28 sierpnia 2019 14:56

“Szczyty mojego życia. Górskie marzenia i wyzwania” Kiliana Jorneta – recenzja

7 sierpnia nakładem wydawnictwa Sine Qua Non ukazała się na polskim rynku trzecia już książka Kiliana Jorneta “Szczyty mojego życia. Górskie marzenia i wyzwania”.

„Szczyty mojego życia. Górskie marzenia i wyzwania”, Kilian Jornet, 2019

„Szczyty mojego życia. Górskie marzenia i wyzwania”, Kilian Jornet, 2019

Skyrunning i alpinizm fast&light mają swojego kosmitę. Kilian Jornet znany jest z niekonwencjonalnych projektów, w znakomitej większości zwieńczonych sukcesem. Książka podzielona jest na rozdziały, odpowiadające poszczególnym etapom projektu „Summits of my life”, a więc: trawers Mont Blanc na nartach, wejście na Mont Blanc od strony francuskiej, szybka wspinaczka na Matterhorn od strony włoskiej, bieg na Elbrus, wejście na Denali drogą Rescue Gully, bieg na Aconcaguę, ekspresowe zdobycie Mount Everestu.

Co ciekawe i szalenie praktyczne z punktu widzenia pasjonatów alpinizmu fast&light, atak na każdy szczyt został precyzyjnie opisany, łącznie z wykazem sprzętu, odzieży i zabranej żywności. Jornet zachęca do powtórzenia jego wyczynów, do mierzenia się z osiągniętymi przez niego wynikami, choć jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że są to rezultaty wprost nieprawdopodobne (a może zachęta do powtórzeń wynika właśnie z tego?). “Szczyty…” lepiej nazwać jest albumem z elementami przewodnika i opisu, niż książką sensu stricto – odbiór treści przebogato ilustrowanej wspaniałymi, znakomicie dobranymi zdjęciami jest dużą przyjemnością.

Na treningach lubiłem cierpieć…

Deklaruje Kilian Jornet, w tym upodobaniu dostrzegając jedną z przyczyn swego sukcesu. Bez wątpienia ma rację, ale książka nie jest o wyciskaniu z siebie siódmych potów – Jornet osiągnął ten stopień dojrzałości, jako człowiek i sportowiec, który pozwala mu spojrzeć na wyzwania z szerszej, bogatszej perspektywy, pozwala mu docenić zaangażowanie przyjaciół, piękno otaczającej przyrody czy naturalną niemiarodajność swoich osiągnięć. Niemiarodajność ta wynika z oryginalności pomysłów oraz z przestrzeni, w której są one realizowane – dzikiej, zmiennej, nieprzewidywalnej, pozostającej poza sztywnymi normami usystematyzowanego świata sportu zawodowego.

Rekordy pojawiają się jako swego rodzaju miły skutek uboczny, bo naczelną zasadą u Jorneta zdaje się niezwykłość koncepcji, jednolitość wizji i czystość stylu, w jakim realizuje swoje górskie dokonania. Wprawdzie Katalończyk wybiera cele szalenie medialne, spektakularne, i dąży do osiągnięcia rekordowego wyniku, ale w trakcie biegu potrafi zrewidować pierwotną koncepcję trasy czy sposobu jej pokonania, umie zadumać się nad pięknem otaczającego go krajobrazu, jest w stanie docenić wartość towarzystwa swoich przyjaciół. Wszystko to sprawia, że na osiągnięcia Jorneta zaczyna czytelnik spoglądać jako na wyraz jego osobowości, a nie sposób na zapewnienie sobie sławy i wsparcia sponsorów – nawet jeśli medialność projektów w założeniu owo wsparcie i sławę miały zapewnić.

Szczyt to wspomnienia i nagromadzone w nas emocje…

Deklaruje Kilian w jednym z punktów swego dekalogu. Pozostałe również zasługują na uwagę, świadczą bowiem o istotnej i godnej uznania cesze bohatera: Jornet nie jest karierowiczem, który zerwie z alpinizmem po uzyskaniu określonych korzyści; nie jest zawodowcem, choć utrzymuje się z tego, co robi; nie jest wreszcie cynicznym egocentrykiem, realizującym wyłącznie własne kaprysy.

Można, rzecz jasna, sceptycznie założyć, iż ów dekalog niekoniecznie jest szczery, za to z pewnością zgrabnie wpisuje się w wizerunek medialny Jorneta i znakomicie odpowiada nowoczesnym trendom sportowym, z akcentem na społeczną korzyść uprawiania aktywności (mam tu na myśli szczególnie zaangażowanie Katalończyka w pomoc ofiarom trzęsienia ziemi w Nepalu). Z tą supozycją się nie zgadzam, być może wiedziona naiwnością, a być może przekonana po prostu szczerym, bezpretensjonalnym brzmieniem książki.

Czytałoby się, czy też przeglądało, świetnie, gdyby nie fakt, że wydawca nie ustrzegł się zasadniczego błędu, to jest pośpiesznej redakcji. W efekcie mamy „przejście” zamiast „trawersu”, „drogę mieszaną” zamiast „mikstowej” czy kilka innych niefortunnych sformułowań. Niestety, te elementy silnie drażnią odbiorcę choć pobieżnie zainteresowanego tematyką alpinistyczną, a nie sądzę, by książka o tak specjalistycznej dziedzinie wspinaczki cieszyła się znacznym zainteresowaniem poza środowiskiem. Pozostaje skoncentrować się na warstwie graficznej “Szczytów…” i cieszyć, że opowieść o tak wyjątkowej postaci, jaką jest Kilian Jornet, jest dostępna dla polskiego czytelnika.

Ilona “Księżniczka” Łęcka

Książka jest dostępna w księgarni wspinanie.pl.




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum