Adam Ondra: Wspinanie jest świetną formą wyrażania siebie

Pamiętam wizytę w Ospie, gdy pod główną ścianą było pusto i cicho jak makiem zasiał, a w lewej lodówce kłębiły się tłumy ludzi. Każdy, niby to przypadkiem, właśnie tego dnia chciał się tam wspinać. Adam próbował wtedy Vicious Circle – drogę, którą po poprowadzeniu wycenił na 9a+/b. Było to rok przed Silence (9c), która przeliczając jeden do jeden na naszą skalę powinna otrzymać wycenę VI.10. Taka cyfra robi wrażenie.

Z Adamem Ondrą, najlepszym wspinaczem świata, specjalnie dla wspinanie.pl rozmawiał Paweł Wrona (CCD Fotografia).

Adam Ondra (Paweł Wrona / CCD Fotografia)

***

Adam to taki gość, który nie startuje zbyt często w zawodach, ale jak już się za to weźmie, to wygrywa. Podobnie z bigwallem, jak zacznie, to robi Dawn Wall.

Alex Honnold „The Age of Ondra”

 

Patrząc na kolejne odcinki „Road to Tokyo” (cała seria tutaj – red.) pomyślałem  sobie “Czasem wygrywasz, czasem się uczysz”. Czego nauczyłeś się w poprzednim roku?

Format olimpijski jest skomplikowany, więc także zdobyta wiedza była dość złożona. Obejmowała wiele aspektów. W kwalifikacjach wszystkie trzy dyscypliny mają tę samą wagę, ale po zeszłym roku widzę, że jednak najważniejszą dyscypliną na Igrzyskach będzie bouldering. Mimo ciężko przepracowanego okresu przygotowawczego i mimo dobrej formy psychicznej w dniu startów i tak wszystko rozstrzygnie się na baldach.

Teraz jesteś całkowicie pochłonięty trenowaniem czasówek…

Tak, teraz staram się zrobić wszystko, by nie zająć w czasówkach ostatniego miejsca. Ale, jak już powiedziałem, i tak najważniejszy będzie bouldering. Każda runda zawodów boulderowych jest inna i praktycznie każdy może zająć w boulderingu pierwsze miejsce. W zeszłym roku nauczyłem się ważnej rzeczy. Kiedy widzę, że jakiś bald mi nie leży, to i tak podczas każdej próby muszę dać z siebie wszystko.

Zatem kiedy zaczniesz treningi w tym kierunku?

Pod koniec stycznia.

A co z prowadzeniem? Wydaje się Twoją najmocniejszą stroną.

Tak. Patrząc po kolei na trzy konkurencje. Prowadzenie jest tą konkurencją, gdzie nie potrafię się już za wiele nauczyć. Wynika to głównie z tego, że jej kształt nie zmienił się w zasadzie przez ostatnie dziesięć lat. Oczywiście przed Igrzyskami będę potrzebował nieco czasu, by wrócić do formy i być gotowym na 100 procent. Muszę jeszcze popracować nad dynamiką, zrobię to wspinając się po dużej ilości nowoczesnych baldów.

Natomiast zdałem sobie sprawę, że podczas Igrzysk – mimo że jestem w stanie wykręcić tam swoją życiówkę – i tak mogę zająć ostatnie miejsce w czasówkach. Pomoże mi to jednak psychicznie, coś na zasadzie „o! to jest ten dzień”. Oczywiście mógłbym teraz odłożyć sprinty na bok i skoncentrować się na baldach lub prowadzeniu, ale w konsekwencji czułbym silną presję. Dlaczego? Bo kolejność dyscyplin w Tokio będzie dla mnie naprawdę niekorzystna. Konkurs rozpocznie się właśnie od czasówki.

Podczas treningu czasówek (Paweł Wrona / CCD Fotografia)

Nie wydaje Ci się, że obecny format olimpijski dla wspinania to tak, jakby włożyć do jednego worka sprint na 100 m, bieg na 800 m i maraton?

Według mnie rozrzut jest jeszcze większy, coś na kształt połączenia ze sobą rzutu oszczepem, sprintu na 100 m i biegu na 800 m. Wspinanie na czas jest czymś zupełnie innym i trzeba być w tej dyscyplinie naprawdę mocnym psychicznie.

Czyli dochodzimy do tego, że we wspinaniu rzeczywiście najważniejszym mięśniem jest nasz umysł.

Tak, wejście w tzw. flow. Wyłączenie myśli. Najlepiej byłoby to osiągnąć w trzech dyscyplinach. Dla mnie najtrudniej jest oczywiście przy czasówce. Okazuje się, że mój umysł jej nie lubi i dodatkowo mam w niej najmniej doświadczenia. Natomiast łatwo łapię flow na baldach i przy prowadzeniu.

Adam podczas zawodów w Monachium (fot. Lukas Biba / arch. Adam Ondra)

Myślisz, że wspinanie jest trochę podobne do medytacji?

W pewnym sensie tak, ale na pewno nie możemy w pełni kontrolować oddechu. Tyle się przecież dzieje, gdy się wspinamy. Tak naprawdę powinieneś być obecny i nieobecny jednocześnie. Jest to trudne, ale możliwe do osiągnięcia dla tych wspinaczy, którzy potrafią kontrolować swoją podświadomość. Trzeba polegać na swojej intuicji i doświadczeniu. Im lepszym jesteś wspinaczem, tym potrafisz wejść głębiej w ten proces. We flow. Dobrzy wspinacze decyzje podczas wspinania podejmują automatycznie.

Ale z drugiej strony ten umysł ma nas zachęcić do wygranej…

Są dwie metody. Pierwsza z nich to odpowiednia pewność siebie, a druga to „zero presji”. Na Igrzyskach zadziała pierwsza z nich. Jest oparta na pozytywnym przeświadczeniu – trenowałem najlepiej jak potrafiłem, wszystko robiłem na 100 procent, dobrze wypocząłem i dziś jest ten dobry dzień. Druga metoda sprawdza się w skałach.

Im głębszy flow tym lepiej. Wymaga to jednak doskonałej techniki i wizualizacji. Widzę teraz, jakie znaczenie miało wprowadzone przez Ciebie metody symulacji drogi wraz z Twoim fizjoterapeutą. Trenowałeś przechwyty, nie będąc na drodze (w ten sposób Adam przygotowywał się m.in. do przejścia fleszem Super Crackinette 9a+, red.).

Myślę, że przesunąłem wizualizację drogi na wyższy poziom. Próbowałem dokonać symulacji pracy każdego mięśnia. To działanie wynika z niebywałej złożoności wspinania. Wszystko ma znaczenie. Jeżeli zapytałbyś mnie, co jest najważniejszym czynnikiem wpływającym na końcowy rezultat odpowiedziałbym Ci – kombinacja wszystkich z nich. Nie można być coraz lepszym lub najlepszym, trenując tylko jedną cechę, np. siłę. Złożoność i równomierny rozwój wszystkich cech stanowią przyszłość wspinania.

Na “Super Crackinette” 9a+ FL, Saint Léger, 2018 (fot. Bernardo Gimenez / archiwum Adam Ondra)

Przyszłość wspinania. Wiem, że czytasz książki Jareda Diamonda dotyczące przeszłości i przyszłości Europy oraz ogólnie cywilizacji. Wydaje mi się zatem, że zmiany zachodzące w naszej “działce”, czyli we wspinaniu, są dla Ciebie ważne.

Jasne. Jeżeli o to chodzi, czuję wielką odpowiedzialność. Powinniśmy zawsze pamiętać o historii wspinania.  Zanim poprowadziłem najtrudniejsze drogi, czyli Change 9b+ i Silence 9c, chciałem mieć absolutną wiedzę o skali trudności. Dlatego skupiłem się na powtarzaniu topowych dróg z lat ’80 i ’90. Chciałem znać poziom i możliwości najlepszych wspinaczy tamtego okresu. Bez tego nie odważyłbym się zaproponować wyceny 9b+. Jakakolwiek aktywność bez poznania i poszanowania jej historii jest raczej słaba.

Patrząc na wzrost pokonywanych trudności w przeszłości widzę, że największą zmianę spowodowało wprowadzenie odpowiednich metod treningowych. W kwestii przyszłości, wspinanie rozbije się na coraz większe specjalizacje. Będzie można wybrać między wyprawami wspinaczkowymi, wspinaniem skałkowym, super bezpiecznym wspinaniem sportowym, baldami czy czasówką. Nie jest to bynajmniej złe. Każdy może sobie znaleźć rodzaj, który sprawia mu największą frajdę. Wspinanie jest według mnie świetną formą wyrażania siebie.

Na “Change” 9b+, Flatanger 2012 (fot. Petr Pavlíček / arch. Adam Ondra)

OS na Silence jest możliwy? A jeśli tak, to kiedy?

Ogólnie jest możliwy, ale chyba obecnie jesteśmy od tego daleko. 9c OS  oznaczałoby około 10b RP (10b, przeliczając na skalę Kurtyki wprost, dawałoby około VI.14 – przypis autora). Aczkolwiek umiem sobie wyobrazić, jak takie 10b mogłoby wyglądać.

Jak?

Potencjał robienia trudnych dróg przez ich wydłużanie w zasadzie się skończył. 15 lat temu to działało, teraz już nie. Ciężko jest znaleźć kawałek skały, który dawałby możliwość dla realizacji czystej wytrzymałości, nawet w Hiszpanii. Popatrz na najtrudniejsze drogi, cruxy są przedzielone relatywnie łatwiejszymi partiami. Trudny bald, łatwa część, trudny bald i znów łatwa część. Dlatego 10b wyobrażam sobie nawet na pięciometrowym kawałku skały, przecież trudniejsze ruchy są zawsze możliwe. Rozwój trudności zatrzymał się około roku 1991, gdy dotarliśmy do 9a. Potem przez 10 lat nic nie ruszyło, aż nastąpił kolejny progres. Co było przyczyną? Bouldering. Perspektywa, że droga boulderowa może być trudna, zmieniła wszystko. I tak przy okazji, kucie i poprawianie dróg w dawnych czasach wydaje się irracjonalne.

Ale wciąż możemy kilkumetrowy bald zlokalizować nawet na 1000 m ścianie. Była presja? Mam oczywiście na myśli Dawn Wall. Wiesz, gość z Europy w konfrontacji z potężną Ameryką.

Na samym początku podszedłem do tego na zasadzie “spróbujmy i zobaczymy”. Byłem dość zielony w kwestii bigwallu i tradu. Zrobiliśmy jednak nieklasyczne przejście i pomyślałem – “ok., to możliwe”. Ale potem, zagłębiając się w niuanse, drogi zacząłem myśleć, że jest to jednak trudne. Ciężko było mi się przyzwyczaić się do tamtejszego wspinania. Jeśli jednak da mi się wystarczająco dużo czasu, wszystkiego się nauczę, niekoniecznie najlepiej, ale przynajmniej tak, żeby zaczęło grać. Kocham wspinanie, więc mogę doskonalić się w każdej jego odmianie, no może oprócz czasówki, bo trudno mi ją pokochać ;).

A wracając do Dawn Wall, oczywiście czułem presję. Rosła wraz z kolejnymi wyciągami. Czułem lekką frustrację, że mimo dobrego warunu i całkiem dobrej formy mam trudności z kluczowym wyciągiem. Na szczęście wyrestowałem i udało się.

Na “Dawn Wall”. Ósmy dzień w ścianie, do końca cztery wyciągi (fot. Pavel Blazek / arch. Adam Ondra)

To była daleka podróż. A bliska? Polska Jura?

Dwa razy wspinałem się na Jurze. Pierwszy raz w Mamutowej, gdy było -8°C.

Wiem :). Wszyscy myśleli, że to żart.  

Byłem w Krakowie [Adam gościł na 8. Krakowskim Festiwalu Górskim w 2010 roku – red.] i było dla mnie jasne, że chcę zobaczyć Mamutową. To był zabawny dzień, ale warun nie przekonał mnie do powrotu w tamto miejsce. Drugim razem zrobiłem Made in Poland VI.8 na Wielkiej Cimie. Coś wspaniałego.

Adam na “Made in Poland” VI.8 (fot. Petr Pavlíček / arch. Adam Ondra)

Cima serio wygląda jak Grande Cima w Dolomitach?

Tak, ale jakość skały jest u Was dziesięć razy lepsza.

A myślałeś o Stali Mielec VI.8+ (9a+)?

Tak, ale chyba robiłem jej część, więc ani OS ani flesz nie są możliwe. Jednak Jura nie jest daleko od Brna. Chciałbym na przykład kiedyś zajrzeć na Pochylca.

Jurajskie przewodniki Adamowi się bardzo spodobały. Na pewno się przydadzą! (fot. Paweł Wrona / CCD Fotografia)

Zachęcam, a jeżeli zmierzamy w boulderową przyszłość i krótsze drogi dodam, że mamy całe połacie wapienia gotowe na takie właśnie projekty. Bywa też cieplej niż -8°C :-) Na pewno wiesz, że w 1989 r. Tomasz Pilka wytyczył u nas Charitkę VI.5+ (8a), do dziś jedną z najtrudniejszych lub najtrudniejszą drogę w tym stopniu… a myśląc o tej drodze przychodzi mi na myśl Twoje zdanie, że do 8b nie trzeba trenować. Możesz to rozwinąć?

To kwestia definicji treningu. Wiesz, jakiś konkretny plan, periodyzacja, resty, kampus itd. Tak, myślę że do 8b można dotrzeć wspinając się 3-4 razy w tygodniu bez jakiejś konkretnej struktury treningowej. Ale bardzo ważny jest dobór dróg lub baldów. Gdy to zrobisz poprawnie, można nawet zwiększać siłę palców bez kampusa czy chwytotablicy. Natomiast gdy wspinasz się po 6a i chcesz zrobić 7a, po prostu się wspinaj. Znam ludzi robiących 7a, którzy nie umieją się ani razu podciągnąć. Gdy chcesz przeskoczyć z 7a na 8a, włącz trochę boulderingu, by poprawić koordynację, dynamikę i siłę. Niekoniecznie trzeba robić dzisiejsze nowoczesne baldy. Oldschool wystarczy ;).

(fot. Paweł Wrona / CCD Fotografia)

Na koniec skojarzenia, rzucę słowo i powiedz mi swoją pierwszą myśl.

Tokio – podekscytowany
Silence – wspomnienie
OS – na całego
Czeskie piachy – alpinizm w pigułce
Piwo, wino lub nic – wino lub nic
Czas – czasówka
Moc – technika jest ważniejsza
Marzenie – Project Big
Adam Ondra – wspinacz

Dzięki za rozmowę.

***

Rozmowę przeprowadził Paweł Wrona / CCD Fotografia.

Podziękowania dla ściany wspinaczkowej Tendon Hlubina w Ostrawie za gościnę.




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    Wywiad z Adamem Ondrą - VI.6 bez treningu [54]
    Bardzo fajny wywiad, dzięki! Na końcu jest fragment: "... a…

    16-01-2020
    Micaj