eiter#zostanwdomu: jak radzi sobie mistrzyni Angela Eiter?




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum