22 maja 2019 12:11

Eugeniusz Chrobak (1939-1989) – marzenia to nie projekty

Mija 30 lat od tragedii na Evereście. Zginęli: Eugeniusz Chrobak, Mirosław Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Andrzej Heinrich i Wacław Otręba. W czasach, kiedy górskie projekty zastąpiły górskie marzenia, postać Genka Chrobaka może być inspiracją dla młodych. Śmierć pięciu wybitnych wspinaczy kończy symbolicznie, trwający ponad 20 lat, polski boom himalajski. Genek Chrobak i „Zyga” Heinrich, przyjaciele i partnerzy z dziesiątków wejść, to przedstawiciele pokolenia lat 60. Szczególnie Genek, wspinacz uniwersalny, to ikona tego pokolenia.

Podczas wyprawy na Kunyang Chhish 1971 (fot. arch. E. Chrobak)

***

Był górskim marzycielem, chociaż żył w czasach pierwszych projektów, takich jak 14×8000 czy kolekcja północnych ścian alpejskich. Nie uległ tej modzie i pozostał górskim marzycielem, a sama moda z ekstremalnych kolekcji zamieniła się w smętne kolekcjonerstwo. Genka zawsze fascynowały pojedyncze góry i urwiska, a jedyne „projekty” w jakich brał udział, to wyprawy narodowe, na których jego kreatywność ograniczała maszyneria dużych przedsięwzięć.

Wyprawa Cho Oyu 1985. Snucie planów z A. Heinrichem (fot. arch. E. Chrobak)

Zaczynał jak wielu z nas, od Beskidów i nart. Mieszkał w Bielsku-Białej i wędrówki po szlakach były naturalnym początkiem górskiej przygody. Od razu zafascynowały go nieliczne skałki śląskiego Beskidu, które atakował z przyjaciółmi i z liną niewiadomego pochodzenia. Beskid to góry jego dzieciństwa. Wielokrotnie opowiadał, że odwiedzając rodziców zawsze znajdował czas na wbiegnięcie na Szyndzielnię lub Klimczok. Początki wspinania to Klub Wysokogórski w Bielsku w 1958 roku, a po rozpoczęciu studiów na Politechnice w Gliwicach (1962) tamtejszy Klub Wysokogórski.

(fot. arch. E. Chrobak)

Pierwsze poważne wspinaczki to lato 1961. Skrajnie trudne standardy i jeszcze nieudane próby nowych dróg. Partnerzy to A. Heinrich, T. Łaukajtys, A. Paczkowski, R. Szafirski. Już w grudniu 1961 roku przychodzi pierwszy sukces. Wariant R na Mnichu z Tadkiem Łaukajtysem, który wiele lat później tak mówił o Geniu w wywiadzie dla „Taternika”: “Mój rówieśnik, Geniu Chrobak, był najlepszym wspinaczem, jakiego spotkałem. Nigdy nie miał pretensji do partnerów, że czegoś nie mogą przejść. Często natomiast mówił „poprowadzę”. Dlaczego Ty – pytaliśmy – a on odpowiadał „bo ja to przekoszę”. (…) był obdarzony talentem. Wspinał się bez widocznego wysiłku, na poziomie mistrzów mających na co dzień Alpy pod ręką. Był wspinaczem wyjątkowym”.

Następne lata, lata studiów na Politechnice w Gliwicach, to pasmo sukcesów. Dwie nowe, przełomowe drogi na Kazalnicy i zimowe przejście Momatiukówki, diretissima Małego Młynarza, dziesiątki powtórzeń i przejść zimowych, wprowadzają go do czołówki polskich wspinaczy tamtych czasów. Zaczyna się wielka kariera, której symbolami są przejścia alpejskie i kaukaskie.

W ścianie Filara Narożnego Mont Blanc (fot. arch. E. Chrobak)

Ówczesna czołówka wprowadza nas, polskich wspinaczy, posiadaczy siermiężnego sprzętu i takich samych, odbieranych po każdym wyjeździe paszportów, do światowego alpinizmu, bo Alpy w tamtych latach były najważniejszą jego areną. Sukcesy alpejskie tamtego pokolenia są więc porównywalne do „złotej ery” polskiego himalaizmu.

W ścianie Filara Narożnego Mont Blanc (fot. arch. E. Chrobak)

Był Genek mistrzem przestrzeni. W skale i w lodzie poruszał się w sposób sprawiający wrażenie, że panuje nad najbliższym otoczeniem. Jego gra z grawitacją była płynna i swobodna, ale pozbawiona efekciarstwa – była kombinacją łatwości i skuteczności. Mistrzem przestrzeni był również w wynajdywaniu problemów. Urwisko, które go zafascynowało, długo obserwował, wynajdując obejścia miejsc niebezpiecznych i słabe punkty pasaży z pozoru niemożliwych. Tak było z nowymi drogami w Alpach, szczególnie w przypadku Pointe Helene, filarem Huandoy Oeste, czy południową ścianą Dhaulagiri.

Po zimowym przejściu drogi Contamina na Aguille Verte (1965). Od lewej: M. Gryczyński, J. Surdel, J. Michalski, Genek, R. Szafirski (fot. arch. E. Chrobak)

Maciek Pawlikowski, który współuczestniczył w kilku ekspedycjach, a w zespole z Geniem działał przez dużą część walki o przejście ściany – potwora, południowej Dhaulagiri, mówi o nim jako o wyjątkowym wojowniku. Walcząc o przeprowadzenie często najtrudniejszych technicznie pasaży, dawał z siebie wszystko, do wyczerpania akumulatorów. Zdaniem Maćka nie kalkulował i często w momencie ataku szczytowego znajdował się w niewłaściwym miejscu lub już kompletnie wyczerpany. Jego niewyrachowana gotowość do działania kilka razy na dużych wyprawach wykluczyła go z zespołów szczytowych. Wchodzili inni, po „jego” poręczówkach. Taki był również jako kierownik. W czasie wspomnianej ekspedycji szaleńczo napierał na najtrudniejsze odcinki, mimo że jako kierujący wyprawą mógł się oszczędzać. Walka z trudnościami, czyli samo wspinanie, to był jego żywioł. W peletonie, zwanym wyprawą, rzadko kalkulował. Po prostu się wspinał, często otwierając innym drogę do wierzchołka.

Mnie los zetknął z nim w Andach Peruwiańskich, gdzie od Genka i Tadzia Łaukajtysa uczyłem się wielkiego alpinizmu. Uważnie obserwowałem go w czasie wspinania, ale i w bazie, gdy mówił o szczegółach planowanej wspinaczki. Czasami reszta zespołu nie wiedziała, o czym Genek mówi, tak szczegółowe były jego obserwacje. Jednak największe wrażenie robiła na mnie jego płynna skuteczność, niespieszne z pozoru ruchy, z których każdy dźwigał go w górę. Oczywiście najczęściej miało to miejsce w terenie trudnym, ale nie ekstremalnym, w którym skuteczność i szybkość prowadzącego były kluczem do sukcesu.

Jako towarzysz w górach i poza nimi był świetnym kompanem. Chętnie przejmował inicjatywę nie tylko w trudnościach. ale i w prozaicznych czynnościach, składających się na życie w ścianie. Marian Bała, który pamięta również potknięcia Genka jako kierownika, pomijając klasę sportową, z rozrzewnieniem wspomina jego „harcerską” solidarność właśnie w czasie urządzania biwaków, gotowania i spania, kiedy kluczowe bywa najpierw przygotowanie, a potem zajęcie „wygodnego” miejsca,  towaru zawsze  deficytowego nad przepaścią.

Tak pisze o nim Wojtek Kurtyka:

Jego wybory wspinaczkowe dyktowane były szczerą potrzebą wewnętrzna, być może nawet pewnego rodzaju przymusem wewnętrznym, wyzbytym medialnej kalkulacji. Jestem przekonany, że ten nieszczęsny Everest, który zakończył jego górski wzlot ignorował marketing chwały –  przecież Everest był już zrobiony przez Polaków wielokrotnie, zimą, latem a także nową drogą. (…) Rozmowa z Geniem łatwo zanurzała się w magiczną przestrzeń wyobraźni wspinaczkowej. Należał do pokolenia wyrosłego z etosu zdobywczych pionierskich wypraw, które często okazywało rezerwę wobec indywidualnych i ryzykownych trendów sportowych. Ale Geniu znowu był inny; chyba jako jedyny w pokoleniu wyrażał szczery podziw dla stylu alpejskiego. W 1975 błyskotliwie włączył się w ten nowy trend futurystycznym ponad tygodniowym trawersem grani Kohe Skhwar – Kohe Nadir Sah w Hindukuszu, który wymagał 3 dni wspinania na wysokości ok. 7000 m.

Z W. Wróżem po wejściu na Kanczendzongę Pd. (1978) (fot. arch. E. Chrobak)

Poczucie humoru, opowieści okraszone sardonicznym uśmiechem, szczery śmiech również z samego siebie, wszystko to składało się na jego ważną obecność nie tylko w czasie wspinania. Co było charakterystyczne, to rebeliancki duch jego osobowości. Świetnie to było widać, gdy rzadko pijący alkohol Genek, jednak „spożył”. Wzmożona potrzeba wolności kazała mu gwałtownie sprzeciwiać się otoczeniu, czy uciekać gdzie oczy poniosą.

Z P. Jasińskim i W. Kurtyką w czasie wyprawy na K2 (1976) (fot. arch. E. Chrobak)

W robieniu ciężkich kawałów, które jak wiemy jest częścią naszej wspinaczkowej subkultury, Genek z rozkoszą brał udział. Jan Bagsik, studiujący w tym samym czasie w Gliwicach, opowiada o wspólnym wyjeździe w skały pod Kraków.

Przybywają w kilka osób pod Bramę Bolechowicką, rozbijają namiot, Genek na rozgrzewkę robi na żywca Rysę Wallischa, a ambitny młody Bagsik chce mu dorównać. Wchodzi w rysę ale po kilu metrach zaczyna się zastanawiać, czy nie zawrócić. Reakcja Genka jest nieoczekiwana. Z zebranego przez kogoś chrustu, błyskawicznie rozpala pod rysą spory ogień. Motywacja Jana wzrasta i rusza do góry, a trochę przerażony własnym kawałem Genek gasi ogień i robi się jeszcze gorzej. Gryzący dym zmusza Jana do pośpiechu w poszukiwaniu świeżego powietrza. Wszystko kończy się dobrze, a Jan wraz z opowieścią ma się dobrze do dzisiaj.

Z córką Joanną (fot. arch. E. Chrobak)

Należał do tej części wspinaczkowego środowiska, która poważnie traktowała rodzinę, życie zawodowe i wspinanie. Rebeliancki rys charakteru w połączeniu z przywiązaniem do rodziny i poważnym traktowaniem pracy zawodowej to tylko pozorna sprzeczność. Był dobrym mężem i ojcem, wartościowym inżynierem i sprawnym menedżerem, w uczciwym i prostym rozumieniu tych słów. Najzwyczajniej lojalnie funkcjonował w rodzinie i środowiskach; zawodowym i wspinaczkowym. W tym miejscu nasuwa się refleksja: wielka rola towarzyszki życia – Grażyny Jaworskiej-Chrobak, która przez całe ich wspólne życie wspierała Genka. Sama chętnie się wspinała, zachowując jednak odrębną niesportową tożsamość. Góry były dla niej przygodą, sprawą towarzyską a w największej części rodzinną. Cienko wyglądałby Genek i my wszyscy wspinający się mężczyźni bez partnerek, prowadzących „na zapleczu” nieustępliwą walkę z tak zwaną prozą życia.

Z Grażyną w skałach (fot. arch. E. Chrobak)

W czasie naszej wspólnej prawie trzymiesięcznej podróży handlowym statkiem do Limy i z powrotem, rozmowom o górach i życiu nie było końca. Jedną z nich pamiętam do dziś. Na temat górskiego zapału i zawodowstwa, do którego tęskniłem w młodości, Genek miał zdecydowaną opinię. Górski zapał jest wyczerpywalny i trzeba go oszczędzać i, jak to się dziś mówi, zarządzać nim. Rodzina, nie tylko na deklarowanym pierwszym planie i praca zawodowa wykonywana z zaangażowaniem, to według niego najlepsze regulatory górskiej aktywności. A więc marzenia, konflikty, negocjacje i kompromisy to codzienność człowieka będącego również wspinaczem.

Może więc kilka słów o drodze zawodowej Eugeniusza Chrobaka. Po maturze podjął naukę w Państwowej Szkole Technicznej, ze specjalnością analizy chemicznej. W 1962 roku zaczął studia na Wydziale Chemicznym Politechniki Gliwickiej, a jako świeży magister inżynier podjął pracę w Zakładach Azotowych „Kędzierzyn” na stanowisku mistrza a później technologa Wydziału Mocznika. W 1969 awansował na kierownika tego wydziału. Był cenionym fachowcem i to była jedyna w czasach PRL możliwość awansu dla ludzi bez partyjnej legitymacji.

Zawodowy sufit dla bezpartyjnych osiąga w roku 1975, zostając z-cą kierownika Zakładu Organiki do spraw technologii. Rok później z całą rodziną przenosi się do Polic koło Szczecina, gdzie jako kierownik Zakładu Nawozów, przygotował do eksploatacji dwa ciągi produkcyjne mocznika i nawozów azotowo – fosforowych. W 1980 Chrobakowie migrują w stronę gór i skałek do Krakowa, gdzie w zakładach sodowych do października 1984 pełni funkcję Szefa Produkcji. Analogia nasuwa się sama. W pracy zawodowej, jak i w górach, walczył na pierwszej linii rozwiązując techniczne problemy

Genek czując upływający czas rezygnuje z etatu w zakładach chemicznych, zdobywając jednocześnie uprawnienia rzeczoznawcy od nawozów sztucznych na bazie mocznika. . Rzuca się w wir wypraw i pracy instruktorskiej. Czy nadal „zarządza” swoim górskim zapałem? Czy uległ przyspieszeniu, tak charakterystycznemu dla kryzysu wieku średniego alpinistów płci obojga? Tego się już nie dowiemy.

Wyprawa K2-diapozytywy, Genek Chrobak.

Ostatnie lata to zimowa wyprawa na Cho Oyu (1985), pd. ścianę Dhaulagiri (1986) i zimowa wyprawa na K2 (1988). W 1989 kieruje wyprawą na Mount Everest.

Zginął  na trzy dni przed swoimi 50. urodzinami, ciągle w dobrej formie, ciągle w czołówce polskich wspinaczy. Nawet dziś, kiedy sam doświadczam starości, trudno mi wyobrazić sobie Genka jako starca. Słabo nadawał się do życia bez pasji. Do końca „oddychał górami”. To oczywiście żadne pocieszenie, szczególnie dla rodziny. Wypadek na Lho La to największa tragedia polskiego alpinizmu.

Jeszce raz Wojtek Kurtyka: „A więc przywołuję postać Genka i cóż się wyłania w moich wspomnieniach:

…. jest środek nocy. Geniu ze skromnym bagażem wspinaczkowym dociera po jednej z wypraw  pod drzwi swojego mieszkania w bloku w Nowej Hucie. Cisza nocna powstrzymuje go. Za drzwiami wyczuwa sen kobiet swojego życia, żony Grażyny i córki Joasi. Waha się czy nacisnąć dzwonek. W końcu jednak rezygnuje, rozkłada na posadzce klatki schodowej jeszcze jeden biwak i znużony zapada w cierpliwy sen.

Dobrych snów Geniu

***

Poniżej wybrane przejścia. To tylko część z setek wspinaczek, z dziesiątków nowych dróg 1. polskich i 1. zimowych przejść. Trzeba też pamiętać, że przez wiele sezonów (od 1964 do 1989) pracował jako instruktor i był „etatowym” uczestnikiem narodowych ekspedycji.

Ten wybór górskich przejść alpinisty kompletnego, jakim był Chrobak, dedykuję wielu dzisiejszym uczestnikom narodowych wypraw!

Wybrane przejścia

Tatry

  • Mnich wsch. ścianą, wariant „R”, I zimowe, 4 -6 XII 1961 – T. Łaukajtys
  • Kazalnica Mięguszowiecka płn. wsch. ścianą „Filar”, nowa droga, 27 VI – 3 VII 1962 – Z. A. Heinrich, J. Kurczab, K. Zdzitowiecki
  • Mały Młynarz płn. wsch. ścianą, „Sprężyna”, I zimowe, 3 XII 1963 – K. Lipczyńska
  • Kazalnica Mięguczowiecka płn. wsch. ścianą Droga Momatiuka, I zimowe 6-10 IV 1963. – A. Heinrich, T. Łaukajtys
  • Kazalnica Mięguszowiecka płn. wsch. ścianą, dzisiaj „Heinrich-Chrobak”, nowa droga, 12-14 VI 1964. – A. Heinrich
  • Mnich wsch. ścianą, dzisiaj „Saduś”, nowa droga, 27 VIII 1964 – Z. A. Heinrich, L. Saduś
  • Mały Młynarz płn. wsch. ścianą, „Diretissima”, nowa droga, 3-5 IX 1964 – Z. Heinrich, A. Mróz, L. Saduś
  • Mały Kieżmarski, płn. ścieną Złotej Turni, „Przez Ucho”, nowa droga, 13-15 VIII 1966 – J. Hierzyk
  • Wołowa Turnia, płn ścianą, nowa droga, 27 IX 1967 – S. Skierski

Kaukaz

  • Kosztan-Tau, lewym żebrem płn. zach. ściany, nowa droga, 19-20 VII 1964 – Łaukajtys, J. Michalski, J. Warteresiewicz
  • Miżirgi, środkiem pn. ściany, „Przez Bałałajkę”, nowa droga, 28 VII – 1 VIII 1964 – T. Łaukajtys, J. Michalski, J. Warteresiewicz

Alpy

  • Aiguille Verte, płn. ścianą, dr. Contamine’a, I zimowe, 9-13 III 1965 – M. Gryczyński, J. Michalski, J. Surdel, R. Szafirski
  • Mont Blanc du Tacul, filarem Boccalattego, I zimowe, 25, 26 III 1967 – M. Marchal, M. Schneider
  • Mont Blanc Wielki Filar Narożny, śr. wsch, ściany, nowa droga, 15-20 VII 1969 – T. Łaukajtys, A. Mróz
  • Grandes Jorasses, płn. ścianą Pointe Helene, nowa droga, 24, 25 VII 1970 – J. Poręba, W. Wróż

Andy

  • Huandoy Oeste (6356), płd. filar, nowa droga, 25-27 VII 1973 – T. Łaukajtys, L. Wilczyński, W. Szymański
  • Nevado Veronika (5894), płn. ścianą, nowa droga, 13, 14 IX 1973 – R. Gutkowski, T. Łaukajtys, L. Wilczyński
  • Nevado Collpe Ananta (6110), płn. zach. ścianą, nowa droga, drugie wejście na szczyt, 13-16 VII 1985 – K. Ambroży, W. Derda, M. Kwaśny,

Hindukusz

  • Kohe Skhwar (7084) – Kohe Nadir Sah (6814), trawers, nowa droga, 3-11 VIII 1975 – M. Bała, K. Liszka, J. Mączka

Himalaje i Karakorum

  • K2 (8611), płn. wsch. granią, „Polska Droga”, z W. Wróżem doprowadzają drogę do 8400, w ramach narodowej wyprawy 1976, kier. J. Kurczab
  • Kanczendzonga Południowa (8500), od płd. zach. , I wejście, 19 V 1978 – W. Wróż, w ramach wyprawy narodowej, kier. P. Młotecki
  • Tukucha Peak (6920), płn. wsch. ścianą, nowa droga, maj 1983, M. Kwaśny
  • Dhaulagiri (8167), płd ścianą, nowa droga lewą częścią doprowadzona do grani (7500), 1986 jesień, kier. E. Chrobak
  • Mount Everest (8848), zach. granią, wiosna 1989, wejście szczytowe 24 maja 1989, A. Marciniak – kier. E. Chrobak

Ludwik Wilczyński




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    Marzenia to nie projekty [5]
    Bardzo fajny tekst. Dzieki!

    22-05-2019
    Apache