“Miałem swoje pięć minut” – Jerry Moffatt będzie gościem 16. KFG

W lutym tego roku przy okazji premiery dokumentu Silence w Astoria Park Hotel, w Riva del Garda, naprzeciw siebie usiedli Adam Ondra i Jerry Moffatt. Inne pokolenia, dwie kompletnie inne osobowości, ale łączy ich jedno – obaj to liderzy swoich czasów. Obaj wspinaniem zafascynowani, mający ambicje i możliwości. Wreszcie, obaj marzący o łamaniu barier, o przechodzeniu najtrudniejszych i najpiękniejszych dróg świata. Adam na Krakowskim Festiwalu Górskim już był, teraz pora na spotkanie z gwiazdą lat 80. i 90. – Brytyjczykiem Jerrym Moffattem.

Jerry Moffatt (fot. arch. Jerry Moffatt)

***

Jerry Moffatt (ur. 1963) był jednym z najbardziej charyzmatycznych wspinaczy lat 80. i 90. W pewnym okresie tym najskuteczniejszym, choć przecież wokół siebie miał same indywidualności. Jeśli przyjąć, że każdy wspinacz wyznaje jakąś filozofię, u niego brzmiałaby prosto: „zrobię wszystko, by być najlepszy”. Bo Moffatt to zwykły facet, który uparł się, by zawojować świat. I tak zrobił.

Jaki był jako wspinacz? Głośny, wiecznie popisujący się, z mocnym przeświadczeniem, że jest – że musi być – numerem 1. Może czasem irytujący, może narcystyczny, ale też nadzwyczaj szczery i bezpośredni, z dystansem do siebie, no i brytyjskim poczuciem humoru. Interesowało go wyłącznie wspinanie na najwyższym poziomie, nie uznawał półśrodków. Ale takie myślenie miało przecież swoje uzasadnienie. Był piekielnie zdeterminowany i nakręcony na wspinanie, a przy tym wyjątkowo skuteczny. Poczucie, że jest się zawsze krok do przodu, stało się motorem dla jego dokonań. Bez udowodnienia sobie i światu, że może dokonać rzeczy wyjątkowych, pewnie nie zaszedłby tak daleko.

Brytyjczyk nie ukrywał, że nie był pojętnym uczniem (ta niechęć do szkolnej ławki to zresztą znak szczególny wielu wspinaczy, którzy później stali się przecież mistrzami w swoim fachu ). Naukę skończył wcześnie, w wieku 17 lat, i szybko ruszył zdobywać świat. O swoich chłopięcych latach mówił (wspinanie.pl):

W ogóle nie byłem zbyt bystrym dzieckiem. W szkole często nie rozumiałem, o czym była mowa. To chyba było powodem, że nudziłem się tam strasznie.

Wyjątkowo pojętnym uczniem okazał się za to w świecie wertykalnym, choć nie miał wspinaczkowych genów, jego ojciec był dyrektorem finansowym w jednym z przedsiębiorstw, a matka pielęgniarką. Moffatt był więc samoukiem, ale z silnym oparciem ze strony rodziców. Podpatrywał mistrzów, wzorował się na nich, czerpał garściami z ich doświadczenia i wiedzy, by potem z impetem wkroczyć na salony. Ale nie ma niczego za darmo. Za wynikami stała ogromna praca, wyrzeczenia, wspinanie non stop, a później już profesjonalny trening – taki do zdarcia.

Tak się robi siłę ;)

Kariera Jerry’ego Moffatta trwała ponad 20 lat. Długo, a może nie aż tak… Ale był to czas bardzo intensywny. O samych początkach Brytyjczyk mówił (rockandice.com):

W ciągu roku byłem wspinaczkowym ćpunem, byłem całkowicie uzależniony. Cały wolny czas spędzałem na trawersowaniu wapiennych ścian szkolnych budynków, wyobrażając sobie, że wspinam się po klifach (…).

I jeszcze:

Byłem uzależniony od tego, po prostu musiałem się wspinać. W czasach rządów Thatcher łatwo było żyć na zasiłku przez lata, więc żyłem na nim ponad 5 lat. Teraz nie jestem z tego zbyt dumny…, ale wtedy nigdzie nie wychodziliśmy, nie piliśmy alkoholu, nie wydawaliśmy pieniędzy na ubrania, zwykliśmy wydawać je wszystkie na jedzenie. Nie miałem samochodu, do momentu, kiedy skończyłem 25 lat, jeździliśmy wszędzie autostopem… Żyłem z plecakiem.

Trawersowanie w Sheffield, wczesne lata 80. (fot. Richie Brooks)

Ale to wystarczyło. Brytyjczyk zaczął błyskawicznie piąć się w górę. Od wspinania w Stoney Middleton, podpatrywania z krzaków idola Rona Fawcetta i pierwszych butów EB, przez pierwsze ambitne wspinaczki na Wyspach, wreszcie po śrubowanie rekordów trudności na całym świecie. Czyż nie o to właśnie chodziło? Zdecydowanie o to… W swojej książce “Revelations” pisze:

Uwielbiałem samą myśl o tym, że moje nazwisko wejdzie do historii wspinania, zwłaszcza gdy autorstwo szło w parze z nowym standardem trudności.

Bez liny… (fot. arch. J. Moffatt)

Moffatt kochał rywalizację. A wspinał się z wielkimi tamtych czasów, mówił o nich z sympatią, kumplował się z nimi, byli dla niego inspiracją, a jednocześnie chciał ich przegonić.

W wywiadzie dla planetmountain.com:

Wspinałem się z Markiem i Antoinem Le Menestrel, zatrzymywałem się w domu Patricka Edlingera, wiązałem się z liną z Wolfgangiem Güllichem i Kurtem Albertem, Stefanem Glowaczem. Ben Moon był moim wielkim przyjacielem, przez lata wspólnie trenowaliśmy, wspinaliśmy się i boulderowaliśmy. Zawsze chciałem ich pokonać, a oni chcieli pokonać mnie, ale to naprawdę zawsze była przyjacielska rywalizacja.

Fajter? Tak, to chyba dobre słowo oddające charakter Brytyjczyka. Gwiazdor? Pewnie też. No to zobaczmy, kultowy The Real Thing:

***

Na czele peletonu

To co interesowało Jerry’ego Moffatta to pierwsze przejścia, pierwsze powtórzenia (albo przynajmniej jedne z pierwszych), najtrudniejsze drogi sportowe i tradowe, otwieranie topowych boulderów, trofea w zawodach. Wszystko to osiągnął. Poniżej tylko niektóre z jego fantastycznych dokonań.

1981
Otwiera Little Plum (E6 6c) w Stoney Middleton, jedną z najtrudniejszych dróg w kraju. To pierwszy, dość krótki, boulderowy wyciąg. Drugi dokłada rok później. W 1981 roku wytycza też Rooster Booster (E6 6c) w Raven Tor.

1982
Powtarza, jako pierwszy, drogi swojego idola Rona Fawcetta, w tym The Prow (E7 6c) w Raven Tor.

1982-1983
W 1982 roku po raz pierwszy wyjeżdża za ocean, przechodzi najtrudniejsze amerykańskie klasyki, co nie pozostaje bez echa wśród miejscowych wspinaczy; padają między innymi Psycho Roof 5.12d i Genesis 5.12d (obie w Eldorado Canyon) oraz Equinox 5.12d w Joshua Tree. Wtedy też Jerry poznaje Johna Bachara.

1983
Otwiera ryzykowny trad Master’s Wall (E7 6b) w Clogwyn Du’r Arddu, w Walii. Powie o nim po latach (planetmountain.com):

Master’s Wall to prawdopodobnie droga, na której ryzykowałem najbardziej. Trzeba zdać sobie sprawę, że pewne rzeczy wyglądały kiedyś inaczej. Jeśli robiłbym tę drogę dziś, to zjechałbym nią z 50 razy i prawdopodobnie wędkowałbym przed prowadzeniem. Ale w tamtym czasie zjechałem nią raz, sprawdziłem asekurację, rzuciłem tylko okiem, ponieważ nie chciałem pozbawić przejścia elementu strachu. Następnego dnia zjechałem ponownie, sprawdziłem jeszcze raz, usunąłem asekurację i poprowadziłem drogę.

1983
Przechodzi onsajtem najtrudniejsze drogi na Frankenjurze, w tym słynne Sautanz IX- Kurta Alberta i Chasin’ the Trane IX Johna Bachara. Wyznacza też nowe standardy trudności w niemieckich skałach – powstają Ekel IX+/7c+ na Eldorado i The Face X-/8a+ w Altmühltal. Rok później poprzeczkę właśnie w Altmühltal podniesie Wofgang Güllich, otwierając tam pierwsze światowe 8b – Kanal im Rücken (X).

1984
Jedzie z Benem Moonem do Francji i znów chce wywrzeć wrażenie na miejscowych. Ma dopiero 21 lat, a już czuje, że może im dorównać. Jak skuteczny potrafi być pokazuje, przechodząc fleszem Chimpanzodrome 7c+ i jako pierwszy powtarzając Bidule 8a+ Marca Le Menestrela, wówczas najtrudniejszą drogę na francuskiej ziemi. Jest do bólu szczery, po latach napisze: „w 1983 i 1984 wysforowałem się, bo wyprzedzałem swoje czasy. Musiało upłynąć trochę wody w rzece, żeby świat zaczął mnie doganiać”, ale dodaje też: „z różnorodności i mocnych stron trójki Francuzów (bracia Marc i Antoine Le Menestrel oraz Jibé Tribout – red.) sam dużo się nauczyłem”.

Wątek francuski przewijał się będzie w karierze Brytyjczyka przez kolejne lata. A późniejsze, nieprawdopodobne przejście na Wyspach jednego z braci Le Menestrelów wywrze na nim wrażenie, choć pewnie nie do końca będzie chciał przyznać to sam przed sobą…

Na „Papy On Sight” 8a, Verdon, 1. przejście, 1984 (fot. arch. J. Moffatt)

1984
Powstaje Revelations 8a+ (dziś mówi się, że 8b) w Raven Tor, wówczas najtrudniejsza droga na Wyspach, duma Jerry’ego. Wielu kojarzy Brytyjczyka właśnie z tą linią, taki też tytuł nosi głośna książka napisana wspólnie z Niallem Grimesem (2009), która polską premierę miała w tym roku.

Rok później swoją cegiełkę do historii Revelations dołoży dwa lata starszy od Moffatta, wspomniany wcześniej Antoine Le Menestrel – nie tylko jeden z liderów sportowego wspinania na świecie (autor pierwszej francuskiej 8b, La Rose et le Vampire w Boux czy pierwszego onsajtu na drodze 8a, Samizdat w Cimai), ale w późniejszych latach także wspinaczkowy performer, o którym zwykło się mówić się Vertical Dancer. I to właśnie on w 1985 roku jako pierwszy powtórzy ekstrem w Raven Tor, i zrobi to w niesamowitym stylu – free solo!

Rok 1984 to także nowa droga Moffatta w Burbage South – powstaje tam Messiah E6 6c. Brytyjczyk zdąży też pojechać do Stanów, gdzie zmierzy się między innymi z wielkim boulderowym klasykiem Yosemite – Midnight Lightning V8 Rona Kauka (1978) na Camp 4. O historii tego najgłośniejszego problemu na świecie pisaliśmy TUTAJ.

W tym czasie Moffatt jest już sportowcem pełną gębą. Pojawia się pierwszy sponsor Wild Country, później dojdzie Boreal. Brytyjczyk dostaje sprzęt, w tym kultowe buty Fire, później także pieniądze. “Moje marzenie się spełniło, wspinałem się cały czas aż do 40-tki” – powie po latach. Z chłopaka, który długo utrzymywał się z zasiłku, wyrósł na gwiazdę pierwszej wielkości. Kontrakty sponsorskie, telewizyjne show, okładki magazynów, potem już własne biznesy. W 1991 roku otworzył w Sheffield słynną ścianę wspinaczkową Foundry.

1985/87
To okres przestoju w karierze Brytyjczyka. Lata eksploatowania organizmu robią swoje – kontuzja łokci (konieczne okażą się operacje, potem długa fizjoterapia) wyklucza go na dłuższy czas ze wspinania. Ale co tam przerwa… Moffatt będzie starał się dogonić czołówkę i zrobi to w swoim stylu.

1987/1988
Powtarza trzy najtrudniejsze wówczas drogi we Francji, których trudności sięgały 8b+. W 1987 roku prowadzi w Buoux La Rage de Vivre Antoine’a Le Menestrela i Le Minimum drugiego z braci, Marca. Rok późnej ponownie odwiedzi rejon i tym razem pokona Le Spectre des Surmutant Jeana Babtiste’a Tribouta.

Francuzi i Brytyjczycy stale prześcigali się w robieniu coraz trudniejszych dróg, wątek francusko – brytyjski przewijał się będzie przez lata. Nie tylko Moffatt pogrywał na ambicji Francuzów, ale i drugi z fenomenalnych Brytyjczyków, Ben Moon. Moon wprowadzał w kompleksy kolegów, prowadząc na ich podwórku największe ekstremy, przy okazji nazywając je: Agincourt (1989, Buoux – notabene powtórzona niedawno przez Francuza Sebastiena Bouina) i Maginot Line (Volx, 1989). Sam przyznał później, że nazwy to tylko niewinny żart, przyjacielski kopniak… No ba… :). Ważne jednak, że tak trudna jak dwie wspomniane drogi Moona była wcześniej jedynie Wallstreet 11- Wofganga Güllicha (1987, pierwsze 8c na świecie) na Krottenseer Turm, na Frankenjurze.

1988
Moffatt wraca na Frankenjurę, gdzie otwiera ultra klasyk Stone Love X+/8b+. Droga powstaje na Eldorado, tam gdzie pięć lat wcześniej wytyczył Ekel IX+.

W tym samym roku odwiedza też Stany, gdzie powtarza serię słynnych dróg w Smith Rock, w tym między innymi Scarface 5.14a/ 8b+ Scotta Franklina z 1987 roku i Bolt or Not to Be 5.14a, pierwszą tak trudną sportową linię za oceanem, nomen omen otwartą w 1986 roku przez Francuza Jeana Baptiste’a Tribouta.

1990
W walijskim rejonie Lower Pen Trwyn powstaje Liquid Ambar. Moffatt wycenia ją na 8c (dziś oceniana jest wyżej, na ok. 8c/c+), co oznacza pierwszą drogę o takich trudnościach na Wyspach. „Liquid Ambar plasuje się na samym topie moich dróg w wapieniu” – przyzna później. I nie tylko ze względu na urodę i trudności, ale też z powodów osobistych. Drogę dedykował zmarłemu bratu Toby’emu, którego ulubionym gatunkiem drzewa był właśnie Liquidambar (Ambrowiec).

Na “Liquid Ambar” 8c/c+ (fot. Heinz Zak)

Jak mocni byli w tym czasie Brytyjczycy świadczy fakt, że drugi z wielkich wyspiarskich klasyków – Hubble 8c+ Bena Moona w Raven Tor z 1990 roku – także uważany jest za wyjątkowo wymagający w swoim stopniu, a są i głosy (w tym Adama Ondry), że  trudnościami bliżej Hubble do 9a. Alex Megos, który jako pierwszy spoza wspinaczy z UK powtórzył drogę Moona miał powiedzieć: “Hubble nie jest tylko drogą, jest mitem”.

1992
Powtarza najtrudniejszą drogę Australii, Punks in the Gym 32/8b+ Wolfganga Güllicha. Na rozpracowanie i przejście potrzebuje zaledwie dwóch dni. Także w Grampinas przechodzi onsajtem Serpentine 29/8a.

1993
Na Camp 4 w Yosemite powstaje Dominator V12/8A+. Jeden z najtrudniejszych boulderów autorstwa Jerry’ego Moffatta, powtórzony po raz pierwszy przez Bena Moona. Po latach Chris Sharma doda do Dominatora wersję SD – powstanie Dominated V13/8B.

Nie tak dawno po Dominated wspinał się Adam Ondra:

1995
Padają pierwsze przejścia tak znanych dróg jak Progress 8c w Kilnsey i Evolution 8c+ w Raven Tor. W obu rejonach rządzić będzie później wielki Steve McClure, który przedłuży Evolution i powstanie w ten sposób jeden z jego głośnych ekstremów Mutation 9a.

2012
W Stanage w Peak District powstaje życiowy problem boulderowy Moffatta – The Ace 8B, o którym pisze: „Był moim asem w rękawie. Gdy już go miałem, wiedziałem, że zaszedłem w boulderingu tak daleko, jak byłem w stanie. Zasmakowałem pełni szczęścia”. Najtrudniejsze przechwyty znalazł właśnie na Asie – właściwie trzy ruchy, ale za to jakie! Wracał na nie przez kilka sezonów, lawirując między odpowiednimi warunkami i zwyżką formy. Potem pojedzie jeszcze do Rocklands w RPA, gdzie powtórzy Nutsę 8A+ Freda Nicole’a.

Bouldering także zajmował ważne miejsce we wspinaniu Moffatta (fot. arch. J. Moffatt)

***

Zawody

Zawody to osobny rozdział w karierze Jerry’ego Moffatta. Mogę być najlepszy w skałach, to i stanę na najwyższym podium w zawodach – myślał. Zawsze chciał być rozpoznawalny, a taką szansę dawały właśnie wielkie imprezy. I tak też zrobił, choć szła za tym katorżnicza praca, i fizyczna i mentalna. Nauczył się myśleć jak zwycięzca, na panelu – nie w skałach (bo to przecież potrafił). „Trenowałem jak wariat, żeby mieć pewność, że siła fizyczna idzie w parze z mocą ducha” – pisał. Wygrywał zawody jeszcze przed ich rozpoczęciem – w głowie.

Kluczem do zwycięstw okazała się książka With Winning in Mind Lanny Bashama. Była dla niego punktem odniesienia, czymś w rodzaju biblii, religii, codziennym rytuałem. Fantastycznie opisuje to w książce Revelations. Poniżej tylko krótki fragment z pamiętnika, który prowadził w tamtym czasie:

Dół każdej strony, dzień po dniu, opatrywałem tekstem: „Jestem najlepszym wspinaczem, najlepszym zawodnikiem na świecie. Zawsze mi się udaje. Zawsze przechodzę fleszem 8a. Efektywnie i precyzyjnie stawiam nogi. W skale poruszam się szybko i z gracją. Mam mnóstwo czasu, żeby dopracować ruchy, bo świetnie się regeneruję. Mogę wyrestować się na każdym chwycie. Jestem najsilniejszym, najlepiej wytrenowanym wspinaczem na świecie”.

To nie arogancja, zadęcie czy zarozumialstwo kazały mi tak twierdzić. Całą tę mantrę zachowywałem tylko dla siebie. W książce nazwano ją directive affirmation (…).

Możliwość mierzenia się z najlepszymi i zasmakowanie wygranej – zawodnicza przygoda trwała u Moffatta kilka lat. Po zawodach w Arco w 1990 roku, w których zajął tam 5. miejsce, zrezygnował z panelowego współzawodnictwa. Wcześniej zdążył stanąć na podium wielu międzynarodowych imprez. Poniżej wybrane trofea:

  • I miejsce – Leeds 1989 (szczególnie ważne dla Brytyjczyka)
  • I miejsce – La Riba 1989
  • I miejsce – Kolonia 1989
  • II miejsce – Bardonecchia 1989
  • II miejsce – Madonna 1989
  • I miejsce – Bercy 1990
  • I miejsce – Londyn 1990
  • I miejsce – Maurienne 1990

***

„Droga musi być wyzwaniem, która po trochu, ustawicznie wyczerpuje cały zapas energii u wspinacza” – Moffatt napisał te słowa w kontekście zawodów. Ale to zdanie świetnie oddaje całą drogę wspinaczkową brytyjskiego asa. Przez wiele lat dawał z siebie wszystko, we wspinanie angażował się w 100%. Kiedy tego zabrakło, nie widział sensu, by dłużej to ciągnąć. Nie potrafił być średniakiem, musiał błyszczeć.

(fot. arch. J. Moffatt)

Pod koniec książki “Revelations” można trafić na taki fragment:

W kręgu obecnych przyjaciół nie mam prawie nikogo, kto interesowałby się wspinaniem. Wiem jednak, że zawdzięczam mu wszystko, całe to moje fantastyczne życie. Jestem dumny z własnych osiągnięć, ale bardzo rzadko o tym myślę. Dziś, gdy patrzę na młodego, dziewiętnastoletniego chłopaka, mówiącego do kamery na pamiętnym filmie wspinaczkowym: „Lubię dokopać innym”, zastanawiam się, czy to naprawdę byłem ja.

Dziś Moffatt wspina się sporadycznie, ale wciąż lubi publiczne występy. Ma żonę i dwójkę dzieci, gra w golfa, serfuje. Nadal pozostaje dla wielu jedną z najjaśniejszych postaci wspinania lat 80. i 90. XX wieku.

***

Już teraz zapraszamy na wieczór z Jerrym Moffattem na 16. Krakowskim Festiwalu Górskim, w sobotę 1 grudnia na głównej sali (początek o godz. 21.30). Moffatt jest też jednym z bohaterów filmu “Statement of Youth” Nicka Browna, który polską premierę będzie miał właśnie na 16. KFG.

Zaglądajcie także na profil FB festiwalu.

Książka “Revelations” dostępna jest w księgarni wspinanie.pl. Recenzję znajdziecie TUTAJ.

Dorota Dubicka




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum