15 grudnia 2019 17:59

Ostatnia Olimpiada. Mechanior o Kraków Boulder Contest 2019

Starożytni Grecy mieli swoje dziwactwa. W Atenach nie lubili króla, więc nie mieli go w ogóle, w Sparcie lubili go tak bardzo, że mieli dwóch. W Koryncie wieńczyli kolumny kamiennymi liśćmi, w dzisiejszej Turcji ślimakami, na Rodos pobudowali latarnię morską w formie prototypu Statuy Wolności. Wszystkie dzieci uczyły się na pamięć i w całości odpowiednika naszego “Pana Tadeusza”.

Jeszcze inną osobliwością Hellady było upodobanie do zawodów sportowych, zwanych igrzyskami i organizowanych z pobudek religijnych. Najsławniejsze z nich odbywały się w Olimpii ku czci – zdaje się – Apollina. Znaczenie olimpijskich igrzysk było tak wielkie, że z czasem okres pomiędzy nimi zyskał osobną nazwę Olimpiady i posłużył jako jednostka pomiaru czasu. Okres ten trwał cztery lata. Tyle samo czasu upłynęło od ostatnich wspinaczkowych finałów na KFG. Tytuł relacji ma wyrażać nadzieję, że na kolejne festiwalowe finały nie będziemy czekać dłużej niż rok.

Kraków Boulder Contest 2019 (fot. Marcin Ciepielewski / Images of Passion)

***

 

Tegoroczne zawody Kraków Boulder Contest miały szczególny charakter ze względu na współorganizujące je podmioty: KFG, świętującą 100-lecie swojego istnienia Koronę oraz celebrujący własną nowość Cube. Zadanie połączenia dwóch ostatnich miejsc w ramach jednej imprezy rozwiązano pomysłowo, nawet jeśli po części karkołomnie: większą część eliminacji (w tym całość kategorii RELAX, czyli amatorskiej) przeprowadzono na Cube, zarazem kilka z najtrudniejszych przystawek dla mocarzy (PRO) czekało w koroniarskiej piwnicy. Na te dodatkowe baldery regulamin przewidywał osobne półtorej godziny dla zawodnika, liczone od chwili pojawienia się na „Koro”; redaktor wspinanie.pl nie jest pewien, czy wysokie wpisowe zawierało w sobie cenę biletu tramwajowego.

Moje rozliczne obowiązki na Festiwalu obejmowały również przynależność do kolegium chwytowego, czyli teamu routesetterów. Szefowanie temu gremium wziął na siebie nasz eksportowy kasztanek Marcin Wszołek, zaś pomagali mu: Olga Niemiec, Piotr Czarnecki, Aleksander Romanowski i Piotr Smaroń (plus niżej podpisany). Z tego oraz innych względów nie byłem w możności oglądać eliminacji i przebieg ich znam jedynie z tabelek wynikowych oraz pośrednich relacji. Tabelki mówią, że runda spełniła swoje zadanie sportowe, czyli zwróciła wynik. Anonimowe źródła w grupie „pro” nie ganią przystawek, przeciwnie – chwalą je. Wśród „relaksów” słyszałem głosy, że pomiędzy przystawkami prostymi a trudnymi brakowało tych ulubionych, dających poczucie sukcesu, na który trzeba zapracować. Zasadniczo ludzie wydali mi się zadowolonymi z zabawy.

Eliminacje na Cube (fot. Miłosz Nycz)

Chłopcy z Cube postanowili odwołać się do świeckiej tradycji i przeprowadzić w sobotę finał kategorii RELAX. Odwołano się do lubianej formuły duelu (tzw. „formuła adidas Rockstars”), w której rywalizacja na identycznych baldach zyskuje cechy wyścigu, nie tracąc przy tym właściwości wspinania. W finale zwyciężyli: Weronika Rotko nad Moniką Wlazło oraz Damian Grudzień przed Adamem Olszewskim. Warto przy tym nadmienić, że zwycięzcą męskich eliminacji został Piotr Szemiel, który musiał wszakże wcześniej powrócić do Łodzi.

Co się tyczy kwalifikacji płowowłosych bestii (PRO), niewątpliwie warto odnotować brak w finałowej szóstce starego wygi Kamila Ferenca oraz młodego wilczka, prywatnie mistrza Polski, Jakuba Ziętka. W finale Rosjanin, dwóch Ukraińców oraz czterech Polaków; sumuje się do siedmiu, bo Romek Batsenko, choć jeszcze bez obywatelstwa, podpada pod dwie kategorie. U pań rozkład narodowościowy niemal identyczny, rolę polsko-ukraińskiego łącznika bierze na siebie Daszka Brylowa; brak papierów na Polaka u tych dwojga świadczy o słabości struktur naszego państwa. Pozwólcie, że przy okazji wyrażę nadzieję, że zobaczymy jeszcze siostry Kałuckie w prawdziwej balderowej formie oraz radość z niespodzianki, jaką awansem do finału sprawiła Asia Zakrzewska.

Oglądanie baldów finałowych (fot. Marcin Ciepielewski / Images of Passion)

Finalistki

Ida Kupś
Daria Brylova
Małgorzata Rudzińska
Joanna Zakrzewska
Eugenia Lawruszkina
Katarzyna Ekwińska

Finaliści

Jewgienij Zazulin
Roman Batsenko
Serhij Topiszko
Jakub Jodłowski
Piotr Bunsch
Piotr Schab

Finały PRO

Finał rozegrano na największej ścianie, jaka może się zmieścić w dostępnej sali (Uniwersytetu Ekonomicznego, gdzie odbywał się KFG); a i tak nie zmieściło się na niej osiem problemów. Z tego względu, a pragnąc uniknąć niewygodnej przerwy w trakcie rozgrywki, należało odwołać się do zawodowego kunsztu ekipy chwytowych i tak przygotować jedynki, aby możliwie szybko dało się przerobić je na czwórki. Plan udało się wykonać „na wsje sto”: konieczne przeróbki były możliwe do wprowadzenia w ciągu kilku minut, dzięki czemu uniknięto opóźnień nawet podczas oglądania balderów.

PANIE

K1

Dosyć prosty pionowy problemat z czujnym podskokiem na końcu. Po mękach na starcie Gosia Rudzińska traci tym ruchem szansę na top. Bez topu również Asia Zakrzewska.

K2

Znacznie mniej prosty przewieszony problemat po czarnych strukturach, kulminujący dwoma obscenicznymi, żółtymi wulkanami – podtopowym i topowym. Podtopowy, wzbogacony karym szpaksem, umożliwiał harde wejście lewą ręką w plecy, co z kolei pozwalało zorientować się, czy zawodniczki potrafią poprawnie usiąść na nodze w wymagającej formacji. Dodajmy, że chwilę wcześniej należało jeszcze wymyślić haczenie kolana – da nam to pełen obraz drugiego damskiego problematu jako wszechstronnego sprawdzianu umiejętności. Sprawdzian ów zdają Daria Brylowa i Ida Kupś. Strata przez tę ostatnią kilku prób na bardzo prostym starcie nie daje się wytłumaczyć, a przecież decydująco wpływa na ostateczny rezultat finału.

Eugenia Lawruszkina (fot. Marcin Ciepielewski / Images of Passion)

K3

Niski okap niegdysiejszej oficjalnej ściany PZA nie pozwala pomachać nogami w powietrzu, zaś bliskość końca sceny nakazuje wspinaczki topujące w rozsądnej odległości od szczytu ściany. Z tego powodu problemat wiódł trawersem krawędzi wspomnianego daszku, aby następnie kulminować siłowym wyjściem na żółtych, obławych rogalach. „Silva rerum” w trawersie (dużo paczek) pozwoliła pogubić się Asi Zakrzewskiej oraz Żeni Lawruszkinej; na wyjściu lekko zatrzęsło Kasią Ekwińską, nieco mocniej Daszką Brylową, bardzo mocno Gosią Rudzińską – wszystkie przecież zatopowały. Ida Kupś była na trójce wspinaczem z innej ligi.

Daria Brylova (fot. Adam Kokot / KFG)

K4

Czwórka była problematem dziwnym o tyle, że piękne, czerwono-drewniane księżyce znanej firmy, z których ją pobudowano, różniły się między sobą znacząco, zarazem w sposób dla publiczności niewidoczny. Straciła na tym czytelność balda – nawet osoby dobrze rzecz wspinaczkową znające wpadały w konfuzję, nie umiejąc właściwie określić przyczyn sukcesu bądź porażki zawodniczek. Lepiej od nich uczyniła to tabela wyników, rzut oka na którą pozwala zrozumieć sens czwartej przystawki i całego niedzielnego finału. Była nim jakościowa różnica pomiędzy Idą Kupś i Darią Brylową (jedyne topy na czwórce), a pozostałymi bohaterkami wieczoru.

Trochę szkoda, że rundzie zabrakło jeszcze jednej solidnej trudności – by może udałoby się rozdzielić Idę i Darię czymś więcej niż próbą do bonusa. Daria wygrywa zawody niemal stuprocentową skutecznością i cieszy się aplauzem publiczności „nigdzie indziej niespotykanej”. W tym czasie Ida gryzie gorzką pigułkę żalu – jej skuteczność byłaby jeszcze doskonalsza niż Darii, gdyby na starcie dwójki nie odebrało jej trochę rozumu.

Finalistki Kraków Boulder Contest 2019, na pierwszym planie Daria Brylova (fot. Adam Kokot / KFG)

Finał:

  1. Daria Brylova
  2. Ida Kupś
  3. Katarzyna Ekwińska
  4. Małgorzata Rudzińska
  5. Eugenia Lawruszkina
  6. Joanna Zakrzewska

***

PANY

Jewgienij Zazulin (fot. Marcin Ciepielewski / Images of Passion)

M1

Zanim damska czwórka uzyskała opisany przed chwilą charakter, w wersji uboższej o kilka chwytów służyła za męską jedynkę i miała charakter taki sam. Konfuzja wyrobionego widza była podobna, męskie wyniki nieco inne (komplet topów). Dodajmy, że problemat ów od strony stricte wspinaczkowej przedstawiał liczne jakości estetyczne; wspinało się po nim nie tylko przyjemnie, ale wręcz z poczuciem obcowania z doskonałą imitacją żywej skały. Wspomnijmy również próby Sergieja Topiszki, potracone w niejasnych okolicznościach (czyli bez sensu).

M2

Minimalistyczny, wysmakowany połóg w warszawskim stylu; powiew atmosfery Pucharu Świata w zatęchłym, krakowskim kociołku. Subtelne do nieprzyjemności kroczenie po niemal pionowej strukturze, mantla na niczym, a na wszystko cztery minuty – wot!, przepis na finałowy sukces z małym marginesem błędu. Większość startów zawodników dostarczyła emocji, jedyny top „Schabika” uratował balda w oczach sędziów.

M3

Bodaj najweselsza propozycja finału, wyrzucająca hopka i mantel, który można było wykonać na wiele  sposobów. Cztery topy, popis gibkości „Bunszyka”, nietypowy patent „Jodły”, z drugiej strony zupełna i zaskakująca bezradność Romka Batsenki na pierwszym ruchu. Żenia Zazulin nie widzi trudności, Serż Topiszko poszukał, raz znalazł, poczynił w drugiej. Piotrek Schab wypada spod samego topu nie wiedzieć dlaczego, ale wiadomo po co: żeby zapowiedzieć podobną akcję na czwórce.

M4

Przebudowa damskiej jedynki zupełnie zmieniła jej charakter; w wersji dla płci brzydkiej był on konceptualnie właściwie podobny trójce – miejsce wesołego skoku zajął skok niewesoły, wymagający precyzji i skupienia; miejsce mantli zajął kolejny skok, tym razem wszakże połączony z wyporem na paczce i wymagający wyhamowania na topie dobrym, a przecież przykręconym w plecy. Dużo się działo na tym baldzie, pomimo jego dwuruchowej oszczędności: po jedenastu próbach wykonania pierwszego ruchu Jakub Jodłowski topuje i wskakuje na podium; wobec niemożności wykonania pierwszego ruchu Piotrek Bunsch podium traci. Topiszki i Zazuliny potwierdzają swoje przewagi, Romek Batsenko – znany fakt, że wychodząc ze strefy jest innym człowiekiem, niż podczas sesji open. Popis roku w wykonaniu Schabika, któremu po wyłapaniu się na topie twarz rozjaśnia uśmiech tak charakterystycznie szeroki, że aż przesłaniający resztki koncentracji i bub-rapatam – jedyny człowiek, który mógł na tych zawodach mieć komplet, odarty z chwały spada poza podium.

Finaliści Kraków Boulder Contest 2019, na pierwszym planie Jewgienij Zazulin (fot. Adam Kokot / KFG)

Finał

  1. Jewgienij Zazulin
  2. Serhij Topiszko
  3. Jakub Jodłowski
  4. Piotr Schab
  5. Piotr Bunsch
  6. Roman Batsenko

***

Festiwalowy finał jest jedną z jaśniejszych kart w historii polskiego współzawodnictwa wspinaczkowego. Z tego powodu nie tylko należy się cieszyć jego powrotem, ale przede wszystkim liczyć na konsekwencję organizatorów w przyszłych latach. Wśród rzeczy, które należy podkreślić jeszcze w roku bieżącym, jest z pewnością powszechnie chwalony za jakość i komentowany na żywo przekaz internetowy (tzw. „streaming”).

Warto również zapytać, czy chcemy, aby w przyszłości na KFG powróciło logo PZA wraz z mistrzowskim tytułem do zdobycia. Z jednej strony takie rozwiązanie dodałoby zawodom formalnego prestiżu, zarazem czyniąc z nich centralne zawody balderowe w kraju. Z drugiej – konieczność wykluczenia obcokrajowców z rankingowej rywalizacji krajowej ujemnie podniosłaby poziom sportowy wydarzenia. Oby przyszłą jesienią babka wróżyła tylko na takie dwoje.

Andrzej Mecherzyński-Wiktor




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum