2 listopada 2019 09:32

Urodzony pod złym znakiem: Marek Raganowicz o swoim karaoke na El Capie

Marek “Regan” Raganowicz wraca z kolejną intymną opowieścią z Yosemitów. Znów sam na sam ze ścianą, tak jak lubi najbardziej. Mierzy się z drogą Born Under a Bad Sign (5.9/A5, 14 wyciągów, Bill Price / Tim Washick, 1979).

Tym razem to opowieść pisana, ale już podczas najbliższego 17. Krakowskiego Festiwalu Górskiego, w niedzielę 8 grudnia, Marek będzie opowiadał o swoich solowych wspinaczkach na głównej Sali Uniwersytetu Ekonomicznego. Nie przegapcie!

Na El Capa Marek wraca każdego roku (fot. M. Raganowicz)

***

Właśnie wróciłem z Doliny po moim corocznym wspinaniu. Tym razem inspiracją do wyboru drogi było opowiadanie Russa Wallinga i Walta Shipleya o pierwszym powtórzeniu Born Under a Bad Sign. Pamiętam, że znalazłem je w sieci  przed pierwszym wyjazdem w Yosemity w 2006 roku. Wtedy moim celem było solowe przejście Zodiaka bez użycia młotka, więc opowieść o misternej hakówce A5 wydawała się czymś z innej galaktyki. Ale wystarczyło „jedynie” kilkanaście lat, które minęły jak z bicza strzelił, i zacząłem kręcić się w sferach A5.

W tym roku postanowiłem wreszcie zmierzyć się z opowieścią o Born Under a Bad Sign. Powtarzanie czyichś dróg zawsze przypomina mi śpiewanie karaoke. Trochę jest tak, że chcę być jak ktoś, kogo lubię i podziwiam, ale jednocześnie zależy mi na zachowaniu swojej sfery kreatywności, która pozwala pozostawić za sobą indywidualny ślad. Przy powtórzeniach dróg naszym indywidualnym piętnem jest styl, a w moim przypadku to wspinanie samotne i unikanie poręczowania. W tym swoistym karaoke na BUBS w zasadzie myślałem o wczuciu się w ducha przygody opisanego w sprawozdaniu Russa i Walta, ale w trakcie zmagań z najtrudniejszymi wyciągami w myślach wciąż powracało pytanie: kto do diabla pociągnął tę drogę jako pierwszy?!

Marek w ścianie (fot. Tom Evans)

Kluczową postacią okazał się Bill Price, który już w wieku 19 lat był współautorem 3 nowych dróg na El Capitanie i jednym z prekursorów Nowej Fali w hakowym wspinaniu w Yosemitach. Robił też klasyczne drogi do 5.13b (Cosmic Debris), co sytuowało go na szczycie najlepszych wspinaczy tamtych czasów. Zdecydowanie najtrudniejszą drogą hakową jego autorstwa, na której poprowadził najtrudniejsze wyciągi, była właśnie BUBS. Droga powstała w 1979 roku, a jej pierwsze powtórzenie miało miejsce dopiero 7 lat później, po wielu próbach najlepszych wspinaczy w Dolinie (m.in. Russa Wallinga, Walta Shipleya, Paula Gagnera, Johna Barbelli, Roba Slatera). Przez ostatnie 40 lat odnotowałem jedynie 6 przejść, w tym jedno solowe należące do Steve’a Gerberdinga.

Taki widok… (fot. M. Raganowicz)

W mojej ocenie droga jest trudna i ciągle trzyma klasę A5, choć wydaje mi się, że stopień ryzyka jest tu mniejszy niż na innych wyciągach A5, które miałem okazję prowadzić. Wspinanie po tzw. „expando flakes”, czyli rozszerzających się pod obciążeniem płytach przyklejonych do głównej ściany, wymaga sporej dozy kreatywności i doświadczenia. Okazało się, że miałem wszystkiego wystarczająco dużo i nawet nie odpadłem na żadnym założonym przez siebie przelocie. Zdarzył mi się za to krótki lot w okapie Devil’s Brow z powodu ułamania się starego haka. Na pozostałych odcinkach wystarczyło opanować strach i łomotać haki, czyli zrobić swoje i zaliczyć wymarzone karaoke.

(fot. M. Raganowicz)

***

Tydzień po powrocie ze ściany ciągle powracają do mnie obrazy z drogi. Coraz bardziej przesiane przez upływ czasu, ale wciąż żyją zapamiętanymi emocjami: rurp w okapie Devil’s Brow, Jedynka Włodara „przyklejona” do dachu jako początek pasażu A1, japoński flecista grający na Zodiacu i samotne ognisko o poranku po skończeniu drogi na Falcon’s Nest…

Japoński flecista (fot. M. Raganowicz)

Na marginesie całkiem świeżych wspomnień z wyjazdu w Yosemity chciałbym odnotować obecność mocnej grupy z Polski. W tym roku polskie wspinanie było reprezentowane zarówno przez zespoły zainteresowane drogami klasycznymi, jak i hakowymi. Wieczory przy ognisku na Camp 4 i pożegnalna impreza w kafeterii przypominały mi stare dobre czasy w Moku, do którego obowiązkowo wracało się każdego sezonu. I tego trzymajmy się w następnych latach! Do następnego spotkania w Yo.

Marek Raganowicz
Patagonia, D4 Portaledges,  Grivel UK, Edelweiss UK, Zamberlan, Ferrino, PZA




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    Gratulacje [11]
    Chyba masz najlepszy zestaw drog wilkoscianowych na El Capitanie. Gratulacje-…

    3-11-2019
    jerrygwizdek

    gratulacje [2]
    Wielkie gratulacje Mentor

    7-11-2019
    Mentor