28 czerwca 2019 12:01

Łukasz Dudek: Człowiek zdany jest sam na siebie i właśnie to jest największym wyzwaniem

14 czerwca br. Łukasz Dudek (KW Częstochowa) jako pierwszy powtórzył wielowyciągową drogę Tortour 8c Michaela Kemetera na południowo-zachodniej ścianie Schartenspitze. Niemniej nie samo prowadzenie jest tu najważniejsze, ale styl, w jakim zostało zrobione – Łukasz zdecydował się na samotny wyjazd, tym razem bez partnera. Sam na sam ze ścianą, drogą, trudnościami.

Łukasz po zrobieniu drogi (fot. arch. Ł. Dudek)

Jeszcze przy okazji poprowadzenia Corony XI- na Jastrzębiej Turni, najtrudniejszej drogi Tatr, Łukasz wspominał: „przez głowę przeszła mi nawet myśl, by przejść ją solo z dolną asekuracją, ale ostatecznie droga wydała mi się zbyt wymagająca, a moje doświadczenie jeszcze zbyt nikłe, by móc się zmierzyć z takim wyzwaniem”. Niespełna rok później, decydując się na zaatakowanie solo Tortour, takich oporów już nie miał. A może miał, ale je przezwyciężył. Odważna, fajna decyzja, która zaowocowała świetnym przejściem.

Nie sposób było nie zapytać o szczegóły i logistykę wspinania na Schartenspitze. No to pytamy :).

***

Dorota Dubicka / wspinanie.pl: Przede wszystkim chciałam Ci pogratulować nie tylko samego przejścia, ale i tego, jak sprawnie potrafisz się odnaleźć w tak różnym wspinaniu. Bo od dłuższego czasu już nie tylko skały, bouldery, ale i góry, no a teraz jeszcze coś więcej, bo solowy, ambitny cel. Jakie odczucia po pierwszym samotnym przejściu drogi wielowyciągowej?

Łukasz Dudek: Dzięki. Z perspektywy czasu, już na spokojnie, mogę stwierdzić, że jestem dumny z siebie i bardzo zadowolony. Przez myśl mi nie przeszło, że uporam się z drogą tak szybko. Z drugiej strony, chyba jeszcze nigdy do żadnego projektu nie przygotowywałem się tak starannie i tak dokładnie.

Na podejściu (fot. Piotrek Deska Outdoor Photography)

Jakie są największe plusy, a jakie minusy samotnego wspinania na dużej ścianie?

Brak tłoku na stanowisku. Nie ma wiszenia tzw. dupa w dupę :).

Człowiek zdany jest sam na siebie i właśnie to jest chyba największym wyzwaniem. Wytrzymać sam ze sobą. Pozornie banalna rzecz, a jednak wcale nie taka łatwa do realizacji.

Mimo wielu obaw dobrze mi się funkcjonowało w ścianie samemu. Wspinałem się ekonomicznie i skutecznie, zachowywałem wewnętrzny spokój, cieszyłem się, że mogę w tym uczestniczyć… Miałem wrażenie, jakbym się cofnął do czasów, gdy odkryłem ten sport. Po każdym pokonanym metrze wyciągu odczuwałem niczym niezakłócone szczęście.

W ścianie (fot. Piotrek Deska Outdoor Photography)

A w ogóle skąd decyzja, żeby pojechać samemu?

Decyzji, by pojechać samemu na drogę wielowyciągową, nie podjąłem gwałtownie, pod wpływem chwili. Sama idea dojrzewała we mnie już od dość dawna. Pierwsze kroki w tym kierunku stawiałem na naszej Jurze. Często jeździłem sam, brałem linę, rzucałem ją z góry i na gri patentowałem sobie drogi. W ten sposób rozpoznałem bardzo dużą ilość dróg m.in. Atak bezzębnego szkraba VI.7+, Prestiżową robotę VI.7+, Szydercze zwierciadło VI.7+, Arachnofobię VI.7+, Tyrannosaurus Rex VI.7 i wiele innych. Ten proceder powtarzałem przez kilka lat.

Myślenie zmieniłem w zeszłym roku, kiedy zamiast na Jurę pojechałem w Tatry na Coronę 11- na Jastrzębiej Turni. Tam też wszedłem sobie od drugiej strony i na wędkę rozpoznałem całą drogę. Mało tego, udało mi się przejść najtrudniejszy wyciąg właśnie w ten sposób bez odpadnięcia. Wtedy zaświtała mi w głowie myśl, że może da się w jakiś sposób samemu prowadzić drogi od dołu, nie tylko na wędkę.

W ubiegłym roku podjąłem pierwsze próby prowadzenia solo na Jurze, ale średnio mi to wychodziło. Nie miałem dogranych patentów i wspinaczka szła mozolnie. Ogólne zasady poruszania się znałem, ale diabeł tkwi w szczegółach. Zimą podjąłem decyzję, że chciałbym zmierzyć się solo z drogą wielowyciągową – taką, która nie będzie jakimś psychicznym horrorem, ale jednocześnie będzie trudna technicznie i, co ważne, z dobrymi stanowiskami, bo to do nich jest przywiązywana lina i muszę mieć gwarancję, że stanowisko podczas odpadnięcia czy zjazdu się nie urwie…

Padło na Tortour

Tortour znajduje się blisko drogi przelotowej wiodącej w Dolomity i za każdym razem, gdy przejeżdżaliśmy obok, myślałem, że mógłby to być fajny cel…

Wiosnę poświeciłem na udoskonalaniu w poruszania się po skale samemu, poprowadziłem kilkadziesiąt dróg w najbliższych mi lokalizacjach. Najtrudniejszą na Bogdance – Myślozbrodnię VI.5+, na której zdarzyło mi się dłużej przelecieć i zobaczyłem, że to wszystko działa. Czułem, że jestem gotowy…

Działanie w górach bez partnera to dużo bardziej skomplikowana logistyka. Zacznijmy od tego, czy oglądałeś drogę ze zjazdu, czy atakowałeś od podstawy ściany?

Atakowałem drogę od dołu. Wspinałem się w stylu AF, od przelotu do przelotu, czasami między nimi podwieszając się na skyhookach. W ten sposób przejście całej drogi zajęło mi 3 dni. Na pierwszych 6 wyciągach zawiesiłem sobie poręczówki, żeby mieć komfort podczas późniejszej pracy nad drogą i dla Piotrka Deski, który robił mi zdjęcia.

Piotrek Deska na stanowisku pracy (fot. Łukasz Dudek)

Tak naprawdę trudno jest zacząć drogę, bo na starcie nie ma stanowiska, posłużył mi za nie pierwszy przelot na drodze. Na każdym stanowisku był przynajmniej jeden spit. Do niego dokręcałem mailona z węzłem, odmierzałem odpowiednią długość liny, by starczyło jej na wyciąg, przyczepiałem ją do uprzęży najczęściej w 6-7 zwojach i się wspinałem. Po skończeniu wyciągu wiązałem linę do stanowiska, zjeżdżałem do dolnego, odpinałem linę i przy małpowaniu do góry likwidowałem przeloty i tak przez całą ścianę.

Wspinanie “Tortour” 8c (fot. Piotrek Deska Outdoor Photography)

Wspominałeś już, że korzystałeś z przerobionego starego GriGri. W jaki sposób dostosowałeś je do solowej wspinaczki?

Patent z przerobieniem starego gri jest powszechnie znany. Wystarczy poszukać informacji w internecie albo podpytać doświadczonych kolegów. Generalnie chodzi o to, żeby znajdowało się w pozycji pionowej, aby lina mogła lekko przechodzić przez przyrząd. Jednak wszystkich entuzjastów przestrzegam, że nie jest to do końca bezpieczne, zwłaszcza na niskich skałach, kiedy system jest dość luźny i podczas odpadnięcia, zanim się naciągnie, możemy wcześniej zderzyć się z ziemią.

Najlepszy przyjaciel podczas wspinaczki, GriGri (fot. Piotrek Deska Outdoor Photography)

Gri się sprawdziło? Nie miałeś problemów z podawaniem liny? Brałeś w ogóle pod uwagę inne rozwiązania (Soloist etc.)?

Nie miałem większych problemów przy podawaniu liny. Problem tak naprawdę pojawia się na trudnych wyciągach. Trzeba jednocześnie być asekurantem i wspinaczem. Dlatego przed trudnym miejscem należy wydać odpowiednią ilość luzu, aby dało się dojść do kolejnego resta. Trzeba kontrolować węzły trzymające zwoje, by nagle w cruxie takowy nie wszedł w przyrząd i nas nie ściągnął. Gdy znajdziemy pozycję odpoczynkową, musimy nie tylko koncentrować się na najbliższych przechwytach, ale także ułożyć asekurację tak, by nie przeszkadzała na kolejnych metrach. To oczywiście powoduje, że wspinamy się z większą ilością luźnej liny niż podczas wspinaczki z partnerem…

GriGri (fot. arch. Ł. Dudek)

Opowiedz, jak przebiegała sama wspinaczka? Były newralgiczne momenty, kryzysowe sytuacje?

Decydująca próba była pierwszą poważną. Spodziewałem się, że mogę pokonać wszystkie wyciągi oprócz kluczowego, na którym podczas patentowania nie szło mi idealnie. Rozpocząłem wspinaczkę o godz 7.30. Jest chłodny i rześki poranek jednak miało się to zmienić o 11.30, kiedy słońce przełamuje się przez grań i grzeje tak intensywnie, że mózg chce wyparować. Wspinaczka idzie mi szybko i sprawnie. Dochodzę do startu 8b+ po godzinie 10.00, więc mam ok. 1 godz cienia. Ten wyciąg też pokonuję w miarę kontrolowany sposób.

Wyciąg za 8c pokonuje okap, co powoduje, że słońce zagląda tu jeszcze później niż na płyty, które są nade mną i pode mną. W pierwszej próbie spadam w trudnościach, lecąc ok 7-8 metrów. Gri wyłapało idealnie. Czuję jedynie lekkie szarpnięcie. Ten lot był bardzo potrzebny, bo wszedłem w ten wyciąg za bardzo przyczajony, wystraszony. Doszedłem do górnego stanowiska i zdałem sobie sprawę, że to jest do zrobienia. Naparłem jeszcze raz. Warunki były wymarzone – zimna, sucha skała, lekki wiaterek i przede wszystkim zdjęty wielki ciężar z głowy, który mi wadził próbę wcześniej. Wszystko poszło perfekcyjnie i stało się… Znalazłem się odpowiednio przygotowany, w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze…

Ostatnie 3 wyciągi robiłem w mega lampie, ale słońce to było zbyt mało, bym nie pokonał takiej trudności…

“Tortour” 8c, 8 wyciągów na 280 m (fot. Piotrek Deska Outdoor Photography)

O ile trudniej pokonuje się taką drogę solo? Tortour to osiem wyciągów, z tak trudnymi odcinkami jak 8c, 8b+, 7c. Do tego w przewieszeniu potencjalne długie loty to dodatkowy problem…

Akurat przewieszony to jest praktycznie jeden wyciąg. Reszta jest mocno spionowana. Jeśli robi się drogę samemu, bierze się liny tyle, by starczyło tylko w jedną stronę, więc spadając poza połową wyciągu jesteśmy zmuszeni go dokończyć, bo nie starczy nam liny na dojechanie do stanowiska. U góry wpinamy się w poręczówkę i dojeżdżamy do stanowiska, żeby dany wyciąg jeszcze raz spróbować.

Powiedz proszę kilka słów o samych charakterze drogi, urodzie i asekuracji.

Charakter głównie płytowy z jednym wyciągiem przez okap. Wyciąg za 8b+ posiada niesamowicie ostrą fakturę. Wystające krawądki są niczym noże, tnące skórę na plasterki. Ważne, by zrobić ten odcinek najlepiej w pierwszej próbie. Przejście przez okap to najłatwiejsze rozwiązanie tego fragmentu ściany i jednocześnie najbardziej atletyczna część drogi. Reszta to techniczne wspinanie w pionie, gdzie głównie liczy się praca nóg i silne palce.

Droga została otwarta w stylu ground-up, ubezpieczona głównie spitami. Przeloty są umieszczone we właściwych miejscach, co daje gwarancję, że droga ma górski charakter.

Tortour nie jest tak spektakularna jak inne tego typu linie pokonane w ostatnich latach, ale też ściany nie oferują aż takich możliwości, jak choćby w Dolomitach czy Ratikonie. Połać skalna, którą wiedzie Tortour, jest chyba najbardziej niedostępna w całej okolicy i dała szansę na stworzenie tak trudnej drogi.

Na “Tortour” 8c (fot. Piotrek Deska Outdoor Photography)

Będą kolejne samotne wyprawy w góry?

Tak, dobry debiut zachęca do dalszych prób. W tym wypadku bardzo ważny jest dobór celu. Sportowe wielowyciągówki można robić w ten sposób. Te bardziej górskie i skomplikowane lepiej próbować z partnerem…

***

Tortour, 8c, 280 m
Schartenspitze, Austria
Trudności poszczególnych wyciągów: 6a+, 7a+/b, 7a+, 8b+, 8c, 7c, 6a+, 7b+
Pierwsze przejście: lato 2012, Michael Kemeter, Stefan Lieb
Pierwsze przejście klasyczne: 15 czerwca 2017, Michael Kemeter, Paul Kiefer
Sprzęt: 12 ekspresów, camy BD 0,5 i 0,75




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum