17 marca 2020 12:34

Gosia Jurewicz i Józek Soszyński zachodnim filarem Harstadnebby

W dniach 5-7 marca Gosia Jurewicz i Józek Soszyński pokonali zachodni filar Harstadnebby – szczytu u wylotu doliny Litldalen w środkowej Norwegii. Poniżej relacja.

Gosia Jurewicz na szczycie Harstadnebby (fot. Józek Soszyński)

***

Filar ma około 1450-1500 metrów przewyższenia. Został po raz pierwszy pokonany w 1961 roku przez Ralpha Høibakka i Olava Innerdala, ale nie wiemy, czy tą samą linią, którą szliśmy, czy też łatwiejszymi wariantami mocno trawersującymi ścianę z lewej do prawej strony i omijającymi kluczowe wyciągi w kopule szczytowej. W latach 80. nie powiodło się kilka prób zimowych, aż do 1991 roku, kiedy to zespół Aslak Aastorp, Trond Hilde i Øyvind Vadla (uważany w Norwegii za „dream team”) dokonał pierwszego zimowego przejścia. Wspinaczkę rozpoczęli w czwartek wieczorem, na lekko (1 śpiwór i namiot szturmowy na 3 osoby). W ciągu dnia zrobili dłuższy przystanek na gotowanie, a po dobie wspinaczki zabiwakowali 3 wyciągi od szczytu (prawdopodobnie w miejscu naszego drugiego biwaku). W sobotę rano osiągnęli wierzchołek.

My wyruszyliśmy w ścianę o 7 rano. Pierwszego dnia wspinaliśmy się 11 godzin. Początkowe setki metrów drogi to lawirowanie po tarasach przecinających ścianę, przedzielonych kilkoma wyciągami wspinaczkowymi. Teren (miejsca M5) pokonywaliśmy głównie na lotnej, a posuwanie się do przodu było utrudnione ze względu na głęboki, kopny śnieg na zalesionych półkach – aż do miejsca, gdzie osiągnęliśmy ramię Filara.

Łatwiejszy teren na ramieniu Filara (fot.  Gosia Jurewicz)

Grzęda ta była całkowicie pozbawiona śniegu, wywianego przez silny, południowy wiatr kilka dni wcześniej. Tutaj też temperatura spadła poniżej 0 st. i zaczęły wysychać na nas ubrania, przemoczone w niższych partiach ściany. Łatwą grzędą doszliśmy do spiętrzenia środkowej części Filara i rozpoczęliśmy wspinanie w bardziej stromym terenie. Mieliśmy tylko orientacyjne wskazówki na temat przebiegu drogi i prawdopodobnie zboczyliśmy trochę za bardzo w lewo, ale i tak wspinaczka nie była szczególnie trudna (M4-5 z miejscami 6). O zmroku założyliśmy biwak na dogodnej, osłoniętej od wiatru półce pod wielkim okapem.

Poranny start z pierwszego biwaku (fot. Gosia Jurewicz)

Drugiego dnia w czasie 11 godzin pokonaliśmy największe spiętrzenia i trudności techniczne drogi, w tym kominy wyprowadzające do kotła podszczytowego pomiędzy wierzchołkami (które odczuliśmy jako M6+, kilka A0 – rysa offwidth, na którą nie znaleźliśmy sposobu przejścia w rakach) i zabiwakowaliśmy drugi raz, niedaleko wierzchołka, na bardzo wygodnym tarasie.

Gosia na trudniejszym fragmencie dogi (fot. Józek Soszyński)

Kluczowy wyciąg (fot. Gosia Jurewicz)

Trzeciego dnia w 3 godziny dokończyliśmy drogę, stając w silnym wietrze na szczycie. Można było zrobić to drugiego dnia wieczorem, co proponowała Gosia, i nocować na łatwej i szerokiej grani za wierzchołkiem, ale myślę, że w obliczu zmęczenia, braku wiedzy o dokładnym przebiegu drogi, wymagającej asekuracji na jednym z końcowych wyciągów, świetnej półki biwakowej i pewnego górskiego romantyzmu, który bardzo sobie cenię, drugi nocleg w ścianie był dobrym wyborem – do tej deklaracji Gosia zgłasza zdanie odrębne ;). Zejście odbyło się w bezpiecznych warunkach lawinowych i nie przedstawiało większych trudności.

Grań na dojściu do wierzchołka (fot. Józek Soszyński)

***

Czas w ścianie: 53 godziny, efektywnej wspinaczki: 25 godzin.

Użyliśmy 60 m liny połówkowej. W łatwym terenie na lotnej, w trudniejszym na sztywno – każdy wspinał się z plecakiem i w najtrudniejszym – pierwszy wspinał się bez plecaka, drugi pałował z dwoma.

Mieliśmy komplet camów od #00 do 3, w większości podwojony, a także małe offsety, średni zestaw kości (prawie nie używaliśmy), 10 górskich ekspresów, kilka haków, buldoga (użyte sporadycznie na stanowiskach). Sprzęt do biwakowania: śpiwór puchowy powiększony wstawką z materiału (żeby pomieścić dwie osoby), podwójna płachta biwakowa, karimaty, MSR (na drugim biwaku rozpoczął pracę dopiero po godzinnym ogrzewaniu w śpiworze).

Przybliżony przebieg drogi. Duże zniekształcenia perspektywy (fot. Józkj Soszyński / Gosia Jurewicz)

Zachodnie urwiska Harstadnebby przedstawiają wciąż duży potencjał eksploracyjny. Zamiast omijać, wystarczy zaatakować najbardziej strome spiętrzenia filara, headwallu i ściany kotła podszczytowego. Jest to z pewnością duże wyzwanie nie tylko wspinaczkowe, ale też logistyczne; długi czas pobytu w ścianie, dużo sprzętu do wspinaczki klasycznej i hakówki, dużo wody i jedzenia do wyholowania. Z pewnością jednak eksploracyjnie bardzo atrakcyjne.

Józek Soszyński




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum